niedziela, 28 sierpnia 2011

I can't forget about it.

Ledwo Valerie weszła do swojego pokoju i zaczęła wyrzucać rzeczy z szafy na oślep,już wbiegł tam Josh otwierając drzwi z wielkim hukiem i zamykając je z jeszcze większym
-Nigdzie nie lecisz!To,że ten...Ryan coś ci zrobił,nie znaczy,że ja też muszę cierpieć nie wiedząc,co się z tobą dzieje-na jego twarzy była niemalże dzika furia.Wyraźnie martwił się o swoją lokatorkę.
-Będę u rodziców,nic mi się nie stanie-powiedziała w przeciwności do niego z anielskim spokojem,ale było słychać,że mówi przez łzy.
-A po drodze?Valerie,to jest na drugim końcu kraju!Bez obrazy,ale znając twoją niezdarność wsiądziesz do złego samolotu,albo co najmniej ktoś ci coś zrobi.
-Za kogo ty mnie uważasz?-popatrzyła na niego swoją zapłakaną twarzą.W jej oczach było widać rozpacz-Josh,ja już nie jestem dzieckiem,a że jestem niezdarna,to nie gra roli.
-Uwierz mi,że gra.A może najpierw mi łaskawie wytłumaczysz,dlaczego wyglądasz jak zombie?
-On mnie pocałował...
-Pocałował?!I tylko dlatego chcesz wyjechać?!-pomimo powagi sytuacji,ta odpowiedź go wyraźnie rozbawiła.
-Wiem,jestem dziecinna,ale...to długa historia,a z tego co wiem,samolot wylatuje za godzinę.
-Nigdzie nie lecisz,już ci to mówiłem!Mów,nawet jakby to miało trwać cały dzień.
-No dobra...-Valerie niechętnie usiadła na swoim łóżku,po chwili obok niej pojawił się Josh i objął ją opiekuńczo ramieniem-Pamiętasz,jak mówiłam ci jakiś czas temu o mojej słabości do wokalisty,tak?-Gdy ujrzała,że skinął głową,zaczęła kontynuować-On i Ryan są bardzo dobrymi przyjaciółmi,więc chciałam to jakoś wykorzystać,chciałam,żeby Ry poznał mnie z Brendonem i wtedy przestałabym się z nim jakoś widywać,a zaczęłabym z Bdenem.Niestety jakoś wyszło,że się z nim zaprzyjaźniłam i traktowałam go praktycznie jak brata,a teraz tu taka sytuacja,jak właśnie dzisiaj chciałam go poprosić by poznał mnie z resztą zespołu-po jej policzkach pociekły łzy.Josh objął ja jeszcze mocniej i pocałował ją w policzek.
-Val,to nie jest powód żeby płakać,uwierz mi.
-Ale ja nie płaczę ogólnie z tego powodu,mi chodzi tylko o to,że ja nie chcę go skrzywdzić,on powiedział,że mnie kocha,a ja wiem,że ja nigdy nie odwzajemnię mu tego uczucia na serio,to znaczy wiesz,może tylko niewinny flirt,ale na pewno nie potrafiłabym być z nim w dłuższym związku,a widziałam,że o to mu chodziło.
Valerie cały czas płakała,a Josh jedną ręką ja obejmował,a drugą głaskał po ramieniu.Nie minęło dziesięć minut,a dziewczyna zasnęła.Jej przyjaciel położył ją do łóżka,a potem poskładał i pochował do szafy rozrzucone po podłodze rzeczy.
Rano Valerie zjadła śniadanie przyszykowane przez Josha,wzięła prysznic i ubrana w spodnie dresowe i obcisły top usiadła przed telewizorem.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi,z niechęcią poszła otworzyć,wiedziała,że ktokolwiek to jest,przestraszy się jej,wyglądała okropnie.Był to Pete.Gdy zobaczył Valerie zrobił wielkie oczy,ale po chwili się opamiętał,bo uświadomił sobie,że nie jest to miła reakcja.
-Wejdź.Przepraszam,że tak wyglądam,ale...jakoś tak wyszło.
-Ok,nic się nie stało.W sumie to chciałem Cie gdzieś wyciągnąć,ale widzę,że nie jesteś chyba...
-Nie,czekaj,zaraz się doprowadzę do porządku i możemy iść-pobiegła natychmiast na górę,by się przebrać i pomalować.Gdy zeszła na dół wyglądała jak całkiem inna osoba-była pomalowana ładnie,ale nie mocno,miała na sobie dość obcisłą spódnicę w kolorze "blady" róż,platformy w tym samym kolorze i kremowy top włożony w spódnicę.
