Valerie oczywiście musiała wymienić się z Sarah numerem telefonu,bo ta uznała,że z pewnością się zaprzyjaźnią i będą przyjaciółkami do końca życia.Val nie miała jednak ochoty przyjaźnić się z takim typem dziewczyny,zwłaszcza jeśli była ona zakochana w jej byłym.Miała więc cudowny plan po wyjeździe z Detroit nie dawać jej żadnego znaku życia i tak zrobiła.
- Cześć,mogę?Przepraszam,że tak nagle przychodzę bez ostrzeżenia - Brendon wyglądał na podekscytowanego i zdenerwowanego.W niewiadomym celu miał gitarę ze sobą,to było zastanawiające.
- Wchodź.Mogę wiedzieć po co ci gitara?
- Właśnie po to przyszedłem.A więc,może nie musiałem tu z tym przychodzić,ale nieświadomie pomogłaś mi to tworzyć i byłoby nie fair gdybym ci nic nie powiedział - Brendon wyciągał gitarę z pokrowca,a Valerie ze zmarszczonym czołem przyglądała się mu i słuchała - Co było to było,chcę żebyś wiedziała że cokolwiek się stało jesteś moją najlepszą przyjaciółką i zawsze będziesz - Valerie uśmiechnęła się na te słowa.
- Miło mi,ale możesz przejść do rzeczy?
- Dobrze,więc napisałem piosenkę,kilka słów sama mi podsunęłaś podczas naszych rozmów,jeszcze raz dziękuję - uśmiechnął się ciepło i zaczął grać.
I was fine,just a guy living on my own
Waiting for the sky to fall
Then you called and changed it all,doll.
Ostatnie słowo dosyć mocno zaakcentował i uśmiechnął się szerzej patrząc na podłogę.Nie chciał patrząc na Valerie robić jej fałszywej nadziei,że piosenka jest o niej.Gdy doszło do refrenu wszystko było wiadomo-piosenka jest o Sarah.Val gdy zdała sobie z tego sprawę zmieniła wyraz twarzy na bardziej zawiedziony.
- I jak,co sądzisz? - spytał uśmiechnięty Brendon gdy skończył grać - Chcę to zagrać Sarah w walentynki.
- Cudowne,na pewno będzie zachwycona - Nie mogła skłamać,piosenka była piękna,miała jedną wadę-imię w refrenie.Dla Valerie Brendon nigdy nie napisał piosenki,a tu nagle zjawia się taka Sarah i piosenka gotowa,a nawet jeszcze nie są razem.Było jej przykro,w głębi serca jeszcze czuła coś do niego,chociaż może to te wspólne,wspaniałe wspomnienia z tych chwil,które razem przeżyli tak na nią działały.Wiedziała tylko jedno-nic nie zmieni i musi sobie sama z tym poradzić.Jedyne co przyszło jej do głowy to zemsta,chociażby niewielka.Pomyślała o tym pochopnie,ale wydawał jej się to dobry pomysł.Po dłuższej rozmowie z Brendonem okazało się że to przez poznanie Sarah tak się zmienił po trasie koncertowej.Gdy dowiedziała się o tym to zaczęła jej jeszcze bardziej nie znosić,bo miała swój wkład w rozpadzie ich związku.Gdyby nie ona to możliwe,że byliby jeszcze razem.
Po wyjściu Brendona Valerie zaczęła obmyślać swój plan zemsty.Najpierw pomyślała o uprzykrzaniu życia tej jakże cudownej,przyszłej pary.Uznała jednak,że nie chce skrzywdzić swojego byłego,tylko się na nim zemścić,więc wpadła na genialny pomysł,jakim było wzbudzenie w nim zazdrości.Wystarczy tylko znaleźć jakiegoś naiwnego,ale też nie losowego chłopaka,który nie miałby nic przeciwko spędzaniu dni w towarzystwie Valerie.Oczywiście,padło na Ryana.On nie odmówi towarzystwa żadnej dziewczynie,a zwłaszcza Val.
Jak pomyślała,tak zrobiła.Całe dni aż do połowy wakacji w 2009 roku spędzała z Ryanem.Może nie było tak,jak sobie to wyobrażała,ale zależało jej tylko na tym,by Brendon był zazdrosny.W lipcu wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli.Ryan dzięki temu,że odszedł z zespołu miał więcej wolnego czasu,więc pili zdecydowanie za dużo alkoholu,poza tym dołączyła do nich Z,nowa dziewczyna Ryana,która całkowicie popsuła plany Valerie.Ona nie postanowiła jednak zostawiać swojego nowego,imprezowego stylu życia i wracać do swojego dawnego życia,wręcz przeciwnie,strasznie jej się to spodobało.
Pewnego wieczora gdy szli w dwójkę objęci z Ryanem ulicą wreszcie spełnił się największy cel Valerie.Zamyślony Brendon zmierzał w ich stronę niczego się nie spodziewając.Gdy ich ujrzał popatrzył zaniepokojonym wzrokiem i podbiegł do nich.
- Valerie,co ty robisz?! - złapał ją za ramiona i spojrzał jej w oczy.
- Jestem z Ryanem,nie wolno mi? - pytanie było zupełnie inne,ale alkohol w jej głowie sprawił,że usłyszała to co chciała,i powiedziała,a wręcz wybełkotała usatysfakcjonowana to,co planowała od dawna.
- Ty jesteś naćpana! - krzyknął jeszcze bardziej zaniepokojony.Prawda,akurat tego jednego wieczora Ryan zaproponował jej kokainę,a ona nie miała zamiaru odmawiać - Czy ty jesteś normalny?!Co ty z nią najlepszego zrobiłeś? - zwrócił się do Ryana.Byli i tak ostatnio pokłóceni ze sobą,więc kolejna okazja,by na niego nakrzyczeć była dla niego przyjemnością - A ty idziesz ze mną,Valerie.
Zabrał ją do auta i zawiózł do swojego domu.Postanowił,że zatrzyma ją u siebie przez jakiś czas i zabierze ją na najbliższą trasę po Europie.Gdy wytłumaczył Sarah wszystko i położył Valerie,która zasnęła po drodze,na kanapie w salonie wyciągnął z jej torebki klucze do domu i pojechał zabrać stamtąd jej rzeczy.
- ...nie przyjdziesz tu,nawet o tym nie myśl - rano Valerie obudziła głośna rozmowa Brendona przez telefon.Najpierw zdziwiła się,co ona u niego robi,ale nie miała siły,żeby prowadzić dochodzenie,więc wsłuchała się w rozmowę - ...ty już wystarczająco dużo zepsułeś...nie obchodzi mnie to,że znów się zaprzyjaźniliście,nie wpuszczę cię tu i koniec...co z tego?Nie muszę być jej ojcem,żeby się o nią martwić,a skoro wplątała się między takie osoby jak ty to mam się czego obawiać...trzeba było o tym pomyśleć wcześniej,nie tłumacz się tu teraz alkoholem...jakbyś tego nie miał ze sobą,to nie było by problemu!Tak w ogóle,to skąd to wziąłeś?...Ryan,ale to nie jest byle co,to jest kokaina!I nie obchodzi mnie czy ona sama chciała,czy nie...nie obchodzi mnie to!Trzeba było pomyśleć...teraz to już za późno,'jestem głupi' nic nie naprawi...dobra,starczy,ty wszystko zepsułeś,szkoda tylko że Valerie na tym cierpi.Cześć.
Valerie jak przez mgłę przypomniała sobie,co działo się poprzedniego dnia.Słabo pamiętała ten moment z kokainą,bo była już po alkoholu,ale coś jej świtało.Nie mogła jeszcze uwierzyć,że Ryan,jej najlepszy przyjaciel ostatnich tygodni,mógł mieć narkotyki i częstować ją nimi.Nie mogła też uwierzyć,że zgodziła się je wziąć.Wydawało jej się,że jest przeciwniczką narkotyków,okazuje się jednak że po alkoholu ludzie są inni.
- Cześć Josh,jakby co to o Valerie się nie martw,dałem jej mały szlaban...za mocno zabalowała z Ryanem,opowiem ci kiedy indziej - opowiadał,jakby był za nią odpowiedzialny,jakby był jej ojcem.Dziwne,że nagle stał się aż tak opiekuńczy - ...zabieram ją w naszą trasę do Europy - W jaką znowu trasę?!Do jakiej Europy?! - ...nie martw się,będzie w dobrych rękach,w lepszych niż była teraz...dobra,nie ma za co,cześć.
Po usłyszeniu tych nowości postanowiła poruszyć swoje niezorganizowane ciało i wstać z kanapy,by pójść do kuchni porozmawiać z Brendonem.Wyszło jej to średnio,potykała się o równo położone panele.
- Jaka znowu Europa? - spytała zaspanym głosem.
- Nie śpisz już? - spojrzał na nią karcącym wzrokiem pod tytułem 'Teraz to ja za ciebie odpowiadam' - Valerie,nie możesz tu teraz zostać,nie po tym.To tylko miesiąc,spodoba ci się.Poznasz naszych nowych kolegów z zespołu...
- Macie już nowych? - mówienie sprawiało jej niemałą trudność.Nie potrafiła jednak siedzieć cicho,jak to ona.
- Na razie są z nami tylko podczas wyjazdów i grają z nami na koncertach.Wyjeżdżamy w czwartek,o rzeczy się nie martw,przywiozłem wszystko z twojego domu.
Nagle po schodach na dół zeszła Sarah.Pocałowała Brendona na powitanie i przytuliła się do Valerie.Val dalej czuła do niej niechęć,ale miała ochotę jej podziękować za to,że nie ma nic przeciwko temu,że spędzi z jej chłopakiem miesiąc na innym kontynencie.
- Jak się czujesz? - spytała troskliwie uśmiechając się.
- Nie za dobrze... - jęknęła Val przecierając dłonią twarz.Nagle jakimś cudem okazało się,że Brendona nie ma już w kuchni,były same.
- Valerie,wierzę że uda ci się uświadomić sobie,że to co robiłaś w ostatnim czasie nie było dobre.Nie znam może dobrze Ryana,ale słyszałam od Brendona jaki jest i lepiej się z nim ostatnio nie zadawać.
- Przyjaźnili się... - jej głos nie był już aż tak zaspany jak wcześniej,ale i tak normalny nie był.
- Wiem,ale Ryan się teraz zmienił.Stał się całkowicie innym człowiekiem...
- Sarah,ja się z nim przyjaźnię,znam go lepiej...
- Przyjaźniłaś...Brendon nie dopuści do tego,żebyście się spotkali - Valerie po raz pierwszy widziała ją bez uśmiechu,to był na prawdę nietypowy widok - Za kilka dni będziesz w Europie,oni się tam tobą zaopiekują,nie masz się czego bać.
Posyłając Val uśmiech,bez którego długo nie wytrzymała,wyszła z kuchni zostawiając ją tam samą.Valerie miała złe przeczucia co do wyjazdu do Europy,ale wiedziała że Brendon nie zostawi jej wyjścia.Jedyne co jej zostało to czekać do czwartku,nie myśleć o Ryanie i zapomnieć o niedalekiej przeszłości.
piątek, 2 grudnia 2011
czwartek, 24 listopada 2011
You ain't woman enough to take my man.
- Tak poza tym,bardzo mi przykro z powodu Keltie - powiedziała Valerie odprowadzając Ryana do przedpokoju.
- Dziękuję,ale wiesz co?Jakoś nie jest mi nawet żal.Może po prostu tak już miało być,może ona nie była tą jedyną i to musiało się skończyć?Nie wiem,ale jestem w świetnym nastroju w porównaniu do... - miał na myśli swoje załamanie nerwowe po zerwaniu z Val,ale postanowił jednak nie mówić jej tak wprost o swoim ówczesnym stanie.Wolał żeby dalej myślała,że się tym aż tak nie przejął.Ona nie dociekała i tylko uśmiechnęła się do niego - Dobra,do zobaczenia - przytulił ją z całej siły.Bał się,że znów nie będzie się z nią widzieć przez kilka miesięcy,więc chciał maksymalnie wykorzystać te kilka godzin które spędził u niej.
- Do zobaczenia - wydusiła Valerie,nie mogła złapać oddechu z powodu silnego uścisku Ryana.Kto by pomyślał,że ta lebioda ma taką siłę?
Wreszcie nastąpiły oczekiwane przez Valerie święta.Cała w skowronkach pobiegła na samolot do Detroit,kiedyś jeździła tam nawet kilka razy rocznie,lecz teraz wiele się pozmieniało w jej życiu łącznie z tym.Na lotnisku czekała na nią jej ukochana matka chrzestna.Nie była jej rodziną,ale Valerie traktowała ją praktycznie jak drugą mamę,zwłaszcza teraz jej potrzebowała,gdy była bez rodziców.Świetnie jej było z tym,że mogła teraz porozmawiać z kimś kogo zna od urodzenia,powiedziała jej prawie o wszystkim.Opowiadała o żonie Josha,którego chrzestna Valerie dobrze znała,z resztą jak cała rodzina i przyjaciele rodziny Thorntonów.Zdała jej też relację o Ryanie i Brendonie,wreszcie mogła powiedzieć komuś wszystko co ma na sercu,co czuje do tych dwóch i jak odbiera ich zachowanie.Judy,czyli chrzestna Val miała trzydzieści siedem lat,ale była panną i miała za sobą ciekawe i skomplikowane życie uczuciowe,więc mogła prawie profesjonalnie doradzić.Było to o wiele lepsze wyjście,niż żalenie się Jaredowi,który i tak chyba nic nie rozumiał,a poza tym był zbyt zajęty kopaniem w trocinach lub obgryzaniem klatki by wysłuchiwać czyichś problemów.
- Przepraszam,że zapraszam kogoś pod twoją obecność,ale już mamy z moją znajomą taki zwyczaj,że odwiedzamy się w święta,więc będą tu dziś - zabrzmiało to tak,jakby Valerie mogła mieć pretensje z powodu czyichś odwiedzin.Ale to przecież był dom Judy i mogła zapraszać kogo chce i kiedy chce.
- Nie ma sprawy,na prawdę nie musisz mnie za to przepraszać.
- Chodzi mi o to,że nie widziałyśmy się kilka lat,a ja tu teraz zamiast spędzać ten tydzień z tobą jak najlepiej to zapraszam znajomych.
- Dobrze,na prawdę nie ma sprawy.Obiecuję,że teraz będę przyjeżdżać tu częściej.
- Super.Poza tym,Mary ma córkę w twoim wieku,więc nie będziesz musiała siedzieć z nami i się nudzić.Nawet z tego co wiem to macie kilku wspólnych znajomych w LA.
Chodziło o Ryana albo Brendona?Dziwne,zna tam sporo osób,a natychmiast pomyślała o nich.Cóż,oni mieli naprawdę wielu znajomych,więc mógł to być każdy,Valerie postanowiła dlatego nie dopytywać się o tą dziewczynę,bo uznała to za bezsensowne.Uśmiechnęła się tylko i poszła do swojego pokoju wreszcie się przebrać.Było już popołudnie,a ona dalej chodziła w piżamie.Lubiła tak robić,gdy wiedziała że nie ma nic zaplanowanego na ten dzień,niestety jednak tym razem plany się pozmieniały.
Do domu weszła lekko puszysta para,kobieta miała krótkie,ciemnobrązowe włosy i cały czas się uśmiechała.Mężczyzna miał szpakowate,krótkie,kręcone włosy i intensywnie niebieskie oczy.Ich córka weszła za nimi,była do nich bardzo podobna.Po matce odziedziczyła wieczny uśmiech,a po ojcu kolor oczu.Poza tym miała na sobie mocny makijaż i było po niej widać,że jest fanką solarium.Była chudsza od swoich rodziców,miała bardzo ładną figurę.Judy zaczęła przedstawiać wszystkim Valerie,lecz do owej dziewczyny nie musiała podchodzić,bo ona sama podbiegła i niemal rzuciła się im obydwóm na szyję.
- Jestem Sarah - powiedziała dziecięcym głosikiem cały czas się uśmiechając.
- Valerie - powiedziała zaskoczona,nie liczyła na takie miłe powitanie.
- Valerie Thornton?To ty? - Skąd ona,do diabła,wie jak się nazywam? Val nawet jej jeszcze nie znała,ale już za nią nie przepadała - Tak dużo o tobie słyszałam.
- Serio? - niezbyt wiedziała co się w tej chwili dzieje.Okazało się,że w bliżej nieokreślony sposób znalazła się w swoim pokoju i siedziała na łóżku,Sarah chodziła i rozglądała się.
- Była dziewczyna Brendona,tak? - powiedziała w pewnym momencie uśmiechając się dociekliwie.To zabolało.Zwłaszcza ten akcent na 'była'.
- T-tak,ale skąd o tym wiesz?
- Poznałam Brendona na jednym z ich wspólnych koncertów z Paramore - opowiadając przysiadła koło Valerie - Byłam jeszcze z Jeremy'm.Tak wyszło,że zakolegowaliśmy się,teraz gdy już jestem sama to piszemy ze sobą cały czas.Otworzył się przede mną,opowiadał o wszystkim co się u niego wydarzyło,nie spodziewałam się takiej reakcji po osobie którą znam parę miesięcy.O tobie też bardzo dużo mówił,wtedy jeszcze byliście razem.Opowiadał o swoim wrażeniu,że się oddalacie od siebie.Bolało go to,że spotykałaś się z jego najlepszym przyjacielem.Na prawdę cię kochał - fakt,pod koniec ich związku bardzo się oddalili.To już nie było to,co na początku,już nie jeździli na spacery późnymi wieczorami,nie całowali się w środku miasta,nie rozmawiali do rana.To było zdecydowanie coś innego.Valerie miała wielką ochotę powiedzieć Sarah,żeby nie wtykała nosa w nieswoje sprawy,lecz postanowiła poprawić się i nie popełniać tego samego błędu co przy Keltie,która okazała się w porządku w stosunku do niej.
Następne około dwie godziny Sarah opowiadała o sobie,bardzo chciała się lepiej poznać z Valerie.Ta natomiast rozmyślała cały czas o Brendonie i Ryanie.Trzeba przyznać,że ten drugi bardziej dawał po sobie znać,że ją kocha.Wystarczy spojrzeć chociaż na piosenki : She Had The World-kto inny mógłby mieć świat,jak nie młoda milionerka?Poza tym,faktycznie,mogła mieć wszystko oprócz Ryana,który nie potrafił być w długim,poważnym związku,po prostu się do tego nie nadawał.Oczywiście trzeba jeszcze dodać,że oczywiście,że jej nie zrujnował,tylko zrobił ją bardziej interesującą.Dzięki znajomości z nim bardzo się zmieniła i to na lepsze.Stała się bardziej otwarta i miła;Northern Downpour-w tej piosence co prawda jest tylko jeden wers odnoszący się do Valerie,ale jest-"Tęskniłem za twoja skórą,gdy byłaś na wschodzie",czyli u rodziców w Nowym Jorku na święta;When The Day Met The Night-do tej piosenki można mieć pewne wątpliwości,gdyż jest ona skierowana również do Keltie.Takie jakby dwa w jednym.Obie dziewczyny poznał w środku lata,obie go w pewien sposób zmieniły.Cóż,niestety jednak nie ważne ile piosenek by napisał,jak dalej będzie prowadzić swój imprezowy styl życia,to nawet najpiękniejsza piosenka nie pomoże w zdobyciu ukochanej.
- Dziękuję,ale wiesz co?Jakoś nie jest mi nawet żal.Może po prostu tak już miało być,może ona nie była tą jedyną i to musiało się skończyć?Nie wiem,ale jestem w świetnym nastroju w porównaniu do... - miał na myśli swoje załamanie nerwowe po zerwaniu z Val,ale postanowił jednak nie mówić jej tak wprost o swoim ówczesnym stanie.Wolał żeby dalej myślała,że się tym aż tak nie przejął.Ona nie dociekała i tylko uśmiechnęła się do niego - Dobra,do zobaczenia - przytulił ją z całej siły.Bał się,że znów nie będzie się z nią widzieć przez kilka miesięcy,więc chciał maksymalnie wykorzystać te kilka godzin które spędził u niej.
- Do zobaczenia - wydusiła Valerie,nie mogła złapać oddechu z powodu silnego uścisku Ryana.Kto by pomyślał,że ta lebioda ma taką siłę?
Wreszcie nastąpiły oczekiwane przez Valerie święta.Cała w skowronkach pobiegła na samolot do Detroit,kiedyś jeździła tam nawet kilka razy rocznie,lecz teraz wiele się pozmieniało w jej życiu łącznie z tym.Na lotnisku czekała na nią jej ukochana matka chrzestna.Nie była jej rodziną,ale Valerie traktowała ją praktycznie jak drugą mamę,zwłaszcza teraz jej potrzebowała,gdy była bez rodziców.Świetnie jej było z tym,że mogła teraz porozmawiać z kimś kogo zna od urodzenia,powiedziała jej prawie o wszystkim.Opowiadała o żonie Josha,którego chrzestna Valerie dobrze znała,z resztą jak cała rodzina i przyjaciele rodziny Thorntonów.Zdała jej też relację o Ryanie i Brendonie,wreszcie mogła powiedzieć komuś wszystko co ma na sercu,co czuje do tych dwóch i jak odbiera ich zachowanie.Judy,czyli chrzestna Val miała trzydzieści siedem lat,ale była panną i miała za sobą ciekawe i skomplikowane życie uczuciowe,więc mogła prawie profesjonalnie doradzić.Było to o wiele lepsze wyjście,niż żalenie się Jaredowi,który i tak chyba nic nie rozumiał,a poza tym był zbyt zajęty kopaniem w trocinach lub obgryzaniem klatki by wysłuchiwać czyichś problemów.
- Przepraszam,że zapraszam kogoś pod twoją obecność,ale już mamy z moją znajomą taki zwyczaj,że odwiedzamy się w święta,więc będą tu dziś - zabrzmiało to tak,jakby Valerie mogła mieć pretensje z powodu czyichś odwiedzin.Ale to przecież był dom Judy i mogła zapraszać kogo chce i kiedy chce.
- Nie ma sprawy,na prawdę nie musisz mnie za to przepraszać.
- Chodzi mi o to,że nie widziałyśmy się kilka lat,a ja tu teraz zamiast spędzać ten tydzień z tobą jak najlepiej to zapraszam znajomych.
- Dobrze,na prawdę nie ma sprawy.Obiecuję,że teraz będę przyjeżdżać tu częściej.
- Super.Poza tym,Mary ma córkę w twoim wieku,więc nie będziesz musiała siedzieć z nami i się nudzić.Nawet z tego co wiem to macie kilku wspólnych znajomych w LA.
Chodziło o Ryana albo Brendona?Dziwne,zna tam sporo osób,a natychmiast pomyślała o nich.Cóż,oni mieli naprawdę wielu znajomych,więc mógł to być każdy,Valerie postanowiła dlatego nie dopytywać się o tą dziewczynę,bo uznała to za bezsensowne.Uśmiechnęła się tylko i poszła do swojego pokoju wreszcie się przebrać.Było już popołudnie,a ona dalej chodziła w piżamie.Lubiła tak robić,gdy wiedziała że nie ma nic zaplanowanego na ten dzień,niestety jednak tym razem plany się pozmieniały.
Do domu weszła lekko puszysta para,kobieta miała krótkie,ciemnobrązowe włosy i cały czas się uśmiechała.Mężczyzna miał szpakowate,krótkie,kręcone włosy i intensywnie niebieskie oczy.Ich córka weszła za nimi,była do nich bardzo podobna.Po matce odziedziczyła wieczny uśmiech,a po ojcu kolor oczu.Poza tym miała na sobie mocny makijaż i było po niej widać,że jest fanką solarium.Była chudsza od swoich rodziców,miała bardzo ładną figurę.Judy zaczęła przedstawiać wszystkim Valerie,lecz do owej dziewczyny nie musiała podchodzić,bo ona sama podbiegła i niemal rzuciła się im obydwóm na szyję.
- Jestem Sarah - powiedziała dziecięcym głosikiem cały czas się uśmiechając.
- Valerie - powiedziała zaskoczona,nie liczyła na takie miłe powitanie.
- Valerie Thornton?To ty? - Skąd ona,do diabła,wie jak się nazywam? Val nawet jej jeszcze nie znała,ale już za nią nie przepadała - Tak dużo o tobie słyszałam.
- Serio? - niezbyt wiedziała co się w tej chwili dzieje.Okazało się,że w bliżej nieokreślony sposób znalazła się w swoim pokoju i siedziała na łóżku,Sarah chodziła i rozglądała się.
- Była dziewczyna Brendona,tak? - powiedziała w pewnym momencie uśmiechając się dociekliwie.To zabolało.Zwłaszcza ten akcent na 'była'.
- T-tak,ale skąd o tym wiesz?
- Poznałam Brendona na jednym z ich wspólnych koncertów z Paramore - opowiadając przysiadła koło Valerie - Byłam jeszcze z Jeremy'm.Tak wyszło,że zakolegowaliśmy się,teraz gdy już jestem sama to piszemy ze sobą cały czas.Otworzył się przede mną,opowiadał o wszystkim co się u niego wydarzyło,nie spodziewałam się takiej reakcji po osobie którą znam parę miesięcy.O tobie też bardzo dużo mówił,wtedy jeszcze byliście razem.Opowiadał o swoim wrażeniu,że się oddalacie od siebie.Bolało go to,że spotykałaś się z jego najlepszym przyjacielem.Na prawdę cię kochał - fakt,pod koniec ich związku bardzo się oddalili.To już nie było to,co na początku,już nie jeździli na spacery późnymi wieczorami,nie całowali się w środku miasta,nie rozmawiali do rana.To było zdecydowanie coś innego.Valerie miała wielką ochotę powiedzieć Sarah,żeby nie wtykała nosa w nieswoje sprawy,lecz postanowiła poprawić się i nie popełniać tego samego błędu co przy Keltie,która okazała się w porządku w stosunku do niej.
Następne około dwie godziny Sarah opowiadała o sobie,bardzo chciała się lepiej poznać z Valerie.Ta natomiast rozmyślała cały czas o Brendonie i Ryanie.Trzeba przyznać,że ten drugi bardziej dawał po sobie znać,że ją kocha.Wystarczy spojrzeć chociaż na piosenki : She Had The World-kto inny mógłby mieć świat,jak nie młoda milionerka?Poza tym,faktycznie,mogła mieć wszystko oprócz Ryana,który nie potrafił być w długim,poważnym związku,po prostu się do tego nie nadawał.Oczywiście trzeba jeszcze dodać,że oczywiście,że jej nie zrujnował,tylko zrobił ją bardziej interesującą.Dzięki znajomości z nim bardzo się zmieniła i to na lepsze.Stała się bardziej otwarta i miła;Northern Downpour-w tej piosence co prawda jest tylko jeden wers odnoszący się do Valerie,ale jest-"Tęskniłem za twoja skórą,gdy byłaś na wschodzie",czyli u rodziców w Nowym Jorku na święta;When The Day Met The Night-do tej piosenki można mieć pewne wątpliwości,gdyż jest ona skierowana również do Keltie.Takie jakby dwa w jednym.Obie dziewczyny poznał w środku lata,obie go w pewien sposób zmieniły.Cóż,niestety jednak nie ważne ile piosenek by napisał,jak dalej będzie prowadzić swój imprezowy styl życia,to nawet najpiękniejsza piosenka nie pomoże w zdobyciu ukochanej.
piątek, 18 listopada 2011
Defiance
Mijały dni,tygodnie miesiące.Valerie znalazła pracę w salonie sukien ślubnych,bardzo ją polubiła,nie zazdrościła klientkom ich szczęścia tylko cieszyła się razem z nimi.Poza tym zawsze uwielbiała suknie ślubne,kochała je oglądać i teraz mogła to robić całymi dniami.Wielkimi krokami zbliżały się też święta,chrzestna Valerie z Detroit zaprosiła ją do siebie,by nie była sama w domu.Oczywiście z chęcią przyjęła zaproszenie,cieszyła się na wyjazd do Michigan,zawsze uwielbiała tam jeździć zimą z powodu śniegu.Od kiedy mieszka w Los Angeles już dawno go nie widziała.Liam po miesiącu mieszkania u Valerie postanowił wyprowadzić się do rodziców.Zepsuło jej to bardzo humor,tyle dobrze że miała pracę,więc nie musiała cały czas przesiadywać samotnie w domu.Brendon dotrzymał swojej obietnicy i odwiedzał ją regularnie.Na początku strasznie ją to irytowało,ale potem przypomniała sobie,że to w końcu Brendon i on nigdy się nie zmieni.Po Ryanie nie było żadnego śladu życia,nie pisał,nie dzwonił i nie przychodził.Co do tego jego niby 'wielkiego zakochania w niej',o którym zapewniała Keltie,Valerie zaczęła wątpić jeszcze bardziej,gdy z dnia na dzień w internecie przybywało coraz więcej zdjęć Ryana z różnymi dziewczynami.Z Keltie nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać i cieszyło ją to,że ta też dała jej spokój,ale czuła,że musi mieć jeszcze więcej informacji dotyczących prywatnego życia gitarzysty,więc nie pozostaje nic innego niż porozmawiać z nim we własnej osobie.Oczywiście nie miała zamiaru pytać go tak wprost czy dalej ją kocha,chciała się w szczególności dowiedzieć jego opinii o Keltie.
