Wszystko wracało do normy.Codziennie po południu sesja,a wieczorem spotkania z Ryanem.Byli w sobie nawzajem zakochani i wiedzieli o tym,ale nic nie zapowiadało na to,by ich przyjaźń miała przejść na dalszy poziom.Sytuacja z Brendonem także zrobiła się normalna-rozmawiali już ze sobą bez żadnych kłótni.Trudno było wyjaśnić,co było powodem tych wcześniejszych fochów Bdena.
- Cześć,dasz radę wyjść gdzieś ze mną? - do Valerie zadzwonił Brendon.Musiała sobie powtórzyć w myślach to zdanie kilka razy,nie dowierzała,że właśnie chciał się z nią umówić.Jakiś czas temu skakałaby z radości z tego powodu,ale teraz zaczęła dostrzegać wiele więcej zalet u Ryana,gdy patrzyła na niego z innego punktu widzenia.Poza tym,gdy Brendon już zrobił się "grzeczny" stracił trochę dla niej swoją wartość,robił się taki monotonny i wręcz nudny,jak nastoletni uczniowie w serialach dla młodzieży.
- Tak...raczej dam radę - tego dnia nie miała sesji,więc co by szkodziło iść po południu na spotkanie z jednym,a wieczorem z drugim?
- Ok,zaraz po ciebie będę - ZARAZ?!Zależy jeszcze co znaczyło 'zaraz' w języku Brendona,ale miała maksymalnie pół godziny,a była jak na razie w piżamie,bez makijażu i w rozczochranych włosach.Pobiegła natychmiast na górę i zaczęła się szykować.Niecałe dziesięć minut później zadzwonił dzwonek."Fuck".
- Otwarte,wejdź - nie musiała pytać kto to,wiedziała dobrze.Ale jak blisko on musiał mieszkać,że dotarł tu w kilka minut?Valerie zmotywowała się i trzy minuty później była już gotowa.
- Cześć - uśmiechnął się do niej w całkiem inny sposób niż zwykle - przyjechałem autem,pojedziemy gdzieś - To dlatego był tak szybko.Wyszli z domu,niedaleko za autem Valerie stał luksusowy mercedes,na pewno dużo kosztował.
Jechali do miejsca nieznanego dla niej,z reguły udawała się w innym kierunku od miasta.Postanowiła jeden,jedyny raz odwołać spotkanie z Ryanem,widziała,że wyjazd będzie dłuższy,niż się spodziewała.Pisząc mu sms'a zauważyła,że powoli zaczęło zachodzić słońce,dzień był bardzo pochmurny,więc nie było przy tym nic dziwnego,że tak wcześnie robi się ciemno.Spojrzała kątem oka na swojego towarzysza,nie wiadomo czemu uśmiechał się cały czas tajemniczo pod nosem,dla swojego dobra wolała nie dociekać z jakiego powodu.Po około godzinie byli już na miejscu.Był to ładny park z chodnikiem prowadzącym dookoła stawu znajdującego się po środku.Wszędzie były najróżniejsze kwiaty i drzewa,nad chodnikiem na łukach wisiały lampy dające nastrój całemu miejscu.
- A przyjechaliśmy tu,bo...? - Valerie zastanawiała się po co przejechali taki kawał do parku,który niewiele różnił się od tego będącego w LA.
- Nawet sam nie wiem,jakoś tak - bardzo sensowna odpowiedź.I bardzo sensowny wyjazd.Nie ma to jak wyjeżdżać sto kilometrów od domu 'tak o'.
- Audrey dzisiaj ze mną zerwała -"Czy ja do diabła otworzyłam klub złamanych serc?!" - Nie miałem zamiaru błagać ją o dalszy związek,chociaż dalej czuję,że w głębi serca ją trochę kocham - cóż,historia lubi się powtarzać.Valerie przysiadła na jednej z ławek i modliła się,żeby cała sytuacja nie wyglądała tak,jak wtedy.Brendon usiadł zaraz koło niej i kontynuował.
- Nie wiem,czy jesteś już z Ryanem,czy nie,ale ja nie zamierzam dłużej czekać,bo będzie za późno - złapał jej dłonie i owinął swoimi - Ja jestem tym,który przyszedł cię błagać-wybierz mnie,bądź ze mną,kochaj mnie.
Valerie wybuchła śmiechem,brunet popatrzył na nią jak na chorą psychicznie.
- Ja naprawdę nie rozumiem,dlaczego zrywacie ze swoimi dziewczynami tylko po,by wyznać mi miłość.Na prawdę nie ma we mnie nic szczególnego.
- Chciałem być oryginalny,ale widzę,że mi nie wyszło - Brendon spojrzał smutnym wzrokiem w dół.
- Uwierz mi,jeszcze nikt nie zabierał mnie godzinę drogi od domu,by prosić mnie o wybranie go,a nie jego przyjaciela.Tak w ogóle,czy Ryan wiedział o twoich zamiarach?
- Nie,ale ja wiedziałem o jego - uśmiechnął się łobuzersko - powiedzmy,że chciałem mu trochę zepsuć plany.
- Ja cię jeszcze nie rozszyfrowałam.Co to ma znaczyć,że na początku robisz wszystko,by być jak najdalej ode mnie,zachowujesz się jakbym była twoim największym wrogiem,a kilka tygodni później nagle doznajesz olśnienia i wpadasz na genialny pomysł,że chcesz ze mną być?
- Przepraszam,wiem,że to dziwnie wyglądało.Byłem wtedy z Audrey,gdy zobaczyłem twoje zdjęcie...Byłem zły na siebie,że tak zareagowałem,nigdy nie zdradziłbym jej,a bałem się,że mogę się w tobie zakochać.Musiałem być dla ciebie niemiły,chciałem chociaż sam siebie oszukać,niestety na niewiele się to zdało jak widzisz.
- Ale Brendon...ja nie mogę ciebie wybrać...ja kocham Ryana - sama nie wierzyła,że zdobyła się na takie jednoznaczne wyznanie.W sumie nie wiedziała jeszcze do końca,kogo wybrać,ale jakoś łatwiej było jej skrzywdzić jego,niż swojego najlepszego przyjaciela.Tak w ogóle to nie chciała nikogo krzywdzić,ale najwyraźniej nie było innego wyjścia.
- Tak...też tak myślałem.No cóż.Ale pamiętaj,jak tylko chcesz to zadzwoń,jak potrzebujesz pocieszenia,albo zmienisz zdanie,cokolwiek się wydarzy będę czekał-"Deja vu?Nie sądzę.To jest dziwne.Bardzo dziwne."
Dziwniejsze jeszcze bardziej okazało się to,co wydarzyło się kilka sekund później.Brendon objął Valerie,przyciągnął do siebie i zaczął ją całować.Nie dało się tego porównać do jej pierwszego pocałunku z Ryanem,który bardziej był muśnięciem warg niż pocałunkiem.Dziewczyna pomimo świadomości,że nie jest fair wobec Ryana nie opierała się mu.
- On może to ja też - mruknął pod nosem,gdy już skończyli.Rudowłosa uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jest już późno,możemy jechać do domu? - spytała po chwili.Nie chciała się z nim rozstawać,ale było już za dużo wrażeń jak na jeden dzień,aż bała się,co mogło się jeszcze wydarzyć.
Gdy byli już pod domem,Valerie objęła go na pożegnanie.On nie mogąc się powstrzymać dał jej o wiele bardziej delikatniejszy pocałunek niż wcześniej,porównywalny do Ryana.
- Brendon! - powiedziała do niego z jednej strony oburzona,ale i rozbawiona.
- Przepraszam,poprawię się - po raz kolejny uśmiechnął się łobuzersko.Było widać,że zamierza powtórzyć pocałunek przy najbliższej okazji-Pamiętaj,dzwoń.
- Jasne - uśmiechnęła się.Poszła w stronę drzwi machając mu jeszcze na pożegnanie.Gdy spojrzała w stronę domu ze strachem,a potem z poczuciem sumienia ujrzała obserwatora ich pożegnania,stał oparty o drzwi z niewesołą miną.Ryan.
O nie! Biedny Ryan, nie dosyć, że go odrzuca to się liże z jego przyjacielem. Ale jakimś dziwnym sposobem wiedziałam, że Brendon też się w niej zakochał. No nie wiem jak ona, ale ja bym Brendona wybrała ;3
OdpowiedzUsuńmam takie jakieś przeczucie, że ona i tak woli Bdena. ale dzieje się, dzieje...:D:D tylko szkoda Ryan'a:(
OdpowiedzUsuńja już chcę kolejną część normalnie! choć dla bohaterki to pewnie będzie trudna rozmowa...
Pozdrawiam;)
Brendon jest nielojalny i niewychowany. Jak można podbierać dziewczynę przyjacielowi? brrr... Czy chłopcy czasem nie mają takich zasad, że nie wolno? Szkoda my RyRo... Biedny. Czekam na nexta :)
OdpowiedzUsuń