sobota, 5 listopada 2011

New Perspective

Służyło jej bycie singlem.Nie miała przynajmniej wyrzutów sumienia gdy wychodziła gdzieś z Ryanem,czuła się naprawdę wolna.Wzięła się tak na serio do poszukiwania domu.Najpierw myślała o kupnie mieszkania gdzieś w centrum,ale jednak zdecydowała się na dom jednorodzinny na przedmieściach-cisza,spokój,tylko ona i jej szczurek.Trzeba przyznać,że Jared miał ostatnio ciężki żywot.Jego właścicielka cały czas urządzała mu przeprowadzki,a gdy mieszkał u Brendona rzadko kiedy dostawał jedzenie.Valerie obiecała sobie teraz,że będzie się nim prawidłowo zajmować.Obiecywała sobie jednak też wiele innych rzeczy i nic z tego nie wypaliło,więc jak szczurek dożyje następnego roku to będzie to cudem.
Z pewnością najważniejszym z jej postanowień był kategoryczny zakaz spotykania się z muzykami.Miała nadzieję,że uda jej się to,pomimo tego,że każda pewnie chciałaby być z piosenkarzem,gitarzystą itp.Postanowiła też,że odnowi kontakty ze starymi znajomymi.Ostatnio,nie licząc Hayley,jedyną dziewczyną z jaką rozmawiała była Ashley,ale to było raczej nieuniknione jak z nią mieszkała w jednym domu.Przydałoby się znaleźć też jakąś pracę,nie z powodu braku pieniędzy,bo dzięki spadkowi na to nie mogła narzekać,ale teraz jak była sama to najzwyczajniej nudziło jej się w domu.Josh i Ashley pracowali,a jedynym zajęciem jakie mogła mieć Valerie to pójście do parku porobić jakieś zdjęcia,lub pograć na fortepianie (stał cały czas w jej pokoju,a ostatni raz grała na nim jakieś 2 lata temu).Nie miała zamiaru dzwonić do swojej byłej szefowej i pytać,czy mogłaby wrócić,jakoś praca fotografa już jej nie odpowiadała,może dlatego,że szła na sesję raz,ewentualnie dwa razy w tygodniu,a reszta wolne.Potrzebowała pracy na cały etat,nawet jakby miała bardzo mało zarabiać,po prostu potrzebowała jakiegoś zajęcia.
Przez kolejny miesiąc nie patrzyła jeszcze za pracą,przeglądała oferty sprzedaży domów.Oglądała nawet kilka z nich,były ładne,ale jakoś nie do końca jej to odpowiadało.W pewnym momencie szperając po stronach znalazła jednak coś dosyć interesującego.Był to nowoczesny dom,od zewnątrz biały,z czarnym dachem.Zdjęcia pokojów również zachęcały do dokładniejszego zainteresowania się nim.Cena co prawda była wysoka,ale dla niej nie grała roli,postanowiła umówić się z właścicielem i obejrzeć dom.

Valerie zaparkowała auto na wysypanym żwirkiem,niewielkim parkingu.Był on dla gości i mieszkańców małego osiedla domów jednorodzinnych na przedmieściach.Każdy z nich był inny,niektóre z nich były nowoczesne,inne w starym stylu.Wyszła z auta i zaczęła szukać swojego może przyszłego domu.Trzeba przyznać,że praktycznie wszystkie były piękne.Szła powoli,by móc też je podziwiać.Po kilku minutach znalazła wreszcie ten dom,którego szukała.Był nawet ładniejszy niż na zdjęciach.Zadowolona podeszła do drzwi i zadzwoniła.Otworzył jej przystojny,wysoki brunet z kilkudniowym zarostem.
- Dzień dobry,pani przyszła obejrzeć dom,tak? - powiedział uśmiechnięty.
- Tak - jego uśmiech udzielił jej się.Miał w sobie takie coś,że po prostu zarażał optymizmem - Jestem Valerie Thornton.
- Liam McCartney,miło mi - uśmiechnął się jeszcze szerzej - Mam nadzieję,że spodoba ci się mieszkanie...mogę być z tobą na 'ty'?
- Jasne - głupio by było,gdyby się nie zgodziła.Widać było,że jest od niej sporo starszy.
- Ok.A więc po pierwsze przepraszam za bałagan,jestem w trakcie przeprowadzania się do mojej dziewczyny - "Cholera,zajęty" - Ten dom jest za mały dla nas...ty byś mieszkała sama,czy z kimś jeszcze?
- Sama,właśnie dlatego się przeprowadzam.Mój stary dom oddaje mojemu przyjacielowi i jego żonie,jest dla mnie o wiele za duży.
- Widzę,że świetna przyjaciółka z ciebie.Dobra,są tu trzy pokoje,kuchnia,jadalnia,przedpokój i łazienka.Jest jeszcze garaż - mówił wprowadzając ją do salonu - Jakby co to o dokumenty się nie martw,jak będziesz chciała kupić dom to w dwa dni wszystko pozałatwiamy.
To było wiadome od początku,że zdecyduje się na kupno tego domu.Liam nie kłamał,wszystko poszło szybko,sprawnie itd.Po kilku dniach,doliczając jeszcze cztery dni na przewiezienie rzeczy,rozpakowanie i ogólne ogarnięcie wszystkiego,Valerie mieszkała w nowym domu.Brendonowi,Ryanowi,Pete'owi,Patrickowi i jej innym sławnym kolegom nie powiedziała nic o nowym miejscu zamieszkania.O wszystkim wiedziała tylko Hayley,nawet zaraz po wprowadzeniu się Val zaprosiła ją do siebie by pokazać jej dom i pogadać o wszystkim.Oczywiście miała nie mówić o tym nikomu.
Jak na razie było to ogólnie ciepłe lato,lecz tego wieczora akurat zaczęło padać.Valerie to jakoś nie przeszkadzało,usiadła wygodnie na swoim wielkim łóżku,wzięła laptopa i zaczęła przeglądać różne strony,jak to zawsze robi gdy jej się nudzi.Zaczęła też pisać swoje CV,od jutra miała zacząć szukać na poważnie pracy.Okazuje się jednak,że komuś nie odpowiada jej odpoczynek i postanowił jej zatruć życie dzwoniąc do drzwi.Niezbyt zadowolona,przeklinając w myślach na niechcianego gościa podeszła do drzwi.
- Mogę? - okazało się,że był to przemoknięty Liam.Wyglądał inaczej niż dwa tygodnie temu,nie miał zarostu,ale tak szczerze mówiąc było mu lepiej.
- Yyy,wchodź - Valerie nie miała pojęcia,o co chodzi,ale nie miała zamiaru go wyganiać.
- Przepraszam,że ci się zwalam na głowę,ale...nie mam gdzie zostać na noc.
- Nie ma sprawy - przecież nie powie mu,jak fajnie jej się siedziało na łóżku przeglądając twittera.
Zdziwiło ją trochę,że 'nie ma gdzie zostać na noc',przeprowadzał się przecież do swojej dziewczyny,to dlaczego tam nie jest?Postanowiła jak na razie nie dociekać,jak będzie chciał to powie.Zaprowadziła go do jadalni i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
- Chcesz może coś zjeść? - nie wiedziała,co ma powiedzieć,a nie chciała też siedzieć z nim w ciszy.
- Nie,dzięki,niedawno jadłem - mruknął pod nosem.Potem po prostu siedział na krześle i raz patrzył na kartkę,która bawił się w rękach,a raz na Valerie,ale ona siedziała tylko i patrzyła na swoje kolana nie wiedząc co ma zrobić.Głupio jej było tak siedzieć i nic nie mówić,ale z drugiej strony jeszcze głupsze by było gdyby poszła do swojego pokoju i go zostawiła.
- Mogę wiedzieć co się stało,że nie jesteś w domu swojej dziewczyny? - w końcu zebrała się na odwagę i spytała.Najpierw spojrzał na nią lekko lekceważącym wzrokiem,ale potem wrócił do zabawy kartką.
- Po prostu wszedłem do domu i ona...nie zdradzała mnie tak po prostu,tylko zdradzała mnie z moim 'przyjacielem'!Nie miałem tu nikogo oprócz ich dwóch,mieszkałem do niedawna na drugim końcu kraju i przeprowadziłem się tu tylko dla Jenny.Teraz nie wiem co mam zrobić,rodzice mnie nie przyjmą,bo urządzili mi wielką awanturę,jak powiedziałem,że wyjeżdżam do LA.
- Możesz przecież mieszkać tutaj,ja poszukam czegoś nowego.
- Przestań,dopiero co go ode mnie kupiłaś...
- Skąd mogłeś wiedzieć,że tak będzie?Daj spokój,zostań chociaż na noc.
Liam uśmiechnął się tylko,co raczej oznaczało,że się zgadza.I tym właśnie sposobem Valerie poznała nie-muzyka.

3 komentarze:

  1. Liam! Piękne imię! xD już im życzę szczęścia i długiego, udanego związku z mnóstwem słodkich dzieci xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Super,ciekawie piszesz. Czekam na dalszy rozwój akcji:)

    OdpowiedzUsuń
  3. 'I tym właśnie sposobem Valerie poznała nie-muzyka.' Haha... podoba mi się ten koniec!
    No kto by nie chciał muzyków? To ja nie wiem, chyba tylko Valerie. Jeszcze będzie żałowała tych słów!

    OdpowiedzUsuń