- Cześć - Ryan uśmiechnął się szeroko pokazując swoje równe,idealnie białe zęby,lecz po chwili nie mógł się powstrzymać i przytulił Valerie.Stali tak przytuleni w otwartych drzwiach przez ponad minutę,nie widzieli się w końcu kilka miesięcy - Stęskniłem się za tobą...bardzo - wyszeptał po chwili
- Ja za tobą też - cóż,trzeba przyznać,że brakowało jej rozmów z nim.Jak była z Brendonem to spotykali się,ale to i tak nie było to samo.Ani ona,ani on nie chcieli go skrzywdzić.
- Fajnie że mnie zaprosiłaś.Już myślałem,że znowu mnie nie chcesz znać,albo coś w tym stylu - uśmiechnął się do niej mając na myśli początki ich znajomości i te czasy w których Valerie była taka nieśmiała,że jego pocałunek powodował jej depresję.
- Coś ty,zmieniłam się przez ostatni czas - to było akurat pewne.Ta 'dawna' Val nie wpuściłaby do swojego domu obcego mężczyzny,a tym bardziej nie pozwoliłaby mu mieszkać z nią przez miesiąc - Jak tam z Keltie? - postanowiła udać idiotkę i nie mówić mu,że się z nią spotkała.Chciała usłyszeć jak to było z jego perspektywy bez niczyjego wpływu.
- Nie mówiłem ci? Nie jesteśmy już razem i to dość długo...a,faktycznie,nie widziałem się z tobą jeszcze dłużej - znów uśmiechnął się do niej szeroko.Wygląda na to że jest w na prawdę świetnym humorze.
- Serio? - udała zdziwioną.Trzeba przyznać,jest świetną aktorką - Co się takiego stało?
I tutaj nagle zamilkł.Czyżby coś ukrywał?Może to co mówiła Keltie to prawda?Ale musiała w tym być jednak szczypta kłamstwa.Chyba że...te ciągłe uśmiechy,powitanie,ten sposób w jaki na nią patrzył.Keltie najwyraźniej nie kłamała!
- Nie wiem jak to powiedzieć,ale...uznajmy że przeżyła to samo co ty,gdy wróciłaś z Nowego Jorku po świętach - zgadza się,to właśnie mówiła.Ale to w takim razie było bez sensu,po co by miała przekazywać jej bezinteresownie te wszystkie informacje?Musiał gdzieś być haczyk,tylko gdzie?
- Ryan,Ryan,Ryan - Valerie przerwała na chwilę przemyślenia by nie wzbudzać podejrzeń i pokiwała głową - Ty się chyba nigdy nie zmienisz - uśmiechnęła się,by zrozumiał że to jest żart i nie odebrał tego jako obelgę.
- Cały ja.Chyba pisane mi jest być singlem - tak,on singlem.Ryan Ross starym kawalerem.Trochę to mało przyziemne.Z pewnością,jakby był z jakąś jego fanką,to mógłby zdradzać ją na prawo i lewo,ale jej by to nie przeszkadzało.No bo to w końcu George Ryan Ross III i nie można z nim zerwać,ani się na niego obrazić.Dlatego właśnie w większości przypadków to Keltie została wzgardzona po ich zerwaniu.Ale w sumie skoro zasłużyła na gwiazdy to po co jej taki Ryan,tylko by przeszkadzał,prawda?
- A ta nowa dziewczyna,to kto? - musiała zadać to pytanie.Z pewnością Keltie już pobiegła do tej trzeciej i ostrzegła ją jaką to niewdzięczną,zdradziecką świnią jest Ryan.
- W sumie to - uśmiechnął się tylko wstydliwie - nie wiem.
- Jak to nie wiesz?Spałeś z dziewczyną i nawet nie wiesz kim jest?
- Tu nie chodziło o to,że zależało mi na niej albo coś,po prostu znowu nad sobą nie zapanowałem.Taki już jestem i nic na to nie poradzę - a może jednak faktycznie bycie kawalerem było mu pisane?
- Ryan,nie możesz tak robić.A co jak ktoś się naprawdę w tobie zakocha?Wiesz jak byś ją skrzywdził? - chciała mu przez to wypomnieć też sytuację,w której sama była.
- Kto mógłby mnie pokochać?Jestem zwariowany.Tacy ludzie nie zasługują na miłość.Nie zasługują nawet na przyjaźń,więc widzę że jestem wielkim szczęściarzem.
- Właśnie oni zasługują na miłość i na przyjaźń najbardziej.Są inni niż wszyscy i mają w sobie więcej powodów,by ich kochać.Wystarczy tylko żebyś poczekał i poszukał tej jedynej,może nawet ona sama do ciebie przyjdzie.Ale pamiętaj,nie warto wplątywać się w przygody na jedną noc,nic dobrego nie wprowadzą,mogą jedynie zepsuć naprawdę dobry związek.Może jestem od ciebie młodsza i mam mniej doświadczenia,ale to nie znaczy że nie mogę ci doradzić - uśmiechnęli się do siebie ciepło i spojrzeli sobie w oczy.Valerie lubiła to w nim najbardziej-zawsze jak z nią rozmawiał,to wpatrywał się w nie głęboko.Miała wtedy wrażenie,że przeszywa się przez nie do jej duszy,to było wspaniałe uczucie.
Ryan najwyraźniej zrozumiał wręcz 'kazanie' Valerie i wygląda na to,że będzie chciał wprowadzić je w życie.Pozostaje tylko jedno zasadnicze pytanie-czy ten imprezujący łamacz serc jest w stanie się kiedykolwiek zmienić?
______________________
Tak,tak wiem,nie jest fajnie.Ostatnio mam problemy z weną,ale nie chce też zaniedbywać bloga i czekać na wenę,bo w końcu się okaże,że nie będę pisać przez pół roku.Mam nadzieję,że następna część wyjdzie lepsza.
- Cześć - Ryan uśmiechnął się szeroko pokazując swoje równe,idealnie białe zęby,lecz po chwili nie mógł się powstrzymać i przytulił Valerie.Stali tak przytuleni w otwartych drzwiach przez ponad minutę,nie widzieli się w końcu kilka miesięcy - Stęskniłem się za tobą...bardzo - wyszeptał po chwili
- Ja za tobą też - cóż,trzeba przyznać,że brakowało jej rozmów z nim.Jak była z Brendonem to spotykali się,ale to i tak nie było to samo.Ani ona,ani on nie chcieli go skrzywdzić.
- Fajnie że mnie zaprosiłaś.Już myślałem,że znowu mnie nie chcesz znać,albo coś w tym stylu - uśmiechnął się do niej mając na myśli początki ich znajomości i te czasy w których Valerie była taka nieśmiała,że jego pocałunek powodował jej depresję.
- Coś ty,zmieniłam się przez ostatni czas - to było akurat pewne.Ta 'dawna' Val nie wpuściłaby do swojego domu obcego mężczyzny,a tym bardziej nie pozwoliłaby mu mieszkać z nią przez miesiąc - Jak tam z Keltie? - postanowiła udać idiotkę i nie mówić mu,że się z nią spotkała.Chciała usłyszeć jak to było z jego perspektywy bez niczyjego wpływu.
- Nie mówiłem ci? Nie jesteśmy już razem i to dość długo...a,faktycznie,nie widziałem się z tobą jeszcze dłużej - znów uśmiechnął się do niej szeroko.Wygląda na to że jest w na prawdę świetnym humorze.
- Serio? - udała zdziwioną.Trzeba przyznać,jest świetną aktorką - Co się takiego stało?
I tutaj nagle zamilkł.Czyżby coś ukrywał?Może to co mówiła Keltie to prawda?Ale musiała w tym być jednak szczypta kłamstwa.Chyba że...te ciągłe uśmiechy,powitanie,ten sposób w jaki na nią patrzył.Keltie najwyraźniej nie kłamała!
- Nie wiem jak to powiedzieć,ale...uznajmy że przeżyła to samo co ty,gdy wróciłaś z Nowego Jorku po świętach - zgadza się,to właśnie mówiła.Ale to w takim razie było bez sensu,po co by miała przekazywać jej bezinteresownie te wszystkie informacje?Musiał gdzieś być haczyk,tylko gdzie?
- Ryan,Ryan,Ryan - Valerie przerwała na chwilę przemyślenia by nie wzbudzać podejrzeń i pokiwała głową - Ty się chyba nigdy nie zmienisz - uśmiechnęła się,by zrozumiał że to jest żart i nie odebrał tego jako obelgę.
- Cały ja.Chyba pisane mi jest być singlem - tak,on singlem.Ryan Ross starym kawalerem.Trochę to mało przyziemne.Z pewnością,jakby był z jakąś jego fanką,to mógłby zdradzać ją na prawo i lewo,ale jej by to nie przeszkadzało.No bo to w końcu George Ryan Ross III i nie można z nim zerwać,ani się na niego obrazić.Dlatego właśnie w większości przypadków to Keltie została wzgardzona po ich zerwaniu.Ale w sumie skoro zasłużyła na gwiazdy to po co jej taki Ryan,tylko by przeszkadzał,prawda?
- A ta nowa dziewczyna,to kto? - musiała zadać to pytanie.Z pewnością Keltie już pobiegła do tej trzeciej i ostrzegła ją jaką to niewdzięczną,zdradziecką świnią jest Ryan.
- W sumie to - uśmiechnął się tylko wstydliwie - nie wiem.
- Jak to nie wiesz?Spałeś z dziewczyną i nawet nie wiesz kim jest?
- Tu nie chodziło o to,że zależało mi na niej albo coś,po prostu znowu nad sobą nie zapanowałem.Taki już jestem i nic na to nie poradzę - a może jednak faktycznie bycie kawalerem było mu pisane?
- Ryan,nie możesz tak robić.A co jak ktoś się naprawdę w tobie zakocha?Wiesz jak byś ją skrzywdził? - chciała mu przez to wypomnieć też sytuację,w której sama była.
- Kto mógłby mnie pokochać?Jestem zwariowany.Tacy ludzie nie zasługują na miłość.Nie zasługują nawet na przyjaźń,więc widzę że jestem wielkim szczęściarzem.
- Właśnie oni zasługują na miłość i na przyjaźń najbardziej.Są inni niż wszyscy i mają w sobie więcej powodów,by ich kochać.Wystarczy tylko żebyś poczekał i poszukał tej jedynej,może nawet ona sama do ciebie przyjdzie.Ale pamiętaj,nie warto wplątywać się w przygody na jedną noc,nic dobrego nie wprowadzą,mogą jedynie zepsuć naprawdę dobry związek.Może jestem od ciebie młodsza i mam mniej doświadczenia,ale to nie znaczy że nie mogę ci doradzić - uśmiechnęli się do siebie ciepło i spojrzeli sobie w oczy.Valerie lubiła to w nim najbardziej-zawsze jak z nią rozmawiał,to wpatrywał się w nie głęboko.Miała wtedy wrażenie,że przeszywa się przez nie do jej duszy,to było wspaniałe uczucie.
Ryan najwyraźniej zrozumiał wręcz 'kazanie' Valerie i wygląda na to,że będzie chciał wprowadzić je w życie.Pozostaje tylko jedno zasadnicze pytanie-czy ten imprezujący łamacz serc jest w stanie się kiedykolwiek zmienić?
______________________
Tak,tak wiem,nie jest fajnie.Ostatnio mam problemy z weną,ale nie chce też zaniedbywać bloga i czekać na wenę,bo w końcu się okaże,że nie będę pisać przez pół roku.Mam nadzieję,że następna część wyjdzie lepsza.
piątek, 11 listopada 2011
Why do we like to hurt so much?
Dzwonek do drzwi.O 7 rano.W sobotę.Komuś się chyba nudzi,albo po prostu lubi zatruwać innym życie.Valerie usłyszała,ale naprawdę nie chciało jej się wstawać,więc udała że jeszcze śpi i czekała aż Liam otworzy.On oczywiście jak tylko wyznał sam sobie co myśli o tym odwiedzającym podszedł do drzwi.Był w samych bokserkach,ale nie przeszkadzało mu to jakoś,może dlatego,że jeszcze czuł się jakby spał.
- Jest Valerie? - Brendon patrzył na niego agresywnie,ale też dociekliwie.Był zły,że Valerie nie powiedziała mu nic o nowym miejscu zamieszkania,ale gdy zobaczył półnagiego mężczyznę w drzwiach uznał,że to już za wiele.Cóż,dalej był o nią zazdrosny.
- Dzień dobry - zaakcentował Liam,by przypomnieć Brendonowi o kulturze osobistej,która jest niezbędna,zwłaszcza gdy się budzi kogoś z rana bez szczególnej potrzeby - Obawiam się,że jeszcze śpi.
- Trudno,wejdę i poczekam - nie liczył się z rekcją Liama,tylko wtargnął do mieszkania i rozsiadł się na sofie w salonie.
Valerie rozpoznała głos Brendona,zawsze by go poznała.Słyszała też,że jest zły,więc postanowiła jak najszybciej do niego pójść,wiedziała że jest niecierpliwy.
- Nie mam pojęcia kto to jest,ale działa mi na nerwy.Nie będę znosić dłużej jego fochów - Liam wyszedł szybkim krokiem do swojego pokoju i trzasnął drzwiami.Czyli musiało być na prawdę źle.Rzadko kiedy Brendon aż tak kogoś denerwował.
- Cześć - wymamrotał z wyrzutem,gdy ją ujrzał kątem oka.Wyglądał jak obrażone dziecko,siedział na sofie z naburmuszoną miną i skrzyżowanymi na piersiach rękami patrząc przed siebie.
- O co ci znowu chodzi? Poza tym,czy ty nie masz życia? Jest 7 rano... - spytała go zaspanym głosem przecierając ręką oczy.Podeszła i usiadła koło niego na sofie.
- Nawet mi nie powiedziałaś,że się przeprowadziłaś.Poza tym,twój nowy chłopak jest 'bardzo fajny'.
- Co?!To nie jest mój chłopak!Znam go jakieś dwa tygodnie...
- A już śpicie ze sobą?Szybka jesteś.
- Ja z nim nie śpie...Kupiłam od niego ten dom,a teraz on zerwał z dziewczyną i nie ma gdzie mieszkać,to zaproponowałam mu,żeby zamieszkał na jakiś czas tutaj w pokoju gościnnym.A nie powiedziałam ci,że się przeprowadzam bo...tak właściwie,to skąd masz mój adres?
- Byłem u Josha i mi powiedział.Zdziwił się,że nic mi nie powiedziałaś,no właśnie,dlaczego?
- Może to zabrzmi trochę dziwnie,ale chcę,żeby teraz wszystko było inaczej.Nie chcę już cały czas być otoczona sławnymi osobami,ja tam nie pasuję.Albo się przeze mnie kłócicie,albo ja nie mam dobrego samopoczucia przez obecną sytuację - powiedziała ze spuszczoną głową.
- Pasujesz tu,to z nami coś jest nie tak - położył rękę na jej splecionych dłoniach i uśmiechnął się do niej delikatnie - ale nie zrywaj z nami kontaktu,proszę.
- Brendon,przepraszam - popatrzyła na niego z wyrzutami sumienia - Ja tak nie mogę,muszę zacząć coś nowego,poznać kogoś nowego...
- Trudno - westchnął - ale nie licz na to,że ja dam ci spokój.Będę ci się tak cholernie narzucał,aż w końcu zmienisz zdanie - uśmiechnął się do niej szeroko dumny ze swojego planu.On i te jego szybkie zmiany nastroju.
- Ale ty jesteś uparty - pokiwała głową - zawsze jak przyjdziesz do mnie,albo nawet tylko zadzwonisz to zmieniasz wszystko.Obracasz do góry nogami.Ale dobra,nie będę się z tobą kłócić,to nie ma sensu,i tak wiesz że już wygrałeś - Brendon nagle wytrzeszczył oczy.Valerie tylko popatrzyła na niego pytającym wzrokiem,ale nie chciała,żeby jej wyjaśniał co się stało,on już po prostu tak miał.
- Ja już pójdę,mam jeszcze dziś parę spraw do załatwienia - nagle mu się przypomniało.Zerwał się z sofy jak poparzony.
- Dobra,cześć.
- Do zobaczenia - powiedział z uśmiechem przypominając jej o swoim planie.Na dźwięk zamykanych przez niego drzwi z pokoju od razu wyszedł Liam.Był już ubrany w swoje wczorajsze,pogniecione ciuchy,nie miał nic innego ze sobą.
- Zaraz,to był Urie? - zapytał zdziwiony,Valerie tylko przytaknęła z obojętnością - Nie wiedziałem jak on wygląda,tylko Jennifer cały czas gadała o nim i o jego zespole,już normalnie nimi rzygam.Jakby się dowiedziała,że był tutaj,to by zwariowała.
- Dziwnie się czuję w jego towarzystwie i innych osób z tej branży.Oni są znani,fanki za nimi latają,a mnie nikt nie zna.W końcu jak można zdobyć sławę poprzez prawie niewidoczny napis po boku zdjęcia w gazecie?
- Jesteś fotografem?
- Byłam.
- Wow,co się tu dzieje?Jeszcze zaraz powiesz,że Angelina Jolie to twoja przyjaciółka!
- Niee,aż tak w tym nie jestem.Znam się tylko z kilkoma modelkami i muzykami.Nic więcej.
- Wiesz,dla mnie to i tak dużo.
Valerie nigdy nie spodziewała się,że ktoś będzie jej zazdrościł,albo będzie to dla niego dziwne,że zna się na przykład z Brendonem.Była ciekawa,co by zrobił Liam,gdyby powiedziała,że z nim była ale nie chciała mu przekazywać aż tylu wiadomości naraz.
Większość rozmów z Liamem dotyczyła potem Panic! At The Disco.Powiedział,że w sumie podoba mu się kilka ich piosenek,ale chciał też wiedzieć,czy wszystkie te informacje,o których mówiła Jenny to była prawda.Nie przeszkadzało jej to jakoś,nie miała nic szczególnego do roboty,więc mogła siedzieć i mu opowiadać.
-Halo? - do Valerie zadzwonił nieznany numer.Nie miała pojęcia kto to jest.
- Cześć,tu Keltie - Skąd ona do cholery ma mój numer?! Podejrzewała Ryana,chciał jakiś czas temu,by Val nie była na nią zła i żeby się lepiej poznały - Masz chwilę dzisiaj?
-Dla ciebie nigdy. Raczej tak,a o co chodzi?
- Później ci powiem.Bądź w kawiarni w Santa Monica o 16.Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - było tam kilka kawiarni,ale wiedziała dobrze o którą chodzi.Ryan bardzo lubił tam chodzić,zabierał ją tam zawsze,więc Keltie z pewnością później też.
Gdy Valerie weszła do kawiarni Keltie już tam była i uśmiechnęła się na jej widok.Nie miała zamiaru odwzajemniać uśmiechu,więc udała,że tego nie zauważyła.Nie potrafiła jakoś jej polubić.
- Miło,że przyszłaś - powiedziała i znów się uśmiechnęła.Albo miała bardzo dobry humor,albo po prostu nie odwzajemniała uczuć Valerie.
- Powiedz szczerze,Ryan ci kazał?
- Nie rozmawiałaś z nim ostatnio? Nie jesteśmy już razem od dwóch miesięcy - tego się nie spodziewała.
- Ostatni raz widziałam go na lotnisku jak wracali z trasy.To w takim razie co się stało,że chciałaś się ze mną spotkać?
- Okazało się,że jest jeszcze trzecia dziewczyna,dlatego zerwaliśmy.Chciałam cię tylko ostrzec,żebyś nie zaczynała się z nim znowu spotykać,on cię tylko skrzywdzi - Znalazła się ciocia-dobra rada... Zdziwiło ją w sumie,że Ryan był aż tak niewierny,ale nie życzyła sobie,żeby Keltie mówiła jej co ma robić.Kto jak kto,ale na pewno nie ona.
- Nie rób z siebie idiotki,znam go dłużej i wiem jaki jest - skłamała.Ryan o którym mówiła teraz Keltie nie jest Ryanem z którym spotykała się codziennie rok,albo dwa lata temu.
- On się zmienił i to bardzo.Zaufaj mi.Wiem,że mnie nie lubisz,ale ja chcę ci tylko pomóc.
- Będę się z nim spotykała jak tylko zachcę i nie zabronisz mi - zachowywała się jak gówniara,wierzyła jej ,ale była tak uparta,że nie miała zamiaru przyznać jej racji.
- Ja ci nie bronię,ja chcę tylko twojego dobra - chciała zerwać kontakt z muzykami,ale teraz miała wielką ochotę iść do Ryana,żeby zrobić na złość Keltie.
- Wiesz co,jesteś ostatnią osobą która mogłaby chcieć mojego dobra i od której tego oczekuję.Wiem dobrze,że nie lubisz mnie tak samo jak ja ciebie,więc nie udawaj.Pewnie chcesz mieć Ryana tylko dla siebie i ta cała bajeczka o waszym zerwaniu to twój wymysł.
- Nie zachowuj się jak dziecko,nawet jakbym chciała go mieć tylko dla siebie to nie udałoby mi się to ze względu na 'trzecią',a poza tym on mówi cały czas o tobie! Miałam już tego dosyć.Wiesz dobrze,że gdybyś tylko chciała to wystarczyłoby jedno machnięcie ręki i byłby cały twój,ale jemu wszystko się szybko nudzi.Ja też mu się znudziłam,jakiś czas temu mówił mi,że jestem inna niż jego byłe,że ze mną jest inaczej niż wcześniej,ale widocznie zmienił zdanie.Valerie,przemyśl to.Wiem,że chcesz mi zrobić na złość,ale tym byś skrzywdziła i siebie.Uwierz,ja też nie czułam jak cię krzywdzę gdy byliście razem dopóki 'ona' nie skrzywdziła mnie.Teraz wiem jak to jest i naprawdę jest mi bardzo przykro,przepraszam - nie spodziewała się tego nigdy,że ją kiedykolwiek przeprosi.To było spore zaskoczenie.
- No dobrze,dzięki za radę,przeprosiny przyjęte - powiedziała przegranym głosem.Nie chciała się godzić,ale nie chciała też mieć opinii wrednej egoistki.Keltie uśmiechnęła się do niej podekscytowana,pogodzenie się było drugim celem tego spotkania.
- Jest Valerie? - Brendon patrzył na niego agresywnie,ale też dociekliwie.Był zły,że Valerie nie powiedziała mu nic o nowym miejscu zamieszkania,ale gdy zobaczył półnagiego mężczyznę w drzwiach uznał,że to już za wiele.Cóż,dalej był o nią zazdrosny.
- Dzień dobry - zaakcentował Liam,by przypomnieć Brendonowi o kulturze osobistej,która jest niezbędna,zwłaszcza gdy się budzi kogoś z rana bez szczególnej potrzeby - Obawiam się,że jeszcze śpi.
- Trudno,wejdę i poczekam - nie liczył się z rekcją Liama,tylko wtargnął do mieszkania i rozsiadł się na sofie w salonie.
Valerie rozpoznała głos Brendona,zawsze by go poznała.Słyszała też,że jest zły,więc postanowiła jak najszybciej do niego pójść,wiedziała że jest niecierpliwy.
- Nie mam pojęcia kto to jest,ale działa mi na nerwy.Nie będę znosić dłużej jego fochów - Liam wyszedł szybkim krokiem do swojego pokoju i trzasnął drzwiami.Czyli musiało być na prawdę źle.Rzadko kiedy Brendon aż tak kogoś denerwował.
- Cześć - wymamrotał z wyrzutem,gdy ją ujrzał kątem oka.Wyglądał jak obrażone dziecko,siedział na sofie z naburmuszoną miną i skrzyżowanymi na piersiach rękami patrząc przed siebie.
- O co ci znowu chodzi? Poza tym,czy ty nie masz życia? Jest 7 rano... - spytała go zaspanym głosem przecierając ręką oczy.Podeszła i usiadła koło niego na sofie.
- Nawet mi nie powiedziałaś,że się przeprowadziłaś.Poza tym,twój nowy chłopak jest 'bardzo fajny'.
- Co?!To nie jest mój chłopak!Znam go jakieś dwa tygodnie...
- A już śpicie ze sobą?Szybka jesteś.
- Ja z nim nie śpie...Kupiłam od niego ten dom,a teraz on zerwał z dziewczyną i nie ma gdzie mieszkać,to zaproponowałam mu,żeby zamieszkał na jakiś czas tutaj w pokoju gościnnym.A nie powiedziałam ci,że się przeprowadzam bo...tak właściwie,to skąd masz mój adres?
- Byłem u Josha i mi powiedział.Zdziwił się,że nic mi nie powiedziałaś,no właśnie,dlaczego?
- Może to zabrzmi trochę dziwnie,ale chcę,żeby teraz wszystko było inaczej.Nie chcę już cały czas być otoczona sławnymi osobami,ja tam nie pasuję.Albo się przeze mnie kłócicie,albo ja nie mam dobrego samopoczucia przez obecną sytuację - powiedziała ze spuszczoną głową.
- Pasujesz tu,to z nami coś jest nie tak - położył rękę na jej splecionych dłoniach i uśmiechnął się do niej delikatnie - ale nie zrywaj z nami kontaktu,proszę.
- Brendon,przepraszam - popatrzyła na niego z wyrzutami sumienia - Ja tak nie mogę,muszę zacząć coś nowego,poznać kogoś nowego...
- Trudno - westchnął - ale nie licz na to,że ja dam ci spokój.Będę ci się tak cholernie narzucał,aż w końcu zmienisz zdanie - uśmiechnął się do niej szeroko dumny ze swojego planu.On i te jego szybkie zmiany nastroju.
- Ale ty jesteś uparty - pokiwała głową - zawsze jak przyjdziesz do mnie,albo nawet tylko zadzwonisz to zmieniasz wszystko.Obracasz do góry nogami.Ale dobra,nie będę się z tobą kłócić,to nie ma sensu,i tak wiesz że już wygrałeś - Brendon nagle wytrzeszczył oczy.Valerie tylko popatrzyła na niego pytającym wzrokiem,ale nie chciała,żeby jej wyjaśniał co się stało,on już po prostu tak miał.
- Ja już pójdę,mam jeszcze dziś parę spraw do załatwienia - nagle mu się przypomniało.Zerwał się z sofy jak poparzony.
- Dobra,cześć.
- Do zobaczenia - powiedział z uśmiechem przypominając jej o swoim planie.Na dźwięk zamykanych przez niego drzwi z pokoju od razu wyszedł Liam.Był już ubrany w swoje wczorajsze,pogniecione ciuchy,nie miał nic innego ze sobą.
- Zaraz,to był Urie? - zapytał zdziwiony,Valerie tylko przytaknęła z obojętnością - Nie wiedziałem jak on wygląda,tylko Jennifer cały czas gadała o nim i o jego zespole,już normalnie nimi rzygam.Jakby się dowiedziała,że był tutaj,to by zwariowała.
- Dziwnie się czuję w jego towarzystwie i innych osób z tej branży.Oni są znani,fanki za nimi latają,a mnie nikt nie zna.W końcu jak można zdobyć sławę poprzez prawie niewidoczny napis po boku zdjęcia w gazecie?
- Jesteś fotografem?
- Byłam.
- Wow,co się tu dzieje?Jeszcze zaraz powiesz,że Angelina Jolie to twoja przyjaciółka!
- Niee,aż tak w tym nie jestem.Znam się tylko z kilkoma modelkami i muzykami.Nic więcej.
- Wiesz,dla mnie to i tak dużo.
Valerie nigdy nie spodziewała się,że ktoś będzie jej zazdrościł,albo będzie to dla niego dziwne,że zna się na przykład z Brendonem.Była ciekawa,co by zrobił Liam,gdyby powiedziała,że z nim była ale nie chciała mu przekazywać aż tylu wiadomości naraz.
Większość rozmów z Liamem dotyczyła potem Panic! At The Disco.Powiedział,że w sumie podoba mu się kilka ich piosenek,ale chciał też wiedzieć,czy wszystkie te informacje,o których mówiła Jenny to była prawda.Nie przeszkadzało jej to jakoś,nie miała nic szczególnego do roboty,więc mogła siedzieć i mu opowiadać.
-Halo? - do Valerie zadzwonił nieznany numer.Nie miała pojęcia kto to jest.
- Cześć,tu Keltie - Skąd ona do cholery ma mój numer?! Podejrzewała Ryana,chciał jakiś czas temu,by Val nie była na nią zła i żeby się lepiej poznały - Masz chwilę dzisiaj?
