-Co ty tu robisz?-spytał ze zdziwieniem,ale rudowłosa odebrała to raczej jako złość.
-Miłe powitanie.Przyszłam wam pomóc i porobić zdjęcia na koncercie,uwierz mi,zdjęcia są ważne dla fanów.Skoro ci przeszkadzam,to przykro mi,ale masz pecha,bo 2/4 zespołu nie mają nic przeciwko temu,że tu jestem-była cholernie rozzłoszczona i miała wielką ochotę przywalić mu w jego wytapetowaną twarz.
-Dziękuję naprawdę,że się tak martwisz o nasz zespół-mówił to tak,jakby ją wielbił za przyjście na ten koncert.Było mu naprawdę głupio.
-A co tam u twojej Barbie?Co tydzień mówisz losowej dziewczynie,że ją kochasz,czy co dwa dni?
-Valerie,to nie tak...
-Zrozum,jesteś tylko kłamcą.Najzwyklejszym w świecie kłamcą.Myślisz,że skoro jesteś taki "piękny" i wszystkie nastolatki na ciebie lecą,to możesz krzywdzić ludzi,którzy cię kochają?Nawet na to nie licz.Gdy cię pierwszy raz zobaczyłam wyglądałeś na takiego,co zmienia dziewczyny jak rękawiczki,ale jak cię lepiej poznałam pomyślałam,że to tylko pozory.Niestety,myliłam się,a myślałam,że cię dobrze znam.A teraz przepraszam,muszę iść pod scenę przyszykować się do koncertu.
-Nie,nigdzie nie idziesz-złapał ją za ramiona a ona o dziwo nie próbowała mu się wyrywać-Chcesz wiedzieć jak to na prawdę jest?Tylko ciebie naprawdę kocham...
-Jasne,mogę się założyć,że kilka minut temu mówiłeś to samo tej blondynie.
-Nie,ja nie kocham Keltie.To ona chciała się ze mną spotkać,to ona mnie objęła i to ona chciała mnie pocałować.Nie odpycham jej od siebie,bo...jak ją pierwszy raz zobaczyłem,to ujrzałem w niej ciebie...jesteście takie podobne,a wiem,że ty i tak mnie nigdy nie pokochasz,więc chcę mieć dla siebie chociaż marną twoją kopię.Ona nie dorasta ci do pięt,podobna jest tylko z wyglądu.
-Oczywiście Ryan,fajna historyjka.Najlepiej rzuć karierę gitarzysty i zacznij pisać bajeczki dla dzieci,będziesz w tym świetny.A skąd ta pewność,że cię nie pokocham?Może gdyby nie ta twoja Keltie nasza rozmowa wyglądałaby całkiem inaczej?
-Wiem,zachowałem się jak ostatni głupek.Valerie,powiedz tylko słowo,a zapomnę o Keltie.Dobra,nic nie mów,nie chce cie stracić przez ten głupi flirt-nagle wyszedł i poszedł w stronę blondynki,która stała cały czas w jednym miejscu.Valerie była dumna z siebie.Nadal była trochę zła na Ryana,lecz o wiele mniej niż kilka minut temu.Postanowiła iść na scenę i stanąć w umówionym ze Spencerem miejscu.
-Dobrze,że chociaż ty jesteś.Gdzie reszta?Widziałaś ich?Cały czas ich szukamy i nie wiemy gdzie są-Jon miał panikę na twarzy,zależało mu,by koncert wypadł punktualnie,a czasu było coraz mniej.
-Ryan jest tam-wskazała na niego,wyraz twarzy miał spokojny w przeciwieństwie do jego towarzyszki-a Brendona pomogę wam szukać.
-Świetnie,szukaj go koło sceny,może przyjdzie,my ze Spencerem poszukamy go gdzieś koło ulicy.Jak go znajdziesz to daj nam znać.Masz mój numer,nie?-skinęła głową-Ok,to ja idę.
Zobaczyła przed sceną,czy nie rozdaje autografów fanom,albo coś w tym stylu.Niestety,kręcili się tam tylko ochroniarze,poszła więc za scenę,tam także go nie było.Postanowiła sprawdzić w pobliskim lasku sto metrów za sceną.Okazało się,że był to dobry pomysł,wokalista stał tam oparty o drzewo i patrzył na ziemię.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że wszyscy cię szukają?Zaraz zaczynacie koncert,więc nie stój tu jak ofiara,tylko idź się szykować.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział obojętnie.Dla Valerie było to dziwne,po raz pierwszy nie wydarł się na nią ,ani nie odszedł unikając odpowiedzi-Słuchaj,potrzebuje się komuś wygadać i będziesz to akurat ty,bo wiem,że mnie nie lubisz i z tego co widzę to się nie zamierza zmienić,więc nie będzie ci przykro z mojego powodu,ani nie będziesz chciała mi jakoś pomóc,chociaż to i tak niemożliwe,ale właśnie tego chcę uniknąć-Valerie zrobiła wielkie oczy,nie spodziewała się tego w ogóle po wokaliście.Najlepsze było to,że myślał,że ona go nie lubi i nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli-Niedawno odkryłem,że moja dziewczyna mnie zdradza.Ona nic nie wie,że wiem o tym,a ja nie potrafię z nią zerwać,ciągle ją kocham...A najgorsze jest to,że kocham też kogoś oprócz niej...to takie dziwne,kochać dwie osoby na raz.
