Po zrobieniu jeszcze około dwustu zdjęć sesja dobiegła końca.W garderobie zespół z jednym oczywistym wyjątkiem żegnał się z ludźmi,którzy pracowali nad sesją.Dziękowali sobie za współpracę i wymieniali się numerami telefonów.
-Możemy pojechać moim autem jak chcesz,muszę jeszcze zawieźć do domu sprzęt-powiedziała Valerie do Ryana zmywającego swój makijaż.
-Jasne,ja nie mam ze sobą swojego auta,wszyscy przyjechaliśmy ze Spencerem.-odpowiedział dalej patrząc w lustro.Zanim skończył Valerie zanosiła wszystko do auta na tylne siedzenie.
-Mogłaś poczekać,pomógłbym ci-rudowłosa nie zauważyła nawet,jak podchodził do jej auta.Może to przez zdenerwowanie,a może przez to,że poruszał się niemal bezszelesnie.
-Nie było takiej potrzeby,to wszystko jest bardzo lekkie.Wsiadaj.-powiedziała zasiadając za kierownicą.
Przez całą drogę do domu mało co rozmawiali.Czasami spytał się o jakieś szczegóły dotyczące jej pracy,ale co chwilę zapadała dosyć niezręczna cisza.Gdy już podjechali na podwórko Ryan wziął torbę z laptopem i statyw,następnie poczekał,aż jego towarzyszka zaprowadzi go,gdzie może to zanieść.Gdy weszli do domu zastali Josha gotującego sobie kolację.Valerie jak zwykle powitała go całusem w policzek.
-Opowiem ci wszystko później-wyszeptała,a następnie dodała głośniejszym tonem-To jest Ryan,miałam dzisiaj sesję z jego zespołem-wskazała na niego,potem zwróciła się do Ryana pokazując na Josha-A to Josh,mój współlokator i przyjaciel.
Było widać,że niezbyt przypadli sobie do gustu,byli z całkiem innych światów-Ryan,chudy,dość zmizerniały,czasami się maluje,Josh,męski,dobrze zbudowany,wygląda na kilka lat więcej,niż ma.
Zanieśli sprzęt do pokoju Valerie.Ryan gdy położył to,co trzymał na łóżko,podszedł do klatki stojącej obok fortepianu.
-Jared!-zawołał uśmiechnięty.
-Skąd wiesz jak się nazywa?-spytała go zdezorientowana rudowłosa.
-Chłopaki kupowali go przy mnie,był z nami też Brendon,to on go wybrał.-mieć szczura wybranego przez najprzystojniejszego faceta na świecie,bezcenne.
-Skoro już mówimy o Brendonie-Valerie wypowiedziała imię wokalisty niemalże ze czcią,może nie był miły,ale za to jak wyglądał!-niechcący podsłuchałam waszej rozmowy podczas przerwy,o co chodziło z tym 'cudownym uzdrowieniem'?
-Może trochę przesadziłem wypominając Bdenowi jego chorobę-"Czyli ADHD nie było przenośnią"-ale na prawdę się na niego wkurzyłem,nie wiem o co mu chodziło,nigdy się tak nie zachowuje,jeszcze raz cię za niego przepraszam,bardzo mi przykro.
-Nic się nie stało,muszę być przygotowana na wszystko,nawet i gorszych od niego.Dobra,to jak,gdzie pójdziemy?
-Nie wiem jak ty,ale ja jestem bardzo głodny,możemy iść do jakiejś restauracji.
-Ok,pasuje.
Resztę dnia Valerie spędziła z Ryanem w restauracji dwie ulice od domu.Chociaż w drodze ze studia nic na to nie zapowiadało,nie mogli przestać ze sobą rozmawiać,mieli miliony wspólnych tematów,a po kilku kieliszkach wina rozmawiało im się jeszcze łatwiej.
Rano pobudka we własnym łóżku była zagadką,Valerie za nic nie mogła sobie przypomnieć,jak się znalazła w domu i gdzie się podział Ryan.Nie upiła się,ale trochę alkoholu połączonego ze zmęczeniem dało podobne wyniki.Gdy się podniosła ujrzała Ryana śpiącego koło jej łóżka.Z tego co pamiętała Josh miał wolne,więc na palcach zeszła na dół,by spytać go jak wyglądał ich powrót.
-Twój narzeczony zje z nami śniadanie,czy wybiera się już do domu?Na wszelki wypadek przygotowałem więcej-spytał Josh z łobuzerskim uśmiechem.Albo ich powrót nie wyglądał niewinnie,albo sam dopowiedział sobie,co mogło się stać,gdy znaleźli się we dwójkę w pokoju.
-To nie jest mój narzeczony-jej gniewny wzrok był w stanie roztopić masło stojące na stole-Możesz mi opowiedzieć co się stało jak wróciliśmy?Nic nie pamiętam,byłam strasznie zmęczona.
-Ja nie nazwałbym tego zmęczeniem.Weszliście do domu i śmialiście się jak idioci,potem poszliście na górę do ciebie do pokoju,a dalej to już nie wnikam-"Świetnie.Znając Josha trudno będzie wybić mu z głowy jego wymyślony scenariusz."
-Josh,rozumiem,jak to mogło wyglądać,ale nic się później nie wydarzyło,pamiętałabym to.
Nagle po schodach na dół zszedł Ryan.Był zaspany i nie wyglądał najlepiej.
-Ryan,mogę cię prosić na chwilkę?-Valerie nie czekając na odpowiedź,jego wzorem złapała go za nadgarstek i pociągnęła na górę.
-Pamiętasz coś może?Ja mam totalną pustkę w głowie.
-Pamiętam coś,że mówiłaś,że mogę spać u ciebie w łóżku,albo u Josha, a ja z tego wszystkiego wybrałem podłogę.
-Przepraszam,nie panowałam nad sobą,to nie miało tak wyglądać.Zostaniesz na śniadanie?Mamy przygotowane więcej,więc spokojnie dla ciebie starczy.
-Lepiej nie,domyślam się,że nie jestem mile widziany w tym domu-oczywiste było,że miał na myśli Josha.
-Jak chcesz.To...do zobaczenia...tak myślę.
-Jasne,nie pozwolę na to,żebyśmy się mieli więcej nie spotkać,nawet jakby to miało wyglądać,tak jak dzisiaj-uśmiechnął się porozumiewawczo,było widać,że w przeciwieństwie do Valerie ostatnie wydarzenia wywoływały u niego śmiech,nie nerwy.
-Zadzwoń później,z tego co pamiętam,to dawałam ci mój numer w restauracji,tak?
-Tak,oczywiście,że zadzwonię-powiedział,a następnie uścisnął rudowłosą,która była z tego powodu w lekkim szoku,z całej siły-Do zobaczenia.
Weź! Zrobię ci wyrzut teraz... że mnie nie poinformowałaś o nowych notkach!:P Jak mogłaś... A tak serio... To jestem ciekawa co dalej... Z Ryanem, Brendonem... Nie wiem czemu nie podoba ci się Spencer, ja go uwielbiam!:D
OdpowiedzUsuńświetne opowiadanie, bardzo mi się podoba, fajnie, że pojawia się FOB i P!ATD w starym składzie:D no i + za to, że nie trzeba długo czekać na następną część:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i wyczekuję z niecierpliwością dalszych losów bohaterów;)
Przeprasza,ostatnio tak je pisałam zaraz przed pójściem spać i już następnego dna zapomniałam Ci napisać ;P Nie to,że mi się Spence nie podoba,po prostu jakoś tak jego dawny wygląd mnie wręcz śmieszy,a teraz to się wyrooobił i to nieźle,a poza tym spoko jest ;D
OdpowiedzUsuń@Chantale:dziękuję ;) właśnie mi tęskno za FOB i Ry i Jonem w P!ATD :( teraz niestety trochę później dodam nową część,bo nie ma mnie w domu,ale za to mam więcej czasu,by coś fajnego wymyślić ;)
OdpowiedzUsuń