środa, 2 listopada 2011

Change

- Zupełnie nie wiem o co wam chodzi - powiedziała Valerie znudzonym i obojętnym tonem gdy weszła do (jeszcze) swojego domu i zastała tam Brendona i Josha patrzących na nią z wyrzutem.
- Całymi dniami nie ma cię w domu!Chodzisz po mieście nie wiadomo z kim...Zmieniłaś się i to bardzo - Josh w sumie znał ją bardzo długo,ale poczułaby przecież że się zmienia.Tak...?
- Mówiłam wam przecież że chodzę tylko do miasta z Hayley...no i czasem idę gdzieś z Ryanem - gdy to powiedziała obydwaj faceci się wzdrygnęli.Brendon na początku uważał,że to chyba dobrze,że Val pogodziła się z jego najlepszym przyjacielem,ale później stał się chorobliwie zazdrosny.Że Joshowi to się nie podobało było oczywiste,nie znosił Ryana od początku.
- No właśnie,dziwne że z Ryanem gdzieś chodzisz całymi dniami,a przypomnij sobie kiedy ostatnio wyszliśmy gdzieś razem - Brendon był zazdrosny,ale miał powód. Josh gdy zobaczył w jakim kierunku zmierza rozmowa poszedł na górę,by się nie wtrącać.
- Byliśmy w restauracji na moje urodziny - powiedziała pewnie,lecz potem żałowała że to zrobiła.Był już przecież grudzień,a ona miała urodziny w lipcu.
- Właśnie.Zastanów się czy to ma sens,czy wolisz Ryana.Ja cie do niczego nie zmuszam - dopiero po tych jego słowach zdała sobie sprawę,że właśnie niszczy swój związek.Najlepszy związek w jakim mogła być.
- Poczekaj! - powiedziała do Brendona,który właśnie kierował się w stronę drzwi - Wiem,że wszystko psuję,obiecuję że się poprawię.
Brendon odwrócił głowę i popatrzył na nią,ale nie odpowiedział.Zacisnął tylko usta,westchnął i wyszedł z domu.

Początek roku był pracowity dla zespołu.Valerie chyba w końcu domyśliła się,po co Brendon poznawał ją z nowymi osobami co chwilę-chciał by miała jakieś towarzystwo podczas różnych wywiadów,gali i tras koncertowych,na jakie musi teraz wyjeżdżać co chwilę z powodu premiery nowej płyty.Trzeba przyznać,nieźle wybrał nowych znajomych,Hayley była świetna,szalona,zabawna,ale też miła,a Alex miał świetne poczucie humoru i był przyjazny dla wszystkich,miał tylko jeden minus-przyjaźnił się z Keltie.Teraz jednak zbliżało się coś,czego nawet Brendon nie zaplanował,trasa koncertowa na której jest P!ATD i Paramore.Z samym Alexem Bden stanowczo zabronił wychodzić Valerie,on był typowym podrywaczem,a o wypadzie w trójkę z Keltie nie było mowy.Pozostało jej tylko posiedzieć w domu z Joshem.Zanim jeszcze wszyscy wyjechali,Hayley wyciągnęła Val do kina na jakiś nowy film.
- Boję się - wyznała Valerie,gdy Hayley skończyła opowiadać kolejną emocjonująca historię z jej życia z pełnym zaangażowaniem.
- Czego? - spojrzała na nią pytająco,odkąd wyszły z domu próbowała jej poprawić humor.
- Brendon wyjeżdza teraz cały czas,nie widzę go,a jednocześnie nie wiem co robi.Różne rzeczy mi przychodzą na myśl...-Hayley stanęła przed nią zastępując jej drogę i wytrzeszczyła oczy.
- Zwariowałaś?!On by nigdy ci nic nie zrobił!Może nie znam go jakoś szczególnie dobrze,ale cały czas mówi o tobie,świata poza tobą nie widzi,na prawdę! - Hayley i jej żywiołowość...zaczęła wygłaszać jej wykład przez następne kilka minut.W sumie to prawie na nią krzyczała,normalne.