-
- Później ci powiem.Bądź w kawiarni w Santa Monica o 16.Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - było tam kilka kawiarni,ale wiedziała dobrze o którą chodzi.Ryan bardzo lubił tam chodzić,zabierał ją tam zawsze,więc Keltie z pewnością później też.
Gdy Valerie weszła do kawiarni Keltie już tam była i uśmiechnęła się na jej widok.Nie miała zamiaru odwzajemniać uśmiechu,więc udała,że tego nie zauważyła.Nie potrafiła jakoś jej polubić.
- Miło,że przyszłaś - powiedziała i znów się uśmiechnęła.Albo miała bardzo dobry humor,albo po prostu nie odwzajemniała uczuć Valerie.
- Powiedz szczerze,Ryan ci kazał?
- Nie rozmawiałaś z nim ostatnio? Nie jesteśmy już razem od dwóch miesięcy - tego się nie spodziewała.
- Ostatni raz widziałam go na lotnisku jak wracali z trasy.To w takim razie co się stało,że chciałaś się ze mną spotkać?
- Okazało się,że jest jeszcze trzecia dziewczyna,dlatego zerwaliśmy.Chciałam cię tylko ostrzec,żebyś nie zaczynała się z nim znowu spotykać,on cię tylko skrzywdzi - Znalazła się ciocia-dobra rada... Zdziwiło ją w sumie,że Ryan był aż tak niewierny,ale nie życzyła sobie,żeby Keltie mówiła jej co ma robić.Kto jak kto,ale na pewno nie ona.
- Nie rób z siebie idiotki,znam go dłużej i wiem jaki jest - skłamała.Ryan o którym mówiła teraz Keltie nie jest Ryanem z którym spotykała się codziennie rok,albo dwa lata temu.
- On się zmienił i to bardzo.Zaufaj mi.Wiem,że mnie nie lubisz,ale ja chcę ci tylko pomóc.
- Będę się z nim spotykała jak tylko zachcę i nie zabronisz mi - zachowywała się jak gówniara,wierzyła jej ,ale była tak uparta,że nie miała zamiaru przyznać jej racji.
- Ja ci nie bronię,ja chcę tylko twojego dobra - chciała zerwać kontakt z muzykami,ale teraz miała wielką ochotę iść do Ryana,żeby zrobić na złość Keltie.
- Wiesz co,jesteś ostatnią osobą która mogłaby chcieć mojego dobra i od której tego oczekuję.Wiem dobrze,że nie lubisz mnie tak samo jak ja ciebie,więc nie udawaj.Pewnie chcesz mieć Ryana tylko dla siebie i ta cała bajeczka o waszym zerwaniu to twój wymysł.
- Nie zachowuj się jak dziecko,nawet jakbym chciała go mieć tylko dla siebie to nie udałoby mi się to ze względu na 'trzecią',a poza tym on mówi cały czas o tobie! Miałam już tego dosyć.Wiesz dobrze,że gdybyś tylko chciała to wystarczyłoby jedno machnięcie ręki i byłby cały twój,ale jemu wszystko się szybko nudzi.Ja też mu się znudziłam,jakiś czas temu mówił mi,że jestem inna niż jego byłe,że ze mną jest inaczej niż wcześniej,ale widocznie zmienił zdanie.Valerie,przemyśl to.Wiem,że chcesz mi zrobić na złość,ale tym byś skrzywdziła i siebie.Uwierz,ja też nie czułam jak cię krzywdzę gdy byliście razem dopóki 'ona' nie skrzywdziła mnie.Teraz wiem jak to jest i naprawdę jest mi bardzo przykro,przepraszam - nie spodziewała się tego nigdy,że ją kiedykolwiek przeprosi.To było spore zaskoczenie.
- No dobrze,dzięki za radę,przeprosiny przyjęte - powiedziała przegranym głosem.Nie chciała się godzić,ale nie chciała też mieć opinii wrednej egoistki.Keltie uśmiechnęła się do niej podekscytowana,pogodzenie się było drugim celem tego spotkania.
sobota, 5 listopada 2011
New Perspective
Służyło jej bycie singlem.Nie miała przynajmniej wyrzutów sumienia gdy wychodziła gdzieś z Ryanem,czuła się naprawdę wolna.Wzięła się tak na serio do poszukiwania domu.Najpierw myślała o kupnie mieszkania gdzieś w centrum,ale jednak zdecydowała się na dom jednorodzinny na przedmieściach-cisza,spokój,tylko ona i jej szczurek.Trzeba przyznać,że Jared miał ostatnio ciężki żywot.Jego właścicielka cały czas urządzała mu przeprowadzki,a gdy mieszkał u Brendona rzadko kiedy dostawał jedzenie.Valerie obiecała sobie teraz,że będzie się nim prawidłowo zajmować.Obiecywała sobie jednak też wiele innych rzeczy i nic z tego nie wypaliło,więc jak szczurek dożyje następnego roku to będzie to cudem.
Z pewnością najważniejszym z jej postanowień był kategoryczny zakaz spotykania się z muzykami.Miała nadzieję,że uda jej się to,pomimo tego,że każda pewnie chciałaby być z piosenkarzem,gitarzystą itp.Postanowiła też,że odnowi kontakty ze starymi znajomymi.Ostatnio,nie licząc Hayley,jedyną dziewczyną z jaką rozmawiała była Ashley,ale to było raczej nieuniknione jak z nią mieszkała w jednym domu.Przydałoby się znaleźć też jakąś pracę,nie z powodu braku pieniędzy,bo dzięki spadkowi na to nie mogła narzekać,ale teraz jak była sama to najzwyczajniej nudziło jej się w domu.Josh i Ashley pracowali,a jedynym zajęciem jakie mogła mieć Valerie to pójście do parku porobić jakieś zdjęcia,lub pograć na fortepianie (stał cały czas w jej pokoju,a ostatni raz grała na nim jakieś 2 lata temu).Nie miała zamiaru dzwonić do swojej byłej szefowej i pytać,czy mogłaby wrócić,jakoś praca fotografa już jej nie odpowiadała,może dlatego,że szła na sesję raz,ewentualnie dwa razy w tygodniu,a reszta wolne.Potrzebowała pracy na cały etat,nawet jakby miała bardzo mało zarabiać,po prostu potrzebowała jakiegoś zajęcia.
Przez kolejny miesiąc nie patrzyła jeszcze za pracą,przeglądała oferty sprzedaży domów.Oglądała nawet kilka z nich,były ładne,ale jakoś nie do końca jej to odpowiadało.W pewnym momencie szperając po stronach znalazła jednak coś dosyć interesującego.Był to nowoczesny dom,od zewnątrz biały,z czarnym dachem.Zdjęcia pokojów również zachęcały do dokładniejszego zainteresowania się nim.Cena co prawda była wysoka,ale dla niej nie grała roli,postanowiła umówić się z właścicielem i obejrzeć dom.
Valerie zaparkowała auto na wysypanym żwirkiem,niewielkim parkingu.Był on dla gości i mieszkańców małego osiedla domów jednorodzinnych na przedmieściach.Każdy z nich był inny,niektóre z nich były nowoczesne,inne w starym stylu.Wyszła z auta i zaczęła szukać swojego może przyszłego domu.Trzeba przyznać,że praktycznie wszystkie były piękne.Szła powoli,by móc też je podziwiać.Po kilku minutach znalazła wreszcie ten dom,którego szukała.Był nawet ładniejszy niż na zdjęciach.Zadowolona podeszła do drzwi i zadzwoniła.Otworzył jej przystojny,wysoki brunet z kilkudniowym zarostem.
- Dzień dobry,pani przyszła obejrzeć dom,tak? - powiedział uśmiechnięty.
- Tak - jego uśmiech udzielił jej się.Miał w sobie takie coś,że po prostu zarażał optymizmem - Jestem Valerie Thornton.
- Liam McCartney,miło mi - uśmiechnął się jeszcze szerzej - Mam nadzieję,że spodoba ci się mieszkanie...mogę być z tobą na 'ty'?
- Jasne - głupio by było,gdyby się nie zgodziła.Widać było,że jest od niej sporo starszy.
- Ok.A więc po pierwsze przepraszam za bałagan,jestem w trakcie przeprowadzania się do mojej dziewczyny - "Cholera,zajęty" - Ten dom jest za mały dla nas...ty byś mieszkała sama,czy z kimś jeszcze?
- Sama,właśnie dlatego się przeprowadzam.Mój stary dom oddaje mojemu przyjacielowi i jego żonie,jest dla mnie o wiele za duży.
- Widzę,że świetna przyjaciółka z ciebie.Dobra,są tu trzy pokoje,kuchnia,jadalnia,przedpokój i łazienka.Jest jeszcze garaż - mówił wprowadzając ją do salonu - Jakby co to o dokumenty się nie martw,jak będziesz chciała kupić dom to w dwa dni wszystko pozałatwiamy.
To było wiadome od początku,że zdecyduje się na kupno tego domu.Liam nie kłamał,wszystko poszło szybko,sprawnie itd.Po kilku dniach,doliczając jeszcze cztery dni na przewiezienie rzeczy,rozpakowanie i ogólne ogarnięcie wszystkiego,Valerie mieszkała w nowym domu.Brendonowi,Ryanowi,Pete'owi,Patrickowi i jej innym sławnym kolegom nie powiedziała nic o nowym miejscu zamieszkania.O wszystkim wiedziała tylko Hayley,nawet zaraz po wprowadzeniu się Val zaprosiła ją do siebie by pokazać jej dom i pogadać o wszystkim.Oczywiście miała nie mówić o tym nikomu.
Jak na razie było to ogólnie ciepłe lato,lecz tego wieczora akurat zaczęło padać.Valerie to jakoś nie przeszkadzało,usiadła wygodnie na swoim wielkim łóżku,wzięła laptopa i zaczęła przeglądać różne strony,jak to zawsze robi gdy jej się nudzi.Zaczęła też pisać swoje CV,od jutra miała zacząć szukać na poważnie pracy.Okazuje się jednak,że komuś nie odpowiada jej odpoczynek i postanowił jej zatruć życie dzwoniąc do drzwi.Niezbyt zadowolona,przeklinając w myślach na niechcianego gościa podeszła do drzwi.
- Mogę? - okazało się,że był to przemoknięty Liam.Wyglądał inaczej niż dwa tygodnie temu,nie miał zarostu,ale tak szczerze mówiąc było mu lepiej.
- Yyy,wchodź - Valerie nie miała pojęcia,o co chodzi,ale nie miała zamiaru go wyganiać.
- Przepraszam,że ci się zwalam na głowę,ale...nie mam gdzie zostać na noc.
- Nie ma sprawy - przecież nie powie mu,jak fajnie jej się siedziało na łóżku przeglądając twittera.
Zdziwiło ją trochę,że 'nie ma gdzie zostać na noc',przeprowadzał się przecież do swojej dziewczyny,to dlaczego tam nie jest?Postanowiła jak na razie nie dociekać,jak będzie chciał to powie.Zaprowadziła go do jadalni i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
- Chcesz może coś zjeść? - nie wiedziała,co ma powiedzieć,a nie chciała też siedzieć z nim w ciszy.
- Nie,dzięki,niedawno jadłem - mruknął pod nosem.Potem po prostu siedział na krześle i raz patrzył na kartkę,która bawił się w rękach,a raz na Valerie,ale ona siedziała tylko i patrzyła na swoje kolana nie wiedząc co ma zrobić.Głupio jej było tak siedzieć i nic nie mówić,ale z drugiej strony jeszcze głupsze by było gdyby poszła do swojego pokoju i go zostawiła.
- Mogę wiedzieć co się stało,że nie jesteś w domu swojej dziewczyny? - w końcu zebrała się na odwagę i spytała.Najpierw spojrzał na nią lekko lekceważącym wzrokiem,ale potem wrócił do zabawy kartką.
- Po prostu wszedłem do domu i ona...nie zdradzała mnie tak po prostu,tylko zdradzała mnie z moim 'przyjacielem'!Nie miałem tu nikogo oprócz ich dwóch,mieszkałem do niedawna na drugim końcu kraju i przeprowadziłem się tu tylko dla Jenny.Teraz nie wiem co mam zrobić,rodzice mnie nie przyjmą,bo urządzili mi wielką awanturę,jak powiedziałem,że wyjeżdżam do LA.
- Możesz przecież mieszkać tutaj,ja poszukam czegoś nowego.
- Przestań,dopiero co go ode mnie kupiłaś...
- Skąd mogłeś wiedzieć,że tak będzie?Daj spokój,zostań chociaż na noc.
Liam uśmiechnął się tylko,co raczej oznaczało,że się zgadza.I tym właśnie sposobem Valerie poznała nie-muzyka.
Z pewnością najważniejszym z jej postanowień był kategoryczny zakaz spotykania się z muzykami.Miała nadzieję,że uda jej się to,pomimo tego,że każda pewnie chciałaby być z piosenkarzem,gitarzystą itp.Postanowiła też,że odnowi kontakty ze starymi znajomymi.Ostatnio,nie licząc Hayley,jedyną dziewczyną z jaką rozmawiała była Ashley,ale to było raczej nieuniknione jak z nią mieszkała w jednym domu.Przydałoby się znaleźć też jakąś pracę,nie z powodu braku pieniędzy,bo dzięki spadkowi na to nie mogła narzekać,ale teraz jak była sama to najzwyczajniej nudziło jej się w domu.Josh i Ashley pracowali,a jedynym zajęciem jakie mogła mieć Valerie to pójście do parku porobić jakieś zdjęcia,lub pograć na fortepianie (stał cały czas w jej pokoju,a ostatni raz grała na nim jakieś 2 lata temu).Nie miała zamiaru dzwonić do swojej byłej szefowej i pytać,czy mogłaby wrócić,jakoś praca fotografa już jej nie odpowiadała,może dlatego,że szła na sesję raz,ewentualnie dwa razy w tygodniu,a reszta wolne.Potrzebowała pracy na cały etat,nawet jakby miała bardzo mało zarabiać,po prostu potrzebowała jakiegoś zajęcia.
Przez kolejny miesiąc nie patrzyła jeszcze za pracą,przeglądała oferty sprzedaży domów.Oglądała nawet kilka z nich,były ładne,ale jakoś nie do końca jej to odpowiadało.W pewnym momencie szperając po stronach znalazła jednak coś dosyć interesującego.Był to nowoczesny dom,od zewnątrz biały,z czarnym dachem.Zdjęcia pokojów również zachęcały do dokładniejszego zainteresowania się nim.Cena co prawda była wysoka,ale dla niej nie grała roli,postanowiła umówić się z właścicielem i obejrzeć dom.
Valerie zaparkowała auto na wysypanym żwirkiem,niewielkim parkingu.Był on dla gości i mieszkańców małego osiedla domów jednorodzinnych na przedmieściach.Każdy z nich był inny,niektóre z nich były nowoczesne,inne w starym stylu.Wyszła z auta i zaczęła szukać swojego może przyszłego domu.Trzeba przyznać,że praktycznie wszystkie były piękne.Szła powoli,by móc też je podziwiać.Po kilku minutach znalazła wreszcie ten dom,którego szukała.Był nawet ładniejszy niż na zdjęciach.Zadowolona podeszła do drzwi i zadzwoniła.Otworzył jej przystojny,wysoki brunet z kilkudniowym zarostem.
- Dzień dobry,pani przyszła obejrzeć dom,tak? - powiedział uśmiechnięty.
- Tak - jego uśmiech udzielił jej się.Miał w sobie takie coś,że po prostu zarażał optymizmem - Jestem Valerie Thornton.
- Liam McCartney,miło mi - uśmiechnął się jeszcze szerzej - Mam nadzieję,że spodoba ci się mieszkanie...mogę być z tobą na 'ty'?
- Jasne - głupio by było,gdyby się nie zgodziła.Widać było,że jest od niej sporo starszy.
- Ok.A więc po pierwsze przepraszam za bałagan,jestem w trakcie przeprowadzania się do mojej dziewczyny - "Cholera,zajęty" - Ten dom jest za mały dla nas...ty byś mieszkała sama,czy z kimś jeszcze?
- Sama,właśnie dlatego się przeprowadzam.Mój stary dom oddaje mojemu przyjacielowi i jego żonie,jest dla mnie o wiele za duży.
- Widzę,że świetna przyjaciółka z ciebie.Dobra,są tu trzy pokoje,kuchnia,jadalnia,przedpokój i łazienka.Jest jeszcze garaż - mówił wprowadzając ją do salonu - Jakby co to o dokumenty się nie martw,jak będziesz chciała kupić dom to w dwa dni wszystko pozałatwiamy.
To było wiadome od początku,że zdecyduje się na kupno tego domu.Liam nie kłamał,wszystko poszło szybko,sprawnie itd.Po kilku dniach,doliczając jeszcze cztery dni na przewiezienie rzeczy,rozpakowanie i ogólne ogarnięcie wszystkiego,Valerie mieszkała w nowym domu.Brendonowi,Ryanowi,Pete'owi,Patrickowi i jej innym sławnym kolegom nie powiedziała nic o nowym miejscu zamieszkania.O wszystkim wiedziała tylko Hayley,nawet zaraz po wprowadzeniu się Val zaprosiła ją do siebie by pokazać jej dom i pogadać o wszystkim.Oczywiście miała nie mówić o tym nikomu.
Jak na razie było to ogólnie ciepłe lato,lecz tego wieczora akurat zaczęło padać.Valerie to jakoś nie przeszkadzało,usiadła wygodnie na swoim wielkim łóżku,wzięła laptopa i zaczęła przeglądać różne strony,jak to zawsze robi gdy jej się nudzi.Zaczęła też pisać swoje CV,od jutra miała zacząć szukać na poważnie pracy.Okazuje się jednak,że komuś nie odpowiada jej odpoczynek i postanowił jej zatruć życie dzwoniąc do drzwi.Niezbyt zadowolona,przeklinając w myślach na niechcianego gościa podeszła do drzwi.
- Mogę? - okazało się,że był to przemoknięty Liam.Wyglądał inaczej niż dwa tygodnie temu,nie miał zarostu,ale tak szczerze mówiąc było mu lepiej.
- Yyy,wchodź - Valerie nie miała pojęcia,o co chodzi,ale nie miała zamiaru go wyganiać.
- Przepraszam,że ci się zwalam na głowę,ale...nie mam gdzie zostać na noc.
- Nie ma sprawy - przecież nie powie mu,jak fajnie jej się siedziało na łóżku przeglądając twittera.
Zdziwiło ją trochę,że 'nie ma gdzie zostać na noc',przeprowadzał się przecież do swojej dziewczyny,to dlaczego tam nie jest?Postanowiła jak na razie nie dociekać,jak będzie chciał to powie.Zaprowadziła go do jadalni i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
- Chcesz może coś zjeść? - nie wiedziała,co ma powiedzieć,a nie chciała też siedzieć z nim w ciszy.
- Nie,dzięki,niedawno jadłem - mruknął pod nosem.Potem po prostu siedział na krześle i raz patrzył na kartkę,która bawił się w rękach,a raz na Valerie,ale ona siedziała tylko i patrzyła na swoje kolana nie wiedząc co ma zrobić.Głupio jej było tak siedzieć i nic nie mówić,ale z drugiej strony jeszcze głupsze by było gdyby poszła do swojego pokoju i go zostawiła.
- Mogę wiedzieć co się stało,że nie jesteś w domu swojej dziewczyny? - w końcu zebrała się na odwagę i spytała.Najpierw spojrzał na nią lekko lekceważącym wzrokiem,ale potem wrócił do zabawy kartką.
- Po prostu wszedłem do domu i ona...nie zdradzała mnie tak po prostu,tylko zdradzała mnie z moim 'przyjacielem'!Nie miałem tu nikogo oprócz ich dwóch,mieszkałem do niedawna na drugim końcu kraju i przeprowadziłem się tu tylko dla Jenny.Teraz nie wiem co mam zrobić,rodzice mnie nie przyjmą,bo urządzili mi wielką awanturę,jak powiedziałem,że wyjeżdżam do LA.
- Możesz przecież mieszkać tutaj,ja poszukam czegoś nowego.
- Przestań,dopiero co go ode mnie kupiłaś...
- Skąd mogłeś wiedzieć,że tak będzie?Daj spokój,zostań chociaż na noc.
Liam uśmiechnął się tylko,co raczej oznaczało,że się zgadza.I tym właśnie sposobem Valerie poznała nie-muzyka.
środa, 2 listopada 2011
Change
- Zupełnie nie wiem o co wam chodzi - powiedziała Valerie znudzonym i obojętnym tonem gdy weszła do (jeszcze) swojego domu i zastała tam Brendona i Josha patrzących na nią z wyrzutem.
- Całymi dniami nie ma cię w domu!Chodzisz po mieście nie wiadomo z kim...Zmieniłaś się i to bardzo - Josh w sumie znał ją bardzo długo,ale poczułaby przecież że się zmienia.Tak...?
- Mówiłam wam przecież że chodzę tylko do miasta z Hayley...no i czasem idę gdzieś z Ryanem - gdy to powiedziała obydwaj faceci się wzdrygnęli.Brendon na początku uważał,że to chyba dobrze,że Val pogodziła się z jego najlepszym przyjacielem,ale później stał się chorobliwie zazdrosny.Że Joshowi to się nie podobało było oczywiste,nie znosił Ryana od początku.
- No właśnie,dziwne że z Ryanem gdzieś chodzisz całymi dniami,a przypomnij sobie kiedy ostatnio wyszliśmy gdzieś razem - Brendon był zazdrosny,ale miał powód. Josh gdy zobaczył w jakim kierunku zmierza rozmowa poszedł na górę,by się nie wtrącać.
- Byliśmy w restauracji na moje urodziny - powiedziała pewnie,lecz potem żałowała że to zrobiła.Był już przecież grudzień,a ona miała urodziny w lipcu.
- Właśnie.Zastanów się czy to ma sens,czy wolisz Ryana.Ja cie do niczego nie zmuszam - dopiero po tych jego słowach zdała sobie sprawę,że właśnie niszczy swój związek.Najlepszy związek w jakim mogła być.
- Poczekaj! - powiedziała do Brendona,który właśnie kierował się w stronę drzwi - Wiem,że wszystko psuję,obiecuję że się poprawię.
Brendon odwrócił głowę i popatrzył na nią,ale nie odpowiedział.Zacisnął tylko usta,westchnął i wyszedł z domu.
Początek roku był pracowity dla zespołu.Valerie chyba w końcu domyśliła się,po co Brendon poznawał ją z nowymi osobami co chwilę-chciał by miała jakieś towarzystwo podczas różnych wywiadów,gali i tras koncertowych,na jakie musi teraz wyjeżdżać co chwilę z powodu premiery nowej płyty.Trzeba przyznać,nieźle wybrał nowych znajomych,Hayley była świetna,szalona,zabawna,ale też miła,a Alex miał świetne poczucie humoru i był przyjazny dla wszystkich,miał tylko jeden minus-przyjaźnił się z Keltie.Teraz jednak zbliżało się coś,czego nawet Brendon nie zaplanował,trasa koncertowa na której jest P!ATD i Paramore.Z samym Alexem Bden stanowczo zabronił wychodzić Valerie,on był typowym podrywaczem,a o wypadzie w trójkę z Keltie nie było mowy.Pozostało jej tylko posiedzieć w domu z Joshem.Zanim jeszcze wszyscy wyjechali,Hayley wyciągnęła Val do kina na jakiś nowy film.
- Boję się - wyznała Valerie,gdy Hayley skończyła opowiadać kolejną emocjonująca historię z jej życia z pełnym zaangażowaniem.
- Czego? - spojrzała na nią pytająco,odkąd wyszły z domu próbowała jej poprawić humor.
- Brendon wyjeżdza teraz cały czas,nie widzę go,a jednocześnie nie wiem co robi.Różne rzeczy mi przychodzą na myśl...-Hayley stanęła przed nią zastępując jej drogę i wytrzeszczyła oczy.
- Zwariowałaś?!On by nigdy ci nic nie zrobił!Może nie znam go jakoś szczególnie dobrze,ale cały czas mówi o tobie,świata poza tobą nie widzi,na prawdę! - Hayley i jej żywiołowość...zaczęła wygłaszać jej wykład przez następne kilka minut.W sumie to prawie na nią krzyczała,normalne.
Te kilka miesięcy bez Brendona minęło dość szybko,przynajmniej szybciej niż się spodziewała.Na ten czas przeprowadziła się do Josha,by nie było jej smutno samej.Częste telefony do Bdena,Ryana i Hayley zdecydowanie poprawiały humor.Gdy wreszcie nadszedł dzień ich powrotu Valerie pojechała na lotnisko,by ich powitać.Liczyła,że ta noc będzie bezsenna z powodu rozmów z Brendonem,okazało się jednak zupełnie inaczej.Brendon biegał cały czas po domu,nic nie mówił,ogółem mówiąc był nieobecny,czasem tylko coś nucił pod nosem.Val z początku mówiła coś do niego,próbowała z nim rozmawiać,ale on tylko cały czas przytakiwał.To było na prawdę irytujące,straciła już cierpliwość,więc postanowiła zacząć poważną rozmowę.
- Brendon,mógłbyś chociaż na parę minut wrócić na ziemię?Chcę z tobą porozmawiać - chyba pierwszy raz odkąd są razem odezwała się do niego tak poważnym i zdenerwowanym tonem.Zrobiła to specjalnie,bo chciała zwrócić jego uwagę i udało jej się to.
- Tak? - spojrzał na nią wystraszonym wzrokiem.Wyglądało na to,że wysłuchał jej prośby i znowu zaczął funkcjonować,nie wiadomo na jaki czas.
- Co się z tobą dzieje?Odkąd wróciłeś nie jesteś sobą,w ogóle się do mnie nie odzywasz.
- Przepraszam,poprawie się - chciał ją przytulić,ale ona go odepchnęła.To było dziwne,kochała się przytulać.
- Ja się spytałam co się stało,nie powiedziałam że masz się poprawiać,chociaż chciałabym - na twarzy Brendona pokazało się zdenerwowanie,bił się z własnymi myślami,Valerie podniosła jedną brew i patrząc na niego czekała na odpowiedź - A więc nie chcesz powiedzieć? Dobra,ja mam czas,jakby co będę u Josha bo nie mam zamiaru mieszkać tu z tobą bez żadnych rozmów.
Zaczęła się pakować,ale bez żadnego smutku,bez płaczu,tak po prostu.Brendon nawet jej nie zatrzymywał,oparł się tylko o framugę,włożył ręce do kieszeni i patrzył raz na nią,raz na podłogę.Wygląda na to,że spodziewał się jej reakcji,było to dla niego trudne,lecz wiedział że się nie poprawi,chociaż obiecywał i nie chciał jej tym swoim zachowaniem ograniczać.
- Przepraszam - powiedział cicho pod nosem i spojrzał na nią - Ja po prostu... - odwrócił głowę i uśmiechnął się.
- Dobra,uznajmy że wiem o co chodzi - powiedziała lekko uśmiechnięta.
- Ale proszę,niech nie będzie tak jak z Ryanem,bądźmy przyjaciółmi - tak,czyli to oficjalne-to koniec.Na dźwięk 'bądźmy przyjaciółmi' Valerie wzdrygnęła się,ale to nie zepsuło jej humoru,po prostu przykra była dla niej ta pewność,że nie są razem.
- Jasne,ale to dalej aktualne że masz powiedzieć o co chodzi - teraz to znowu jego wyraz twarzy się zmienił.
- Oczywiście,jak się zbiorę na odwagę to ci wszystko opowiem.Do zobaczenia - postanowił pocałować ją ostatni raz,tak na pożegnanie.Gdy wychodziła pomachała mu jeszcze z uśmiechem,a potem odjechała.
Gdy Josh zobaczył Valerie stojącą w drzwiach z torbami tylko się uśmiechnął.
- Znowu? - ku jego zdziwieniu ona również się uśmiechnęła i przytaknęła.Chyba liczył znów na płacz i zgrzytanie zębów,ale było zupełnie inaczej.
- Obiecuje,znajdę wreszcie to mieszkanie - a uważała,że to Josh jest niezorganizowany.
Gdy wypakowała już wszystkie torby zeszła na dół,zastała tam Josha siedzącego na parapecie.Palił papierosa,zaczął palić jakiś czas temu.Papierosy zawsze ją brzydziły,ale jakoś czy Josh palił czy nie palił było jej obojętne.
- Chyba nigdy nie zrozumiem facetów - powiedziała siadając koło niego.
- A ja nie zrozumiem ciebie - powiedział kiwając głową.
Faktycznie,Valerie była trudna do zrozumienia.Miała swoje humory i jej charakter sam w sobie był intrygujący.Dowodem na to jest na przykład to zerwanie z Brendonem,to że on się do niej prawie nie odzywał było pretekstem,tak na prawdę to czuła że już nie ma sensu dalej ciągnąć tego związku.Była tego świadoma,ale nie chciała się zmieniać,nawet jakby jej kolejne związki miały tak wyglądać.Ciekawa była jednak co stało się z Bdenem.Nie miała mu za złe tego,że się zmienił,nawet jak sobie uświadomił że kocha Ryana i zaczął brać wszystko co się dzieje na scenie na poważnie,chociaż to było mało możliwe.Cieszyła się że udało jej się bez kłótni i płaczu,po raz pierwszy była z siebie tak dumna jeśli chodzi o jej życie uczuciowe.
_____________________________
Przepraszam,że dawno nie pisałam i teraz tak trochę krótko,ostatnio nie mam weny,ale postaram się poprawić.Mam chociaż nadzieję,że dzisiejszy part się spodoba :)
- Całymi dniami nie ma cię w domu!Chodzisz po mieście nie wiadomo z kim...Zmieniłaś się i to bardzo - Josh w sumie znał ją bardzo długo,ale poczułaby przecież że się zmienia.Tak...?
- Mówiłam wam przecież że chodzę tylko do miasta z Hayley...no i czasem idę gdzieś z Ryanem - gdy to powiedziała obydwaj faceci się wzdrygnęli.Brendon na początku uważał,że to chyba dobrze,że Val pogodziła się z jego najlepszym przyjacielem,ale później stał się chorobliwie zazdrosny.Że Joshowi to się nie podobało było oczywiste,nie znosił Ryana od początku.
- No właśnie,dziwne że z Ryanem gdzieś chodzisz całymi dniami,a przypomnij sobie kiedy ostatnio wyszliśmy gdzieś razem - Brendon był zazdrosny,ale miał powód. Josh gdy zobaczył w jakim kierunku zmierza rozmowa poszedł na górę,by się nie wtrącać.
- Byliśmy w restauracji na moje urodziny - powiedziała pewnie,lecz potem żałowała że to zrobiła.Był już przecież grudzień,a ona miała urodziny w lipcu.
- Właśnie.Zastanów się czy to ma sens,czy wolisz Ryana.Ja cie do niczego nie zmuszam - dopiero po tych jego słowach zdała sobie sprawę,że właśnie niszczy swój związek.Najlepszy związek w jakim mogła być.
- Poczekaj! - powiedziała do Brendona,który właśnie kierował się w stronę drzwi - Wiem,że wszystko psuję,obiecuję że się poprawię.
Brendon odwrócił głowę i popatrzył na nią,ale nie odpowiedział.Zacisnął tylko usta,westchnął i wyszedł z domu.
Początek roku był pracowity dla zespołu.Valerie chyba w końcu domyśliła się,po co Brendon poznawał ją z nowymi osobami co chwilę-chciał by miała jakieś towarzystwo podczas różnych wywiadów,gali i tras koncertowych,na jakie musi teraz wyjeżdżać co chwilę z powodu premiery nowej płyty.Trzeba przyznać,nieźle wybrał nowych znajomych,Hayley była świetna,szalona,zabawna,ale też miła,a Alex miał świetne poczucie humoru i był przyjazny dla wszystkich,miał tylko jeden minus-przyjaźnił się z Keltie.Teraz jednak zbliżało się coś,czego nawet Brendon nie zaplanował,trasa koncertowa na której jest P!ATD i Paramore.Z samym Alexem Bden stanowczo zabronił wychodzić Valerie,on był typowym podrywaczem,a o wypadzie w trójkę z Keltie nie było mowy.Pozostało jej tylko posiedzieć w domu z Joshem.Zanim jeszcze wszyscy wyjechali,Hayley wyciągnęła Val do kina na jakiś nowy film.
- Boję się - wyznała Valerie,gdy Hayley skończyła opowiadać kolejną emocjonująca historię z jej życia z pełnym zaangażowaniem.
- Czego? - spojrzała na nią pytająco,odkąd wyszły z domu próbowała jej poprawić humor.
- Brendon wyjeżdza teraz cały czas,nie widzę go,a jednocześnie nie wiem co robi.Różne rzeczy mi przychodzą na myśl...-Hayley stanęła przed nią zastępując jej drogę i wytrzeszczyła oczy.
- Zwariowałaś?!On by nigdy ci nic nie zrobił!Może nie znam go jakoś szczególnie dobrze,ale cały czas mówi o tobie,świata poza tobą nie widzi,na prawdę! - Hayley i jej żywiołowość...zaczęła wygłaszać jej wykład przez następne kilka minut.W sumie to prawie na nią krzyczała,normalne.
Te kilka miesięcy bez Brendona minęło dość szybko,przynajmniej szybciej niż się spodziewała.Na ten czas przeprowadziła się do Josha,by nie było jej smutno samej.Częste telefony do Bdena,Ryana i Hayley zdecydowanie poprawiały humor.Gdy wreszcie nadszedł dzień ich powrotu Valerie pojechała na lotnisko,by ich powitać.Liczyła,że ta noc będzie bezsenna z powodu rozmów z Brendonem,okazało się jednak zupełnie inaczej.Brendon biegał cały czas po domu,nic nie mówił,ogółem mówiąc był nieobecny,czasem tylko coś nucił pod nosem.Val z początku mówiła coś do niego,próbowała z nim rozmawiać,ale on tylko cały czas przytakiwał.To było na prawdę irytujące,straciła już cierpliwość,więc postanowiła zacząć poważną rozmowę.
- Brendon,mógłbyś chociaż na parę minut wrócić na ziemię?Chcę z tobą porozmawiać - chyba pierwszy raz odkąd są razem odezwała się do niego tak poważnym i zdenerwowanym tonem.Zrobiła to specjalnie,bo chciała zwrócić jego uwagę i udało jej się to.
- Tak? - spojrzał na nią wystraszonym wzrokiem.Wyglądało na to,że wysłuchał jej prośby i znowu zaczął funkcjonować,nie wiadomo na jaki czas.
- Co się z tobą dzieje?Odkąd wróciłeś nie jesteś sobą,w ogóle się do mnie nie odzywasz.
- Przepraszam,poprawie się - chciał ją przytulić,ale ona go odepchnęła.To było dziwne,kochała się przytulać.
- Ja się spytałam co się stało,nie powiedziałam że masz się poprawiać,chociaż chciałabym - na twarzy Brendona pokazało się zdenerwowanie,bił się z własnymi myślami,Valerie podniosła jedną brew i patrząc na niego czekała na odpowiedź - A więc nie chcesz powiedzieć? Dobra,ja mam czas,jakby co będę u Josha bo nie mam zamiaru mieszkać tu z tobą bez żadnych rozmów.
Zaczęła się pakować,ale bez żadnego smutku,bez płaczu,tak po prostu.Brendon nawet jej nie zatrzymywał,oparł się tylko o framugę,włożył ręce do kieszeni i patrzył raz na nią,raz na podłogę.Wygląda na to,że spodziewał się jej reakcji,było to dla niego trudne,lecz wiedział że się nie poprawi,chociaż obiecywał i nie chciał jej tym swoim zachowaniem ograniczać.
- Przepraszam - powiedział cicho pod nosem i spojrzał na nią - Ja po prostu... - odwrócił głowę i uśmiechnął się.
- Dobra,uznajmy że wiem o co chodzi - powiedziała lekko uśmiechnięta.
- Ale proszę,niech nie będzie tak jak z Ryanem,bądźmy przyjaciółmi - tak,czyli to oficjalne-to koniec.Na dźwięk 'bądźmy przyjaciółmi' Valerie wzdrygnęła się,ale to nie zepsuło jej humoru,po prostu przykra była dla niej ta pewność,że nie są razem.
- Jasne,ale to dalej aktualne że masz powiedzieć o co chodzi - teraz to znowu jego wyraz twarzy się zmienił.
- Oczywiście,jak się zbiorę na odwagę to ci wszystko opowiem.Do zobaczenia - postanowił pocałować ją ostatni raz,tak na pożegnanie.Gdy wychodziła pomachała mu jeszcze z uśmiechem,a potem odjechała.
Gdy Josh zobaczył Valerie stojącą w drzwiach z torbami tylko się uśmiechnął.
- Znowu? - ku jego zdziwieniu ona również się uśmiechnęła i przytaknęła.Chyba liczył znów na płacz i zgrzytanie zębów,ale było zupełnie inaczej.
- Obiecuje,znajdę wreszcie to mieszkanie - a uważała,że to Josh jest niezorganizowany.
Gdy wypakowała już wszystkie torby zeszła na dół,zastała tam Josha siedzącego na parapecie.Palił papierosa,zaczął palić jakiś czas temu.Papierosy zawsze ją brzydziły,ale jakoś czy Josh palił czy nie palił było jej obojętne.
- Chyba nigdy nie zrozumiem facetów - powiedziała siadając koło niego.
- A ja nie zrozumiem ciebie - powiedział kiwając głową.
Faktycznie,Valerie była trudna do zrozumienia.Miała swoje humory i jej charakter sam w sobie był intrygujący.Dowodem na to jest na przykład to zerwanie z Brendonem,to że on się do niej prawie nie odzywał było pretekstem,tak na prawdę to czuła że już nie ma sensu dalej ciągnąć tego związku.Była tego świadoma,ale nie chciała się zmieniać,nawet jakby jej kolejne związki miały tak wyglądać.Ciekawa była jednak co stało się z Bdenem.Nie miała mu za złe tego,że się zmienił,nawet jak sobie uświadomił że kocha Ryana i zaczął brać wszystko co się dzieje na scenie na poważnie,chociaż to było mało możliwe.Cieszyła się że udało jej się bez kłótni i płaczu,po raz pierwszy była z siebie tak dumna jeśli chodzi o jej życie uczuciowe.
_____________________________
Przepraszam,że dawno nie pisałam i teraz tak trochę krótko,ostatnio nie mam weny,ale postaram się poprawić.Mam chociaż nadzieję,że dzisiejszy part się spodoba :)
środa, 5 października 2011
Like a Ross,czyli jeden dzień z perspektywy Ryana
Nie wiem czemu od kilku dni byłem w nie najlepszym humorze.Odbijało się to wszystko na pisaniu piosenek do nowego albumu,jakoś nie mogłem się za to do końca zabrać,teraz już całe szczęście powoli kończę.W naszym związku z Keltie też się coś zmieniło.To znaczy ja od początku wiedziałem,że to nie wypali po pewnym czasie,no ale cóż,jest ryzyko jest zabawa.
Gdy się obudziłem Keltie jeszcze spała.Była przytulona do mnie i uśmiechała się przez sen.Zawsze gdy ją taką widziałem poprawiał mi się humor,ale dzisiaj to nie zadziałało,to był chyba jakiś znak...albo coś.Wyszedłem delikatnie z łóżka,poszedłem się ogarnąć do łazienki a potem zjeść śniadanie do kuchni.Brendon miał dzisiaj wracać z Nowego Jorku i powiedział żebyśmy z Jonem i Spencerem wpadli żeby Valerie miała jakieś towarzystwo.Szczerze to wątpię,bym miał jej jakoś pomóc swoją obecnością,ale nie zamierzam zmarnować okazji na zobaczenie jej.Może zachowałem się wtedy jak frajer,ale już tak mam po alkoholu.Myślałem że to będzie tylko taka niewinna impreza,lecz niestety okazało się,że jest tam Keltie no i było trochę inaczej niż sobie to wyobrażałem.Co do dzisiejszego spotkania to z tego co wiem Valerie wie tylko że my przyjdziemy,ale Bden zadzwonił jeszcze po Pete'a i Patricka.Ma przyjść też Alex,Hayley i kilka innych osób ze znajomych zespołów,taka mini domówka,bo 'jak kogoś nowego pozna to przestanie myśleć o ostatnich wydarzeniach'.Skoro on tak uważa...z resztą,jak woli,to on z nią jest,nie ja.Bolało mnie trochę to ich szczęście razem.Taak,zakochałem się,co poradzić.Chyba jeszcze nigdy tak nie miałem ale to jest tylko dowód na to że to nie jest kolejny wybryk.Postanowiłem wyjść z domu w tym momencie,pomimo że mam być u nich dopiero za jakieś trzy godziny.Pokręcę się jeszcze po mieście,jakoś nie mam dzisiaj ochoty rozmawiać z Keltie.
Dziwnym trafem tak się stało,że spotkałem Spencera i Jona,poszliśmy więc razem powoli w stronę domu Bdena.Z pewnością już był na miejscu,nie mam pojęcia kiedy miał przylecieć samolot z NY,ale miałem takie przeczucie,że już są.
- Co się Bdenowi stało że nas tak nagle zaprasza? - no tak,Jon w nic nie wtajemniczony.Valerie nie przyjaźniła się z nim,prawie go tak na prawdę nie znała,więc uznaliśmy że nic nie będziemy mu mówić,po co mają wszyscy wiedzieć?Spence wiedział tylko że jej rodzice mieli wypadek i stąd ten nagły wyjazd,ale o śmierci raczej nic nie wiedział.
- Może chce coś pogadać o albumie,jakieś zmiany zrobić albo coś - tak,Spencer w stu procentach nie wiedział o śmierci rodziców Valerie.Z pewnością dzisiaj jak z nią pogadają to się dowiedzą,nie to że ona się użala,ale nigdy nie udaje że nic się nie stało,a potem płacze po kątach.Zawsze mówi co jej się dzieje.
Faktycznie,jak przyszliśmy byli już w domu,nawet była Hayley.Zastanawiało mnie,czy nie będzie się czuła dziwnie w towarzystwie samych chłopaków,nie miało być więcej dziewczyn oprócz niej(i oczywiście V),ale nie wyglądała na niezadowoloną ani nie czuła się nieswojo.Nie mam za to pojęcia gdzie była Valerie,czyżby została w Nowym Jorku?W to raczej wątpię,Brendon by jej nie zostawił,ale nie było jej ani widać ani słychać.
- Gdzie zgubiłeś Val? - spytałem się go,starałem się przybrać taki ton jakby mnie to nie obchodziło,bo zaraz by mnie jeszcze stąd wygonił z tą swoją zazdrością.
- Jest na górze,zaraz zejdzie - oby to 'zaraz' trwało jak najkrócej,chcę ją już zobaczyć.A z resztą,toaleta też jest na piętrze,udam że tam idę i pójdę z nią pogadać,na osobności nawet jeszcze lepiej.Podszedłem cicho do drzwi i zapukałem.
- Proszę - eh,faktycznie nie było z nią dobrze.Po jej głosie było słychać,że płacze albo przed chwilą płakała.Gdy wszedłem zrobiła nagle wielkie oczy,nie wiem czy to dlatego,że się zmieniłem przez te kilka miesięcy,czy że nie spodziewała się że do niej przyjdę.A może i to i to.
- Valerie... - wyleciało mi z ust gdy jej się dokładniej przyjrzałem.Była bez makijażu w jakiejś pobrudzonej koszulce i dresach a pomimo tego wyglądała niesamowicie.
- Cześć - wymamrotała niezadowolona.Czyli jednak nie chciała mnie widzieć,a myślałem że chociaż trochę mi wybaczyła.
- Naprawdę bardzo mi przykro.Tak,wiem,mówiłem to już kilka razy,ale naprawdę zależy mi na tobie - chyba muszę trochę się ogarnąć,bo jeszcze zaraz jej się tutaj oświadczę.Na razie muszę dojść do tego,by się nie gniewała.
- Tak,przykro ci.Jasne.Ty dalej się łudzisz że ja ci wybaczę? - dam radę,dam radę...
- Ja się nie łudzę,ja to wiem,bo mówię całkowitą prawdę.Jest mi cholernie przykro i jeszcze bardziej tego żałuję.
- Serio?Ciekawe.To tak skoro już o tym rozmawiamy,jak tam się wiedzie w twoim szczęśliwym związku z Kelt?
- Valerie,ja...ja nie wiem co to jest.Nie wiem czemu ja w tym trwam.
- Ale ja naprawdę nie chcę,żebyś z nią zrywał.Przecież wiem,że teraz tak wielce nie wiesz czemu z nią jesteś,a jak wrócisz do domu będziesz jej mówił jak bardzo ją kochasz.
- Nie! A poza tym,dlaczego nie możemy się chociaż przyjaźnić?
- Jaki jest sens przyjaźnić się z kimś komu się nie ufa?
- Kiedyś mi ufałaś,weź to pod uwagę.Ale kurcze,Valerie,ja byłem upity! Urwał mi się film,nie wiedziałem co robię,a to miała być tylko po prostu zwykła impreza,Jon mnie wyciągnął bo cały czas siedziałem w domu odkąd wyjechałaś.
- A nie miałeś jechać do Vegas?
- Miałem,ale zrezygnowałem w ostatniej chwili.Byłem w kompletnej depresji - nie kłamałem,na prawdę jak tylko wyjechała to humor całkowicie mi się zepsuł - Jeszcze zanim wyjechałaś pokłóciliśmy się,pamiętasz?Nie wiem o co mi chodziło,jak mogłem być zazdrosny o Josha,przecież to twój przyjaciel...i jeszcze się żeni za niedługo.No głupi byłem,co poradzić,a chciałem wszystko naprawić po twoim powrocie,już miałem to zaplanowane ...
- Skąd wiesz że Josh bierze ślub?
- Brendon gada o wszystkim.Dosłownie - wytrzeszczyła oczy.Czyżby mieli jakieś sekrety? - No dobra,może o prawie wszystkim - musiałem jakoś wyprostować to co powiedziałem,aż takich szczegółów z ich życia nam nie zdradzał,ale naprawdę bardzo dużo mówił.
- Ryan...dlaczego wcześniej mi wszystkiego nie wytłumaczyłeś?
- Bo mi na to nawet nie pozwoliłaś,chciałem ci wszystko powiedzieć.
- Tak,to w sumie zmienia postać rzeczy...Ehh,głupia byłam,już taka jestem jak się zdenerwuję.
- Czyli znowu będzie tak jak dawniej? - zacząłem się cieszyć jak wariat,może głupio to wyglądało zwłaszcza że kilka sekund temu prawie płakałem przepraszając ją,ale mniejsza z tym.
- Tego nie powiedziałam.Że ci wybaczam nie znaczy,że nic się nie stało.Po prostu zacznijmy od nowa.
- Super.Schodzisz na dół? - już długo mnie nie było,Brendon zaraz pewnie zacznie coś podejrzewać
- Powiedz Bdenowi że za chwilę będę - uśmiechnęła się...po raz pierwszy dzisiaj.Kocham ten widok.
Odwzajemniłem uśmiech i wyszedłem z pokoju.Byłem zadowolony tak bardzo,że z chęcią zacząłbym podskakiwać.
- Ty nigdy sobie jej nie odpuścisz,co? - Brendon stał naprzeciwko drzwi oparty o ścianę i z założonymi rękoma.
- Ale o co ci chodzi? - patrzyłem na niego pytającym wzrokiem.Jego wyobraźnia jak zwykle była bez granic i znowu coś wymyślił.
- Jak to o co? Znalazłeś sobie kolejną niewinną ofiarę,Keltie ci się znudziła to teraz chcesz zaliczyć Val i znów znaleźć sobie nową.Ja cię dobrze znam,Ryan.
- Teraz jest inaczej,na serio.Ja do V na serio coś czuję.
- Oczywiście,według ciebie zawsze jest inaczej.Dobra,ja już nie wnikam co ty tam do niej czujesz,ale jeśli chociaż trochę ją skrzywdzisz,to uwierz mi że nie będzie z tobą za dobrze - tak,on mi faktycznie dużo może zrobić.Już się boję.
- A wy nie na dole? - Valerie wyszła z pokoju.Nie pytała nawet co się dzieje jak zobaczyła nas patrzących na siebie złowrogo,z resztą to bardzo dobrze.
- Właśnie szliśmy,kochanie - objął ją i pocałował w policzek,jakie to było chamskie!Robił to tylko po to żeby mnie wkurzyć.Na prawdę nie mam potrzeby kłócić się z nim o dziewczynę.Wybrała jego-ok,nie ma sprawy,ja i tak ją będę kochać,więc nie wiem skąd ta złość ze strony Brendona.
Na dole było dużo osób,musieli przyjść jak byłem na piętrze.Oprócz Hayley,Jona i Spencera było też całe Fall Out Boy,Alex i Travie.Brendon poprzedstawiał Val tym,którzy jej jeszcze nie znali,o dziwo była w świetnym humorze.Albo była dobrą aktorką,albo tak szybko się rozchmurzyła.Oczywiście gdy już wszystkich poznała pobiegła do Pete'a i Patricka,z tego co wiem to już strasznie długo się z nimi nie widziała,a byli ze sobą blisko,spotykali się kiedyś bardzo często.Później złapały też dobry kontakt z Hayley,gadały strasznie długo i trzymały się ze sobą.Wiem dobrze co Val robiła przez całą domówkę,bo obserwowałem ją jak jakiś maniak.Ona też na mnie czasami popatrzyła,ale gdy zobaczyła że na nią patrzę natychmiast odwracała wzrok.Może już nie jest na mnie zła,ale jedno jest pewne-nigdy nie będzie tak jak dawniej.
Gdy się obudziłem Keltie jeszcze spała.Była przytulona do mnie i uśmiechała się przez sen.Zawsze gdy ją taką widziałem poprawiał mi się humor,ale dzisiaj to nie zadziałało,to był chyba jakiś znak...albo coś.Wyszedłem delikatnie z łóżka,poszedłem się ogarnąć do łazienki a potem zjeść śniadanie do kuchni.Brendon miał dzisiaj wracać z Nowego Jorku i powiedział żebyśmy z Jonem i Spencerem wpadli żeby Valerie miała jakieś towarzystwo.Szczerze to wątpię,bym miał jej jakoś pomóc swoją obecnością,ale nie zamierzam zmarnować okazji na zobaczenie jej.Może zachowałem się wtedy jak frajer,ale już tak mam po alkoholu.Myślałem że to będzie tylko taka niewinna impreza,lecz niestety okazało się,że jest tam Keltie no i było trochę inaczej niż sobie to wyobrażałem.Co do dzisiejszego spotkania to z tego co wiem Valerie wie tylko że my przyjdziemy,ale Bden zadzwonił jeszcze po Pete'a i Patricka.Ma przyjść też Alex,Hayley i kilka innych osób ze znajomych zespołów,taka mini domówka,bo 'jak kogoś nowego pozna to przestanie myśleć o ostatnich wydarzeniach'.Skoro on tak uważa...z resztą,jak woli,to on z nią jest,nie ja.Bolało mnie trochę to ich szczęście razem.Taak,zakochałem się,co poradzić.Chyba jeszcze nigdy tak nie miałem ale to jest tylko dowód na to że to nie jest kolejny wybryk.Postanowiłem wyjść z domu w tym momencie,pomimo że mam być u nich dopiero za jakieś trzy godziny.Pokręcę się jeszcze po mieście,jakoś nie mam dzisiaj ochoty rozmawiać z Keltie.
Dziwnym trafem tak się stało,że spotkałem Spencera i Jona,poszliśmy więc razem powoli w stronę domu Bdena.Z pewnością już był na miejscu,nie mam pojęcia kiedy miał przylecieć samolot z NY,ale miałem takie przeczucie,że już są.
- Co się Bdenowi stało że nas tak nagle zaprasza? - no tak,Jon w nic nie wtajemniczony.Valerie nie przyjaźniła się z nim,prawie go tak na prawdę nie znała,więc uznaliśmy że nic nie będziemy mu mówić,po co mają wszyscy wiedzieć?Spence wiedział tylko że jej rodzice mieli wypadek i stąd ten nagły wyjazd,ale o śmierci raczej nic nie wiedział.
- Może chce coś pogadać o albumie,jakieś zmiany zrobić albo coś - tak,Spencer w stu procentach nie wiedział o śmierci rodziców Valerie.Z pewnością dzisiaj jak z nią pogadają to się dowiedzą,nie to że ona się użala,ale nigdy nie udaje że nic się nie stało,a potem płacze po kątach.Zawsze mówi co jej się dzieje.
Faktycznie,jak przyszliśmy byli już w domu,nawet była Hayley.Zastanawiało mnie,czy nie będzie się czuła dziwnie w towarzystwie samych chłopaków,nie miało być więcej dziewczyn oprócz niej(i oczywiście V),ale nie wyglądała na niezadowoloną ani nie czuła się nieswojo.Nie mam za to pojęcia gdzie była Valerie,czyżby została w Nowym Jorku?W to raczej wątpię,Brendon by jej nie zostawił,ale nie było jej ani widać ani słychać.
- Gdzie zgubiłeś Val? - spytałem się go,starałem się przybrać taki ton jakby mnie to nie obchodziło,bo zaraz by mnie jeszcze stąd wygonił z tą swoją zazdrością.
- Jest na górze,zaraz zejdzie - oby to 'zaraz' trwało jak najkrócej,chcę ją już zobaczyć.A z resztą,toaleta też jest na piętrze,udam że tam idę i pójdę z nią pogadać,na osobności nawet jeszcze lepiej.Podszedłem cicho do drzwi i zapukałem.
- Proszę - eh,faktycznie nie było z nią dobrze.Po jej głosie było słychać,że płacze albo przed chwilą płakała.Gdy wszedłem zrobiła nagle wielkie oczy,nie wiem czy to dlatego,że się zmieniłem przez te kilka miesięcy,czy że nie spodziewała się że do niej przyjdę.A może i to i to.
- Valerie... - wyleciało mi z ust gdy jej się dokładniej przyjrzałem.Była bez makijażu w jakiejś pobrudzonej koszulce i dresach a pomimo tego wyglądała niesamowicie.
- Cześć - wymamrotała niezadowolona.Czyli jednak nie chciała mnie widzieć,a myślałem że chociaż trochę mi wybaczyła.
- Naprawdę bardzo mi przykro.Tak,wiem,mówiłem to już kilka razy,ale naprawdę zależy mi na tobie - chyba muszę trochę się ogarnąć,bo jeszcze zaraz jej się tutaj oświadczę.Na razie muszę dojść do tego,by się nie gniewała.
- Tak,przykro ci.Jasne.Ty dalej się łudzisz że ja ci wybaczę? - dam radę,dam radę...
- Ja się nie łudzę,ja to wiem,bo mówię całkowitą prawdę.Jest mi cholernie przykro i jeszcze bardziej tego żałuję.
- Serio?Ciekawe.To tak skoro już o tym rozmawiamy,jak tam się wiedzie w twoim szczęśliwym związku z Kelt?
- Valerie,ja...ja nie wiem co to jest.Nie wiem czemu ja w tym trwam.
- Ale ja naprawdę nie chcę,żebyś z nią zrywał.Przecież wiem,że teraz tak wielce nie wiesz czemu z nią jesteś,a jak wrócisz do domu będziesz jej mówił jak bardzo ją kochasz.
- Nie! A poza tym,dlaczego nie możemy się chociaż przyjaźnić?
- Jaki jest sens przyjaźnić się z kimś komu się nie ufa?
- Kiedyś mi ufałaś,weź to pod uwagę.Ale kurcze,Valerie,ja byłem upity! Urwał mi się film,nie wiedziałem co robię,a to miała być tylko po prostu zwykła impreza,Jon mnie wyciągnął bo cały czas siedziałem w domu odkąd wyjechałaś.
- A nie miałeś jechać do Vegas?
- Miałem,ale zrezygnowałem w ostatniej chwili.Byłem w kompletnej depresji - nie kłamałem,na prawdę jak tylko wyjechała to humor całkowicie mi się zepsuł - Jeszcze zanim wyjechałaś pokłóciliśmy się,pamiętasz?Nie wiem o co mi chodziło,jak mogłem być zazdrosny o Josha,przecież to twój przyjaciel...i jeszcze się żeni za niedługo.No głupi byłem,co poradzić,a chciałem wszystko naprawić po twoim powrocie,już miałem to zaplanowane ...
- Skąd wiesz że Josh bierze ślub?
- Brendon gada o wszystkim.Dosłownie - wytrzeszczyła oczy.Czyżby mieli jakieś sekrety? - No dobra,może o prawie wszystkim - musiałem jakoś wyprostować to co powiedziałem,aż takich szczegółów z ich życia nam nie zdradzał,ale naprawdę bardzo dużo mówił.
- Ryan...dlaczego wcześniej mi wszystkiego nie wytłumaczyłeś?
- Bo mi na to nawet nie pozwoliłaś,chciałem ci wszystko powiedzieć.
- Tak,to w sumie zmienia postać rzeczy...Ehh,głupia byłam,już taka jestem jak się zdenerwuję.
- Czyli znowu będzie tak jak dawniej? - zacząłem się cieszyć jak wariat,może głupio to wyglądało zwłaszcza że kilka sekund temu prawie płakałem przepraszając ją,ale mniejsza z tym.
- Tego nie powiedziałam.Że ci wybaczam nie znaczy,że nic się nie stało.Po prostu zacznijmy od nowa.
- Super.Schodzisz na dół? - już długo mnie nie było,Brendon zaraz pewnie zacznie coś podejrzewać
- Powiedz Bdenowi że za chwilę będę - uśmiechnęła się...po raz pierwszy dzisiaj.Kocham ten widok.
Odwzajemniłem uśmiech i wyszedłem z pokoju.Byłem zadowolony tak bardzo,że z chęcią zacząłbym podskakiwać.
- Ty nigdy sobie jej nie odpuścisz,co? - Brendon stał naprzeciwko drzwi oparty o ścianę i z założonymi rękoma.
- Ale o co ci chodzi? - patrzyłem na niego pytającym wzrokiem.Jego wyobraźnia jak zwykle była bez granic i znowu coś wymyślił.
- Jak to o co? Znalazłeś sobie kolejną niewinną ofiarę,Keltie ci się znudziła to teraz chcesz zaliczyć Val i znów znaleźć sobie nową.Ja cię dobrze znam,Ryan.
- Teraz jest inaczej,na serio.Ja do V na serio coś czuję.
- Oczywiście,według ciebie zawsze jest inaczej.Dobra,ja już nie wnikam co ty tam do niej czujesz,ale jeśli chociaż trochę ją skrzywdzisz,to uwierz mi że nie będzie z tobą za dobrze - tak,on mi faktycznie dużo może zrobić.Już się boję.
- A wy nie na dole? - Valerie wyszła z pokoju.Nie pytała nawet co się dzieje jak zobaczyła nas patrzących na siebie złowrogo,z resztą to bardzo dobrze.
- Właśnie szliśmy,kochanie - objął ją i pocałował w policzek,jakie to było chamskie!Robił to tylko po to żeby mnie wkurzyć.Na prawdę nie mam potrzeby kłócić się z nim o dziewczynę.Wybrała jego-ok,nie ma sprawy,ja i tak ją będę kochać,więc nie wiem skąd ta złość ze strony Brendona.
Na dole było dużo osób,musieli przyjść jak byłem na piętrze.Oprócz Hayley,Jona i Spencera było też całe Fall Out Boy,Alex i Travie.Brendon poprzedstawiał Val tym,którzy jej jeszcze nie znali,o dziwo była w świetnym humorze.Albo była dobrą aktorką,albo tak szybko się rozchmurzyła.Oczywiście gdy już wszystkich poznała pobiegła do Pete'a i Patricka,z tego co wiem to już strasznie długo się z nimi nie widziała,a byli ze sobą blisko,spotykali się kiedyś bardzo często.Później złapały też dobry kontakt z Hayley,gadały strasznie długo i trzymały się ze sobą.Wiem dobrze co Val robiła przez całą domówkę,bo obserwowałem ją jak jakiś maniak.Ona też na mnie czasami popatrzyła,ale gdy zobaczyła że na nią patrzę natychmiast odwracała wzrok.Może już nie jest na mnie zła,ale jedno jest pewne-nigdy nie będzie tak jak dawniej.
sobota, 17 września 2011
Things Have Changed
Do kwietnia wiele się zmieniło.W lutym wprowadziła się Ashley i jeszcze przed tym Josh jej się oświadczył.Valerie była po raz pierwszy od długiego czasu tak zadowolona-była w szczęśliwym związku z Brendonem i przy okazji jej najlepszy przyjaciel także miał wiele szczęścia w miłości.Jedyna rzecz która ją teraz męczyła to świadomość nieuniknionej rozmowy z Joshem,a konkretnie powodu tej konieczności.
- Musimy porozmawiać - wreszcie odważyła się zacząć tą rozmowę.Musiała mieć też czas na przemyślenie wszystkiego,nie mogła podejmować pochopnej decyzji co do tego.
- Mów - szczęściem tryskało od niego na dobre kilkaset kilometrów.Był cały w skowronkach.
- Słuchaj,myślę o tym i planuję to od kilku miesięcy,więc nie masz prawa mi powiedzieć,żebym się z tym przespała albo coś - do jego radości dołączyło nagle zdziwienie i zdenerwowanie.Nic dziwnego,Valerie mówiła zdecydowanie za poważnym tonem jak na taki temat - Wiem,że to jest mój dom,a ty tylko tu mieszkasz dopóki 'nie znajdziesz taniego mieszkania' - mówił tak od dobrych kilku lat,praktycznie odkąd zaczął tam mieszkać - ale to ja decyduję co się z nim stanie i mam zamiar się wyprowadzić jeszcze przed waszym ślubem,który ma być we wrześniu,tak?
- Tak,ale Val,nawet nie myśl się wyprowadzać,to my tu raczej przeszkadzamy.
- Josh,znam cię dobrze i cudem będzie jak kupisz mieszkanie na waszą dziesiątą rocznicę.Ja się źle z tym czuję,że zwalam wam co dwa dni Brendona na głowę,no ale nie wprowadzę się do niego,sparzyłam się już przy Ryanie i dobrze że się w pełni do niego wtedy nie wprowadziłam.Nie myśl,że przeszkadza mi wasza obecność,ale będziecie młodym małżeństwem,nie chcę wam przeszkadzać...
- Zaraz zaraz,z tego co powiedziałaś to zrozumiałem,że masz w planach zerwać z Bdenem,kłócicie się?
- Niee,to nie tak,znasz mnie i wiesz że jak raz się sparzę to już następnym razem postępuję inaczej.
- A no tak.Ale słuchaj,Ash mówiła że rodzice mogą załatwić jej bez problemu małe mieszkanie w centrum...
- Nie ma mowy,wy mieszkacie tu,na co mi samej taki wielki dom?Późno już,przepraszam,ale muszę jechać do Brendona,na razie - idąc w stronę drzwi pomachała mu.
- Faktycznie,on ma dzisiaj urodziny,zapomniałem całkiem.Złóż mu koniecznie ode mnie życzenia - po raz pierwszy Josh aż tak zakolegował się z chłopakiem Valerie.To musiał być jakiś znak.
Zanim pojechała prosto do domu Bdena musiała jeszcze zahaczyć o jakiś sklep,nie miała dla niego prezentu,nie miała nawet pomysłu na prezent.Trzeba przyznać,że kupowanie prezentów dla chłopaków nie było jej mocną stroną,Joshowi kupowała zwykle t-shirt albo płytę jednego z jego ulubionych zespołów,problem w tym,że o ulubionych zespołach Brendona nie miała pojęcia bo z reguły rozmawiali na całkiem inne tematy niż muzyka.Płyta była jednak dobrym tropem,pojechała do sklepu z gadżetami,płytami,filmami itp.Dziwnie się czuła będąc tam-miała na sobie dopasowaną,bladoróżową sukienkę z czarnym pasem z koronki w talii i czarne platformy,a na dodatek pokręciła swoje naturalnie przerażająco proste włosy.Z reguły nie ubiera się tak na codzień,ale były urodziny jej chłopaka,więc chciała założyć coś innego niż jej ulubiona koszulka i jeansy jak zwykle.
- Czy może w czymś po... - powiedział do niej sprzedawca,ale pod koniec coś go zatkało. "Czy aż tak niespotykane jest że dziewczyna pójdzie do sklepu w sukience? Dziwne są dzisiejsze czasy." Przewróciła oczami,ale gdy tylko odwróciła wzrok na sprzedawcę ją także zatkało.Nie był to nikt inny jak jej były chłopak Sean,z którym była jeszcze przed Ryanem,zerwali niedługo przed jej nowym rozdziałem w życiu (czyt: sesja z FOB,poznanie Pete'a i Patricka).
- Valerie...Cudownie wyglądasz.Bardzo się zmieniłaś odkąd cię ostatnio widziałem - był pod jej wrażeniem.Czyżby zaczął żałować,że po ich kilkuletnim związku prawie rok temu doszedł nagle do wniosku że jej nie kocha i 'nie jest już tą samą Val którą poznał'?
- Dziękuję - ona nie miała żadnego komplementu by mu powiedzieć.Nie zmienił się w ogóle,nie był przystojny,należał do części brzydszych ex Valerie.Był niski i fakt że był brunetem z ciemną karnacją wcale nie dodawał mu uroku.Przeciętne dziewczyny były wyższe od niego,ale mało kto był niższy od V,miała tylko 1,6 m.
- Co tam u ciebie słychać?Dalej robisz zdjęcia?Ja wreszcie znalazłem pracę tutaj.
- Tak,chociaż ostatnio kiepsko z sesjami,mało klientów - nie miała ochoty z nim rozmawiać,z chęcią kupiłaby jak najszybciej prezent i wyszła...tylko właśnie,jaki prezent?Trudno,Brendon jej wybaczy,jak na razie najważniejsze dla niej było,by stamtąd uciec - Przepraszam,ale jestem umówiona,muszę iść.
- Do zobaczenia.
- Oby nie - mruknęła pod nosem wychodząc prawie biegiem.Jak najszybciej odpaliła auto i odjechała w stronę domu Bdena.Po drodze myślała o zmianach w jej życiu przez ostatni rok,faktycznie strasznie dużo się zmieniło,ale według niej na lepsze.Teraz gdy kolegowała się z gwiazdami nie wywyższała się,od Seana uciekała dlatego,że pomimo już prawie roku od ich zerwania ciągle go na swój sposób nienawidziła,zostawił ją z dnia na dzień i na dodatek spowodował u niej depresję,już nawet Ryan jej tak nie skrzywdził,bo ich związku nie brała aż tak na poważnie,jej zdaniem to był tylko taki flirt i dobra przyjaźń,ale i tak uważa,że nie powinien spać z Keltie.Trochę to egoistyczne,no ale cóż.
Podjechała pod dom Brendona,poszła w stronę drzwi i zadzwoniła.
- Wszystkiego najlepszego - pomimo tego że on nawet dobrze nie zauważył kto stał przed drzwiami,od razu po ich otwarciu rzuciła mu się na szyję i go pocałowała - Przepraszam,nie mam dla ciebie prezentu,kompletnie nie miałam pomysłu co ci kupić.
- Nie ma sprawy,nie lubię dostawać prezentów.W zupełności starczy,że tu jesteś -tak,to była prawidłowa odpowiedź.Weszli do środka i usiedli na dużej kanapie przed telewizorem.
Brendon cały czas coś opowiadał,chodził,coś robił,dalej opowiadał,normalne.Przez to wszystko nawet nie zdał sobie sprawy,że Valerie go w ogóle nie słucha.Cały czas myślała o weselu Josha-iść z Brendonem,czy sama?Z pewnością Josh chciałby by był Bden,ale Val czuła że to jeszcze za szybko by poznawać go z rodzicami,którzy też tam będą.Myślała też o poszukiwaniu nowego domu,nie chciała się wyprowadzać ale robiła to dla dobra swojego przyjaciela.Jest wybredna,więc nie wybierze pierwszego lepszego tylko dlatego że jest tani.
- Valerie? - brawo za spostrzegawczość!Brendon dopiero teraz zrozumiał że mówi jakby sam do siebie - Czy ty mnie słuchasz?
- Przepraszam,zamyśliłam się - było jej trochę głupio.Przyszła do niego w jego urodziny i jeszcze nie chce jej się go słuchać - Wiesz,ostatnio się u mnie pozmieniało.Musze poszukać nowego domu,żeby Josh z Ashley mogli mieszkać sami.
- Wprowadź się do mnie - powiedział to tak,jakby było to przecież oczywiste.Dla niego może tak,ale dla Valerie nie.
- Nie mogę.Nie czuję się jeszcze na to gotowa.
- Jak to nie możesz?A z Ryanem jakoś mieszkałaś i było ok.
- Nie mieszkałam z nim!Przychodziłam tylko do niego czasem na noc i tyle.Z resztą mniejsza z tym,nie chcę się z tobą kłócić.
Z twarzy Brendona zniknęła nagle złość i pokazał się jeden z jego najpiękniejszych uśmiechów.Oczywiście nie mogli już dłużej patrzeć sobie prosto w oczy z uśmiechami na twarzy,bo musiał zadzwonić telefon Valerie.Pomyślała że to pewnie Josh,ale to był nieznany numer.
- Halo,kto mówi? - spytała marszcząc delikatnie czoło.
- Witam,tu doktor Isabel Collins ze szpitala w Nowym Jorku.Czy dodzwoniłam się do Valerie Thornton? - "O Boże,rodzice"
- Tak,to ja.Co się stało?
- Pani rodzice mieli poważny wypadek,są w stanie krytycznym.Wiem,że mieszka pani w LA,ale jakby co to samolot do Nowego Jorku wylatuje za 5 godzin.Radzę nim polecieć,bo może to być ostatnia okazja by się z nimi spotkać,nie jest najlepiej - Valerie zasłoniła usta dłonią a po jej policzku pociekła łza.Brendon podbiegł by usiąść koło niej i przytulił ją.Wiedział że coś złego się stało.
- Dziękuję,na pewno przylecę.Do widzenia - wykrztusiła resztkami sił i rozłączyła się.Chwilę później płakała oparta o ramię Brendona.
- Co się stało,Val?
- Moi rodzice mieli wypadek,muszę lecieć do Nowego Jorku,bo mogę już ich nie zobaczyć później.
- Lecę z tobą.Nie zostawię cię samej teraz.
- Nie,Brendon,zostań.Polecę sama albo z Joshem.
- Chodź,pojedziemy do ciebie i zabierzesz jakieś rzeczy,bo dzisiaj raczej nie wrócimy - pomimo tego że chwilę temu mówiła żeby nie jechał,teraz już było jej wszystko obojętne.
Gdy zajechali do domu Valerie,opowiedziała wszystko Joshowi,który postanowił,że poleci z nimi.Oczywiście Val opierała się,ale z drugiej strony chciała mieć ze sobą kogoś bliskiego.Zostawili auto w garażu i wybrali się taksówką na lotnisko.
Po około sześciu godzinach byli już na miejscu.Busem podjechali pod szpital i pobiegli spytać o rodziców Val.Kobieta zajmująca się wysyłaniem rodzin do pacjentów zaprowadziła ich do doktor Collins,która była lekarzem prowadzącym.
- Bardzo mi przykro,przybyła pani chwilę za późno.Godzinę temu zmarła pani matka - Valerie nie wytrzymała.Zalana łzami wtuliła się w Brendona - Mogę zaprowadzić panią do ojca,jest z nim już trochę lepiej i odzyskał przytomność.
Nie wiedziała zbytnio co się dzieje,ale dała się zaprowadzić do taty.Nie wybaczyłaby sobie jakby już go nie widziała,ale przecież polepszyło się z nim,więc będzie dobrze.
- Tato... -podbiegła do jego łóżka i złapała go za rękę.Cały był w opatrunkach i nie wyglądał najlepiej.
- Wierzę,że dasz sobie radę bez nas.Zawsze byłaś silną dziewczyną - powiedział osłabionym głosem.
- Będziesz żył,lekarka powiedziała że już jest o niebo lepiej - podbarwiła trochę to 'o niebo',ale chciała sama uwierzyć,że będzie dobrze.
- Skarbie,na mnie już czas.Nie przejmuj się,zapisałem na ciebie nasz cały majątek i dom,mój brat dostał firmę.Dacie sobie radę - nagle jej uszu dobiegł nieprzyjemny,piszczący dźwięk.Kilka sekund później przybiegli lekarze,kazali jej wyjść i próbowali ratować jej ojca.Niestety,chwilę później jedyne co po nim zostało to pozioma kreska i zero na monitorze koło łóżka.
- Zgon o 18.46 - powiedział jeden z lekarzy.
- Musimy porozmawiać - wreszcie odważyła się zacząć tą rozmowę.Musiała mieć też czas na przemyślenie wszystkiego,nie mogła podejmować pochopnej decyzji co do tego.
- Mów - szczęściem tryskało od niego na dobre kilkaset kilometrów.Był cały w skowronkach.
- Słuchaj,myślę o tym i planuję to od kilku miesięcy,więc nie masz prawa mi powiedzieć,żebym się z tym przespała albo coś - do jego radości dołączyło nagle zdziwienie i zdenerwowanie.Nic dziwnego,Valerie mówiła zdecydowanie za poważnym tonem jak na taki temat - Wiem,że to jest mój dom,a ty tylko tu mieszkasz dopóki 'nie znajdziesz taniego mieszkania' - mówił tak od dobrych kilku lat,praktycznie odkąd zaczął tam mieszkać - ale to ja decyduję co się z nim stanie i mam zamiar się wyprowadzić jeszcze przed waszym ślubem,który ma być we wrześniu,tak?
- Tak,ale Val,nawet nie myśl się wyprowadzać,to my tu raczej przeszkadzamy.
- Josh,znam cię dobrze i cudem będzie jak kupisz mieszkanie na waszą dziesiątą rocznicę.Ja się źle z tym czuję,że zwalam wam co dwa dni Brendona na głowę,no ale nie wprowadzę się do niego,sparzyłam się już przy Ryanie i dobrze że się w pełni do niego wtedy nie wprowadziłam.Nie myśl,że przeszkadza mi wasza obecność,ale będziecie młodym małżeństwem,nie chcę wam przeszkadzać...
- Zaraz zaraz,z tego co powiedziałaś to zrozumiałem,że masz w planach zerwać z Bdenem,kłócicie się?
- Niee,to nie tak,znasz mnie i wiesz że jak raz się sparzę to już następnym razem postępuję inaczej.
- A no tak.Ale słuchaj,Ash mówiła że rodzice mogą załatwić jej bez problemu małe mieszkanie w centrum...
- Nie ma mowy,wy mieszkacie tu,na co mi samej taki wielki dom?Późno już,przepraszam,ale muszę jechać do Brendona,na razie - idąc w stronę drzwi pomachała mu.
- Faktycznie,on ma dzisiaj urodziny,zapomniałem całkiem.Złóż mu koniecznie ode mnie życzenia - po raz pierwszy Josh aż tak zakolegował się z chłopakiem Valerie.To musiał być jakiś znak.
Zanim pojechała prosto do domu Bdena musiała jeszcze zahaczyć o jakiś sklep,nie miała dla niego prezentu,nie miała nawet pomysłu na prezent.Trzeba przyznać,że kupowanie prezentów dla chłopaków nie było jej mocną stroną,Joshowi kupowała zwykle t-shirt albo płytę jednego z jego ulubionych zespołów,problem w tym,że o ulubionych zespołach Brendona nie miała pojęcia bo z reguły rozmawiali na całkiem inne tematy niż muzyka.Płyta była jednak dobrym tropem,pojechała do sklepu z gadżetami,płytami,filmami itp.Dziwnie się czuła będąc tam-miała na sobie dopasowaną,bladoróżową sukienkę z czarnym pasem z koronki w talii i czarne platformy,a na dodatek pokręciła swoje naturalnie przerażająco proste włosy.Z reguły nie ubiera się tak na codzień,ale były urodziny jej chłopaka,więc chciała założyć coś innego niż jej ulubiona koszulka i jeansy jak zwykle.
- Czy może w czymś po... - powiedział do niej sprzedawca,ale pod koniec coś go zatkało. "Czy aż tak niespotykane jest że dziewczyna pójdzie do sklepu w sukience? Dziwne są dzisiejsze czasy." Przewróciła oczami,ale gdy tylko odwróciła wzrok na sprzedawcę ją także zatkało.Nie był to nikt inny jak jej były chłopak Sean,z którym była jeszcze przed Ryanem,zerwali niedługo przed jej nowym rozdziałem w życiu (czyt: sesja z FOB,poznanie Pete'a i Patricka).
- Valerie...Cudownie wyglądasz.Bardzo się zmieniłaś odkąd cię ostatnio widziałem - był pod jej wrażeniem.Czyżby zaczął żałować,że po ich kilkuletnim związku prawie rok temu doszedł nagle do wniosku że jej nie kocha i 'nie jest już tą samą Val którą poznał'?
- Dziękuję - ona nie miała żadnego komplementu by mu powiedzieć.Nie zmienił się w ogóle,nie był przystojny,należał do części brzydszych ex Valerie.Był niski i fakt że był brunetem z ciemną karnacją wcale nie dodawał mu uroku.Przeciętne dziewczyny były wyższe od niego,ale mało kto był niższy od V,miała tylko 1,6 m.
- Co tam u ciebie słychać?Dalej robisz zdjęcia?Ja wreszcie znalazłem pracę tutaj.
- Tak,chociaż ostatnio kiepsko z sesjami,mało klientów - nie miała ochoty z nim rozmawiać,z chęcią kupiłaby jak najszybciej prezent i wyszła...tylko właśnie,jaki prezent?Trudno,Brendon jej wybaczy,jak na razie najważniejsze dla niej było,by stamtąd uciec - Przepraszam,ale jestem umówiona,muszę iść.
- Do zobaczenia.
- Oby nie - mruknęła pod nosem wychodząc prawie biegiem.Jak najszybciej odpaliła auto i odjechała w stronę domu Bdena.Po drodze myślała o zmianach w jej życiu przez ostatni rok,faktycznie strasznie dużo się zmieniło,ale według niej na lepsze.Teraz gdy kolegowała się z gwiazdami nie wywyższała się,od Seana uciekała dlatego,że pomimo już prawie roku od ich zerwania ciągle go na swój sposób nienawidziła,zostawił ją z dnia na dzień i na dodatek spowodował u niej depresję,już nawet Ryan jej tak nie skrzywdził,bo ich związku nie brała aż tak na poważnie,jej zdaniem to był tylko taki flirt i dobra przyjaźń,ale i tak uważa,że nie powinien spać z Keltie.Trochę to egoistyczne,no ale cóż.
Podjechała pod dom Brendona,poszła w stronę drzwi i zadzwoniła.
- Wszystkiego najlepszego - pomimo tego że on nawet dobrze nie zauważył kto stał przed drzwiami,od razu po ich otwarciu rzuciła mu się na szyję i go pocałowała - Przepraszam,nie mam dla ciebie prezentu,kompletnie nie miałam pomysłu co ci kupić.
- Nie ma sprawy,nie lubię dostawać prezentów.W zupełności starczy,że tu jesteś -tak,to była prawidłowa odpowiedź.Weszli do środka i usiedli na dużej kanapie przed telewizorem.
Brendon cały czas coś opowiadał,chodził,coś robił,dalej opowiadał,normalne.Przez to wszystko nawet nie zdał sobie sprawy,że Valerie go w ogóle nie słucha.Cały czas myślała o weselu Josha-iść z Brendonem,czy sama?Z pewnością Josh chciałby by był Bden,ale Val czuła że to jeszcze za szybko by poznawać go z rodzicami,którzy też tam będą.Myślała też o poszukiwaniu nowego domu,nie chciała się wyprowadzać ale robiła to dla dobra swojego przyjaciela.Jest wybredna,więc nie wybierze pierwszego lepszego tylko dlatego że jest tani.
- Valerie? - brawo za spostrzegawczość!Brendon dopiero teraz zrozumiał że mówi jakby sam do siebie - Czy ty mnie słuchasz?
- Przepraszam,zamyśliłam się - było jej trochę głupio.Przyszła do niego w jego urodziny i jeszcze nie chce jej się go słuchać - Wiesz,ostatnio się u mnie pozmieniało.Musze poszukać nowego domu,żeby Josh z Ashley mogli mieszkać sami.
- Wprowadź się do mnie - powiedział to tak,jakby było to przecież oczywiste.Dla niego może tak,ale dla Valerie nie.
- Nie mogę.Nie czuję się jeszcze na to gotowa.
- Jak to nie możesz?A z Ryanem jakoś mieszkałaś i było ok.
- Nie mieszkałam z nim!Przychodziłam tylko do niego czasem na noc i tyle.Z resztą mniejsza z tym,nie chcę się z tobą kłócić.
Z twarzy Brendona zniknęła nagle złość i pokazał się jeden z jego najpiękniejszych uśmiechów.Oczywiście nie mogli już dłużej patrzeć sobie prosto w oczy z uśmiechami na twarzy,bo musiał zadzwonić telefon Valerie.Pomyślała że to pewnie Josh,ale to był nieznany numer.
- Halo,kto mówi? - spytała marszcząc delikatnie czoło.
- Witam,tu doktor Isabel Collins ze szpitala w Nowym Jorku.Czy dodzwoniłam się do Valerie Thornton? - "O Boże,rodzice"
- Tak,to ja.Co się stało?
- Pani rodzice mieli poważny wypadek,są w stanie krytycznym.Wiem,że mieszka pani w LA,ale jakby co to samolot do Nowego Jorku wylatuje za 5 godzin.Radzę nim polecieć,bo może to być ostatnia okazja by się z nimi spotkać,nie jest najlepiej - Valerie zasłoniła usta dłonią a po jej policzku pociekła łza.Brendon podbiegł by usiąść koło niej i przytulił ją.Wiedział że coś złego się stało.
- Dziękuję,na pewno przylecę.Do widzenia - wykrztusiła resztkami sił i rozłączyła się.Chwilę później płakała oparta o ramię Brendona.
- Co się stało,Val?
- Moi rodzice mieli wypadek,muszę lecieć do Nowego Jorku,bo mogę już ich nie zobaczyć później.
- Lecę z tobą.Nie zostawię cię samej teraz.
- Nie,Brendon,zostań.Polecę sama albo z Joshem.
- Chodź,pojedziemy do ciebie i zabierzesz jakieś rzeczy,bo dzisiaj raczej nie wrócimy - pomimo tego że chwilę temu mówiła żeby nie jechał,teraz już było jej wszystko obojętne.
Gdy zajechali do domu Valerie,opowiedziała wszystko Joshowi,który postanowił,że poleci z nimi.Oczywiście Val opierała się,ale z drugiej strony chciała mieć ze sobą kogoś bliskiego.Zostawili auto w garażu i wybrali się taksówką na lotnisko.
Po około sześciu godzinach byli już na miejscu.Busem podjechali pod szpital i pobiegli spytać o rodziców Val.Kobieta zajmująca się wysyłaniem rodzin do pacjentów zaprowadziła ich do doktor Collins,która była lekarzem prowadzącym.
- Bardzo mi przykro,przybyła pani chwilę za późno.Godzinę temu zmarła pani matka - Valerie nie wytrzymała.Zalana łzami wtuliła się w Brendona - Mogę zaprowadzić panią do ojca,jest z nim już trochę lepiej i odzyskał przytomność.
Nie wiedziała zbytnio co się dzieje,ale dała się zaprowadzić do taty.Nie wybaczyłaby sobie jakby już go nie widziała,ale przecież polepszyło się z nim,więc będzie dobrze.
- Tato... -podbiegła do jego łóżka i złapała go za rękę.Cały był w opatrunkach i nie wyglądał najlepiej.
- Wierzę,że dasz sobie radę bez nas.Zawsze byłaś silną dziewczyną - powiedział osłabionym głosem.
- Będziesz żył,lekarka powiedziała że już jest o niebo lepiej - podbarwiła trochę to 'o niebo',ale chciała sama uwierzyć,że będzie dobrze.
- Skarbie,na mnie już czas.Nie przejmuj się,zapisałem na ciebie nasz cały majątek i dom,mój brat dostał firmę.Dacie sobie radę - nagle jej uszu dobiegł nieprzyjemny,piszczący dźwięk.Kilka sekund później przybiegli lekarze,kazali jej wyjść i próbowali ratować jej ojca.Niestety,chwilę później jedyne co po nim zostało to pozioma kreska i zero na monitorze koło łóżka.
- Zgon o 18.46 - powiedział jeden z lekarzy.
środa, 14 września 2011
Quarantine Wings
- Fajnie,że zeszłaś - Josh odwrócił się w jej stronę i posłał jej łobuzerski uśmiech,już dawno tego nie robił,a to u niego dziwne.
Valerie usiadła lekko spięta obok Josha na sofie i przysłuchiwała się mniej więcej rozmowie chłopaków.Było to dziwne,ale czuła się jak gość we własnym domu,tak niepewnie i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.Gdy następowała cisza Josh szturchał ją by coś powiedziała do Calvina,nie wiadomo czemu tak bardzo mu zależało na tym,by ich zeswatać."A może to jednak był zły pomysł,by zejść na dół?"
- Za chwilę wrócę - Josh popatrzył na Valerie porozumiewawczo i nie wiadomo po co poszedł na górę,najprawdopodobniej do swojego pokoju.Z chęcią zaciągnęłaby go z powrotem na sofę,za żadne skarby nie chciała zostawać sam na sam z nieznajomym,z jednej strony był przystojny,ale miał wzrok w stylu psychola.Można było też powiedzieć,że trochę się go bała,różne rzeczy się teraz na świecie dzieją.
- Ty masz dwadzieścia lat,tak? - spytał nagle przerywając ciszę i jej przemyślenia.A już miała nadzieję,że jest maksymalnie nieśmiały i nie odważy się nic powiedzieć.
- Tak...to znaczy skończę latem,więc jeszcze mam dziewiętnaście - nie spytała o jego wiek chociaż najprawdopodobniej na to liczył,zupełnie jej to nie interesowało.Z chęcią w tej chwili wyszłaby z domu i wróciła jutro rano.
- Ja mam dwadzieścia jeden - co za typ!A kto go o to pytał? - Josh mówił mi trochę o tobie,jesteś fotografem? - mówiąc do niej korzystał z nieobecności Josha i coraz bliżej się do niej przysuwał,Valerie natomiast odsuwając się od niego modliła się,by sofa miała nieskończoną długość,lub po prostu go wciągnęła,tak jak na filmach się czasem dzieje.Z minuty na minutę był coraz bliżej jej,aż w końcu chciał spróbować ją pocałować.To było chore,całować kogoś,kogo się w ogóle nie zna.Gdy Valerie zauważyła,co on chce zrobić natychmiast poszła szybkim krokiem na górę nie czekając na powrót Josha,z którym i tak minęła się na schodach.
- Zły,zdecydowanie bardzo zły pomysł był z tym schodzeniem na dół - powiedziała sama do siebie,gdy była już w swoim pokoju i szła w stronę łóżka.
Gdy na nim usiadła wzięła swojego laptopa na kolana i postanowiła sprawdzić pocztę,już naprawdę dawno tego nie robiła.Zalogowała się i zastała ją miła niespodzianka-w skrzynce odbiorczej była wiadomość od Brendona,otrzymała ją kilka dni temu. "Zrobiłem ostatnio coś dla ciebie,mam nadzieję,że ci się spodoba.Bden P.S:Tęsknie za tobą." Najbardziej spodobał jej się 'P.S',ale postanowiła zobaczyć to 'coś' co zrobił dla niej Brendon,była to piosenka w załączniku.Po odtworzeniu usłyszała,że to "Valerie" w jego wykonaniu,bardzo lubiła ten utwór nie tylko dlatego,że w tytule jest jej imię.
Teraz jak już odczytała maila niegrzecznie by było nie podziękować,więc miała powód by do niego zadzwonić.Z pewnością siebie wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer.
- Valerie!Super,że dzwonisz - powiedział ucieszony.
- Miło cię słyszeć,piosenka którą mi wysłałeś jest cudowna,naprawdę nie wiem jak ci dziękować.
- Świetnie,że ci się podoba.Może w ramach podziękowania dasz się gdzieś wyciągnąć wieczorem? - kolejny wyjazd z dala od miasta?Z chęcią,zwłaszcza jak jest tu Calvin.
- Jasne,nie ma sprawy.
- Ok,podjadę po ciebie za około godzinę.To do zobaczenia.
- Dobrze,będę czekać.
Po tej rozmowie z chęcią zaczęłaby tańczyć i śpiewać na środku pokoju,nie widziała go pół roku i wreszcie się z nim spotka.Postanowiła więc iść się szykować,by nie musiał na nią czekać.Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi."Niee,to nie może być jeszcze on,nie minęło nawet pół godziny".Nie szła zobaczyć kto to,wiedziała,że Josh jest na dole i na pewno otworzy.
- Valerie,do ciebie! - zawołał z dołu.Wyjrzała szybko przez okno i nie było jeszcze auta Bdena."Skoro to nie on,to kto?".Zbiegła po schodach na dół i w otwartych drzwiach ujrzała stojącego na ganku Ryana.
- Co ty tu robisz?Wynoś się z mojego domu,nie chcę cię widzieć! - wyszła do niego i zamknęła za sobą drzwi chcąc uniknąć podsłuchiwania.
- V,spokojnie,przyszedłem tylko z tobą porozmawiać - mówił jakby nic się nie stało,jakby on po prostu do niej przyszedł a ta dostała napadu złości bez powodu.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać,idź rozmawiać z Keltie o tym jaką świetną parą jesteście.
- To nie tak,ona sobie wymyśliła że jesteśmy parą a wcale nie byliśmy i nie jesteśmy razem.Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie jesteście parą?Tak,na pewno,ona tylko przyszła do ciebie żeby pochodzić w twoim domu owinięta w twoje prześcieradło i to jeszcze pod moją nieobecność,świetnie się bawicie.A poza tym nie chcę twoich wyjaśnień,ja już wszystko wiem,wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy - z tego całego zdenerwowania nawet nie zauważyli przyjazdu Brendona,który gdy zobaczył co się święci wybiegł z auta by pomóc Valerie.
- Ryan,wynoś się stąd,nie słyszałeś?Czy mam cię stąd zabrać własnoręcznie? - "Super,dwa obiekty westchnień nastolatek kłócą się z mojego powodu pod moim domem!Jeszcze tu tylko Pete'a brakuje,a zaraz przyjechałby tu cały nastoletni fanklub."
- Brendon,nie ma sensu się z nim męczyć,chodźmy już - od razu zostawił Ryana i poszedł do auta,a za nim Val.
- Co za człowiek.Sam się sobie dziwię,że wytrzymuję z nim w zespole - nie musiała pytać,widziała że sytuacja w zespole się zmieniła.Oglądała jakiś czas temu kilka nowych wywiadów w internecie i było coraz mniej tych przyjaznych gestów między Bdenem i Ryanem.Było jej głupio że to też jej wina.
- Przepraszam - powiedziała bardziej odnosząc się do swoich przemyśleń,niż do tego co on do niej powiedział.Z racji że nie czyta jej w myślach spojrzał na nią pytająco odrywając wzrok od drogi przed sobą.
- Nie wiem co tu robię,nie powinno mnie tu być i nigdy nie powinniście mnie poznać - zaczęła mu wyjaśniać - Ja psuje wasz zespół,nie zauważyłeś?Ostatnio już nie jest tak jak kiedyś,nie tak jak było podczas naszego pierwszego spotkania.Wtedy byliście z Ryanem najlepszymi przyjaciółmi i wyglądało na to że nic tego nie zmieni,ale ja oczywiście musiałam wszystko zepsuć...
- Val,czy ty żartujesz?Gdybym cię nie poznał to tkwiłbym dalej w tym bezsensownym związku z Audrey,a przez to wszyscy byli na mnie źli że chodzę wkurzony i krzyczę na wszystkich,to było gorsze.Z czasem na pewno Ryan zrozumie że nie ma u ciebie szans i da ci spokój,a tym samym nie będzie zazdrosny że się spotykamy...chyba że nie chcesz?
- Co ty,jasne że chcę.Dziękuję że wyciągnąłeś mnie z domu,już zapomniałam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam.
Stanęli na niewielkim parkingu,gdy wysiedli Brendon zaprowadził Valerie za rękę do miejsca,które najprawdopodobniej było rynkiem małego miasta,było tam pięknie zwłaszcza o tej porze gdy już się ściemniało.Usiedli na jednej z kilku ławek postawionych wzdłuż deptaka.
- Tak szczerze mówiąc,przez to całe zamieszanie z Ryanem nawet się dobrze nie przywitaliśmy po tych kilku miesiącach - spojrzał na nią lekko łobuzerskim uśmiechem i pocałował ją.Później siedzieli na ławce w objęciach przez dobre dwadzieścia minut.
Po pewnym czasie rozmawiając spacerowali powoli w stronę auta.Zaplanowali że Brendon zostanie u Valerie na noc,tak jak kiedyś robiła z Ryanem.Pomimo podobnych sytuacji oni byli całkiem różni,Bden z reguły wrażliwy i miły,ale też pozytywnie szalony,lecz kiedy trzeba robi się waleczny i odważny,natomiast Ryan-lekkomyślny,żartobliwy i takie tam,o wiele mniej empatii.
Wreszcie była okazja by poznać Josha z Brendonem,ku zdziwieniu Val przypadli sobie do gustu,kilka następnych godzin spędzili w trójkę na sofie oglądając telewizję i rozmawiając.
- Ten to ci się udał,o niebo lepszy od tego ped...Ryana - powiedział Josh do Valerie gdy Bden na chwilę wyszedł - Pasujecie do siebie bardziej niż z tamtym,widzę,że przy Brendonie promieniejesz,a on patrzy na ciebie jak na ósmy cud świata,życzę wam szczęścia,oby tak dalej - było po nim widać,że mówi to w stu procentach szczerze.To był fakt,czuła się przy brunecie milion razy lepiej niż jak była z Ryanem,wiedziała że to będzie na pewno coś więcej.
Gdy na nim usiadła wzięła swojego laptopa na kolana i postanowiła sprawdzić pocztę,już naprawdę dawno tego nie robiła.Zalogowała się i zastała ją miła niespodzianka-w skrzynce odbiorczej była wiadomość od Brendona,otrzymała ją kilka dni temu. "Zrobiłem ostatnio coś dla ciebie,mam nadzieję,że ci się spodoba.Bden P.S:Tęsknie za tobą." Najbardziej spodobał jej się 'P.S',ale postanowiła zobaczyć to 'coś' co zrobił dla niej Brendon,była to piosenka w załączniku.Po odtworzeniu usłyszała,że to "Valerie" w jego wykonaniu,bardzo lubiła ten utwór nie tylko dlatego,że w tytule jest jej imię.
Teraz jak już odczytała maila niegrzecznie by było nie podziękować,więc miała powód by do niego zadzwonić.Z pewnością siebie wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer.
- Valerie!Super,że dzwonisz - powiedział ucieszony.
- Miło cię słyszeć,piosenka którą mi wysłałeś jest cudowna,naprawdę nie wiem jak ci dziękować.
- Świetnie,że ci się podoba.Może w ramach podziękowania dasz się gdzieś wyciągnąć wieczorem? - kolejny wyjazd z dala od miasta?Z chęcią,zwłaszcza jak jest tu Calvin.
- Jasne,nie ma sprawy.
- Ok,podjadę po ciebie za około godzinę.To do zobaczenia.
- Dobrze,będę czekać.
Po tej rozmowie z chęcią zaczęłaby tańczyć i śpiewać na środku pokoju,nie widziała go pół roku i wreszcie się z nim spotka.Postanowiła więc iść się szykować,by nie musiał na nią czekać.Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi."Niee,to nie może być jeszcze on,nie minęło nawet pół godziny".Nie szła zobaczyć kto to,wiedziała,że Josh jest na dole i na pewno otworzy.
- Valerie,do ciebie! - zawołał z dołu.Wyjrzała szybko przez okno i nie było jeszcze auta Bdena."Skoro to nie on,to kto?".Zbiegła po schodach na dół i w otwartych drzwiach ujrzała stojącego na ganku Ryana.
- Co ty tu robisz?Wynoś się z mojego domu,nie chcę cię widzieć! - wyszła do niego i zamknęła za sobą drzwi chcąc uniknąć podsłuchiwania.
- V,spokojnie,przyszedłem tylko z tobą porozmawiać - mówił jakby nic się nie stało,jakby on po prostu do niej przyszedł a ta dostała napadu złości bez powodu.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać,idź rozmawiać z Keltie o tym jaką świetną parą jesteście.
- To nie tak,ona sobie wymyśliła że jesteśmy parą a wcale nie byliśmy i nie jesteśmy razem.Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie jesteście parą?Tak,na pewno,ona tylko przyszła do ciebie żeby pochodzić w twoim domu owinięta w twoje prześcieradło i to jeszcze pod moją nieobecność,świetnie się bawicie.A poza tym nie chcę twoich wyjaśnień,ja już wszystko wiem,wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy - z tego całego zdenerwowania nawet nie zauważyli przyjazdu Brendona,który gdy zobaczył co się święci wybiegł z auta by pomóc Valerie.
- Ryan,wynoś się stąd,nie słyszałeś?Czy mam cię stąd zabrać własnoręcznie? - "Super,dwa obiekty westchnień nastolatek kłócą się z mojego powodu pod moim domem!Jeszcze tu tylko Pete'a brakuje,a zaraz przyjechałby tu cały nastoletni fanklub."
- Brendon,nie ma sensu się z nim męczyć,chodźmy już - od razu zostawił Ryana i poszedł do auta,a za nim Val.
- Co za człowiek.Sam się sobie dziwię,że wytrzymuję z nim w zespole - nie musiała pytać,widziała że sytuacja w zespole się zmieniła.Oglądała jakiś czas temu kilka nowych wywiadów w internecie i było coraz mniej tych przyjaznych gestów między Bdenem i Ryanem.Było jej głupio że to też jej wina.
- Przepraszam - powiedziała bardziej odnosząc się do swoich przemyśleń,niż do tego co on do niej powiedział.Z racji że nie czyta jej w myślach spojrzał na nią pytająco odrywając wzrok od drogi przed sobą.
- Nie wiem co tu robię,nie powinno mnie tu być i nigdy nie powinniście mnie poznać - zaczęła mu wyjaśniać - Ja psuje wasz zespół,nie zauważyłeś?Ostatnio już nie jest tak jak kiedyś,nie tak jak było podczas naszego pierwszego spotkania.Wtedy byliście z Ryanem najlepszymi przyjaciółmi i wyglądało na to że nic tego nie zmieni,ale ja oczywiście musiałam wszystko zepsuć...
- Val,czy ty żartujesz?Gdybym cię nie poznał to tkwiłbym dalej w tym bezsensownym związku z Audrey,a przez to wszyscy byli na mnie źli że chodzę wkurzony i krzyczę na wszystkich,to było gorsze.Z czasem na pewno Ryan zrozumie że nie ma u ciebie szans i da ci spokój,a tym samym nie będzie zazdrosny że się spotykamy...chyba że nie chcesz?
- Co ty,jasne że chcę.Dziękuję że wyciągnąłeś mnie z domu,już zapomniałam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam.
Stanęli na niewielkim parkingu,gdy wysiedli Brendon zaprowadził Valerie za rękę do miejsca,które najprawdopodobniej było rynkiem małego miasta,było tam pięknie zwłaszcza o tej porze gdy już się ściemniało.Usiedli na jednej z kilku ławek postawionych wzdłuż deptaka.
- Tak szczerze mówiąc,przez to całe zamieszanie z Ryanem nawet się dobrze nie przywitaliśmy po tych kilku miesiącach - spojrzał na nią lekko łobuzerskim uśmiechem i pocałował ją.Później siedzieli na ławce w objęciach przez dobre dwadzieścia minut.
Po pewnym czasie rozmawiając spacerowali powoli w stronę auta.Zaplanowali że Brendon zostanie u Valerie na noc,tak jak kiedyś robiła z Ryanem.Pomimo podobnych sytuacji oni byli całkiem różni,Bden z reguły wrażliwy i miły,ale też pozytywnie szalony,lecz kiedy trzeba robi się waleczny i odważny,natomiast Ryan-lekkomyślny,żartobliwy i takie tam,o wiele mniej empatii.
Wreszcie była okazja by poznać Josha z Brendonem,ku zdziwieniu Val przypadli sobie do gustu,kilka następnych godzin spędzili w trójkę na sofie oglądając telewizję i rozmawiając.
- Ten to ci się udał,o niebo lepszy od tego ped...Ryana - powiedział Josh do Valerie gdy Bden na chwilę wyszedł - Pasujecie do siebie bardziej niż z tamtym,widzę,że przy Brendonie promieniejesz,a on patrzy na ciebie jak na ósmy cud świata,życzę wam szczęścia,oby tak dalej - było po nim widać,że mówi to w stu procentach szczerze.To był fakt,czuła się przy brunecie milion razy lepiej niż jak była z Ryanem,wiedziała że to będzie na pewno coś więcej.
piątek, 9 września 2011
Take your taste back.
Ciemny las,noc.Valerie rozmawia z Joshem,nagle przechodzi koło niej Ryan z Keltie za rękę,Brendon,rodzice,Pete,Patrick i wszyscy inni ważni dla niej ludzie.Wkrótce Josh też odchodzi i idzie razem z nimi,do ciemniejszego miejsca,niż są,tam gdzie stali było jasno,jakby były latarnie(skąd do diabła w środku lasu latarnie?).Ona nie może za nimi pobiec i ich dogonić,nogi wrosły jej w ziemię.Po pewnym czasie kolejno znikają w tych ciemnościach,bez pożegnania,nawet na nią nie spojrzeli.Zostaje sama,"latarnie" powoli gasną.Mogła już chodzić,podeszła więc w stronę tych ciemności,chciała też tam wejść i dołączyć do nich,niestety o dziwo była to tylko zwykła,czarna ściana pomalowana olejną farbą nadającą jej blasku.Gdy dotknęła jej opuszkami palców ziemia pod nią zapadła się i zaczęła lecieć w dół na pewną śmierć.
Całe szczęście to był tylko sen.Valerie obudziła się gwałtownie z szybkim oddechem.Takie sny męczyły ją ostatnio często,bała się,że straci wszystkich na których jej zależy.Brendona nie widziała od ich ostatniego spotkania,które było...hmm...5 miesięcy temu?Jakoś tak.Pete'a nie widziała od czasu gdy dał jej kartkę od Ryana,pół roku temu,a Patricka od swoich urodzin.Na pewno gdyby zadzwoniła i zaproponowała spotkanie zgodziliby się,ale trochę głupio jej było dzwonić teraz,jak się pół roku nie widzieli.Za Ryanem też trochę tęskniła,ale za tym fajnym Ryanem,co zabierał ją na długie spacery,by porozmawiać,nocował u niej w domu,albo zapraszał ją na kilka dni do siebie,a nie za tym draniem,który ma dwie,albo nawet może więcej dziewczyn naraz.Rodzice mieszkali na drugim końcu kraju,więc można powiedzieć,że ich też prawie straciła,rzadko dzwonili,nie mieli z reguły czasu,ojciec miał jakieś służbowe wyjazdy i jechali razem z matką.Jedyną osoba,której nie straciła był Josh.Tylko jego miała,tylko z nim mogła porozmawiać kiedy tylko ma na to ochotę,ale przecież nie chciała zostać starą panną,a Josh na męża dla niej się nie nadaje.Sama się sobie zdziwiła,że coś takiego przyszło jej do głowy,ona i Josh-małżeństwo?Nieeee,nigdy w życiu!Za długo się znali,za dużo o sobie wiedzieli,zły pomysł.
- Nie śpisz już? - Josh wszedł po cichu do jej pokoju przerywając jej przemyślenia.Gdy zobaczył,że siedzi zamyślona na łóżku dołączył do niej-Słuchaj,głupio mi tak,że ja mam Ash,jesteśmy razem,ona ma się za niedługo tutaj wprowadzić,a ty siedzisz sama i się temu przyglądasz bo ten frajer cię zostawił.
- Nie ma sprawy,na serio - trochę skłamała,bolało ją oglądanie ich szczęścia,ale co,miała powiedzieć "Zabierz swoją dziewczynę i wynoś się!"?
- Dobrze widzę,nie kłam.Val,nie widziałaś się z nikim oprócz nas miesiąc,wychodzisz z domu tylko po to,by wyrzucić śmieci,to nie może tak zostać,martwię się o ciebie.
- Do czego zmierzasz? - patrzyła na niego pytającym wzrokiem.To by było nie w jego stylu,przyjść do niej by powiedzieć jak bardzo mu przykro i po prostu wyjść.
- Mój kolega szuka dziewczyny - Valerie popatrzyła na niego jak na wariata,liczył,że umówi się z pierwszym lepszym,by tylko nie być sama? - Może byś się z nim spotkała,mogę was umówić.
- Nie ma mowy!Nie będę się umawiać z kimś kogo nie znam.Uważasz,że sama nie potrafię sobie kogoś znaleźć?A teraz jestem sama tylko dlatego,że nie mam ochoty z kimś być,Ryan mnie oszukał i nie chcę być oszukana znowu.
- A co z tym,z którym kilka miesięcy temu gdzieś pojechałaś,a później na oczach Ryana się z nim pocałowałaś?Widziałem wszystko z okna - Brendon."Może po prostu hmm,przyjaźni się z Ryanem,codziennie się z nim spotyka i może się zachowywać podobnie w związku?Tak,najlepiej wrócić Ry,świetny pomysł,eureka!Czemu ja od razu na to nie wpadłam?!".Jednak może nie byłoby tak jak Valerie myśli,w końcu był oddany Audrey,naprawdę ją kochał,było widać to już po ich krótkiej rozmowie przed koncertem.Gdyby mógł,to by się wtedy samookaleczał za to,że kocha też kogoś innego oprócz niej,nie odważyłby się nigdy jej zdradzić.
- Ej,to on mnie pocałował!Czemu ja mam ponosić za niego odpowiedzialność?
- Ja nie pytam kto kogo pocałował,tylko co z nim.
- Nic,to był tylko jeden raz,więcej się już najwyraźniej nie powtórzy.To był przecież Brendon,ten przystojny wokalista z którym miałam sesję w lipcu.
- To on?!Wow,masz szczęście,ma grono szalejących za nim fanek,a chciał się umówić akurat z tobą i zignorował inne.
- Wiem - zarumieniła się delikatnie,gdy to usłyszała.Josh myślał,że się tylko umówili,a to było więcej niż zwykłe spotkanie.Może Bden ją dalej kocha?
Dzwonek do drzwi.Valerie zerwała się z łóżka i pobiegła otworzyć.Nie wiadomo dlaczego,ale miała jakieś dziwne przeczucie,że to Brendon.
- Cześć,jest Josh? - Nie,to nie był Bden.To był jakiś wysoki brunet o ciemnej karnacji.Nie da się tego ukryć,był nieziemsko przystojny,ale Valerie nie przyspieszyło serce jak na widok Brendona - Jestem Calvin,a ty musisz być Valerie.
- T...tak,jestem Valerie - "Skąd on zna moje imię?" - Już idę po niego - pobiegła na górę po Josha,chciała z nim porozmawiać na temat tego całego Calvina.
- Josh,czy ten Calv to twój samotny kolega?
- Tak,to właśnie on.Wybacz,nie mogłem się powstrzymać,musiałem go zaprosić,musicie się koniecznie poznać.
- Ale ja nie chcę! - była na niego wściekła.A miała plan umówić się dziś z Brendonem.
- Valerie,chociaż spróbuj,obydwaj jesteście samotni...
- Nie jestem samotna,jestem singielką! - chciała podkreślić tym,że nie ma nikogo z wyboru i jest jej z tym dobrze,ale Josh najwyraźniej tego nie zrozumiał.
- Nie widzę w tym żadnej różnicy.No,poznajcie się chociaż lepiej,nie szkodzi spróbować.
- Naprawdę nie musisz mi szukać chłopaka,jak będę chciała,to sama go sobie znajdę!Uwierz mi,że nie mam z tym najmniejszego problemu,więc ty idź pogadać sobie z Calvinem,a ja posiedzę u mnie w pokoju.
Poszła szybkim krokiem do siebie i położyła się gwałtownie na łóżku.Czy on faktycznie uważał ją za kogoś,kto ma problem ze znalezieniem sobie kogoś?Valerie nie miała zawyżonej samooceny,ani nić w tym stylu,ale była świadoma tego,że nie jest brzydka,bardzo często zachwycano się jej urodą.Fakt,to charakter jest najważniejszy,ale ładne osoby zawsze mają łatwiej,czyż nie?Pierwsze wrażenie co do wyglądu jest najważniejsze,to wygląd zachęca do lepszego poznania danej osoby.Ale z drugiej strony,może powinna poznać kogoś nowego,kogoś z innego środowiska,kto nie jest sławny?O niesławnych ludzi zawsze łatwiej,wątpliwe,że Calvin ma rzeszę fanek które go wielbią i dałyby wszystko za spotkanie z nim.To zainteresowanie osobą Ryana było też powodem ich rozstania,on był taki,że jak dziewczyny go uwielbiały,to chciałby mieć wszystkie,nie traktował ich jak osoby,tylko jak rzeczy.Zebrała się więc na odwagę i zeszła na dół poznać chłopaka całkiem innego niż ci,z którymi ostatnio się trzymała.
Całe szczęście to był tylko sen.Valerie obudziła się gwałtownie z szybkim oddechem.Takie sny męczyły ją ostatnio często,bała się,że straci wszystkich na których jej zależy.Brendona nie widziała od ich ostatniego spotkania,które było...hmm...5 miesięcy temu?Jakoś tak.Pete'a nie widziała od czasu gdy dał jej kartkę od Ryana,pół roku temu,a Patricka od swoich urodzin.Na pewno gdyby zadzwoniła i zaproponowała spotkanie zgodziliby się,ale trochę głupio jej było dzwonić teraz,jak się pół roku nie widzieli.Za Ryanem też trochę tęskniła,ale za tym fajnym Ryanem,co zabierał ją na długie spacery,by porozmawiać,nocował u niej w domu,albo zapraszał ją na kilka dni do siebie,a nie za tym draniem,który ma dwie,albo nawet może więcej dziewczyn naraz.Rodzice mieszkali na drugim końcu kraju,więc można powiedzieć,że ich też prawie straciła,rzadko dzwonili,nie mieli z reguły czasu,ojciec miał jakieś służbowe wyjazdy i jechali razem z matką.Jedyną osoba,której nie straciła był Josh.Tylko jego miała,tylko z nim mogła porozmawiać kiedy tylko ma na to ochotę,ale przecież nie chciała zostać starą panną,a Josh na męża dla niej się nie nadaje.Sama się sobie zdziwiła,że coś takiego przyszło jej do głowy,ona i Josh-małżeństwo?Nieeee,nigdy w życiu!Za długo się znali,za dużo o sobie wiedzieli,zły pomysł.
- Nie śpisz już? - Josh wszedł po cichu do jej pokoju przerywając jej przemyślenia.Gdy zobaczył,że siedzi zamyślona na łóżku dołączył do niej-Słuchaj,głupio mi tak,że ja mam Ash,jesteśmy razem,ona ma się za niedługo tutaj wprowadzić,a ty siedzisz sama i się temu przyglądasz bo ten frajer cię zostawił.
- Nie ma sprawy,na serio - trochę skłamała,bolało ją oglądanie ich szczęścia,ale co,miała powiedzieć "Zabierz swoją dziewczynę i wynoś się!"?
- Dobrze widzę,nie kłam.Val,nie widziałaś się z nikim oprócz nas miesiąc,wychodzisz z domu tylko po to,by wyrzucić śmieci,to nie może tak zostać,martwię się o ciebie.
- Do czego zmierzasz? - patrzyła na niego pytającym wzrokiem.To by było nie w jego stylu,przyjść do niej by powiedzieć jak bardzo mu przykro i po prostu wyjść.
- Mój kolega szuka dziewczyny - Valerie popatrzyła na niego jak na wariata,liczył,że umówi się z pierwszym lepszym,by tylko nie być sama? - Może byś się z nim spotkała,mogę was umówić.
- Nie ma mowy!Nie będę się umawiać z kimś kogo nie znam.Uważasz,że sama nie potrafię sobie kogoś znaleźć?A teraz jestem sama tylko dlatego,że nie mam ochoty z kimś być,Ryan mnie oszukał i nie chcę być oszukana znowu.
- A co z tym,z którym kilka miesięcy temu gdzieś pojechałaś,a później na oczach Ryana się z nim pocałowałaś?Widziałem wszystko z okna - Brendon."Może po prostu hmm,przyjaźni się z Ryanem,codziennie się z nim spotyka i może się zachowywać podobnie w związku?Tak,najlepiej wrócić Ry,świetny pomysł,eureka!Czemu ja od razu na to nie wpadłam?!".Jednak może nie byłoby tak jak Valerie myśli,w końcu był oddany Audrey,naprawdę ją kochał,było widać to już po ich krótkiej rozmowie przed koncertem.Gdyby mógł,to by się wtedy samookaleczał za to,że kocha też kogoś innego oprócz niej,nie odważyłby się nigdy jej zdradzić.
- Ej,to on mnie pocałował!Czemu ja mam ponosić za niego odpowiedzialność?
- Ja nie pytam kto kogo pocałował,tylko co z nim.
- Nic,to był tylko jeden raz,więcej się już najwyraźniej nie powtórzy.To był przecież Brendon,ten przystojny wokalista z którym miałam sesję w lipcu.
- To on?!Wow,masz szczęście,ma grono szalejących za nim fanek,a chciał się umówić akurat z tobą i zignorował inne.
- Wiem - zarumieniła się delikatnie,gdy to usłyszała.Josh myślał,że się tylko umówili,a to było więcej niż zwykłe spotkanie.Może Bden ją dalej kocha?
Dzwonek do drzwi.Valerie zerwała się z łóżka i pobiegła otworzyć.Nie wiadomo dlaczego,ale miała jakieś dziwne przeczucie,że to Brendon.
- Cześć,jest Josh? - Nie,to nie był Bden.To był jakiś wysoki brunet o ciemnej karnacji.Nie da się tego ukryć,był nieziemsko przystojny,ale Valerie nie przyspieszyło serce jak na widok Brendona - Jestem Calvin,a ty musisz być Valerie.
- T...tak,jestem Valerie - "Skąd on zna moje imię?" - Już idę po niego - pobiegła na górę po Josha,chciała z nim porozmawiać na temat tego całego Calvina.
- Josh,czy ten Calv to twój samotny kolega?
- Tak,to właśnie on.Wybacz,nie mogłem się powstrzymać,musiałem go zaprosić,musicie się koniecznie poznać.
- Ale ja nie chcę! - była na niego wściekła.A miała plan umówić się dziś z Brendonem.
- Valerie,chociaż spróbuj,obydwaj jesteście samotni...
- Nie jestem samotna,jestem singielką! - chciała podkreślić tym,że nie ma nikogo z wyboru i jest jej z tym dobrze,ale Josh najwyraźniej tego nie zrozumiał.
- Nie widzę w tym żadnej różnicy.No,poznajcie się chociaż lepiej,nie szkodzi spróbować.
