wtorek, 6 września 2011

You are the only exception.

'Święta,święta i po świętach',jak to się mówi.Valerie po spędzeniu tych kilku dni u rodziców zdecydowanie poprawił się humor,ochłonęła po kłótni z Ryanem.Wróciła wcześniejszym samolotem,więc chciała zrobić mu niespodziankę i przyjść do niego do domu się przywitać.Jak tylko była z powrotem w LA zostawiła walizkę i pojechała do dobrze znanego,dużego jak na jedną osobę domu jednorodzinnego.Jak zwykle wielkie wejściowe drzwi nie były zamknięte na zamek,każdy mógł wejść bez ostrzeżenia.Otworzyła więc drzwi i weszła do wielkiego salonu z drewnem na podłodze,meblami w starym stylu i ładną tapetą pasującą do mebli.Na przeciwko wejścia do pomieszczenia były duże,białe schody.
-Ryan?-zawołała,nigdzie nie było go widać,ale na pewno nigdzie nie wyszedł,zamknąłby drzwi.
Jej uszu dobiegło ciche przekleństwo,którego najwyraźniej nie miała usłyszeć.Wiedziała,że coś dziwnego się tu dzieje.Potwierdziły to słowa Ryana skierowane do osoby trzeciej,albo prędzej do jego alter ego.Nagle zbiegł do niej po schodach w samych bokserkach i chcąc uniknąć pytań z jej strony pocałował ją.
-Przepraszam,że musiałaś na mnie czekać,ale dopiero wstałem.Kiedy wróciłaś?-ciągle byli w objęciach.Starał się przybrać normalny ton głosu,ale było i tak widać na pierwszy rzut oka,że jest zdenerwowany.
-Jakąś godzinę temu wylądowałam.A jak było w Vegas?-zanim zdążył jej odpowiedzieć odepchnęła go i przybrała wyraz twarzy,jakby była jakimś drapieżnikiem i właśnie chciała się na niego rzucić.Powodem tego był widok dziewczyny schodzącej po schodach w samym prześcieradle owiniętym wokół tułowia.Nie był to nikt inny,tylko Keltie.
-Co ona tu robi?-spytała Ryana,po którym było widać,że najchętniej by się stąd ulotnił.
-Raczej co ty tu robisz?I w ogóle,kto to jest?-blondynka także była na niego zła,a poza tym,czyżby on trzymał w tajemnicy to,że kogoś ma?
-Ja nie chcę słuchać twoich wyjaśnień,nie chcę cię już widzieć na oczy.Powiem ci tylko,że korzystanie z mojej nieobecności na przespanie się z jakąś inna dziewczyną jest szczytem chamstwa.A tak poza tym,mogłeś jej chociaż powiedzieć,że jesteś zajęty,żeby była świadoma,że współpracuje przy zdradzie-Valerie nie miała zamiaru już tam dużej być.Jej oczy były zalane łzami,kolejny raz przez niego.
-Co?Ale to ja z nim jestem i to już kilka miesięcy!Nie mam pojęcia,co ty sobie tam ubzdurałaś,rudzielcu-teraz oprócz łez i czucia się zdradzoną była też cholernie wkurzona.Jak on tak mógł,na dwa fronty?!
-Mówiłeś mi,że z nią skończyłeś,czyli jednak dobrze robiłam mówiąc ci,że jesteś podłym kłamcą,tacy się już najwyraźniej nie zmieniają.A teraz stąd wyjdę i już nigdy mnie tu nie zobaczysz.Nawet nie próbuj nawiązywać ze mną na nowo kontaktu,nie chcę żadnych liścików przekazywanych przez Pete'a,albo przez kogoś jeszcze innego,ani nic w tym stylu.Po prostu zniknij z mojego życia,natychmiast!-i ponownie odbiegła od niego z łzami w oczach.Wsiadła do auta i już chciała odpalić silnik,ale nagle zdała sobie sprawę z tego,że nie jest w stanie prowadzić.Obraz przed oczami rozmazywał jej się całkowicie,przy odrobinie szczęścia może wjechałaby do rowu,a nie w pierwsze lepsze auto.Nie było sensu dzwonić po Josha,zanim by przyszedł minęłoby trochę,mieszkała daleko od Ryana.Posiedziała chwilę i postanowiła zaryzykować i jechać.Nie szło jej całkiem źle,czasami zjeżdżała ze swojego pasa,ale ogólnie było ok.Po pewnym czasie,dłuższym niż zwykle udało jej się dojechać pod dom.Zaparkowała auto i zalała się łzami,teraz już nie musiała się przed nimi powstrzymywać  dla ochrony własnego życia.Wbiegła do domu chcąc uniknąć wzroku ciekawskich przechodniów i widząc Josha(przez mgłę i ze zniekształconą twarzą za sprawą łez,ale go widziała)pobiegła do niego i nie mówiąc nic przytuliła się do niego tak,jak w dzieciństwie do taty.Nie miała przy sobie nikogo innego kto znał ją na tyle,by mógł ją skutecznie pocieszyć,lub chociaż przywrócić prawidłowe funkcjonowanie.Nawet nie pytał co się znowu stało,dobrze wiedział,że miała jechać do Ryana i domyślił się,że znów coś jej zrobił.
-Valerie,nie pozwolę,byś dalej się z nim spotykała.Teraz może nie masz nic przeciwko,ale znając życie za kilka tygodni będziesz chciała go zobaczyć,ale wtedy ja własnoręcznie wepchnę cię do twojego pokoju i będę cię tam pilnować tak długo,aż wybijesz sobie plan ucieknięcia przez okno-Valerie tylko pokiwała głową,Josh zdawał sobie sprawę,że nie będzie teraz zbytnio rozmowna.Gdy już przestała puszczać wodospad z oczu zaczęła myśleć nad swoją bliską przyszłością.Już dawno nie widziała się z Petem,oczywiście za sprawą Ryana który nie był fanem przyjaźni damsko-męskiej i chyba nawet w nią nie wierzył.Z drugiej strony na 80% chciałby ją przekonać do pogodzenia się z Ryanem,więc nie pomógłby jej zapomnieć o nim.A co do Brendona...on to na pewno nie chciałby,żeby się pogodzili,ale spędzanie czasu z nim=spędzanie czasu z resztą zespołu,a w tym z Ryanem,bardzo często chodzili gdzieś razem i na pewno chciałby ją wyciągnąć na jakiś ich koncert.Jak na razie chyba jedynym wyjściem byłoby siedzenie cały czas w domu.Ostatnio sesji w ogóle nie miała,był trochę zastój w firmie,nawet jej to teraz odpowiadało.Myślała też o porzuceniu pracy,wróciłaby na pewno do tego,gdyby tylko jej sytuacja w życiu się ustabilizowała.