-Wow-wyszeptał Pete-Wyglądasz...pięknie...całkiem inaczej,niż kilka minut temu.
-Dziękuję-odpowiedziała Valerie z delikatnym uśmiechem na ustach.Był to jej pierwszy uśmiech od poprzedniego dnia,chociaż zwykle uśmiechała się cały czas.
-Słuchaj,to nie jest tak,że Ryan mnie przysłał-zaczął po chwili-ale opowiadał nam wczoraj o waszym spotkaniu.Valerie,nie rób mu tego.On cierpi.Bardzo cierpi.Wczoraj gdy o tym mówił miał łzy w oczach.Może wydaje się być kobieciarzem,ale to nie był jego kolejny wybryk jak z Jac,ona była mu praktycznie obojętna.On cię na prawdę kocha.
-Przyszedłeś do mnie tylko po to,żeby mi powiedzieć,jak złą osobą jestem?Od wczoraj w ogóle nie zadzwonił,ani nie napisał.Zwykle piszemy cały czas,odkąd tylko pójdzie do domu.Skąd mam wiedzieć,że ta twoja historyjka o 'zakochanym Ryanie' nie jest wymyślona?
-Nie dzwonił,bo nie chce ci nic narzucać,chce,żebyś przemyślała to dokładnie i ochłonęła.
-Ale ja już wiem,nie kocham go i nigdy nie będę.Nie chce go krzywdzić uświadamiając mu,że to nie jego kocham,tylko jego najlepszego przyjaciela.Przepraszam,ale jednak nie mam nastroju na wychodzenie nigdzie-zawróciła do domu.Byli zaledwie kilka kroków od niego,bo szli bardzo wolno.
-Val,uwierz mi,skrzywdzisz go bardziej nie odzywając się do niego.On cię potrzebuje.Właśnie,zapomniałbym,prosił,żebym przekazał ci to,jak będę się z tobą widzieć-wręczył jej białą,złożona kartkę i widząc,że są już pod domem przytulił ją na pożegnanie-Trzymaj się i pamiętaj,przemyśl to.
Valerie nie odezwała się już do Pete'a,Gdy weszła do domu zdjęła pospiesznie buty i położyła się na sofę.Rozłożyła kartkę i przeczytała treść napisaną ładną jak na chłopaka pismem.
"V,przepraszam za wczoraj,byłem trochę za bardzo bezpośredni.Obiecuję,że się poprawię,możemy zacząć od początku.Nie chcę cię stracić.Proszę daj mi jakiś znak,że mi wybaczasz,na niczym innym mi teraz tak nie zależy.Ryan"
Powoli zaczęła uświadamiać sobie,że może jednak krzywdzi go teraz bardziej,niż jej się wydawało.Zrobiło jej się przykro.Nagle zadzwonił telefon.Valerie zerwała się z nadzieją,że to Ryan nie mógł znieść oczekiwania na jakiś znak z jej strony.Niestety,była to szefowa.
-Dzień dobry,dasz radę iść na sesję pojutrze?
-Nie,proszę przekazywać moje sesje dla kogoś innego przez dwa tygodnie,potrzebuje przerwy.
-Ale panno Thornton,co dwa dni są propozycje!
-Przykro mi,nie dam razy,do widzenia.
Już dawno myślała o urlopie,teraz był on nieunikniony.Zdjęcia i tak byłyby beznadziejne,myślami była gdzie indziej.Valerie patrząc w telefon wzięła głęboki wdech,a jej serce waliło jak szalone.Znalazła na liście kontaktów to,co chciała i nacisnęła przycisk ze słuchawką.Nie musiała długo czekać na odebranie.
-Valerie?-rzekł zaskoczony,ale zarazem wniebowzięty,wysoki głos Ryana.

4 komentarze:

  1. Uwielbiam Cię za to, że tak szybko dodajesz notki ;D
    A rozdział świetny, niech to przemyśli i z nim będzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. noo, nareszcie się do Ryan'a odezwie. aż go żal...;(
    rozdział oczywiście genialny, jak zawsze;p świetnie, że tak szybko piszesz coś nowego:D
    Pozdrawiam;))

    OdpowiedzUsuń
  3. ja tam jednak mimo wszystko proponuję trójkącik... Ryan nie miałby nic przeciwko Brendonowi, na pewno xD
    A tak na serio, to jestem ciekawa co mu powie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha,Karolina:"Ryan nie miałby nic przeciwko Brendonowi" leżęęęęę ze śmiechu xDD

    OdpowiedzUsuń