- Naprawdę nie musisz mi szukać chłopaka,jak będę chciała,to sama go sobie znajdę!Uwierz mi,że nie mam z tym najmniejszego problemu,więc ty idź pogadać sobie z Calvinem,a ja posiedzę u mnie w pokoju.
Poszła szybkim krokiem do siebie i położyła się gwałtownie na łóżku.Czy on faktycznie uważał ją za kogoś,kto ma problem ze znalezieniem sobie kogoś?Valerie nie miała zawyżonej samooceny,ani nić w tym stylu,ale była świadoma tego,że nie jest brzydka,bardzo często zachwycano się jej urodą.Fakt,to charakter jest najważniejszy,ale ładne osoby zawsze mają łatwiej,czyż nie?Pierwsze wrażenie co do wyglądu jest najważniejsze,to wygląd zachęca do lepszego poznania danej osoby.Ale z drugiej strony,może powinna poznać kogoś nowego,kogoś z innego środowiska,kto nie jest sławny?O niesławnych ludzi zawsze łatwiej,wątpliwe,że Calvin ma rzeszę fanek które go wielbią i dałyby wszystko za spotkanie z nim.To zainteresowanie osobą Ryana było też powodem ich rozstania,on był taki,że jak dziewczyny go uwielbiały,to chciałby mieć wszystkie,nie traktował ich jak osoby,tylko jak rzeczy.Zebrała się więc na odwagę i zeszła na dół poznać chłopaka całkiem innego niż ci,z którymi ostatnio się trzymała.
wtorek, 6 września 2011
You are the only exception.
'Święta,święta i po świętach',jak to się mówi.Valerie po spędzeniu tych kilku dni u rodziców zdecydowanie poprawił się humor,ochłonęła po kłótni z Ryanem.Wróciła wcześniejszym samolotem,więc chciała zrobić mu niespodziankę i przyjść do niego do domu się przywitać.Jak tylko była z powrotem w LA zostawiła walizkę i pojechała do dobrze znanego,dużego jak na jedną osobę domu jednorodzinnego.Jak zwykle wielkie wejściowe drzwi nie były zamknięte na zamek,każdy mógł wejść bez ostrzeżenia.Otworzyła więc drzwi i weszła do wielkiego salonu z drewnem na podłodze,meblami w starym stylu i ładną tapetą pasującą do mebli.Na przeciwko wejścia do pomieszczenia były duże,białe schody.
-Ryan?-zawołała,nigdzie nie było go widać,ale na pewno nigdzie nie wyszedł,zamknąłby drzwi.
Jej uszu dobiegło ciche przekleństwo,którego najwyraźniej nie miała usłyszeć.Wiedziała,że coś dziwnego się tu dzieje.Potwierdziły to słowa Ryana skierowane do osoby trzeciej,albo prędzej do jego alter ego.Nagle zbiegł do niej po schodach w samych bokserkach i chcąc uniknąć pytań z jej strony pocałował ją.
-Przepraszam,że musiałaś na mnie czekać,ale dopiero wstałem.Kiedy wróciłaś?-ciągle byli w objęciach.Starał się przybrać normalny ton głosu,ale było i tak widać na pierwszy rzut oka,że jest zdenerwowany.
-Jakąś godzinę temu wylądowałam.A jak było w Vegas?-zanim zdążył jej odpowiedzieć odepchnęła go i przybrała wyraz twarzy,jakby była jakimś drapieżnikiem i właśnie chciała się na niego rzucić.Powodem tego był widok dziewczyny schodzącej po schodach w samym prześcieradle owiniętym wokół tułowia.Nie był to nikt inny,tylko Keltie.
-Co ona tu robi?-spytała Ryana,po którym było widać,że najchętniej by się stąd ulotnił.
-Raczej co ty tu robisz?I w ogóle,kto to jest?-blondynka także była na niego zła,a poza tym,czyżby on trzymał w tajemnicy to,że kogoś ma?
-Ja nie chcę słuchać twoich wyjaśnień,nie chcę cię już widzieć na oczy.Powiem ci tylko,że korzystanie z mojej nieobecności na przespanie się z jakąś inna dziewczyną jest szczytem chamstwa.A tak poza tym,mogłeś jej chociaż powiedzieć,że jesteś zajęty,żeby była świadoma,że współpracuje przy zdradzie-Valerie nie miała zamiaru już tam dużej być.Jej oczy były zalane łzami,kolejny raz przez niego.
-Co?Ale to ja z nim jestem i to już kilka miesięcy!Nie mam pojęcia,co ty sobie tam ubzdurałaś,rudzielcu-teraz oprócz łez i czucia się zdradzoną była też cholernie wkurzona.Jak on tak mógł,na dwa fronty?!
-Mówiłeś mi,że z nią skończyłeś,czyli jednak dobrze robiłam mówiąc ci,że jesteś podłym kłamcą,tacy się już najwyraźniej nie zmieniają.A teraz stąd wyjdę i już nigdy mnie tu nie zobaczysz.Nawet nie próbuj nawiązywać ze mną na nowo kontaktu,nie chcę żadnych liścików przekazywanych przez Pete'a,albo przez kogoś jeszcze innego,ani nic w tym stylu.Po prostu zniknij z mojego życia,natychmiast!-i ponownie odbiegła od niego z łzami w oczach.Wsiadła do auta i już chciała odpalić silnik,ale nagle zdała sobie sprawę z tego,że nie jest w stanie prowadzić.Obraz przed oczami rozmazywał jej się całkowicie,przy odrobinie szczęścia może wjechałaby do rowu,a nie w pierwsze lepsze auto.Nie było sensu dzwonić po Josha,zanim by przyszedł minęłoby trochę,mieszkała daleko od Ryana.Posiedziała chwilę i postanowiła zaryzykować i jechać.Nie szło jej całkiem źle,czasami zjeżdżała ze swojego pasa,ale ogólnie było ok.Po pewnym czasie,dłuższym niż zwykle udało jej się dojechać pod dom.Zaparkowała auto i zalała się łzami,teraz już nie musiała się przed nimi powstrzymywać dla ochrony własnego życia.Wbiegła do domu chcąc uniknąć wzroku ciekawskich przechodniów i widząc Josha(przez mgłę i ze zniekształconą twarzą za sprawą łez,ale go widziała)pobiegła do niego i nie mówiąc nic przytuliła się do niego tak,jak w dzieciństwie do taty.Nie miała przy sobie nikogo innego kto znał ją na tyle,by mógł ją skutecznie pocieszyć,lub chociaż przywrócić prawidłowe funkcjonowanie.Nawet nie pytał co się znowu stało,dobrze wiedział,że miała jechać do Ryana i domyślił się,że znów coś jej zrobił.
-Valerie,nie pozwolę,byś dalej się z nim spotykała.Teraz może nie masz nic przeciwko,ale znając życie za kilka tygodni będziesz chciała go zobaczyć,ale wtedy ja własnoręcznie wepchnę cię do twojego pokoju i będę cię tam pilnować tak długo,aż wybijesz sobie plan ucieknięcia przez okno-Valerie tylko pokiwała głową,Josh zdawał sobie sprawę,że nie będzie teraz zbytnio rozmowna.Gdy już przestała puszczać wodospad z oczu zaczęła myśleć nad swoją bliską przyszłością.Już dawno nie widziała się z Petem,oczywiście za sprawą Ryana który nie był fanem przyjaźni damsko-męskiej i chyba nawet w nią nie wierzył.Z drugiej strony na 80% chciałby ją przekonać do pogodzenia się z Ryanem,więc nie pomógłby jej zapomnieć o nim.A co do Brendona...on to na pewno nie chciałby,żeby się pogodzili,ale spędzanie czasu z nim=spędzanie czasu z resztą zespołu,a w tym z Ryanem,bardzo często chodzili gdzieś razem i na pewno chciałby ją wyciągnąć na jakiś ich koncert.Jak na razie chyba jedynym wyjściem byłoby siedzenie cały czas w domu.Ostatnio sesji w ogóle nie miała,był trochę zastój w firmie,nawet jej to teraz odpowiadało.Myślała też o porzuceniu pracy,wróciłaby na pewno do tego,gdyby tylko jej sytuacja w życiu się ustabilizowała.
Przez następny tydzień było tak,jak to zaplanowała.Siedziała w domu,oglądała filmy i rozmawiała z Joshem,gdy wrócił z pracy.Czasami gdy przyprowadzał swoją dziewczynę,Ashley,szła na górę,niezbyt interesującym widokiem było jak ze sobą flirtowali.Gdy czuła się psychicznie trochę lepiej zostawała z nimi,koniecznie chciała poznać Ash.Trzeba przyznać,Josh rzadko ma dziewczynę,ale jak już ma,to jest świetna.Nie dość,że ładna,to jeszcze ma cudowny charakter.Była wysoką brunetką o kobiecych kształtach i z ciemną karnacją,czyli dokładnie ideał Josha.Jeśli chodzi o charakter,to była bardzo miła,od razu wyczuła powód załamania Valerie i na podstawie swojego doświadczenia pocieszała ją,co było skuteczne.Czuła się dzięki temu coraz lepiej i już rzadziej uciekała na górę,gdy przychodziła.Tydzień spędzony bez Panic!'owego grona pomógł jej w powróceniu do świata żywych.Ani trochę nie tęskniła za Ryanem,nie chciała przeszkadzać mu w 'szczęśliwym związku' z Keltie,była pewna,że prędzej czy później ją też zdradzi.Jedyna rzecz,która była pewna to to,że między Valerie i Ry już definitywny koniec.
-Ryan?-zawołała,nigdzie nie było go widać,ale na pewno nigdzie nie wyszedł,zamknąłby drzwi.
Jej uszu dobiegło ciche przekleństwo,którego najwyraźniej nie miała usłyszeć.Wiedziała,że coś dziwnego się tu dzieje.Potwierdziły to słowa Ryana skierowane do osoby trzeciej,albo prędzej do jego alter ego.Nagle zbiegł do niej po schodach w samych bokserkach i chcąc uniknąć pytań z jej strony pocałował ją.
-Przepraszam,że musiałaś na mnie czekać,ale dopiero wstałem.Kiedy wróciłaś?-ciągle byli w objęciach.Starał się przybrać normalny ton głosu,ale było i tak widać na pierwszy rzut oka,że jest zdenerwowany.
-Jakąś godzinę temu wylądowałam.A jak było w Vegas?-zanim zdążył jej odpowiedzieć odepchnęła go i przybrała wyraz twarzy,jakby była jakimś drapieżnikiem i właśnie chciała się na niego rzucić.Powodem tego był widok dziewczyny schodzącej po schodach w samym prześcieradle owiniętym wokół tułowia.Nie był to nikt inny,tylko Keltie.
-Co ona tu robi?-spytała Ryana,po którym było widać,że najchętniej by się stąd ulotnił.
-Raczej co ty tu robisz?I w ogóle,kto to jest?-blondynka także była na niego zła,a poza tym,czyżby on trzymał w tajemnicy to,że kogoś ma?
-Ja nie chcę słuchać twoich wyjaśnień,nie chcę cię już widzieć na oczy.Powiem ci tylko,że korzystanie z mojej nieobecności na przespanie się z jakąś inna dziewczyną jest szczytem chamstwa.A tak poza tym,mogłeś jej chociaż powiedzieć,że jesteś zajęty,żeby była świadoma,że współpracuje przy zdradzie-Valerie nie miała zamiaru już tam dużej być.Jej oczy były zalane łzami,kolejny raz przez niego.
-Co?Ale to ja z nim jestem i to już kilka miesięcy!Nie mam pojęcia,co ty sobie tam ubzdurałaś,rudzielcu-teraz oprócz łez i czucia się zdradzoną była też cholernie wkurzona.Jak on tak mógł,na dwa fronty?!
-Mówiłeś mi,że z nią skończyłeś,czyli jednak dobrze robiłam mówiąc ci,że jesteś podłym kłamcą,tacy się już najwyraźniej nie zmieniają.A teraz stąd wyjdę i już nigdy mnie tu nie zobaczysz.Nawet nie próbuj nawiązywać ze mną na nowo kontaktu,nie chcę żadnych liścików przekazywanych przez Pete'a,albo przez kogoś jeszcze innego,ani nic w tym stylu.Po prostu zniknij z mojego życia,natychmiast!-i ponownie odbiegła od niego z łzami w oczach.Wsiadła do auta i już chciała odpalić silnik,ale nagle zdała sobie sprawę z tego,że nie jest w stanie prowadzić.Obraz przed oczami rozmazywał jej się całkowicie,przy odrobinie szczęścia może wjechałaby do rowu,a nie w pierwsze lepsze auto.Nie było sensu dzwonić po Josha,zanim by przyszedł minęłoby trochę,mieszkała daleko od Ryana.Posiedziała chwilę i postanowiła zaryzykować i jechać.Nie szło jej całkiem źle,czasami zjeżdżała ze swojego pasa,ale ogólnie było ok.Po pewnym czasie,dłuższym niż zwykle udało jej się dojechać pod dom.Zaparkowała auto i zalała się łzami,teraz już nie musiała się przed nimi powstrzymywać dla ochrony własnego życia.Wbiegła do domu chcąc uniknąć wzroku ciekawskich przechodniów i widząc Josha(przez mgłę i ze zniekształconą twarzą za sprawą łez,ale go widziała)pobiegła do niego i nie mówiąc nic przytuliła się do niego tak,jak w dzieciństwie do taty.Nie miała przy sobie nikogo innego kto znał ją na tyle,by mógł ją skutecznie pocieszyć,lub chociaż przywrócić prawidłowe funkcjonowanie.Nawet nie pytał co się znowu stało,dobrze wiedział,że miała jechać do Ryana i domyślił się,że znów coś jej zrobił.
-Valerie,nie pozwolę,byś dalej się z nim spotykała.Teraz może nie masz nic przeciwko,ale znając życie za kilka tygodni będziesz chciała go zobaczyć,ale wtedy ja własnoręcznie wepchnę cię do twojego pokoju i będę cię tam pilnować tak długo,aż wybijesz sobie plan ucieknięcia przez okno-Valerie tylko pokiwała głową,Josh zdawał sobie sprawę,że nie będzie teraz zbytnio rozmowna.Gdy już przestała puszczać wodospad z oczu zaczęła myśleć nad swoją bliską przyszłością.Już dawno nie widziała się z Petem,oczywiście za sprawą Ryana który nie był fanem przyjaźni damsko-męskiej i chyba nawet w nią nie wierzył.Z drugiej strony na 80% chciałby ją przekonać do pogodzenia się z Ryanem,więc nie pomógłby jej zapomnieć o nim.A co do Brendona...on to na pewno nie chciałby,żeby się pogodzili,ale spędzanie czasu z nim=spędzanie czasu z resztą zespołu,a w tym z Ryanem,bardzo często chodzili gdzieś razem i na pewno chciałby ją wyciągnąć na jakiś ich koncert.Jak na razie chyba jedynym wyjściem byłoby siedzenie cały czas w domu.Ostatnio sesji w ogóle nie miała,był trochę zastój w firmie,nawet jej to teraz odpowiadało.Myślała też o porzuceniu pracy,wróciłaby na pewno do tego,gdyby tylko jej sytuacja w życiu się ustabilizowała.
Przez następny tydzień było tak,jak to zaplanowała.Siedziała w domu,oglądała filmy i rozmawiała z Joshem,gdy wrócił z pracy.Czasami gdy przyprowadzał swoją dziewczynę,Ashley,szła na górę,niezbyt interesującym widokiem było jak ze sobą flirtowali.Gdy czuła się psychicznie trochę lepiej zostawała z nimi,koniecznie chciała poznać Ash.Trzeba przyznać,Josh rzadko ma dziewczynę,ale jak już ma,to jest świetna.Nie dość,że ładna,to jeszcze ma cudowny charakter.Była wysoką brunetką o kobiecych kształtach i z ciemną karnacją,czyli dokładnie ideał Josha.Jeśli chodzi o charakter,to była bardzo miła,od razu wyczuła powód załamania Valerie i na podstawie swojego doświadczenia pocieszała ją,co było skuteczne.Czuła się dzięki temu coraz lepiej i już rzadziej uciekała na górę,gdy przychodziła.Tydzień spędzony bez Panic!'owego grona pomógł jej w powróceniu do świata żywych.Ani trochę nie tęskniła za Ryanem,nie chciała przeszkadzać mu w 'szczęśliwym związku' z Keltie,była pewna,że prędzej czy później ją też zdradzi.Jedyna rzecz,która była pewna to to,że między Valerie i Ry już definitywny koniec.
niedziela, 4 września 2011
A hard day's night
- Co ty tu robisz? - jakie to zabawne,właśnie była w takiej samej sytuacji jak on jakiś czas temu i na dodatek go cytowała - A z resztą,nieistotne.Ryan,ja ci wszystko wyjaśnię,wejdź - weszli do domu i usiedli na sofie.Ryan nie zamierzał tam być na dłużej,nie rozsiadł się tak jak zwykle.
- Valerie,słuchaj,ja nie chcę twoich wyjaśnień,nie musisz mi się z niczego tłumaczyć,ani za nic mnie przepraszać - zrobiło jej się głupio,wyraźnie wypominał jej to,jak się zachowała jakiś czas temu podczas zdarzenia z Keltie - odpowiedz mi tylko na jedno pytanie:czy ty z nim jesteś?
- Nie!Poza tym,to on mnie pocałował! - co ona by dała teraz,by wbić swoją pięść prosto w brzuch Brendona.
- Spokojnie,V,ja dobrze widzę,co do niego czujesz,już od naszej pierwszej sesji - "Jak on to zauważył?A,tak.Rada na przyszłość-nie patrzeć się na obiekt swoich westchnień podczas sesji jak na obrazek bez sekundy przerwy." - Wiedziałem o wszystkim gdy cię całowałem,chciałem tylko sprawdzić,czy do mnie też coś czujesz.Nie bez powodu darłem się bez przerwy na Bdena,byłem i nadal jestem zazdrosny jak cholera.Wiedziałem też o tym,co on czuje do ciebie.No to ja już pójdę,a wy skoro wiecie nawzajem o swoich uczuciach to sobie żyjcie razem długo i szczęśliwie.Nie musisz do mnie dzwonić.
- Ryan,czekaj! - złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie - On nic nie wie o mnie.Nie powiedziałam mu bo...dałam mu do zrozumienia,że wybieram ciebie - spojrzał na nią z niedowierzaniem,nawet na to nie liczył.
- Dziwne,z nim się całujesz na pożegnanie,mnie nie chcesz nawet pocałować w policzek.
- Mówiłam ci już,to on mnie pocałował!A,z resztą... - zaczęła go całować w stylu Brendona.Powoli przenieśli się na łóżko i leżąc dalej kontynuowali 'swoją czynność'.Byli tak zajęci,że nawet nie usłyszeli kroków Josha schodzącego po schodach z góry.Stał oparty o ścianę i przyglądał się im z jego ulubionym łobuzerskim uśmiechem.Valerie na chwilę otworzyła oczy i gdy tylko go ujrzała natychmiast dostała potężnej siły i odepchnęła Ryana od siebie.Z początku patrzył na nią ze zdziwieniem,ale gdy zobaczył Josha wiedział już o co chodzi.
- JOSH,NA GÓRĘ! - oprócz siły dostała też gotującej się krwi w żyłach.Miała ochotę własnoręcznie zanieść go po schodach i rzucić nim w ścianę w jego pokoju.Niestety jej siła nie była aż taka ogromna,a Josh ważył dużo więcej od Ryana za sprawą mięśni.
- Tak,tak,już idę - był jej najlepszym,niezastąpionym przyjacielem,ale gdy tylko w grę wchodził chłopak Valerie robił się nieznośnie irytujący.
Pomimo tego,że byli już sami zawsze pozostają jakieś obawy podglądania,więc usiedli grzecznie kawałek od siebie.Wyglądali śmiesznie,ona miała triumfalny i kokieteryjny wyraz twarzy,natomiast on wyglądał jak 6-latek,który właśnie dostał wymarzoną zabawkę.
- A ja uważałem nasz pierwszy pocałunek za nieodpowiedni - patrząc pusto przed siebie pokiwał głową,rudowłosa zaśmiała się,ale również na niego nie spojrzała.
Boże Narodzenie 2006.Niewiele się do tego czasu zmieniło,Valerie była w szczęśliwym związku z Ryanem,on czasami mieszkał kilka dni u niej,lub ona kilka dni u niego.Josh dalej nie zmienił swojego zdania na jego temat i wciąż uważał go za 'wytapetowanego pedała,który ma na sobie więcej makijażu,niż wszystkie dziewczyny które zna razem wzięte'.Jeśli chodzi o Brendona to dzwonili czasem do siebie,ale jeśli chodziło o spotkania to nie ma mowy,Ryan był śmiertelnie zazdrosny,a Valerie nie chciała robić mu przykrości,ani kusić losu.Niestety,niemożliwością byłoby utrzymanie tego idealnego stanu wiecznie.Święta zwykle spędza się z rodziną,a to znaczy wyjazdy.Ryan pojechał do mamy do Las Vegas,a Valerie z Joshem polecieli do swoich rodzinnych domów w Nowym Jorku.Zaczęła ją powoli irytować ta zazdrość w ich związku,Ryan był zazdrosny nawet o Josha,gdy dowiedział się o ich wylocie do NY,zaczęli się często kłócić z tego powodu.
-Val,nie wiem czy to jest dobry pomysł,pojedź może ze mną do Vegas,poznasz moją mamę...-tylko przez głupią zazdrość chciał odciągnąć ją od świąt spędzonych z rodziną.Wiedział,że praktycznie nie ma szans,bo właśnie wychodziła na lotnisko,ale postanowił próbować.
-Nie ma mowy,nie widziałam się z moimi rodzicami już prawie półtora roku!Mógłbyś chociaż raz mi zaufać?Wiesz dobrze,że cię kocham,Josh jest dla mnie starszym bratem,a brzydzę się kazirodztwem,więc proszę cię,na litość Boską,daj spokój.
-Pocałowałaś się z Brendonem!
-Ryan,to było kilka miesięcy temu!Nie widziałam się z nim już od tamtego czasu...a poza tym ty się całowałeś z tą całą Keltie czy jak jej tam,więc nie zrzucaj wszystkiego na mnie.
-A to było jeszcze dawniej!Ale ja nie jadę nigdzie ze swoją koleżanką i nawet nie będę miał z żadną kontaktu,a Ty spędzisz z nim w samolocie kilka godzin,a potem będziecie mieszkać dom od siebie...
-A codziennie mieszkamy w jednym domu pokój od siebie!Zaufaj mi,bo jak tego nie zrobisz,to wybacz,ale nie widzę naszej wspólnej przyszłości.A teraz przepraszam,ale spóźnię się na samolot-ze łzami w oczach wyszła i trzasnęła drzwiami zostawiając go samego w swoim mieszkaniu.
- Valerie,słuchaj,ja nie chcę twoich wyjaśnień,nie musisz mi się z niczego tłumaczyć,ani za nic mnie przepraszać - zrobiło jej się głupio,wyraźnie wypominał jej to,jak się zachowała jakiś czas temu podczas zdarzenia z Keltie - odpowiedz mi tylko na jedno pytanie:czy ty z nim jesteś?
- Nie!Poza tym,to on mnie pocałował! - co ona by dała teraz,by wbić swoją pięść prosto w brzuch Brendona.
- Spokojnie,V,ja dobrze widzę,co do niego czujesz,już od naszej pierwszej sesji - "Jak on to zauważył?A,tak.Rada na przyszłość-nie patrzeć się na obiekt swoich westchnień podczas sesji jak na obrazek bez sekundy przerwy." - Wiedziałem o wszystkim gdy cię całowałem,chciałem tylko sprawdzić,czy do mnie też coś czujesz.Nie bez powodu darłem się bez przerwy na Bdena,byłem i nadal jestem zazdrosny jak cholera.Wiedziałem też o tym,co on czuje do ciebie.No to ja już pójdę,a wy skoro wiecie nawzajem o swoich uczuciach to sobie żyjcie razem długo i szczęśliwie.Nie musisz do mnie dzwonić.
- Ryan,czekaj! - złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie - On nic nie wie o mnie.Nie powiedziałam mu bo...dałam mu do zrozumienia,że wybieram ciebie - spojrzał na nią z niedowierzaniem,nawet na to nie liczył.
- Dziwne,z nim się całujesz na pożegnanie,mnie nie chcesz nawet pocałować w policzek.
- Mówiłam ci już,to on mnie pocałował!A,z resztą... - zaczęła go całować w stylu Brendona.Powoli przenieśli się na łóżko i leżąc dalej kontynuowali 'swoją czynność'.Byli tak zajęci,że nawet nie usłyszeli kroków Josha schodzącego po schodach z góry.Stał oparty o ścianę i przyglądał się im z jego ulubionym łobuzerskim uśmiechem.Valerie na chwilę otworzyła oczy i gdy tylko go ujrzała natychmiast dostała potężnej siły i odepchnęła Ryana od siebie.Z początku patrzył na nią ze zdziwieniem,ale gdy zobaczył Josha wiedział już o co chodzi.
- JOSH,NA GÓRĘ! - oprócz siły dostała też gotującej się krwi w żyłach.Miała ochotę własnoręcznie zanieść go po schodach i rzucić nim w ścianę w jego pokoju.Niestety jej siła nie była aż taka ogromna,a Josh ważył dużo więcej od Ryana za sprawą mięśni.
- Tak,tak,już idę - był jej najlepszym,niezastąpionym przyjacielem,ale gdy tylko w grę wchodził chłopak Valerie robił się nieznośnie irytujący.
Pomimo tego,że byli już sami zawsze pozostają jakieś obawy podglądania,więc usiedli grzecznie kawałek od siebie.Wyglądali śmiesznie,ona miała triumfalny i kokieteryjny wyraz twarzy,natomiast on wyglądał jak 6-latek,który właśnie dostał wymarzoną zabawkę.
- A ja uważałem nasz pierwszy pocałunek za nieodpowiedni - patrząc pusto przed siebie pokiwał głową,rudowłosa zaśmiała się,ale również na niego nie spojrzała.
Boże Narodzenie 2006.Niewiele się do tego czasu zmieniło,Valerie była w szczęśliwym związku z Ryanem,on czasami mieszkał kilka dni u niej,lub ona kilka dni u niego.Josh dalej nie zmienił swojego zdania na jego temat i wciąż uważał go za 'wytapetowanego pedała,który ma na sobie więcej makijażu,niż wszystkie dziewczyny które zna razem wzięte'.Jeśli chodzi o Brendona to dzwonili czasem do siebie,ale jeśli chodziło o spotkania to nie ma mowy,Ryan był śmiertelnie zazdrosny,a Valerie nie chciała robić mu przykrości,ani kusić losu.Niestety,niemożliwością byłoby utrzymanie tego idealnego stanu wiecznie.Święta zwykle spędza się z rodziną,a to znaczy wyjazdy.Ryan pojechał do mamy do Las Vegas,a Valerie z Joshem polecieli do swoich rodzinnych domów w Nowym Jorku.Zaczęła ją powoli irytować ta zazdrość w ich związku,Ryan był zazdrosny nawet o Josha,gdy dowiedział się o ich wylocie do NY,zaczęli się często kłócić z tego powodu.
-Val,nie wiem czy to jest dobry pomysł,pojedź może ze mną do Vegas,poznasz moją mamę...-tylko przez głupią zazdrość chciał odciągnąć ją od świąt spędzonych z rodziną.Wiedział,że praktycznie nie ma szans,bo właśnie wychodziła na lotnisko,ale postanowił próbować.
-Nie ma mowy,nie widziałam się z moimi rodzicami już prawie półtora roku!Mógłbyś chociaż raz mi zaufać?Wiesz dobrze,że cię kocham,Josh jest dla mnie starszym bratem,a brzydzę się kazirodztwem,więc proszę cię,na litość Boską,daj spokój.
-Pocałowałaś się z Brendonem!
-Ryan,to było kilka miesięcy temu!Nie widziałam się z nim już od tamtego czasu...a poza tym ty się całowałeś z tą całą Keltie czy jak jej tam,więc nie zrzucaj wszystkiego na mnie.
-A to było jeszcze dawniej!Ale ja nie jadę nigdzie ze swoją koleżanką i nawet nie będę miał z żadną kontaktu,a Ty spędzisz z nim w samolocie kilka godzin,a potem będziecie mieszkać dom od siebie...
-A codziennie mieszkamy w jednym domu pokój od siebie!Zaufaj mi,bo jak tego nie zrobisz,to wybacz,ale nie widzę naszej wspólnej przyszłości.A teraz przepraszam,ale spóźnię się na samolot-ze łzami w oczach wyszła i trzasnęła drzwiami zostawiając go samego w swoim mieszkaniu.
piątek, 2 września 2011
Deja vu
Wszystko wracało do normy.Codziennie po południu sesja,a wieczorem spotkania z Ryanem.Byli w sobie nawzajem zakochani i wiedzieli o tym,ale nic nie zapowiadało na to,by ich przyjaźń miała przejść na dalszy poziom.Sytuacja z Brendonem także zrobiła się normalna-rozmawiali już ze sobą bez żadnych kłótni.Trudno było wyjaśnić,co było powodem tych wcześniejszych fochów Bdena.
- Cześć,dasz radę wyjść gdzieś ze mną? - do Valerie zadzwonił Brendon.Musiała sobie powtórzyć w myślach to zdanie kilka razy,nie dowierzała,że właśnie chciał się z nią umówić.Jakiś czas temu skakałaby z radości z tego powodu,ale teraz zaczęła dostrzegać wiele więcej zalet u Ryana,gdy patrzyła na niego z innego punktu widzenia.Poza tym,gdy Brendon już zrobił się "grzeczny" stracił trochę dla niej swoją wartość,robił się taki monotonny i wręcz nudny,jak nastoletni uczniowie w serialach dla młodzieży.
- Tak...raczej dam radę - tego dnia nie miała sesji,więc co by szkodziło iść po południu na spotkanie z jednym,a wieczorem z drugim?
- Ok,zaraz po ciebie będę - ZARAZ?!Zależy jeszcze co znaczyło 'zaraz' w języku Brendona,ale miała maksymalnie pół godziny,a była jak na razie w piżamie,bez makijażu i w rozczochranych włosach.Pobiegła natychmiast na górę i zaczęła się szykować.Niecałe dziesięć minut później zadzwonił dzwonek."Fuck".
- Otwarte,wejdź - nie musiała pytać kto to,wiedziała dobrze.Ale jak blisko on musiał mieszkać,że dotarł tu w kilka minut?Valerie zmotywowała się i trzy minuty później była już gotowa.
- Cześć - uśmiechnął się do niej w całkiem inny sposób niż zwykle - przyjechałem autem,pojedziemy gdzieś - To dlatego był tak szybko.Wyszli z domu,niedaleko za autem Valerie stał luksusowy mercedes,na pewno dużo kosztował.
Jechali do miejsca nieznanego dla niej,z reguły udawała się w innym kierunku od miasta.Postanowiła jeden,jedyny raz odwołać spotkanie z Ryanem,widziała,że wyjazd będzie dłuższy,niż się spodziewała.Pisząc mu sms'a zauważyła,że powoli zaczęło zachodzić słońce,dzień był bardzo pochmurny,więc nie było przy tym nic dziwnego,że tak wcześnie robi się ciemno.Spojrzała kątem oka na swojego towarzysza,nie wiadomo czemu uśmiechał się cały czas tajemniczo pod nosem,dla swojego dobra wolała nie dociekać z jakiego powodu.Po około godzinie byli już na miejscu.Był to ładny park z chodnikiem prowadzącym dookoła stawu znajdującego się po środku.Wszędzie były najróżniejsze kwiaty i drzewa,nad chodnikiem na łukach wisiały lampy dające nastrój całemu miejscu.
- A przyjechaliśmy tu,bo...? - Valerie zastanawiała się po co przejechali taki kawał do parku,który niewiele różnił się od tego będącego w LA.
- Nawet sam nie wiem,jakoś tak - bardzo sensowna odpowiedź.I bardzo sensowny wyjazd.Nie ma to jak wyjeżdżać sto kilometrów od domu 'tak o'.
- Audrey dzisiaj ze mną zerwała -"Czy ja do diabła otworzyłam klub złamanych serc?!" - Nie miałem zamiaru błagać ją o dalszy związek,chociaż dalej czuję,że w głębi serca ją trochę kocham - cóż,historia lubi się powtarzać.Valerie przysiadła na jednej z ławek i modliła się,żeby cała sytuacja nie wyglądała tak,jak wtedy.Brendon usiadł zaraz koło niej i kontynuował.
- Nie wiem,czy jesteś już z Ryanem,czy nie,ale ja nie zamierzam dłużej czekać,bo będzie za późno - złapał jej dłonie i owinął swoimi - Ja jestem tym,który przyszedł cię błagać-wybierz mnie,bądź ze mną,kochaj mnie.
Valerie wybuchła śmiechem,brunet popatrzył na nią jak na chorą psychicznie.
- Ja naprawdę nie rozumiem,dlaczego zrywacie ze swoimi dziewczynami tylko po,by wyznać mi miłość.Na prawdę nie ma we mnie nic szczególnego.
- Chciałem być oryginalny,ale widzę,że mi nie wyszło - Brendon spojrzał smutnym wzrokiem w dół.
- Uwierz mi,jeszcze nikt nie zabierał mnie godzinę drogi od domu,by prosić mnie o wybranie go,a nie jego przyjaciela.Tak w ogóle,czy Ryan wiedział o twoich zamiarach?
- Nie,ale ja wiedziałem o jego - uśmiechnął się łobuzersko - powiedzmy,że chciałem mu trochę zepsuć plany.
- Ja cię jeszcze nie rozszyfrowałam.Co to ma znaczyć,że na początku robisz wszystko,by być jak najdalej ode mnie,zachowujesz się jakbym była twoim największym wrogiem,a kilka tygodni później nagle doznajesz olśnienia i wpadasz na genialny pomysł,że chcesz ze mną być?
- Przepraszam,wiem,że to dziwnie wyglądało.Byłem wtedy z Audrey,gdy zobaczyłem twoje zdjęcie...Byłem zły na siebie,że tak zareagowałem,nigdy nie zdradziłbym jej,a bałem się,że mogę się w tobie zakochać.Musiałem być dla ciebie niemiły,chciałem chociaż sam siebie oszukać,niestety na niewiele się to zdało jak widzisz.
- Ale Brendon...ja nie mogę ciebie wybrać...ja kocham Ryana - sama nie wierzyła,że zdobyła się na takie jednoznaczne wyznanie.W sumie nie wiedziała jeszcze do końca,kogo wybrać,ale jakoś łatwiej było jej skrzywdzić jego,niż swojego najlepszego przyjaciela.Tak w ogóle to nie chciała nikogo krzywdzić,ale najwyraźniej nie było innego wyjścia.
- Tak...też tak myślałem.No cóż.Ale pamiętaj,jak tylko chcesz to zadzwoń,jak potrzebujesz pocieszenia,albo zmienisz zdanie,cokolwiek się wydarzy będę czekał-"Deja vu?Nie sądzę.To jest dziwne.Bardzo dziwne."
Dziwniejsze jeszcze bardziej okazało się to,co wydarzyło się kilka sekund później.Brendon objął Valerie,przyciągnął do siebie i zaczął ją całować.Nie dało się tego porównać do jej pierwszego pocałunku z Ryanem,który bardziej był muśnięciem warg niż pocałunkiem.Dziewczyna pomimo świadomości,że nie jest fair wobec Ryana nie opierała się mu.
- On może to ja też - mruknął pod nosem,gdy już skończyli.Rudowłosa uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jest już późno,możemy jechać do domu? - spytała po chwili.Nie chciała się z nim rozstawać,ale było już za dużo wrażeń jak na jeden dzień,aż bała się,co mogło się jeszcze wydarzyć.
Gdy byli już pod domem,Valerie objęła go na pożegnanie.On nie mogąc się powstrzymać dał jej o wiele bardziej delikatniejszy pocałunek niż wcześniej,porównywalny do Ryana.
- Brendon! - powiedziała do niego z jednej strony oburzona,ale i rozbawiona.
- Przepraszam,poprawię się - po raz kolejny uśmiechnął się łobuzersko.Było widać,że zamierza powtórzyć pocałunek przy najbliższej okazji-Pamiętaj,dzwoń.
- Jasne - uśmiechnęła się.Poszła w stronę drzwi machając mu jeszcze na pożegnanie.Gdy spojrzała w stronę domu ze strachem,a potem z poczuciem sumienia ujrzała obserwatora ich pożegnania,stał oparty o drzwi z niewesołą miną.Ryan.
- Cześć,dasz radę wyjść gdzieś ze mną? - do Valerie zadzwonił Brendon.Musiała sobie powtórzyć w myślach to zdanie kilka razy,nie dowierzała,że właśnie chciał się z nią umówić.Jakiś czas temu skakałaby z radości z tego powodu,ale teraz zaczęła dostrzegać wiele więcej zalet u Ryana,gdy patrzyła na niego z innego punktu widzenia.Poza tym,gdy Brendon już zrobił się "grzeczny" stracił trochę dla niej swoją wartość,robił się taki monotonny i wręcz nudny,jak nastoletni uczniowie w serialach dla młodzieży.
- Tak...raczej dam radę - tego dnia nie miała sesji,więc co by szkodziło iść po południu na spotkanie z jednym,a wieczorem z drugim?
- Ok,zaraz po ciebie będę - ZARAZ?!Zależy jeszcze co znaczyło 'zaraz' w języku Brendona,ale miała maksymalnie pół godziny,a była jak na razie w piżamie,bez makijażu i w rozczochranych włosach.Pobiegła natychmiast na górę i zaczęła się szykować.Niecałe dziesięć minut później zadzwonił dzwonek."Fuck".
- Otwarte,wejdź - nie musiała pytać kto to,wiedziała dobrze.Ale jak blisko on musiał mieszkać,że dotarł tu w kilka minut?Valerie zmotywowała się i trzy minuty później była już gotowa.
- Cześć - uśmiechnął się do niej w całkiem inny sposób niż zwykle - przyjechałem autem,pojedziemy gdzieś - To dlatego był tak szybko.Wyszli z domu,niedaleko za autem Valerie stał luksusowy mercedes,na pewno dużo kosztował.
Jechali do miejsca nieznanego dla niej,z reguły udawała się w innym kierunku od miasta.Postanowiła jeden,jedyny raz odwołać spotkanie z Ryanem,widziała,że wyjazd będzie dłuższy,niż się spodziewała.Pisząc mu sms'a zauważyła,że powoli zaczęło zachodzić słońce,dzień był bardzo pochmurny,więc nie było przy tym nic dziwnego,że tak wcześnie robi się ciemno.Spojrzała kątem oka na swojego towarzysza,nie wiadomo czemu uśmiechał się cały czas tajemniczo pod nosem,dla swojego dobra wolała nie dociekać z jakiego powodu.Po około godzinie byli już na miejscu.Był to ładny park z chodnikiem prowadzącym dookoła stawu znajdującego się po środku.Wszędzie były najróżniejsze kwiaty i drzewa,nad chodnikiem na łukach wisiały lampy dające nastrój całemu miejscu.
- A przyjechaliśmy tu,bo...? - Valerie zastanawiała się po co przejechali taki kawał do parku,który niewiele różnił się od tego będącego w LA.
- Nawet sam nie wiem,jakoś tak - bardzo sensowna odpowiedź.I bardzo sensowny wyjazd.Nie ma to jak wyjeżdżać sto kilometrów od domu 'tak o'.
- Audrey dzisiaj ze mną zerwała -"Czy ja do diabła otworzyłam klub złamanych serc?!" - Nie miałem zamiaru błagać ją o dalszy związek,chociaż dalej czuję,że w głębi serca ją trochę kocham - cóż,historia lubi się powtarzać.Valerie przysiadła na jednej z ławek i modliła się,żeby cała sytuacja nie wyglądała tak,jak wtedy.Brendon usiadł zaraz koło niej i kontynuował.
- Nie wiem,czy jesteś już z Ryanem,czy nie,ale ja nie zamierzam dłużej czekać,bo będzie za późno - złapał jej dłonie i owinął swoimi - Ja jestem tym,który przyszedł cię błagać-wybierz mnie,bądź ze mną,kochaj mnie.
Valerie wybuchła śmiechem,brunet popatrzył na nią jak na chorą psychicznie.
- Ja naprawdę nie rozumiem,dlaczego zrywacie ze swoimi dziewczynami tylko po,by wyznać mi miłość.Na prawdę nie ma we mnie nic szczególnego.
- Chciałem być oryginalny,ale widzę,że mi nie wyszło - Brendon spojrzał smutnym wzrokiem w dół.
- Uwierz mi,jeszcze nikt nie zabierał mnie godzinę drogi od domu,by prosić mnie o wybranie go,a nie jego przyjaciela.Tak w ogóle,czy Ryan wiedział o twoich zamiarach?
- Nie,ale ja wiedziałem o jego - uśmiechnął się łobuzersko - powiedzmy,że chciałem mu trochę zepsuć plany.
- Ja cię jeszcze nie rozszyfrowałam.Co to ma znaczyć,że na początku robisz wszystko,by być jak najdalej ode mnie,zachowujesz się jakbym była twoim największym wrogiem,a kilka tygodni później nagle doznajesz olśnienia i wpadasz na genialny pomysł,że chcesz ze mną być?
- Przepraszam,wiem,że to dziwnie wyglądało.Byłem wtedy z Audrey,gdy zobaczyłem twoje zdjęcie...Byłem zły na siebie,że tak zareagowałem,nigdy nie zdradziłbym jej,a bałem się,że mogę się w tobie zakochać.Musiałem być dla ciebie niemiły,chciałem chociaż sam siebie oszukać,niestety na niewiele się to zdało jak widzisz.
- Ale Brendon...ja nie mogę ciebie wybrać...ja kocham Ryana - sama nie wierzyła,że zdobyła się na takie jednoznaczne wyznanie.W sumie nie wiedziała jeszcze do końca,kogo wybrać,ale jakoś łatwiej było jej skrzywdzić jego,niż swojego najlepszego przyjaciela.Tak w ogóle to nie chciała nikogo krzywdzić,ale najwyraźniej nie było innego wyjścia.
- Tak...też tak myślałem.No cóż.Ale pamiętaj,jak tylko chcesz to zadzwoń,jak potrzebujesz pocieszenia,albo zmienisz zdanie,cokolwiek się wydarzy będę czekał-"Deja vu?Nie sądzę.To jest dziwne.Bardzo dziwne."
Dziwniejsze jeszcze bardziej okazało się to,co wydarzyło się kilka sekund później.Brendon objął Valerie,przyciągnął do siebie i zaczął ją całować.Nie dało się tego porównać do jej pierwszego pocałunku z Ryanem,który bardziej był muśnięciem warg niż pocałunkiem.Dziewczyna pomimo świadomości,że nie jest fair wobec Ryana nie opierała się mu.
- On może to ja też - mruknął pod nosem,gdy już skończyli.Rudowłosa uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jest już późno,możemy jechać do domu? - spytała po chwili.Nie chciała się z nim rozstawać,ale było już za dużo wrażeń jak na jeden dzień,aż bała się,co mogło się jeszcze wydarzyć.
Gdy byli już pod domem,Valerie objęła go na pożegnanie.On nie mogąc się powstrzymać dał jej o wiele bardziej delikatniejszy pocałunek niż wcześniej,porównywalny do Ryana.
- Brendon! - powiedziała do niego z jednej strony oburzona,ale i rozbawiona.
- Przepraszam,poprawię się - po raz kolejny uśmiechnął się łobuzersko.Było widać,że zamierza powtórzyć pocałunek przy najbliższej okazji-Pamiętaj,dzwoń.
- Jasne - uśmiechnęła się.Poszła w stronę drzwi machając mu jeszcze na pożegnanie.Gdy spojrzała w stronę domu ze strachem,a potem z poczuciem sumienia ujrzała obserwatora ich pożegnania,stał oparty o drzwi z niewesołą miną.Ryan.
środa, 31 sierpnia 2011
Losing the feeling of feeling unique
W namiocie całe szczęście nikogo nie było,wszyscy już wyszli się szykować na koncert,zostało tylko jakieś dwadzieścia minut.Valerie nie chciała uniknąć Ryana tym razem,chciała z nim porozmawiać.Czuła się zdradzona pomimo tego,że jakiś tydzień temu przez myśl by jej nie przeszło,że mogłaby go kochać,a co dopiero z nim być.
-Co ty tu robisz?-spytał ze zdziwieniem,ale rudowłosa odebrała to raczej jako złość.
-Miłe powitanie.Przyszłam wam pomóc i porobić zdjęcia na koncercie,uwierz mi,zdjęcia są ważne dla fanów.Skoro ci przeszkadzam,to przykro mi,ale masz pecha,bo 2/4 zespołu nie mają nic przeciwko temu,że tu jestem-była cholernie rozzłoszczona i miała wielką ochotę przywalić mu w jego wytapetowaną twarz.
-Dziękuję naprawdę,że się tak martwisz o nasz zespół-mówił to tak,jakby ją wielbił za przyjście na ten koncert.Było mu naprawdę głupio.
-A co tam u twojej Barbie?Co tydzień mówisz losowej dziewczynie,że ją kochasz,czy co dwa dni?
-Valerie,to nie tak...
-Zrozum,jesteś tylko kłamcą.Najzwyklejszym w świecie kłamcą.Myślisz,że skoro jesteś taki "piękny" i wszystkie nastolatki na ciebie lecą,to możesz krzywdzić ludzi,którzy cię kochają?Nawet na to nie licz.Gdy cię pierwszy raz zobaczyłam wyglądałeś na takiego,co zmienia dziewczyny jak rękawiczki,ale jak cię lepiej poznałam pomyślałam,że to tylko pozory.Niestety,myliłam się,a myślałam,że cię dobrze znam.A teraz przepraszam,muszę iść pod scenę przyszykować się do koncertu.
-Nie,nigdzie nie idziesz-złapał ją za ramiona a ona o dziwo nie próbowała mu się wyrywać-Chcesz wiedzieć jak to na prawdę jest?Tylko ciebie naprawdę kocham...
-Jasne,mogę się założyć,że kilka minut temu mówiłeś to samo tej blondynie.
-Nie,ja nie kocham Keltie.To ona chciała się ze mną spotkać,to ona mnie objęła i to ona chciała mnie pocałować.Nie odpycham jej od siebie,bo...jak ją pierwszy raz zobaczyłem,to ujrzałem w niej ciebie...jesteście takie podobne,a wiem,że ty i tak mnie nigdy nie pokochasz,więc chcę mieć dla siebie chociaż marną twoją kopię.Ona nie dorasta ci do pięt,podobna jest tylko z wyglądu.
-Oczywiście Ryan,fajna historyjka.Najlepiej rzuć karierę gitarzysty i zacznij pisać bajeczki dla dzieci,będziesz w tym świetny.A skąd ta pewność,że cię nie pokocham?Może gdyby nie ta twoja Keltie nasza rozmowa wyglądałaby całkiem inaczej?
-Wiem,zachowałem się jak ostatni głupek.Valerie,powiedz tylko słowo,a zapomnę o Keltie.Dobra,nic nie mów,nie chce cie stracić przez ten głupi flirt-nagle wyszedł i poszedł w stronę blondynki,która stała cały czas w jednym miejscu.Valerie była dumna z siebie.Nadal była trochę zła na Ryana,lecz o wiele mniej niż kilka minut temu.Postanowiła iść na scenę i stanąć w umówionym ze Spencerem miejscu.
-Dobrze,że chociaż ty jesteś.Gdzie reszta?Widziałaś ich?Cały czas ich szukamy i nie wiemy gdzie są-Jon miał panikę na twarzy,zależało mu,by koncert wypadł punktualnie,a czasu było coraz mniej.
-Ryan jest tam-wskazała na niego,wyraz twarzy miał spokojny w przeciwieństwie do jego towarzyszki-a Brendona pomogę wam szukać.
-Świetnie,szukaj go koło sceny,może przyjdzie,my ze Spencerem poszukamy go gdzieś koło ulicy.Jak go znajdziesz to daj nam znać.Masz mój numer,nie?-skinęła głową-Ok,to ja idę.
Zobaczyła przed sceną,czy nie rozdaje autografów fanom,albo coś w tym stylu.Niestety,kręcili się tam tylko ochroniarze,poszła więc za scenę,tam także go nie było.Postanowiła sprawdzić w pobliskim lasku sto metrów za sceną.Okazało się,że był to dobry pomysł,wokalista stał tam oparty o drzewo i patrzył na ziemię.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że wszyscy cię szukają?Zaraz zaczynacie koncert,więc nie stój tu jak ofiara,tylko idź się szykować.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział obojętnie.Dla Valerie było to dziwne,po raz pierwszy nie wydarł się na nią ,ani nie odszedł unikając odpowiedzi-Słuchaj,potrzebuje się komuś wygadać i będziesz to akurat ty,bo wiem,że mnie nie lubisz i z tego co widzę to się nie zamierza zmienić,więc nie będzie ci przykro z mojego powodu,ani nie będziesz chciała mi jakoś pomóc,chociaż to i tak niemożliwe,ale właśnie tego chcę uniknąć-Valerie zrobiła wielkie oczy,nie spodziewała się tego w ogóle po wokaliście.Najlepsze było to,że myślał,że ona go nie lubi i nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli-Niedawno odkryłem,że moja dziewczyna mnie zdradza.Ona nic nie wie,że wiem o tym,a ja nie potrafię z nią zerwać,ciągle ją kocham...A najgorsze jest to,że kocham też kogoś oprócz niej...to takie dziwne,kochać dwie osoby na raz.
-Wierz,lub nie,ale jestem w bardzo podobnej sytuacji.Nie mam pojęcia kogo na prawdę kocham,już chyba zgłupiałam.
-Słyszałaś kiedyś ten cytat: "Kochając jednocześnie dwie osoby wybierz tę drugą,bo jeżeli naprawdę kochasz tę pierwszą nie zakochałbyś się w drugiej"?
-Nie,ale jest bardzo mądry.Niestety,nie potrafię tak zrobić,bo nie byłabym do końca fair w stosunku do tej drugiej osoby wciąż kochając pierwszą-Brendon uśmiechnął się,Valerie po raz pierwszy zobaczyła to zjawisko na żywo.
-Mam dokładnie to samo.Jeszcze może powiedz,że jedną z tych osób znasz dobrze,a w przypadku drugiej to miłość od pierwszego wejrzenia?-Valerie zaśmiała się pod nosem i skinęła głową.Jakie to było śmieszne,czuli dokładnie to samo.
-Tylko u mnie miłość od pierwszego wejrzenia to pierwsza osoba,chociaż mam coś wrażenie,że z czasem może to być coś więcej-mówiąc to patrzyła mu intensywnie w oczy.Gdyby mogła zaczęłaby skakać z radości,że rozmawia z nim bez kłótni.W pewnym momencie Brendon wytrzeszczył oczy,złapał Valerie za rękę i pobiegł w stronę sceny.
-My tu sobie urządzamy pogawędki,a za chwilę ma się zacząć koncert.
Gdy dotarli za scenę reszta wypatrywała ich z niecierpliwością.Wokalista poszedł wytłumaczyć się Spencerowi,a do Valerie podszedł Ryan.
-Z Keltie koniec...chociaż nawet nie było początku,ale koniec.Idziemy gdzieś po koncercie?-powiedział do niej cicho.
-Ale tylko jako przyjaciele.Ostatnio wszystko dzieje się za szybko,dajmy sobie czas-w odpowiedzi uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
-Tylko już nie uciekaj-gdy to powiedział zaśmiali się oboje.Kilka dni temu Valerie nie pomyślałaby,że będzie się śmiała z dnia,który do niedawna był jej koszmarem.
-Nie,nigdzie nie idziesz-złapał ją za ramiona a ona o dziwo nie próbowała mu się wyrywać-Chcesz wiedzieć jak to na prawdę jest?Tylko ciebie naprawdę kocham...
-Jasne,mogę się założyć,że kilka minut temu mówiłeś to samo tej blondynie.
-Nie,ja nie kocham Keltie.To ona chciała się ze mną spotkać,to ona mnie objęła i to ona chciała mnie pocałować.Nie odpycham jej od siebie,bo...jak ją pierwszy raz zobaczyłem,to ujrzałem w niej ciebie...jesteście takie podobne,a wiem,że ty i tak mnie nigdy nie pokochasz,więc chcę mieć dla siebie chociaż marną twoją kopię.Ona nie dorasta ci do pięt,podobna jest tylko z wyglądu.
-Oczywiście Ryan,fajna historyjka.Najlepiej rzuć karierę gitarzysty i zacznij pisać bajeczki dla dzieci,będziesz w tym świetny.A skąd ta pewność,że cię nie pokocham?Może gdyby nie ta twoja Keltie nasza rozmowa wyglądałaby całkiem inaczej?
-Wiem,zachowałem się jak ostatni głupek.Valerie,powiedz tylko słowo,a zapomnę o Keltie.Dobra,nic nie mów,nie chce cie stracić przez ten głupi flirt-nagle wyszedł i poszedł w stronę blondynki,która stała cały czas w jednym miejscu.Valerie była dumna z siebie.Nadal była trochę zła na Ryana,lecz o wiele mniej niż kilka minut temu.Postanowiła iść na scenę i stanąć w umówionym ze Spencerem miejscu.
-Dobrze,że chociaż ty jesteś.Gdzie reszta?Widziałaś ich?Cały czas ich szukamy i nie wiemy gdzie są-Jon miał panikę na twarzy,zależało mu,by koncert wypadł punktualnie,a czasu było coraz mniej.
-Ryan jest tam-wskazała na niego,wyraz twarzy miał spokojny w przeciwieństwie do jego towarzyszki-a Brendona pomogę wam szukać.
-Świetnie,szukaj go koło sceny,może przyjdzie,my ze Spencerem poszukamy go gdzieś koło ulicy.Jak go znajdziesz to daj nam znać.Masz mój numer,nie?-skinęła głową-Ok,to ja idę.
Zobaczyła przed sceną,czy nie rozdaje autografów fanom,albo coś w tym stylu.Niestety,kręcili się tam tylko ochroniarze,poszła więc za scenę,tam także go nie było.Postanowiła sprawdzić w pobliskim lasku sto metrów za sceną.Okazało się,że był to dobry pomysł,wokalista stał tam oparty o drzewo i patrzył na ziemię.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że wszyscy cię szukają?Zaraz zaczynacie koncert,więc nie stój tu jak ofiara,tylko idź się szykować.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział obojętnie.Dla Valerie było to dziwne,po raz pierwszy nie wydarł się na nią ,ani nie odszedł unikając odpowiedzi-Słuchaj,potrzebuje się komuś wygadać i będziesz to akurat ty,bo wiem,że mnie nie lubisz i z tego co widzę to się nie zamierza zmienić,więc nie będzie ci przykro z mojego powodu,ani nie będziesz chciała mi jakoś pomóc,chociaż to i tak niemożliwe,ale właśnie tego chcę uniknąć-Valerie zrobiła wielkie oczy,nie spodziewała się tego w ogóle po wokaliście.Najlepsze było to,że myślał,że ona go nie lubi i nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli-Niedawno odkryłem,że moja dziewczyna mnie zdradza.Ona nic nie wie,że wiem o tym,a ja nie potrafię z nią zerwać,ciągle ją kocham...A najgorsze jest to,że kocham też kogoś oprócz niej...to takie dziwne,kochać dwie osoby na raz.
-Wierz,lub nie,ale jestem w bardzo podobnej sytuacji.Nie mam pojęcia kogo na prawdę kocham,już chyba zgłupiałam.
-Słyszałaś kiedyś ten cytat: "Kochając jednocześnie dwie osoby wybierz tę drugą,bo jeżeli naprawdę kochasz tę pierwszą nie zakochałbyś się w drugiej"?
-Nie,ale jest bardzo mądry.Niestety,nie potrafię tak zrobić,bo nie byłabym do końca fair w stosunku do tej drugiej osoby wciąż kochając pierwszą-Brendon uśmiechnął się,Valerie po raz pierwszy zobaczyła to zjawisko na żywo.
-Mam dokładnie to samo.Jeszcze może powiedz,że jedną z tych osób znasz dobrze,a w przypadku drugiej to miłość od pierwszego wejrzenia?-Valerie zaśmiała się pod nosem i skinęła głową.Jakie to było śmieszne,czuli dokładnie to samo.
-Tylko u mnie miłość od pierwszego wejrzenia to pierwsza osoba,chociaż mam coś wrażenie,że z czasem może to być coś więcej-mówiąc to patrzyła mu intensywnie w oczy.Gdyby mogła zaczęłaby skakać z radości,że rozmawia z nim bez kłótni.W pewnym momencie Brendon wytrzeszczył oczy,złapał Valerie za rękę i pobiegł w stronę sceny.
-My tu sobie urządzamy pogawędki,a za chwilę ma się zacząć koncert.
Gdy dotarli za scenę reszta wypatrywała ich z niecierpliwością.Wokalista poszedł wytłumaczyć się Spencerowi,a do Valerie podszedł Ryan.
-Z Keltie koniec...chociaż nawet nie było początku,ale koniec.Idziemy gdzieś po koncercie?-powiedział do niej cicho.
-Ale tylko jako przyjaciele.Ostatnio wszystko dzieje się za szybko,dajmy sobie czas-w odpowiedzi uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
-Tylko już nie uciekaj-gdy to powiedział zaśmiali się oboje.Kilka dni temu Valerie nie pomyślałaby,że będzie się śmiała z dnia,który do niedawna był jej koszmarem.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)