Przez następny tydzień było tak,jak to zaplanowała.Siedziała w domu,oglądała filmy i rozmawiała z Joshem,gdy wrócił z pracy.Czasami gdy przyprowadzał swoją dziewczynę,Ashley,szła na górę,niezbyt interesującym widokiem było jak ze sobą flirtowali.Gdy czuła się psychicznie trochę lepiej zostawała z nimi,koniecznie chciała poznać Ash.Trzeba przyznać,Josh rzadko ma dziewczynę,ale jak już ma,to jest świetna.Nie dość,że ładna,to jeszcze ma cudowny charakter.Była wysoką brunetką o kobiecych kształtach i  z ciemną karnacją,czyli dokładnie ideał Josha.Jeśli chodzi o charakter,to była bardzo miła,od razu wyczuła powód załamania Valerie i na podstawie swojego doświadczenia pocieszała ją,co było skuteczne.Czuła się dzięki temu coraz lepiej i już rzadziej uciekała na górę,gdy przychodziła.Tydzień spędzony bez Panic!'owego grona pomógł jej w powróceniu do świata żywych.Ani trochę nie tęskniła za Ryanem,nie chciała przeszkadzać mu w 'szczęśliwym związku' z Keltie,była pewna,że prędzej czy później ją też zdradzi.Jedyna rzecz,która była pewna to to,że między Valerie i Ry już definitywny koniec.

2 komentarze: