Do kwietnia wiele się zmieniło.W lutym wprowadziła się Ashley i jeszcze przed tym Josh jej się oświadczył.Valerie była po raz pierwszy od długiego czasu tak zadowolona-była w szczęśliwym związku z Brendonem i przy okazji jej najlepszy przyjaciel także miał wiele szczęścia w miłości.Jedyna rzecz która ją teraz męczyła to świadomość nieuniknionej rozmowy z Joshem,a konkretnie powodu tej konieczności.
- Musimy porozmawiać - wreszcie odważyła się zacząć tą rozmowę.Musiała mieć też czas na przemyślenie wszystkiego,nie mogła podejmować pochopnej decyzji co do tego.
- Mów - szczęściem tryskało od niego na dobre kilkaset kilometrów.Był cały w skowronkach.
- Słuchaj,myślę o tym i planuję to od kilku miesięcy,więc nie masz prawa mi powiedzieć,żebym się z tym przespała albo coś - do jego radości dołączyło nagle zdziwienie i zdenerwowanie.Nic dziwnego,Valerie mówiła zdecydowanie za poważnym tonem jak na taki temat - Wiem,że to jest mój dom,a ty tylko tu mieszkasz dopóki 'nie znajdziesz taniego mieszkania' - mówił tak od dobrych kilku lat,praktycznie odkąd zaczął tam mieszkać - ale to ja decyduję co się z nim stanie i mam zamiar się wyprowadzić jeszcze przed waszym ślubem,który ma być we wrześniu,tak?
- Tak,ale Val,nawet nie myśl się wyprowadzać,to my tu raczej przeszkadzamy.
- Josh,znam cię dobrze i cudem będzie jak kupisz mieszkanie na waszą dziesiątą rocznicę.Ja się źle z tym czuję,że zwalam wam co dwa dni Brendona na głowę,no ale nie wprowadzę się do niego,sparzyłam się już przy Ryanie i dobrze że się w pełni do niego wtedy nie wprowadziłam.Nie myśl,że przeszkadza mi wasza obecność,ale będziecie młodym małżeństwem,nie chcę wam przeszkadzać...
- Zaraz zaraz,z tego co powiedziałaś to zrozumiałem,że masz w planach zerwać z Bdenem,kłócicie się?
- Niee,to nie tak,znasz mnie i wiesz że jak raz się sparzę to już następnym razem postępuję inaczej.
- A no tak.Ale słuchaj,Ash mówiła że rodzice mogą załatwić jej bez problemu małe mieszkanie w centrum...
- Nie ma mowy,wy mieszkacie tu,na co mi samej taki wielki dom?Późno już,przepraszam,ale muszę jechać do Brendona,na razie - idąc w stronę drzwi pomachała mu.
- Faktycznie,on ma dzisiaj urodziny,zapomniałem całkiem.Złóż mu koniecznie ode mnie życzenia - po raz pierwszy Josh aż tak zakolegował się z chłopakiem Valerie.To musiał być jakiś znak.
Zanim pojechała prosto do domu Bdena musiała jeszcze zahaczyć o jakiś sklep,nie miała dla niego prezentu,nie miała nawet pomysłu na prezent.Trzeba przyznać,że kupowanie prezentów dla chłopaków nie było jej mocną stroną,Joshowi kupowała zwykle t-shirt albo płytę jednego z jego ulubionych zespołów,problem w tym,że o ulubionych zespołach Brendona nie miała pojęcia bo z reguły rozmawiali na całkiem inne tematy niż muzyka.Płyta była jednak dobrym tropem,pojechała do sklepu z gadżetami,płytami,filmami itp.Dziwnie się czuła będąc tam-miała na sobie dopasowaną,bladoróżową sukienkę z czarnym pasem z koronki w talii i czarne platformy,a na dodatek pokręciła swoje naturalnie przerażająco proste włosy.Z reguły nie ubiera się tak na codzień,ale były urodziny jej chłopaka,więc chciała założyć coś innego niż jej ulubiona koszulka i jeansy jak zwykle.
- Czy może w czymś po... - powiedział do niej sprzedawca,ale pod koniec coś go zatkało. "Czy aż tak niespotykane jest że dziewczyna pójdzie do sklepu w sukience? Dziwne są dzisiejsze czasy." Przewróciła oczami,ale gdy tylko odwróciła wzrok na sprzedawcę ją także zatkało.Nie był to nikt inny jak jej były chłopak Sean,z którym była jeszcze przed Ryanem,zerwali niedługo przed jej nowym rozdziałem w życiu (czyt: sesja z FOB,poznanie Pete'a i Patricka).
