Valerie usiadła lekko spięta obok Josha na sofie i przysłuchiwała się mniej więcej rozmowie chłopaków.Było to dziwne,ale czuła się jak gość we własnym domu,tak niepewnie i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.Gdy następowała cisza Josh szturchał ją by coś powiedziała do Calvina,nie wiadomo czemu tak bardzo mu zależało na tym,by ich zeswatać."A może to jednak był zły pomysł,by zejść na dół?"
- Za chwilę wrócę - Josh popatrzył na Valerie porozumiewawczo i nie wiadomo po co poszedł na górę,najprawdopodobniej do swojego pokoju.Z chęcią zaciągnęłaby go z powrotem na sofę,za żadne skarby nie chciała zostawać sam na sam z nieznajomym,z jednej strony był przystojny,ale miał wzrok w stylu psychola.Można było też powiedzieć,że trochę się go bała,różne rzeczy się teraz na świecie dzieją.
- Ty masz dwadzieścia lat,tak? - spytał nagle przerywając ciszę i jej przemyślenia.A już miała nadzieję,że jest maksymalnie nieśmiały i nie odważy się nic powiedzieć.
- Tak...to znaczy skończę latem,więc jeszcze mam dziewiętnaście - nie spytała o jego wiek chociaż najprawdopodobniej na to liczył,zupełnie jej to nie interesowało.Z chęcią w tej chwili wyszłaby z domu i wróciła jutro rano.
- Ja mam dwadzieścia jeden - co za typ!A kto go o to pytał? - Josh mówił mi trochę o tobie,jesteś fotografem? - mówiąc do niej korzystał z nieobecności Josha i coraz bliżej się do niej przysuwał,Valerie natomiast odsuwając się od niego modliła się,by sofa miała nieskończoną długość,lub po prostu go wciągnęła,tak jak na filmach się czasem dzieje.Z minuty na minutę był coraz bliżej jej,aż w końcu chciał spróbować ją pocałować.To było chore,całować kogoś,kogo się w ogóle nie zna.Gdy Valerie zauważyła,co on chce zrobić natychmiast poszła szybkim krokiem na górę nie czekając na powrót Josha,z którym i tak minęła się na schodach.
- Zły,zdecydowanie bardzo zły pomysł był z tym schodzeniem na dół - powiedziała sama do siebie,gdy była już w swoim pokoju i szła w stronę łóżka.
Gdy na nim usiadła wzięła swojego laptopa na kolana i postanowiła sprawdzić pocztę,już naprawdę dawno tego nie robiła.Zalogowała się i zastała ją miła niespodzianka-w skrzynce odbiorczej była wiadomość od Brendona,otrzymała ją kilka dni temu. "Zrobiłem ostatnio coś dla ciebie,mam nadzieję,że ci się spodoba.Bden P.S:Tęsknie za tobą." Najbardziej spodobał jej się 'P.S',ale postanowiła zobaczyć to 'coś' co zrobił dla niej Brendon,była to piosenka w załączniku.Po odtworzeniu usłyszała,że to "Valerie" w jego wykonaniu,bardzo lubiła ten utwór nie tylko dlatego,że w tytule jest jej imię.
Teraz jak już odczytała maila niegrzecznie by było nie podziękować,więc miała powód by do niego zadzwonić.Z pewnością siebie wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer.
- Valerie!Super,że dzwonisz - powiedział ucieszony.
- Miło cię słyszeć,piosenka którą mi wysłałeś jest cudowna,naprawdę nie wiem jak ci dziękować.
- Świetnie,że ci się podoba.Może w ramach podziękowania dasz się gdzieś wyciągnąć wieczorem? - kolejny wyjazd z dala od miasta?Z chęcią,zwłaszcza jak jest tu Calvin.
- Jasne,nie ma sprawy.
- Ok,podjadę po ciebie za około godzinę.To do zobaczenia.
- Dobrze,będę czekać.
Po tej rozmowie z chęcią zaczęłaby tańczyć i śpiewać na środku pokoju,nie widziała go pół roku i wreszcie się z nim spotka.Postanowiła więc iść się szykować,by nie musiał na nią czekać.Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi."Niee,to nie może być jeszcze on,nie minęło nawet pół godziny".Nie szła zobaczyć kto to,wiedziała,że Josh jest na dole i na pewno otworzy.
- Valerie,do ciebie! - zawołał z dołu.Wyjrzała szybko przez okno i nie było jeszcze auta Bdena."Skoro to nie on,to kto?".Zbiegła po schodach na dół i w otwartych drzwiach ujrzała stojącego na ganku Ryana.
- Co ty tu robisz?Wynoś się z mojego domu,nie chcę cię widzieć! - wyszła do niego i zamknęła za sobą drzwi chcąc uniknąć podsłuchiwania.
- V,spokojnie,przyszedłem tylko z tobą porozmawiać - mówił jakby nic się nie stało,jakby on po prostu do niej przyszedł a ta dostała napadu złości bez powodu.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać,idź rozmawiać z Keltie o tym jaką świetną parą jesteście.
- To nie tak,ona sobie wymyśliła że jesteśmy parą a wcale nie byliśmy i nie jesteśmy razem.Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie jesteście parą?Tak,na pewno,ona tylko przyszła do ciebie żeby pochodzić w twoim domu owinięta w twoje prześcieradło i to jeszcze pod moją nieobecność,świetnie się bawicie.A poza tym nie chcę twoich wyjaśnień,ja już wszystko wiem,wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy - z tego całego zdenerwowania nawet nie zauważyli przyjazdu Brendona,który gdy zobaczył co się święci wybiegł z auta by pomóc Valerie.
- Ryan,wynoś się stąd,nie słyszałeś?Czy mam cię stąd zabrać własnoręcznie? - "Super,dwa obiekty westchnień nastolatek kłócą się z mojego powodu pod moim domem!Jeszcze tu tylko Pete'a brakuje,a zaraz przyjechałby tu cały nastoletni fanklub."
- Brendon,nie ma sensu się z nim męczyć,chodźmy już - od razu zostawił Ryana i poszedł do auta,a za nim Val.
- Co za człowiek.Sam się sobie dziwię,że wytrzymuję z nim w zespole - nie musiała pytać,widziała że sytuacja w zespole się zmieniła.Oglądała jakiś czas temu kilka nowych wywiadów w internecie i było coraz mniej tych przyjaznych gestów między Bdenem i Ryanem.Było jej głupio że to też jej wina.
- Przepraszam - powiedziała bardziej odnosząc się do swoich przemyśleń,niż do tego co on do niej powiedział.Z racji że nie czyta jej w myślach spojrzał na nią pytająco odrywając wzrok od drogi przed sobą.
- Nie wiem co tu robię,nie powinno mnie tu być i nigdy nie powinniście mnie poznać - zaczęła mu wyjaśniać - Ja psuje wasz zespół,nie zauważyłeś?Ostatnio już nie jest tak jak kiedyś,nie tak jak było podczas naszego pierwszego spotkania.Wtedy byliście z Ryanem najlepszymi przyjaciółmi i wyglądało na to że nic tego nie zmieni,ale ja oczywiście musiałam wszystko zepsuć...
- Val,czy ty żartujesz?Gdybym cię nie poznał to tkwiłbym dalej w tym bezsensownym związku z Audrey,a przez to wszyscy byli na mnie źli że chodzę wkurzony i krzyczę na wszystkich,to było gorsze.Z czasem na pewno Ryan zrozumie że nie ma u ciebie szans i da ci spokój,a tym samym nie będzie zazdrosny że się spotykamy...chyba że nie chcesz?
- Co ty,jasne że chcę.Dziękuję że wyciągnąłeś mnie z domu,już zapomniałam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam.
Stanęli na niewielkim parkingu,gdy wysiedli Brendon zaprowadził Valerie za rękę do miejsca,które najprawdopodobniej było rynkiem małego miasta,było tam pięknie zwłaszcza o tej porze gdy już się ściemniało.Usiedli na jednej z kilku ławek postawionych wzdłuż deptaka.
- Tak szczerze mówiąc,przez to całe zamieszanie z Ryanem nawet się dobrze nie przywitaliśmy po tych kilku miesiącach - spojrzał na nią lekko łobuzerskim uśmiechem i pocałował ją.Później siedzieli na ławce w objęciach przez dobre dwadzieścia minut.
Po pewnym czasie rozmawiając spacerowali powoli w stronę auta.Zaplanowali że Brendon zostanie u Valerie na noc,tak jak kiedyś robiła z Ryanem.Pomimo podobnych sytuacji oni byli całkiem różni,Bden z reguły wrażliwy i miły,ale też pozytywnie szalony,lecz kiedy trzeba robi się waleczny i odważny,natomiast Ryan-lekkomyślny,żartobliwy i takie tam,o wiele mniej empatii.
Wreszcie była okazja by poznać Josha z Brendonem,ku zdziwieniu Val przypadli sobie do gustu,kilka następnych godzin spędzili w trójkę na sofie oglądając telewizję i rozmawiając.
- Ten to ci się udał,o niebo lepszy od tego ped...Ryana - powiedział Josh do Valerie gdy Bden na chwilę wyszedł - Pasujecie do siebie bardziej niż z tamtym,widzę,że przy Brendonie promieniejesz,a on patrzy na ciebie jak na ósmy cud świata,życzę wam szczęścia,oby tak dalej - było po nim widać,że mówi to w stu procentach szczerze.To był fakt,czuła się przy brunecie milion razy lepiej niż jak była z Ryanem,wiedziała że to będzie na pewno coś więcej.
Gdy na nim usiadła wzięła swojego laptopa na kolana i postanowiła sprawdzić pocztę,już naprawdę dawno tego nie robiła.Zalogowała się i zastała ją miła niespodzianka-w skrzynce odbiorczej była wiadomość od Brendona,otrzymała ją kilka dni temu. "Zrobiłem ostatnio coś dla ciebie,mam nadzieję,że ci się spodoba.Bden P.S:Tęsknie za tobą." Najbardziej spodobał jej się 'P.S',ale postanowiła zobaczyć to 'coś' co zrobił dla niej Brendon,była to piosenka w załączniku.Po odtworzeniu usłyszała,że to "Valerie" w jego wykonaniu,bardzo lubiła ten utwór nie tylko dlatego,że w tytule jest jej imię.
Teraz jak już odczytała maila niegrzecznie by było nie podziękować,więc miała powód by do niego zadzwonić.Z pewnością siebie wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer.
- Valerie!Super,że dzwonisz - powiedział ucieszony.
- Miło cię słyszeć,piosenka którą mi wysłałeś jest cudowna,naprawdę nie wiem jak ci dziękować.
- Świetnie,że ci się podoba.Może w ramach podziękowania dasz się gdzieś wyciągnąć wieczorem? - kolejny wyjazd z dala od miasta?Z chęcią,zwłaszcza jak jest tu Calvin.
- Jasne,nie ma sprawy.
- Ok,podjadę po ciebie za około godzinę.To do zobaczenia.
- Dobrze,będę czekać.
Po tej rozmowie z chęcią zaczęłaby tańczyć i śpiewać na środku pokoju,nie widziała go pół roku i wreszcie się z nim spotka.Postanowiła więc iść się szykować,by nie musiał na nią czekać.Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi."Niee,to nie może być jeszcze on,nie minęło nawet pół godziny".Nie szła zobaczyć kto to,wiedziała,że Josh jest na dole i na pewno otworzy.
- Valerie,do ciebie! - zawołał z dołu.Wyjrzała szybko przez okno i nie było jeszcze auta Bdena."Skoro to nie on,to kto?".Zbiegła po schodach na dół i w otwartych drzwiach ujrzała stojącego na ganku Ryana.
- Co ty tu robisz?Wynoś się z mojego domu,nie chcę cię widzieć! - wyszła do niego i zamknęła za sobą drzwi chcąc uniknąć podsłuchiwania.
- V,spokojnie,przyszedłem tylko z tobą porozmawiać - mówił jakby nic się nie stało,jakby on po prostu do niej przyszedł a ta dostała napadu złości bez powodu.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać,idź rozmawiać z Keltie o tym jaką świetną parą jesteście.
- To nie tak,ona sobie wymyśliła że jesteśmy parą a wcale nie byliśmy i nie jesteśmy razem.Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie jesteście parą?Tak,na pewno,ona tylko przyszła do ciebie żeby pochodzić w twoim domu owinięta w twoje prześcieradło i to jeszcze pod moją nieobecność,świetnie się bawicie.A poza tym nie chcę twoich wyjaśnień,ja już wszystko wiem,wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy - z tego całego zdenerwowania nawet nie zauważyli przyjazdu Brendona,który gdy zobaczył co się święci wybiegł z auta by pomóc Valerie.
- Ryan,wynoś się stąd,nie słyszałeś?Czy mam cię stąd zabrać własnoręcznie? - "Super,dwa obiekty westchnień nastolatek kłócą się z mojego powodu pod moim domem!Jeszcze tu tylko Pete'a brakuje,a zaraz przyjechałby tu cały nastoletni fanklub."
- Brendon,nie ma sensu się z nim męczyć,chodźmy już - od razu zostawił Ryana i poszedł do auta,a za nim Val.
- Co za człowiek.Sam się sobie dziwię,że wytrzymuję z nim w zespole - nie musiała pytać,widziała że sytuacja w zespole się zmieniła.Oglądała jakiś czas temu kilka nowych wywiadów w internecie i było coraz mniej tych przyjaznych gestów między Bdenem i Ryanem.Było jej głupio że to też jej wina.
- Przepraszam - powiedziała bardziej odnosząc się do swoich przemyśleń,niż do tego co on do niej powiedział.Z racji że nie czyta jej w myślach spojrzał na nią pytająco odrywając wzrok od drogi przed sobą.
- Nie wiem co tu robię,nie powinno mnie tu być i nigdy nie powinniście mnie poznać - zaczęła mu wyjaśniać - Ja psuje wasz zespół,nie zauważyłeś?Ostatnio już nie jest tak jak kiedyś,nie tak jak było podczas naszego pierwszego spotkania.Wtedy byliście z Ryanem najlepszymi przyjaciółmi i wyglądało na to że nic tego nie zmieni,ale ja oczywiście musiałam wszystko zepsuć...
- Val,czy ty żartujesz?Gdybym cię nie poznał to tkwiłbym dalej w tym bezsensownym związku z Audrey,a przez to wszyscy byli na mnie źli że chodzę wkurzony i krzyczę na wszystkich,to było gorsze.Z czasem na pewno Ryan zrozumie że nie ma u ciebie szans i da ci spokój,a tym samym nie będzie zazdrosny że się spotykamy...chyba że nie chcesz?
- Co ty,jasne że chcę.Dziękuję że wyciągnąłeś mnie z domu,już zapomniałam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam.
Stanęli na niewielkim parkingu,gdy wysiedli Brendon zaprowadził Valerie za rękę do miejsca,które najprawdopodobniej było rynkiem małego miasta,było tam pięknie zwłaszcza o tej porze gdy już się ściemniało.Usiedli na jednej z kilku ławek postawionych wzdłuż deptaka.
- Tak szczerze mówiąc,przez to całe zamieszanie z Ryanem nawet się dobrze nie przywitaliśmy po tych kilku miesiącach - spojrzał na nią lekko łobuzerskim uśmiechem i pocałował ją.Później siedzieli na ławce w objęciach przez dobre dwadzieścia minut.
Po pewnym czasie rozmawiając spacerowali powoli w stronę auta.Zaplanowali że Brendon zostanie u Valerie na noc,tak jak kiedyś robiła z Ryanem.Pomimo podobnych sytuacji oni byli całkiem różni,Bden z reguły wrażliwy i miły,ale też pozytywnie szalony,lecz kiedy trzeba robi się waleczny i odważny,natomiast Ryan-lekkomyślny,żartobliwy i takie tam,o wiele mniej empatii.
Wreszcie była okazja by poznać Josha z Brendonem,ku zdziwieniu Val przypadli sobie do gustu,kilka następnych godzin spędzili w trójkę na sofie oglądając telewizję i rozmawiając.
- Ten to ci się udał,o niebo lepszy od tego ped...Ryana - powiedział Josh do Valerie gdy Bden na chwilę wyszedł - Pasujecie do siebie bardziej niż z tamtym,widzę,że przy Brendonie promieniejesz,a on patrzy na ciebie jak na ósmy cud świata,życzę wam szczęścia,oby tak dalej - było po nim widać,że mówi to w stu procentach szczerze.To był fakt,czuła się przy brunecie milion razy lepiej niż jak była z Ryanem,wiedziała że to będzie na pewno coś więcej.
Słodko. Swoją drogą, chciałabym widzieć Ryana i Brendona jak się biją o Val xD
OdpowiedzUsuń