Pierwsza rzecz,którą zrobiła Valerie po kąpieli,przywróceniu się do porządku i śniadaniu to wpisanie w YouTube 'panic at the disco'.Włączyła pierwszą lepszą piosenkę i następnie postanowiła zobaczyć zdjęcia zespołu.Włączyła jakąś galerię i z 'I Write Sins Not Tragedies' w tle przyjrzała się fotografii ukazującej cały zespół.Cały ten rytuał był dla niej normalną rzeczą występującą przed sesją,zawsze musiała poznać chociaż trochę muzykę i styl zespołu lub piosenkarza.Na zdjęciu były cztery osoby:mężczyzna wyglądający na najstarszego,wyróżniający się swoją męskością,lecz jego fryzura w stylu emo nie pasowała mu w ogóle,chłopak wyglądający w porównaniu do reszty jak z innej bajki,przypominający trochę 11-letniego buntownika z nadwagą,jako jedyny miał też szare oczy,reszta to brązowoocy bruneci,był też chłopak,który jak było widać urodził się z makijażem i fryzurą emo,pasowało mu to idealnie,sprawiał też wrażenie zapatrzonego w siebie kobieciarza i wreszcie facet,który najwyraźniej był wokalistą,było go pełno jeśli chodzi o zdjęcia.Miał duże oczy,oczywiście brązowe i włosy także brązowe,żadna niespodzianka.Jego usta były dość duże w porównaniu do reszty.Valerie gdy go zobaczyła nie mogła oderwać oczu od jego zdjęcia.Na myśl o tym,że za kilka godzin ma się z nim zobaczyć i poznać jej serce waliło jak oszalałe.Rozmarzyła się o wokaliście tak,że prawie nie usłyszała dzwonka do drzwi.Poszła na dół po schodach potykając się o własne nogi,myślami była już na sesji.Otworzyła drzwi,oczywiście byli to Pete i Patrick,pierwszy z nich miał w rękach pomarańczowe pudełko do przenoszenia zwierząt ozdobione kokardą."Proszę,niech to nie będzie prezent,nie lubię tego."
-Sto lat!-wykrzyknęli niemalże równo-Zastanawialiśmy się nad psem,ale wzięliśmy pod uwagę,że mogłabyś nie mieć czasu się nim zajmować.-powiedział Pete
-Yyy...to w takim razie co to jest?-Valerie była zszokowana,ale też bardzo szczęśliwa.Kochała zwierzęta.
-Szczurek,nazywa się Jared.O klatkę się nie martw,zaraz przyniosę ją z auta.-rzekł Patrick i podszedł do samochodu.
-Naprawdę nie wiem jak mam wam dziękować,normalnie kocham was za to.
-Nie ma sprawy.Możemy na chwilę wejść?Chciałbym opowiedzieć ci o chłopakach,z którymi idziesz dzisiaj na zdjęcia.
-Jasne,wchodźcie.
Valerie miała już Jareda na rękach.Był szary i miał pojedyncze białe plamki na grzbiecie.Było widać,że jest bardzo pogodny,łagodny i nie boi się ludzi.Klatkę postanowiła dać na ziemię koło fortepianu będącego w jej pokoju.
-Więc,co powiedziała ci twoja szefowa?-spytał Pete
-Mówiła coś o 'błagającym panie Urie'.Który to?-rudowłosa wiedziała tylko jak wyglądają,o imionach i nazwiska nie miała pojęcia.
-Brendon Urie,wokalis...-Pete przerwał,bo z ust Valerie wydobył się cichy jęk.Serce ponownie jej waliło,tym razem pięć razy mocniej.-Co jest?
-Nic,nic.Kontynuuj.-rzekła bujając w obłokach.
-Widzę,że szefowa ma skłonność do mylenia nazwisk.Nieźle pomieszała.-powiedział śmiejąc się,Valerie spojrzała na niego pytającym wzrokiem,nie było jej do śmiechu.Czyli wokaliście była z pewnością obojętna,znając jej szczęście to pewnie ten z innej bajki,najbrzydszy z całej czwórki chciał tak bardzo z nią sesję.Myśląc jak to mogło naprawdę wyglądać czekała na następne szczegóły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz