Mijały dni,tygodnie miesiące.Valerie znalazła pracę w salonie sukien ślubnych,bardzo ją polubiła,nie zazdrościła klientkom ich szczęścia tylko cieszyła się razem z nimi.Poza tym zawsze uwielbiała suknie ślubne,kochała je oglądać i teraz mogła to robić całymi dniami.Wielkimi krokami zbliżały się też święta,chrzestna Valerie z Detroit zaprosiła ją do siebie,by nie była sama w domu.Oczywiście z chęcią przyjęła zaproszenie,cieszyła się na wyjazd do Michigan,zawsze uwielbiała tam jeździć zimą z powodu śniegu.Od kiedy mieszka w Los Angeles już dawno go nie widziała.Liam po miesiącu mieszkania u Valerie postanowił wyprowadzić się do rodziców.Zepsuło jej to bardzo humor,tyle dobrze że miała pracę,więc nie musiała cały czas przesiadywać samotnie w domu.Brendon dotrzymał swojej obietnicy i odwiedzał ją regularnie.Na początku strasznie ją to irytowało,ale potem przypomniała sobie,że to w końcu Brendon i on nigdy się nie zmieni.Po Ryanie nie było żadnego śladu życia,nie pisał,nie dzwonił i nie przychodził.Co do tego jego niby 'wielkiego zakochania w niej',o którym zapewniała Keltie,Valerie zaczęła wątpić jeszcze bardziej,gdy z dnia na dzień w internecie przybywało coraz więcej zdjęć Ryana z różnymi dziewczynami.Z Keltie nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać i cieszyło ją to,że ta też dała jej spokój,ale czuła,że musi mieć jeszcze więcej informacji dotyczących prywatnego życia gitarzysty,więc nie pozostaje nic innego niż porozmawiać z nim we własnej osobie.Oczywiście nie miała zamiaru pytać go tak wprost czy dalej ją kocha,chciała się w szczególności dowiedzieć jego opinii o Keltie.
- Cześć - Ryan uśmiechnął się szeroko pokazując swoje równe,idealnie białe zęby,lecz po chwili nie mógł się powstrzymać i przytulił Valerie.Stali tak przytuleni w otwartych drzwiach przez ponad minutę,nie widzieli się w końcu kilka miesięcy - Stęskniłem się za tobą...bardzo - wyszeptał po chwili
- Ja za tobą też - cóż,trzeba przyznać,że brakowało jej rozmów z nim.Jak była z Brendonem to spotykali się,ale to i tak nie było to samo.Ani ona,ani on nie chcieli go skrzywdzić.
- Fajnie że mnie zaprosiłaś.Już myślałem,że znowu mnie nie chcesz znać,albo coś w tym stylu - uśmiechnął się do niej mając na myśli początki ich znajomości i te czasy w których Valerie była taka nieśmiała,że jego pocałunek powodował jej depresję.
- Coś ty,zmieniłam się przez ostatni czas - to było akurat pewne.Ta 'dawna' Val nie wpuściłaby do swojego domu obcego mężczyzny,a tym bardziej nie pozwoliłaby mu mieszkać z nią przez miesiąc - Jak tam z Keltie? - postanowiła udać idiotkę i nie mówić mu,że się z nią spotkała.Chciała usłyszeć jak to było z jego perspektywy bez niczyjego wpływu.
- Nie mówiłem ci? Nie jesteśmy już razem i to dość długo...a,faktycznie,nie widziałem się z tobą jeszcze dłużej - znów uśmiechnął się do niej szeroko.Wygląda na to że jest w na prawdę świetnym humorze.
- Serio? - udała zdziwioną.Trzeba przyznać,jest świetną aktorką - Co się takiego stało?
I tutaj nagle zamilkł.Czyżby coś ukrywał?Może to co mówiła Keltie to prawda?Ale musiała w tym być jednak szczypta kłamstwa.Chyba że...te ciągłe uśmiechy,powitanie,ten sposób w jaki na nią patrzył.Keltie najwyraźniej nie kłamała!
- Nie wiem jak to powiedzieć,ale...uznajmy że przeżyła to samo co ty,gdy wróciłaś z Nowego Jorku po świętach - zgadza się,to właśnie mówiła.Ale to w takim razie było bez sensu,po co by miała przekazywać jej bezinteresownie te wszystkie informacje?Musiał gdzieś być haczyk,tylko gdzie?
- Ryan,Ryan,Ryan - Valerie przerwała na chwilę przemyślenia by nie wzbudzać podejrzeń i pokiwała głową - Ty się chyba nigdy nie zmienisz - uśmiechnęła się,by zrozumiał że to jest żart i nie odebrał tego jako obelgę.
- Cały ja.Chyba pisane mi jest być singlem - tak,on singlem.Ryan Ross starym kawalerem.Trochę to mało przyziemne.Z pewnością,jakby był z jakąś jego fanką,to mógłby zdradzać ją na prawo i lewo,ale jej by to nie przeszkadzało.No bo to w końcu George Ryan Ross III i nie można z nim zerwać,ani się na niego obrazić.Dlatego właśnie w większości przypadków to Keltie została wzgardzona po ich zerwaniu.Ale w sumie skoro zasłużyła na gwiazdy to po co jej taki Ryan,tylko by przeszkadzał,prawda?
- A ta nowa dziewczyna,to kto? - musiała zadać to pytanie.Z pewnością Keltie już pobiegła do tej trzeciej i ostrzegła ją jaką to niewdzięczną,zdradziecką świnią jest Ryan.
- W sumie to - uśmiechnął się tylko wstydliwie - nie wiem.
- Jak to nie wiesz?Spałeś z dziewczyną i nawet nie wiesz kim jest?
- Tu nie chodziło o to,że zależało mi na niej albo coś,po prostu znowu nad sobą nie zapanowałem.Taki już jestem i nic na to nie poradzę - a może jednak faktycznie bycie kawalerem było mu pisane?
- Ryan,nie możesz tak robić.A co jak ktoś się naprawdę w tobie zakocha?Wiesz jak byś ją skrzywdził? - chciała mu przez to wypomnieć też sytuację,w której sama była.
- Kto mógłby mnie pokochać?Jestem zwariowany.Tacy ludzie nie zasługują na miłość.Nie zasługują nawet na przyjaźń,więc widzę że jestem wielkim szczęściarzem.
- Właśnie oni zasługują na miłość i na przyjaźń najbardziej.Są inni niż wszyscy i mają w sobie więcej powodów,by ich kochać.Wystarczy tylko żebyś poczekał i poszukał tej jedynej,może nawet ona sama do ciebie przyjdzie.Ale pamiętaj,nie warto wplątywać się w przygody na jedną noc,nic dobrego nie wprowadzą,mogą jedynie zepsuć naprawdę dobry związek.Może jestem od ciebie młodsza i mam mniej doświadczenia,ale to nie znaczy że nie mogę ci doradzić - uśmiechnęli się do siebie ciepło i spojrzeli sobie w oczy.Valerie lubiła to w nim najbardziej-zawsze jak z nią rozmawiał,to wpatrywał się w nie głęboko.Miała wtedy wrażenie,że przeszywa się przez nie do jej duszy,to było wspaniałe uczucie.
Ryan najwyraźniej zrozumiał wręcz 'kazanie' Valerie i wygląda na to,że będzie chciał wprowadzić je w życie.Pozostaje tylko jedno zasadnicze pytanie-czy ten imprezujący łamacz serc jest w stanie się kiedykolwiek zmienić?
______________________
Tak,tak wiem,nie jest fajnie.Ostatnio mam problemy z weną,ale nie chce też zaniedbywać bloga i czekać na wenę,bo w końcu się okaże,że nie będę pisać przez pół roku.Mam nadzieję,że następna część wyjdzie lepsza.
ten tekst... "Kto mógłby mnie pokochać?Jestem zwariowany...". Może ja jestem już tak sPanic!zona, że wszędzie widzę ich teksty...:P
OdpowiedzUsuńAnyway, pisaj, pisaj i pisaj, wena przyjdzie a odcinek wcale nie jest zły:)
Uh... Ryan ty idioto, raczej kto by nie mógł cię nie kochać?
OdpowiedzUsuńJa lubię ten odcinek.
I tam pisz, będzie wena, a ona nie zawsze jest potrzebna.