Te kilka miesięcy bez Brendona minęło dość szybko,przynajmniej szybciej niż się spodziewała.Na ten czas przeprowadziła się do Josha,by nie było jej smutno samej.Częste telefony do Bdena,Ryana i Hayley zdecydowanie poprawiały humor.Gdy wreszcie nadszedł dzień ich powrotu Valerie pojechała na lotnisko,by ich powitać.Liczyła,że ta noc będzie bezsenna z powodu rozmów z Brendonem,okazało się jednak zupełnie inaczej.Brendon biegał cały czas po domu,nic nie mówił,ogółem mówiąc był nieobecny,czasem tylko coś nucił pod nosem.Val z początku mówiła coś do niego,próbowała z nim rozmawiać,ale on tylko cały czas przytakiwał.To było na prawdę irytujące,straciła już cierpliwość,więc postanowiła zacząć poważną rozmowę.
- Brendon,mógłbyś chociaż na parę minut wrócić na ziemię?Chcę z tobą porozmawiać - chyba pierwszy raz odkąd są razem odezwała się do niego tak poważnym i zdenerwowanym tonem.Zrobiła to specjalnie,bo chciała zwrócić jego uwagę i udało jej się to.
- Tak? - spojrzał na nią wystraszonym wzrokiem.Wyglądało na to,że wysłuchał jej prośby i znowu zaczął funkcjonować,nie wiadomo na jaki czas.
- Co się z tobą dzieje?Odkąd wróciłeś nie jesteś sobą,w ogóle się do mnie nie odzywasz.
- Przepraszam,poprawie się -  chciał ją przytulić,ale ona go odepchnęła.To było dziwne,kochała się przytulać.
- Ja się spytałam co się stało,nie powiedziałam że masz się poprawiać,chociaż chciałabym - na twarzy Brendona pokazało się zdenerwowanie,bił się z własnymi myślami,Valerie podniosła jedną brew i patrząc na niego czekała na odpowiedź - A więc nie chcesz powiedzieć? Dobra,ja mam czas,jakby co będę u Josha bo nie mam zamiaru mieszkać tu z tobą bez żadnych rozmów.
Zaczęła się pakować,ale bez żadnego smutku,bez płaczu,tak po prostu.Brendon nawet jej nie zatrzymywał,oparł się tylko o framugę,włożył ręce do kieszeni i patrzył raz na nią,raz na podłogę.Wygląda na to,że spodziewał się jej reakcji,było to dla niego trudne,lecz wiedział że się nie poprawi,chociaż obiecywał i nie chciał jej tym swoim zachowaniem ograniczać.
- Przepraszam - powiedział cicho pod nosem i spojrzał na nią - Ja po prostu... - odwrócił głowę i uśmiechnął się.
- Dobra,uznajmy że wiem o co chodzi - powiedziała lekko uśmiechnięta.
- Ale proszę,niech nie będzie tak jak z Ryanem,bądźmy przyjaciółmi - tak,czyli to oficjalne-to koniec.Na dźwięk 'bądźmy przyjaciółmi' Valerie wzdrygnęła się,ale to nie zepsuło jej humoru,po prostu przykra była dla niej ta pewność,że nie są razem.
- Jasne,ale to dalej aktualne że masz powiedzieć o co chodzi - teraz to znowu jego wyraz twarzy się zmienił.
- Oczywiście,jak się zbiorę na odwagę to ci wszystko opowiem.Do zobaczenia - postanowił pocałować ją ostatni raz,tak na pożegnanie.Gdy wychodziła pomachała mu jeszcze z uśmiechem,a potem odjechała.

Gdy Josh zobaczył Valerie stojącą w drzwiach z torbami tylko się uśmiechnął.
- Znowu? - ku jego zdziwieniu ona również się uśmiechnęła i przytaknęła.Chyba liczył znów na płacz i zgrzytanie zębów,ale było zupełnie inaczej.
- Obiecuje,znajdę wreszcie to mieszkanie - a uważała,że to Josh jest niezorganizowany.
Gdy wypakowała już wszystkie torby zeszła na dół,zastała tam Josha siedzącego na parapecie.Palił papierosa,zaczął palić jakiś czas temu.Papierosy zawsze ją brzydziły,ale jakoś czy Josh palił czy nie palił było jej obojętne.
- Chyba nigdy nie zrozumiem facetów - powiedziała siadając koło niego.
- A ja nie zrozumiem ciebie - powiedział kiwając głową.
Faktycznie,Valerie była trudna do zrozumienia.Miała swoje humory i jej charakter sam w sobie był intrygujący.Dowodem na to jest na przykład to zerwanie z Brendonem,to że on się do niej prawie nie odzywał było pretekstem,tak na prawdę to czuła że już nie ma sensu dalej ciągnąć tego związku.Była tego świadoma,ale nie chciała się zmieniać,nawet jakby jej kolejne związki miały tak wyglądać.Ciekawa była jednak co stało się z Bdenem.Nie miała mu za złe tego,że się zmienił,nawet jak sobie uświadomił że kocha Ryana i zaczął brać wszystko co się dzieje na scenie na poważnie,chociaż to było mało możliwe.Cieszyła się że udało jej się bez kłótni i płaczu,po raz pierwszy była z siebie tak dumna jeśli chodzi o jej życie uczuciowe.

_____________________________

Przepraszam,że dawno nie pisałam i teraz tak trochę krótko,ostatnio nie mam weny,ale postaram się poprawić.Mam chociaż nadzieję,że dzisiejszy part się spodoba :)

2 komentarze:

  1. Oj, podoba się i to bardzo!
    Już traciłam nadzieje, że wrócisz, czy coś...
    Ale jesteś i jest fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh... Brendzioł z nią zerwał... Brr... No ale dobrze, że jakoś normalnie, bez kłótni itd.

    OdpowiedzUsuń