-Wierz,lub nie,ale jestem w bardzo podobnej sytuacji.Nie mam pojęcia kogo na prawdę kocham,już chyba zgłupiałam.
-Słyszałaś kiedyś ten cytat: "Kochając jednocześnie dwie osoby wybierz tę drugą,bo jeżeli naprawdę kochasz tę pierwszą nie zakochałbyś się w drugiej"?
-Nie,ale jest bardzo mądry.Niestety,nie potrafię tak zrobić,bo nie byłabym do końca fair w stosunku do tej drugiej osoby wciąż kochając pierwszą-Brendon uśmiechnął się,Valerie po raz pierwszy zobaczyła to zjawisko na żywo.
-Mam dokładnie to samo.Jeszcze może powiedz,że jedną z tych osób znasz dobrze,a w przypadku drugiej to miłość od pierwszego wejrzenia?-Valerie zaśmiała się pod nosem i skinęła głową.Jakie to było śmieszne,czuli dokładnie to samo.
-Tylko u mnie miłość od pierwszego wejrzenia to pierwsza osoba,chociaż mam coś wrażenie,że z czasem może to być coś więcej-mówiąc to patrzyła mu intensywnie w oczy.Gdyby mogła zaczęłaby skakać z radości,że rozmawia z nim bez kłótni.W pewnym momencie Brendon wytrzeszczył oczy,złapał Valerie za rękę i pobiegł w stronę sceny.
-My tu sobie urządzamy pogawędki,a za chwilę ma się zacząć koncert.
Gdy dotarli za scenę reszta wypatrywała ich z niecierpliwością.Wokalista poszedł wytłumaczyć się Spencerowi,a do Valerie podszedł Ryan.
-Z Keltie koniec...chociaż nawet nie było początku,ale koniec.Idziemy gdzieś po koncercie?-powiedział do niej cicho.
-Ale tylko jako przyjaciele.Ostatnio wszystko dzieje się za szybko,dajmy sobie czas-w odpowiedzi uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
-Tylko już nie uciekaj-gdy to powiedział zaśmiali się oboje.Kilka dni temu Valerie nie pomyślałaby,że będzie się śmiała z dnia,który do niedawna był jej koszmarem.
-Nie,nigdzie nie idziesz-złapał ją za ramiona a ona o dziwo nie próbowała mu się wyrywać-Chcesz wiedzieć jak to na prawdę jest?Tylko ciebie naprawdę kocham...
-Jasne,mogę się założyć,że kilka minut temu mówiłeś to samo tej blondynie.
-Nie,ja nie kocham Keltie.To ona chciała się ze mną spotkać,to ona mnie objęła i to ona chciała mnie pocałować.Nie odpycham jej od siebie,bo...jak ją pierwszy raz zobaczyłem,to ujrzałem w niej ciebie...jesteście takie podobne,a wiem,że ty i tak mnie nigdy nie pokochasz,więc chcę mieć dla siebie chociaż marną twoją kopię.Ona nie dorasta ci do pięt,podobna jest tylko z wyglądu.
-Oczywiście Ryan,fajna historyjka.Najlepiej rzuć karierę gitarzysty i zacznij pisać bajeczki dla dzieci,będziesz w tym świetny.A skąd ta pewność,że cię nie pokocham?Może gdyby nie ta twoja Keltie nasza rozmowa wyglądałaby całkiem inaczej?
-Wiem,zachowałem się jak ostatni głupek.Valerie,powiedz tylko słowo,a zapomnę o Keltie.Dobra,nic nie mów,nie chce cie stracić przez ten głupi flirt-nagle wyszedł i poszedł w stronę blondynki,która stała cały czas w jednym miejscu.Valerie była dumna z siebie.Nadal była trochę zła na Ryana,lecz o wiele mniej niż kilka minut temu.Postanowiła iść na scenę i stanąć w umówionym ze Spencerem miejscu.
-Dobrze,że chociaż ty jesteś.Gdzie reszta?Widziałaś ich?Cały czas ich szukamy i nie wiemy gdzie są-Jon miał panikę na twarzy,zależało mu,by koncert wypadł punktualnie,a czasu było coraz mniej.
-Ryan jest tam-wskazała na niego,wyraz twarzy miał spokojny w przeciwieństwie do jego towarzyszki-a Brendona pomogę wam szukać.
-Świetnie,szukaj go koło sceny,może przyjdzie,my ze Spencerem poszukamy go gdzieś koło ulicy.Jak go znajdziesz to daj nam znać.Masz mój numer,nie?-skinęła głową-Ok,to ja idę.
Zobaczyła przed sceną,czy nie rozdaje autografów fanom,albo coś w tym stylu.Niestety,kręcili się tam tylko ochroniarze,poszła więc za scenę,tam także go nie było.Postanowiła sprawdzić w pobliskim lasku sto metrów za sceną.Okazało się,że był to dobry pomysł,wokalista stał tam oparty o drzewo i patrzył na ziemię.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że wszyscy cię szukają?Zaraz zaczynacie koncert,więc nie stój tu jak ofiara,tylko idź się szykować.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział obojętnie.Dla Valerie było to dziwne,po raz pierwszy nie wydarł się na nią ,ani nie odszedł unikając odpowiedzi-Słuchaj,potrzebuje się komuś wygadać i będziesz to akurat ty,bo wiem,że mnie nie lubisz i z tego co widzę to się nie zamierza zmienić,więc nie będzie ci przykro z mojego powodu,ani nie będziesz chciała mi jakoś pomóc,chociaż to i tak niemożliwe,ale właśnie tego chcę uniknąć-Valerie zrobiła wielkie oczy,nie spodziewała się tego w ogóle po wokaliście.Najlepsze było to,że myślał,że ona go nie lubi i nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli-Niedawno odkryłem,że moja dziewczyna mnie zdradza.Ona nic nie wie,że wiem o tym,a ja nie potrafię z nią zerwać,ciągle ją kocham...A najgorsze jest to,że kocham też kogoś oprócz niej...to takie dziwne,kochać dwie osoby na raz.
-Wierz,lub nie,ale jestem w bardzo podobnej sytuacji.Nie mam pojęcia kogo na prawdę kocham,już chyba zgłupiałam.
-Słyszałaś kiedyś ten cytat: "Kochając jednocześnie dwie osoby wybierz tę drugą,bo jeżeli naprawdę kochasz tę pierwszą nie zakochałbyś się w drugiej"?
-Nie,ale jest bardzo mądry.Niestety,nie potrafię tak zrobić,bo nie byłabym do końca fair w stosunku do tej drugiej osoby wciąż kochając pierwszą-Brendon uśmiechnął się,Valerie po raz pierwszy zobaczyła to zjawisko na żywo.
-Mam dokładnie to samo.Jeszcze może powiedz,że jedną z tych osób znasz dobrze,a w przypadku drugiej to miłość od pierwszego wejrzenia?-Valerie zaśmiała się pod nosem i skinęła głową.Jakie to było śmieszne,czuli dokładnie to samo.
-Tylko u mnie miłość od pierwszego wejrzenia to pierwsza osoba,chociaż mam coś wrażenie,że z czasem może to być coś więcej-mówiąc to patrzyła mu intensywnie w oczy.Gdyby mogła zaczęłaby skakać z radości,że rozmawia z nim bez kłótni.W pewnym momencie Brendon wytrzeszczył oczy,złapał Valerie za rękę i pobiegł w stronę sceny.
-My tu sobie urządzamy pogawędki,a za chwilę ma się zacząć koncert.
Gdy dotarli za scenę reszta wypatrywała ich z niecierpliwością.Wokalista poszedł wytłumaczyć się Spencerowi,a do Valerie podszedł Ryan.
-Z Keltie koniec...chociaż nawet nie było początku,ale koniec.Idziemy gdzieś po koncercie?-powiedział do niej cicho.
-Ale tylko jako przyjaciele.Ostatnio wszystko dzieje się za szybko,dajmy sobie czas-w odpowiedzi uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
-Tylko już nie uciekaj-gdy to powiedział zaśmiali się oboje.Kilka dni temu Valerie nie pomyślałaby,że będzie się śmiała z dnia,który do niedawna był jej koszmarem.
Ooo.. ja, ale to słodkie. Biedny Brendon, powinien z nią zerwać i żeby w ogóle Brendona zdradzać?!
OdpowiedzUsuńTrudna sprawa z tą Valerie, pogubiła się trochę z tego co czytam...Ryan, Brendon, Ryan, Brendon i znów Ryan. fakt, że laska Bdena go zdradziła jest po prostu straszny, zerwałby z nią od razu a nie się jeszcze zastanawia...;x no ale zobaczymy co będzie dalej:D:D
OdpowiedzUsuń