niedziela, 4 września 2011

A hard day's night

- Co ty tu robisz? - jakie to zabawne,właśnie była w takiej samej sytuacji jak on jakiś czas temu i na dodatek go cytowała - A z resztą,nieistotne.Ryan,ja ci wszystko wyjaśnię,wejdź - weszli do domu i usiedli na sofie.Ryan nie zamierzał tam być na dłużej,nie rozsiadł się tak jak zwykle.
- Valerie,słuchaj,ja nie chcę twoich wyjaśnień,nie musisz mi się z niczego tłumaczyć,ani za nic mnie przepraszać - zrobiło jej się głupio,wyraźnie wypominał jej to,jak się zachowała jakiś czas temu podczas zdarzenia z Keltie - odpowiedz mi tylko na jedno pytanie:czy ty z nim jesteś?
- Nie!Poza tym,to on mnie pocałował! - co ona by dała teraz,by wbić swoją pięść prosto w brzuch Brendona.
- Spokojnie,V,ja dobrze widzę,co do niego czujesz,już od naszej pierwszej sesji - "Jak on to zauważył?A,tak.Rada na przyszłość-nie patrzeć się na obiekt swoich westchnień podczas sesji jak na obrazek bez sekundy przerwy." - Wiedziałem o wszystkim gdy cię całowałem,chciałem tylko sprawdzić,czy do mnie też coś czujesz.Nie bez powodu darłem się bez przerwy na Bdena,byłem i nadal jestem zazdrosny jak cholera.Wiedziałem też o tym,co on czuje do ciebie.No to ja już pójdę,a wy skoro wiecie nawzajem o swoich uczuciach to sobie żyjcie razem długo i szczęśliwie.Nie musisz do mnie dzwonić.
- Ryan,czekaj! - złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie - On nic nie wie o mnie.Nie powiedziałam mu bo...dałam mu do zrozumienia,że wybieram ciebie - spojrzał na nią z niedowierzaniem,nawet na to nie liczył.
- Dziwne,z nim się całujesz na pożegnanie,mnie nie chcesz nawet pocałować w policzek.
- Mówiłam ci już,to on mnie pocałował!A,z resztą... - zaczęła go całować w stylu Brendona.Powoli przenieśli się na łóżko i leżąc dalej kontynuowali 'swoją czynność'.Byli tak zajęci,że nawet nie usłyszeli kroków Josha schodzącego po schodach z góry.Stał oparty o ścianę i przyglądał się im z jego ulubionym łobuzerskim uśmiechem.Valerie na chwilę otworzyła oczy i gdy tylko go ujrzała natychmiast dostała potężnej siły i odepchnęła Ryana od siebie.Z początku patrzył na nią ze zdziwieniem,ale gdy zobaczył Josha wiedział już o co chodzi.
- JOSH,NA GÓRĘ! - oprócz siły dostała też gotującej się krwi w żyłach.Miała ochotę własnoręcznie zanieść go po schodach i rzucić nim w ścianę w jego pokoju.Niestety jej siła nie była aż taka ogromna,a Josh ważył dużo więcej od Ryana za sprawą mięśni.
- Tak,tak,już idę - był jej najlepszym,niezastąpionym przyjacielem,ale gdy tylko w grę wchodził chłopak Valerie robił się nieznośnie irytujący.
Pomimo tego,że byli już sami zawsze pozostają jakieś obawy podglądania,więc usiedli grzecznie kawałek od siebie.Wyglądali śmiesznie,ona miała triumfalny i kokieteryjny wyraz twarzy,natomiast on wyglądał jak 6-latek,który właśnie dostał wymarzoną zabawkę.
- A ja uważałem nasz pierwszy pocałunek za nieodpowiedni - patrząc pusto przed siebie pokiwał głową,rudowłosa zaśmiała się,ale również na niego nie spojrzała.

Boże Narodzenie 2006.Niewiele się do tego czasu zmieniło,Valerie była w szczęśliwym związku z Ryanem,on czasami mieszkał kilka dni u niej,lub ona kilka dni u niego.Josh dalej nie zmienił swojego zdania na jego temat i wciąż uważał go za 'wytapetowanego pedała,który ma na sobie więcej makijażu,niż wszystkie dziewczyny które zna razem wzięte'.Jeśli chodzi o Brendona to dzwonili czasem do siebie,ale jeśli chodziło o spotkania to nie ma mowy,Ryan był śmiertelnie zazdrosny,a Valerie nie chciała robić mu przykrości,ani kusić losu.Niestety,niemożliwością byłoby utrzymanie tego idealnego stanu wiecznie.Święta zwykle spędza się z rodziną,a to znaczy wyjazdy.Ryan pojechał do mamy do Las Vegas,a Valerie z Joshem polecieli do swoich rodzinnych domów w Nowym Jorku.Zaczęła ją powoli irytować ta zazdrość w ich związku,Ryan był zazdrosny nawet o Josha,gdy dowiedział się o ich wylocie do NY,zaczęli się często kłócić z tego powodu.
-Val,nie wiem czy to jest dobry pomysł,pojedź może ze mną do Vegas,poznasz moją mamę...-tylko przez głupią zazdrość chciał odciągnąć ją od świąt spędzonych z rodziną.Wiedział,że praktycznie nie ma szans,bo właśnie wychodziła na lotnisko,ale postanowił próbować.
-Nie ma mowy,nie widziałam się z moimi rodzicami już prawie półtora roku!Mógłbyś chociaż raz mi zaufać?Wiesz dobrze,że cię kocham,Josh jest dla mnie starszym bratem,a brzydzę się kazirodztwem,więc proszę cię,na litość Boską,daj spokój.
-Pocałowałaś się z Brendonem!
-Ryan,to było kilka miesięcy temu!Nie widziałam się z nim już od tamtego czasu...a poza tym ty się całowałeś z tą całą Keltie czy jak jej tam,więc nie zrzucaj wszystkiego na mnie.
-A to było jeszcze dawniej!Ale ja nie jadę nigdzie ze swoją koleżanką i nawet nie będę miał z żadną kontaktu,a Ty spędzisz z nim w samolocie kilka godzin,a potem będziecie mieszkać dom od siebie...
-A codziennie mieszkamy w jednym domu pokój od siebie!Zaufaj mi,bo jak tego nie zrobisz,to wybacz,ale nie widzę naszej wspólnej przyszłości.A teraz przepraszam,ale spóźnię się na samolot-ze łzami w oczach wyszła i trzasnęła drzwiami zostawiając go samego w swoim mieszkaniu.

1 komentarz:

  1. Dziwne. Aleee... Do Ryana pasuje mi zazdrość. Taka chorobliwa xD

    OdpowiedzUsuń