- Valerie...Cudownie wyglądasz.Bardzo się zmieniłaś odkąd cię ostatnio widziałem - był pod jej wrażeniem.Czyżby zaczął żałować,że po ich kilkuletnim związku prawie rok temu doszedł nagle do wniosku że jej nie kocha i 'nie jest już tą samą Val którą poznał'?
- Dziękuję - ona nie miała żadnego komplementu by mu powiedzieć.Nie zmienił się w ogóle,nie był przystojny,należał do części brzydszych ex Valerie.Był niski i fakt że był brunetem z ciemną karnacją wcale nie dodawał mu uroku.Przeciętne dziewczyny były wyższe od niego,ale mało kto był niższy od V,miała tylko 1,6 m.
- Co tam u ciebie słychać?Dalej robisz zdjęcia?Ja wreszcie znalazłem pracę tutaj.
- Tak,chociaż ostatnio kiepsko z sesjami,mało klientów - nie miała ochoty z nim rozmawiać,z chęcią kupiłaby jak najszybciej prezent i wyszła...tylko właśnie,jaki prezent?Trudno,Brendon jej wybaczy,jak na razie najważniejsze dla niej było,by stamtąd uciec - Przepraszam,ale jestem umówiona,muszę iść.
- Do zobaczenia.
- Oby nie - mruknęła pod nosem wychodząc prawie biegiem.Jak najszybciej odpaliła auto i odjechała w stronę domu Bdena.Po drodze myślała o zmianach w jej życiu przez ostatni rok,faktycznie strasznie dużo się zmieniło,ale według niej na lepsze.Teraz gdy kolegowała się z gwiazdami nie wywyższała się,od Seana uciekała dlatego,że pomimo już prawie roku od ich zerwania ciągle go na swój sposób nienawidziła,zostawił ją z dnia na dzień i na dodatek spowodował u niej depresję,już nawet Ryan jej tak nie skrzywdził,bo ich związku nie brała aż tak na poważnie,jej zdaniem to był tylko taki flirt i dobra przyjaźń,ale i tak uważa,że nie powinien spać z Keltie.Trochę to egoistyczne,no ale cóż.
Podjechała pod dom Brendona,poszła w stronę drzwi i zadzwoniła.
- Wszystkiego najlepszego - pomimo tego że on nawet dobrze nie zauważył kto stał przed drzwiami,od razu po ich otwarciu rzuciła mu się na szyję i go pocałowała - Przepraszam,nie mam dla ciebie prezentu,kompletnie nie miałam pomysłu co ci kupić.
- Nie ma sprawy,nie lubię dostawać prezentów.W zupełności starczy,że tu jesteś -tak,to była prawidłowa odpowiedź.Weszli do środka i usiedli na dużej kanapie przed telewizorem.
Brendon cały czas coś opowiadał,chodził,coś robił,dalej opowiadał,normalne.Przez to wszystko nawet nie zdał sobie sprawy,że Valerie go w ogóle nie słucha.Cały czas myślała o weselu Josha-iść z Brendonem,czy sama?Z pewnością Josh chciałby by był Bden,ale Val czuła że to jeszcze za szybko by poznawać go z rodzicami,którzy też tam będą.Myślała też o poszukiwaniu nowego domu,nie chciała się wyprowadzać ale robiła to dla dobra swojego przyjaciela.Jest wybredna,więc nie wybierze pierwszego lepszego tylko dlatego że jest tani.
- Valerie? - brawo za spostrzegawczość!Brendon dopiero teraz zrozumiał że mówi jakby sam do siebie - Czy ty mnie słuchasz?
- Przepraszam,zamyśliłam się - było jej trochę głupio.Przyszła do niego w jego urodziny i jeszcze nie chce jej się go słuchać - Wiesz,ostatnio się u mnie pozmieniało.Musze poszukać nowego domu,żeby Josh z Ashley mogli mieszkać sami.
- Wprowadź się do mnie - powiedział to tak,jakby było to przecież oczywiste.Dla niego może tak,ale dla Valerie nie.
- Nie mogę.Nie czuję się jeszcze na to gotowa.
- Jak to nie możesz?A z Ryanem jakoś mieszkałaś i było ok.
- Nie mieszkałam z nim!Przychodziłam tylko do niego czasem na noc i tyle.Z resztą mniejsza z tym,nie chcę się z tobą kłócić.
Z twarzy Brendona zniknęła nagle złość i pokazał się jeden z jego najpiękniejszych uśmiechów.Oczywiście nie mogli już dłużej patrzeć sobie prosto w oczy z uśmiechami na twarzy,bo musiał zadzwonić telefon Valerie.Pomyślała że to pewnie Josh,ale to był nieznany numer.
- Halo,kto mówi? - spytała marszcząc delikatnie czoło.
- Witam,tu doktor Isabel Collins ze szpitala w Nowym Jorku.Czy dodzwoniłam się do Valerie Thornton? - "O Boże,rodzice"
- Tak,to ja.Co się stało?
- Pani rodzice mieli poważny wypadek,są w stanie krytycznym.Wiem,że mieszka pani w LA,ale jakby co to samolot do Nowego Jorku wylatuje za 5 godzin.Radzę nim polecieć,bo może to być ostatnia okazja by się z nimi spotkać,nie jest najlepiej - Valerie zasłoniła usta dłonią a po jej policzku pociekła łza.Brendon podbiegł by usiąść koło niej i przytulił ją.Wiedział że coś złego się stało.
- Dziękuję,na pewno przylecę.Do widzenia - wykrztusiła resztkami sił i rozłączyła się.Chwilę później płakała oparta o ramię Brendona.
- Co się stało,Val?
- Moi rodzice mieli wypadek,muszę lecieć do Nowego Jorku,bo mogę już ich nie zobaczyć później.
- Lecę z tobą.Nie zostawię cię samej teraz.
- Nie,Brendon,zostań.Polecę sama albo z Joshem.
- Chodź,pojedziemy do ciebie i zabierzesz jakieś rzeczy,bo dzisiaj raczej nie wrócimy - pomimo tego że chwilę temu mówiła żeby nie jechał,teraz już było jej wszystko obojętne.
Gdy zajechali do domu Valerie,opowiedziała wszystko Joshowi,który postanowił,że poleci z nimi.Oczywiście Val opierała się,ale z drugiej strony chciała mieć ze sobą kogoś bliskiego.Zostawili auto w garażu i wybrali się taksówką na lotnisko.
Po około sześciu godzinach byli już na miejscu.Busem podjechali pod szpital i pobiegli spytać o rodziców Val.Kobieta zajmująca się wysyłaniem rodzin do pacjentów zaprowadziła ich do doktor Collins,która była lekarzem prowadzącym.
- Bardzo mi przykro,przybyła pani chwilę za późno.Godzinę temu zmarła pani matka - Valerie nie wytrzymała.Zalana łzami wtuliła się w Brendona - Mogę zaprowadzić panią do ojca,jest z nim już trochę lepiej i odzyskał przytomność.
Nie wiedziała zbytnio co się dzieje,ale dała się zaprowadzić do taty.Nie wybaczyłaby sobie jakby już go nie widziała,ale przecież polepszyło się z nim,więc będzie dobrze.
- Tato... -podbiegła do jego łóżka i złapała go za rękę.Cały był w opatrunkach i nie wyglądał najlepiej.
- Wierzę,że dasz sobie radę bez nas.Zawsze byłaś silną dziewczyną - powiedział osłabionym głosem.
- Będziesz żył,lekarka powiedziała że już jest o niebo lepiej - podbarwiła trochę to 'o niebo',ale chciała sama uwierzyć,że będzie dobrze.
- Skarbie,na mnie już czas.Nie przejmuj się,zapisałem na ciebie nasz cały majątek i dom,mój brat dostał firmę.Dacie sobie radę - nagle jej uszu dobiegł nieprzyjemny,piszczący dźwięk.Kilka sekund później przybiegli lekarze,kazali jej wyjść i próbowali ratować jej ojca.Niestety,chwilę później jedyne co po nim zostało to pozioma kreska i zero na monitorze koło łóżka.
- Zgon o 18.46 - powiedział jeden z lekarzy.
sobota, 17 września 2011
środa, 14 września 2011
Quarantine Wings
- Fajnie,że zeszłaś - Josh odwrócił się w jej stronę i posłał jej łobuzerski uśmiech,już dawno tego nie robił,a to u niego dziwne.
Valerie usiadła lekko spięta obok Josha na sofie i przysłuchiwała się mniej więcej rozmowie chłopaków.Było to dziwne,ale czuła się jak gość we własnym domu,tak niepewnie i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.Gdy następowała cisza Josh szturchał ją by coś powiedziała do Calvina,nie wiadomo czemu tak bardzo mu zależało na tym,by ich zeswatać."A może to jednak był zły pomysł,by zejść na dół?"
- Za chwilę wrócę - Josh popatrzył na Valerie porozumiewawczo i nie wiadomo po co poszedł na górę,najprawdopodobniej do swojego pokoju.Z chęcią zaciągnęłaby go z powrotem na sofę,za żadne skarby nie chciała zostawać sam na sam z nieznajomym,z jednej strony był przystojny,ale miał wzrok w stylu psychola.Można było też powiedzieć,że trochę się go bała,różne rzeczy się teraz na świecie dzieją.
- Ty masz dwadzieścia lat,tak? - spytał nagle przerywając ciszę i jej przemyślenia.A już miała nadzieję,że jest maksymalnie nieśmiały i nie odważy się nic powiedzieć.
- Tak...to znaczy skończę latem,więc jeszcze mam dziewiętnaście - nie spytała o jego wiek chociaż najprawdopodobniej na to liczył,zupełnie jej to nie interesowało.Z chęcią w tej chwili wyszłaby z domu i wróciła jutro rano.
- Ja mam dwadzieścia jeden - co za typ!A kto go o to pytał? - Josh mówił mi trochę o tobie,jesteś fotografem? - mówiąc do niej korzystał z nieobecności Josha i coraz bliżej się do niej przysuwał,Valerie natomiast odsuwając się od niego modliła się,by sofa miała nieskończoną długość,lub po prostu go wciągnęła,tak jak na filmach się czasem dzieje.Z minuty na minutę był coraz bliżej jej,aż w końcu chciał spróbować ją pocałować.To było chore,całować kogoś,kogo się w ogóle nie zna.Gdy Valerie zauważyła,co on chce zrobić natychmiast poszła szybkim krokiem na górę nie czekając na powrót Josha,z którym i tak minęła się na schodach.
- Zły,zdecydowanie bardzo zły pomysł był z tym schodzeniem na dół - powiedziała sama do siebie,gdy była już w swoim pokoju i szła w stronę łóżka.
Gdy na nim usiadła wzięła swojego laptopa na kolana i postanowiła sprawdzić pocztę,już naprawdę dawno tego nie robiła.Zalogowała się i zastała ją miła niespodzianka-w skrzynce odbiorczej była wiadomość od Brendona,otrzymała ją kilka dni temu. "Zrobiłem ostatnio coś dla ciebie,mam nadzieję,że ci się spodoba.Bden P.S:Tęsknie za tobą." Najbardziej spodobał jej się 'P.S',ale postanowiła zobaczyć to 'coś' co zrobił dla niej Brendon,była to piosenka w załączniku.Po odtworzeniu usłyszała,że to "Valerie" w jego wykonaniu,bardzo lubiła ten utwór nie tylko dlatego,że w tytule jest jej imię.
Teraz jak już odczytała maila niegrzecznie by było nie podziękować,więc miała powód by do niego zadzwonić.Z pewnością siebie wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer.
- Valerie!Super,że dzwonisz - powiedział ucieszony.
- Miło cię słyszeć,piosenka którą mi wysłałeś jest cudowna,naprawdę nie wiem jak ci dziękować.
- Świetnie,że ci się podoba.Może w ramach podziękowania dasz się gdzieś wyciągnąć wieczorem? - kolejny wyjazd z dala od miasta?Z chęcią,zwłaszcza jak jest tu Calvin.
- Jasne,nie ma sprawy.
- Ok,podjadę po ciebie za około godzinę.To do zobaczenia.
- Dobrze,będę czekać.
Po tej rozmowie z chęcią zaczęłaby tańczyć i śpiewać na środku pokoju,nie widziała go pół roku i wreszcie się z nim spotka.Postanowiła więc iść się szykować,by nie musiał na nią czekać.Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi."Niee,to nie może być jeszcze on,nie minęło nawet pół godziny".Nie szła zobaczyć kto to,wiedziała,że Josh jest na dole i na pewno otworzy.
- Valerie,do ciebie! - zawołał z dołu.Wyjrzała szybko przez okno i nie było jeszcze auta Bdena."Skoro to nie on,to kto?".Zbiegła po schodach na dół i w otwartych drzwiach ujrzała stojącego na ganku Ryana.
- Co ty tu robisz?Wynoś się z mojego domu,nie chcę cię widzieć! - wyszła do niego i zamknęła za sobą drzwi chcąc uniknąć podsłuchiwania.
- V,spokojnie,przyszedłem tylko z tobą porozmawiać - mówił jakby nic się nie stało,jakby on po prostu do niej przyszedł a ta dostała napadu złości bez powodu.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać,idź rozmawiać z Keltie o tym jaką świetną parą jesteście.
- To nie tak,ona sobie wymyśliła że jesteśmy parą a wcale nie byliśmy i nie jesteśmy razem.Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie jesteście parą?Tak,na pewno,ona tylko przyszła do ciebie żeby pochodzić w twoim domu owinięta w twoje prześcieradło i to jeszcze pod moją nieobecność,świetnie się bawicie.A poza tym nie chcę twoich wyjaśnień,ja już wszystko wiem,wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy - z tego całego zdenerwowania nawet nie zauważyli przyjazdu Brendona,który gdy zobaczył co się święci wybiegł z auta by pomóc Valerie.
- Ryan,wynoś się stąd,nie słyszałeś?Czy mam cię stąd zabrać własnoręcznie? - "Super,dwa obiekty westchnień nastolatek kłócą się z mojego powodu pod moim domem!Jeszcze tu tylko Pete'a brakuje,a zaraz przyjechałby tu cały nastoletni fanklub."
- Brendon,nie ma sensu się z nim męczyć,chodźmy już - od razu zostawił Ryana i poszedł do auta,a za nim Val.
- Co za człowiek.Sam się sobie dziwię,że wytrzymuję z nim w zespole - nie musiała pytać,widziała że sytuacja w zespole się zmieniła.Oglądała jakiś czas temu kilka nowych wywiadów w internecie i było coraz mniej tych przyjaznych gestów między Bdenem i Ryanem.Było jej głupio że to też jej wina.
- Przepraszam - powiedziała bardziej odnosząc się do swoich przemyśleń,niż do tego co on do niej powiedział.Z racji że nie czyta jej w myślach spojrzał na nią pytająco odrywając wzrok od drogi przed sobą.
- Nie wiem co tu robię,nie powinno mnie tu być i nigdy nie powinniście mnie poznać - zaczęła mu wyjaśniać - Ja psuje wasz zespół,nie zauważyłeś?Ostatnio już nie jest tak jak kiedyś,nie tak jak było podczas naszego pierwszego spotkania.Wtedy byliście z Ryanem najlepszymi przyjaciółmi i wyglądało na to że nic tego nie zmieni,ale ja oczywiście musiałam wszystko zepsuć...
- Val,czy ty żartujesz?Gdybym cię nie poznał to tkwiłbym dalej w tym bezsensownym związku z Audrey,a przez to wszyscy byli na mnie źli że chodzę wkurzony i krzyczę na wszystkich,to było gorsze.Z czasem na pewno Ryan zrozumie że nie ma u ciebie szans i da ci spokój,a tym samym nie będzie zazdrosny że się spotykamy...chyba że nie chcesz?
- Co ty,jasne że chcę.Dziękuję że wyciągnąłeś mnie z domu,już zapomniałam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam.
Stanęli na niewielkim parkingu,gdy wysiedli Brendon zaprowadził Valerie za rękę do miejsca,które najprawdopodobniej było rynkiem małego miasta,było tam pięknie zwłaszcza o tej porze gdy już się ściemniało.Usiedli na jednej z kilku ławek postawionych wzdłuż deptaka.
- Tak szczerze mówiąc,przez to całe zamieszanie z Ryanem nawet się dobrze nie przywitaliśmy po tych kilku miesiącach - spojrzał na nią lekko łobuzerskim uśmiechem i pocałował ją.Później siedzieli na ławce w objęciach przez dobre dwadzieścia minut.
Po pewnym czasie rozmawiając spacerowali powoli w stronę auta.Zaplanowali że Brendon zostanie u Valerie na noc,tak jak kiedyś robiła z Ryanem.Pomimo podobnych sytuacji oni byli całkiem różni,Bden z reguły wrażliwy i miły,ale też pozytywnie szalony,lecz kiedy trzeba robi się waleczny i odważny,natomiast Ryan-lekkomyślny,żartobliwy i takie tam,o wiele mniej empatii.
Wreszcie była okazja by poznać Josha z Brendonem,ku zdziwieniu Val przypadli sobie do gustu,kilka następnych godzin spędzili w trójkę na sofie oglądając telewizję i rozmawiając.
- Ten to ci się udał,o niebo lepszy od tego ped...Ryana - powiedział Josh do Valerie gdy Bden na chwilę wyszedł - Pasujecie do siebie bardziej niż z tamtym,widzę,że przy Brendonie promieniejesz,a on patrzy na ciebie jak na ósmy cud świata,życzę wam szczęścia,oby tak dalej - było po nim widać,że mówi to w stu procentach szczerze.To był fakt,czuła się przy brunecie milion razy lepiej niż jak była z Ryanem,wiedziała że to będzie na pewno coś więcej.
Gdy na nim usiadła wzięła swojego laptopa na kolana i postanowiła sprawdzić pocztę,już naprawdę dawno tego nie robiła.Zalogowała się i zastała ją miła niespodzianka-w skrzynce odbiorczej była wiadomość od Brendona,otrzymała ją kilka dni temu. "Zrobiłem ostatnio coś dla ciebie,mam nadzieję,że ci się spodoba.Bden P.S:Tęsknie za tobą." Najbardziej spodobał jej się 'P.S',ale postanowiła zobaczyć to 'coś' co zrobił dla niej Brendon,była to piosenka w załączniku.Po odtworzeniu usłyszała,że to "Valerie" w jego wykonaniu,bardzo lubiła ten utwór nie tylko dlatego,że w tytule jest jej imię.
Teraz jak już odczytała maila niegrzecznie by było nie podziękować,więc miała powód by do niego zadzwonić.Z pewnością siebie wzięła telefon do ręki i wybrała jego numer.
- Valerie!Super,że dzwonisz - powiedział ucieszony.
- Miło cię słyszeć,piosenka którą mi wysłałeś jest cudowna,naprawdę nie wiem jak ci dziękować.
- Świetnie,że ci się podoba.Może w ramach podziękowania dasz się gdzieś wyciągnąć wieczorem? - kolejny wyjazd z dala od miasta?Z chęcią,zwłaszcza jak jest tu Calvin.
- Jasne,nie ma sprawy.
- Ok,podjadę po ciebie za około godzinę.To do zobaczenia.
- Dobrze,będę czekać.
Po tej rozmowie z chęcią zaczęłaby tańczyć i śpiewać na środku pokoju,nie widziała go pół roku i wreszcie się z nim spotka.Postanowiła więc iść się szykować,by nie musiał na nią czekać.Po kilku minutach usłyszała dzwonek do drzwi."Niee,to nie może być jeszcze on,nie minęło nawet pół godziny".Nie szła zobaczyć kto to,wiedziała,że Josh jest na dole i na pewno otworzy.
- Valerie,do ciebie! - zawołał z dołu.Wyjrzała szybko przez okno i nie było jeszcze auta Bdena."Skoro to nie on,to kto?".Zbiegła po schodach na dół i w otwartych drzwiach ujrzała stojącego na ganku Ryana.
- Co ty tu robisz?Wynoś się z mojego domu,nie chcę cię widzieć! - wyszła do niego i zamknęła za sobą drzwi chcąc uniknąć podsłuchiwania.
- V,spokojnie,przyszedłem tylko z tobą porozmawiać - mówił jakby nic się nie stało,jakby on po prostu do niej przyszedł a ta dostała napadu złości bez powodu.
- Nie mam najmniejszej ochoty z tobą rozmawiać,idź rozmawiać z Keltie o tym jaką świetną parą jesteście.
- To nie tak,ona sobie wymyśliła że jesteśmy parą a wcale nie byliśmy i nie jesteśmy razem.Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie jesteście parą?Tak,na pewno,ona tylko przyszła do ciebie żeby pochodzić w twoim domu owinięta w twoje prześcieradło i to jeszcze pod moją nieobecność,świetnie się bawicie.A poza tym nie chcę twoich wyjaśnień,ja już wszystko wiem,wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy - z tego całego zdenerwowania nawet nie zauważyli przyjazdu Brendona,który gdy zobaczył co się święci wybiegł z auta by pomóc Valerie.
- Ryan,wynoś się stąd,nie słyszałeś?Czy mam cię stąd zabrać własnoręcznie? - "Super,dwa obiekty westchnień nastolatek kłócą się z mojego powodu pod moim domem!Jeszcze tu tylko Pete'a brakuje,a zaraz przyjechałby tu cały nastoletni fanklub."
- Brendon,nie ma sensu się z nim męczyć,chodźmy już - od razu zostawił Ryana i poszedł do auta,a za nim Val.
- Co za człowiek.Sam się sobie dziwię,że wytrzymuję z nim w zespole - nie musiała pytać,widziała że sytuacja w zespole się zmieniła.Oglądała jakiś czas temu kilka nowych wywiadów w internecie i było coraz mniej tych przyjaznych gestów między Bdenem i Ryanem.Było jej głupio że to też jej wina.
- Przepraszam - powiedziała bardziej odnosząc się do swoich przemyśleń,niż do tego co on do niej powiedział.Z racji że nie czyta jej w myślach spojrzał na nią pytająco odrywając wzrok od drogi przed sobą.
- Nie wiem co tu robię,nie powinno mnie tu być i nigdy nie powinniście mnie poznać - zaczęła mu wyjaśniać - Ja psuje wasz zespół,nie zauważyłeś?Ostatnio już nie jest tak jak kiedyś,nie tak jak było podczas naszego pierwszego spotkania.Wtedy byliście z Ryanem najlepszymi przyjaciółmi i wyglądało na to że nic tego nie zmieni,ale ja oczywiście musiałam wszystko zepsuć...
- Val,czy ty żartujesz?Gdybym cię nie poznał to tkwiłbym dalej w tym bezsensownym związku z Audrey,a przez to wszyscy byli na mnie źli że chodzę wkurzony i krzyczę na wszystkich,to było gorsze.Z czasem na pewno Ryan zrozumie że nie ma u ciebie szans i da ci spokój,a tym samym nie będzie zazdrosny że się spotykamy...chyba że nie chcesz?
- Co ty,jasne że chcę.Dziękuję że wyciągnąłeś mnie z domu,już zapomniałam kiedy ostatnio gdzieś wychodziłam.
Stanęli na niewielkim parkingu,gdy wysiedli Brendon zaprowadził Valerie za rękę do miejsca,które najprawdopodobniej było rynkiem małego miasta,było tam pięknie zwłaszcza o tej porze gdy już się ściemniało.Usiedli na jednej z kilku ławek postawionych wzdłuż deptaka.
- Tak szczerze mówiąc,przez to całe zamieszanie z Ryanem nawet się dobrze nie przywitaliśmy po tych kilku miesiącach - spojrzał na nią lekko łobuzerskim uśmiechem i pocałował ją.Później siedzieli na ławce w objęciach przez dobre dwadzieścia minut.
Po pewnym czasie rozmawiając spacerowali powoli w stronę auta.Zaplanowali że Brendon zostanie u Valerie na noc,tak jak kiedyś robiła z Ryanem.Pomimo podobnych sytuacji oni byli całkiem różni,Bden z reguły wrażliwy i miły,ale też pozytywnie szalony,lecz kiedy trzeba robi się waleczny i odważny,natomiast Ryan-lekkomyślny,żartobliwy i takie tam,o wiele mniej empatii.
Wreszcie była okazja by poznać Josha z Brendonem,ku zdziwieniu Val przypadli sobie do gustu,kilka następnych godzin spędzili w trójkę na sofie oglądając telewizję i rozmawiając.
- Ten to ci się udał,o niebo lepszy od tego ped...Ryana - powiedział Josh do Valerie gdy Bden na chwilę wyszedł - Pasujecie do siebie bardziej niż z tamtym,widzę,że przy Brendonie promieniejesz,a on patrzy na ciebie jak na ósmy cud świata,życzę wam szczęścia,oby tak dalej - było po nim widać,że mówi to w stu procentach szczerze.To był fakt,czuła się przy brunecie milion razy lepiej niż jak była z Ryanem,wiedziała że to będzie na pewno coś więcej.
piątek, 9 września 2011
Take your taste back.
Ciemny las,noc.Valerie rozmawia z Joshem,nagle przechodzi koło niej Ryan z Keltie za rękę,Brendon,rodzice,Pete,Patrick i wszyscy inni ważni dla niej ludzie.Wkrótce Josh też odchodzi i idzie razem z nimi,do ciemniejszego miejsca,niż są,tam gdzie stali było jasno,jakby były latarnie(skąd do diabła w środku lasu latarnie?).Ona nie może za nimi pobiec i ich dogonić,nogi wrosły jej w ziemię.Po pewnym czasie kolejno znikają w tych ciemnościach,bez pożegnania,nawet na nią nie spojrzeli.Zostaje sama,"latarnie" powoli gasną.Mogła już chodzić,podeszła więc w stronę tych ciemności,chciała też tam wejść i dołączyć do nich,niestety o dziwo była to tylko zwykła,czarna ściana pomalowana olejną farbą nadającą jej blasku.Gdy dotknęła jej opuszkami palców ziemia pod nią zapadła się i zaczęła lecieć w dół na pewną śmierć.
Całe szczęście to był tylko sen.Valerie obudziła się gwałtownie z szybkim oddechem.Takie sny męczyły ją ostatnio często,bała się,że straci wszystkich na których jej zależy.Brendona nie widziała od ich ostatniego spotkania,które było...hmm...5 miesięcy temu?Jakoś tak.Pete'a nie widziała od czasu gdy dał jej kartkę od Ryana,pół roku temu,a Patricka od swoich urodzin.Na pewno gdyby zadzwoniła i zaproponowała spotkanie zgodziliby się,ale trochę głupio jej było dzwonić teraz,jak się pół roku nie widzieli.Za Ryanem też trochę tęskniła,ale za tym fajnym Ryanem,co zabierał ją na długie spacery,by porozmawiać,nocował u niej w domu,albo zapraszał ją na kilka dni do siebie,a nie za tym draniem,który ma dwie,albo nawet może więcej dziewczyn naraz.Rodzice mieszkali na drugim końcu kraju,więc można powiedzieć,że ich też prawie straciła,rzadko dzwonili,nie mieli z reguły czasu,ojciec miał jakieś służbowe wyjazdy i jechali razem z matką.Jedyną osoba,której nie straciła był Josh.Tylko jego miała,tylko z nim mogła porozmawiać kiedy tylko ma na to ochotę,ale przecież nie chciała zostać starą panną,a Josh na męża dla niej się nie nadaje.Sama się sobie zdziwiła,że coś takiego przyszło jej do głowy,ona i Josh-małżeństwo?Nieeee,nigdy w życiu!Za długo się znali,za dużo o sobie wiedzieli,zły pomysł.
- Nie śpisz już? - Josh wszedł po cichu do jej pokoju przerywając jej przemyślenia.Gdy zobaczył,że siedzi zamyślona na łóżku dołączył do niej-Słuchaj,głupio mi tak,że ja mam Ash,jesteśmy razem,ona ma się za niedługo tutaj wprowadzić,a ty siedzisz sama i się temu przyglądasz bo ten frajer cię zostawił.
- Nie ma sprawy,na serio - trochę skłamała,bolało ją oglądanie ich szczęścia,ale co,miała powiedzieć "Zabierz swoją dziewczynę i wynoś się!"?
- Dobrze widzę,nie kłam.Val,nie widziałaś się z nikim oprócz nas miesiąc,wychodzisz z domu tylko po to,by wyrzucić śmieci,to nie może tak zostać,martwię się o ciebie.
- Do czego zmierzasz? - patrzyła na niego pytającym wzrokiem.To by było nie w jego stylu,przyjść do niej by powiedzieć jak bardzo mu przykro i po prostu wyjść.
- Mój kolega szuka dziewczyny - Valerie popatrzyła na niego jak na wariata,liczył,że umówi się z pierwszym lepszym,by tylko nie być sama? - Może byś się z nim spotkała,mogę was umówić.
- Nie ma mowy!Nie będę się umawiać z kimś kogo nie znam.Uważasz,że sama nie potrafię sobie kogoś znaleźć?A teraz jestem sama tylko dlatego,że nie mam ochoty z kimś być,Ryan mnie oszukał i nie chcę być oszukana znowu.
- A co z tym,z którym kilka miesięcy temu gdzieś pojechałaś,a później na oczach Ryana się z nim pocałowałaś?Widziałem wszystko z okna - Brendon."Może po prostu hmm,przyjaźni się z Ryanem,codziennie się z nim spotyka i może się zachowywać podobnie w związku?Tak,najlepiej wrócić Ry,świetny pomysł,eureka!Czemu ja od razu na to nie wpadłam?!".Jednak może nie byłoby tak jak Valerie myśli,w końcu był oddany Audrey,naprawdę ją kochał,było widać to już po ich krótkiej rozmowie przed koncertem.Gdyby mógł,to by się wtedy samookaleczał za to,że kocha też kogoś innego oprócz niej,nie odważyłby się nigdy jej zdradzić.
- Ej,to on mnie pocałował!Czemu ja mam ponosić za niego odpowiedzialność?
- Ja nie pytam kto kogo pocałował,tylko co z nim.
- Nic,to był tylko jeden raz,więcej się już najwyraźniej nie powtórzy.To był przecież Brendon,ten przystojny wokalista z którym miałam sesję w lipcu.
- To on?!Wow,masz szczęście,ma grono szalejących za nim fanek,a chciał się umówić akurat z tobą i zignorował inne.
- Wiem - zarumieniła się delikatnie,gdy to usłyszała.Josh myślał,że się tylko umówili,a to było więcej niż zwykłe spotkanie.Może Bden ją dalej kocha?
Dzwonek do drzwi.Valerie zerwała się z łóżka i pobiegła otworzyć.Nie wiadomo dlaczego,ale miała jakieś dziwne przeczucie,że to Brendon.
- Cześć,jest Josh? - Nie,to nie był Bden.To był jakiś wysoki brunet o ciemnej karnacji.Nie da się tego ukryć,był nieziemsko przystojny,ale Valerie nie przyspieszyło serce jak na widok Brendona - Jestem Calvin,a ty musisz być Valerie.
- T...tak,jestem Valerie - "Skąd on zna moje imię?" - Już idę po niego - pobiegła na górę po Josha,chciała z nim porozmawiać na temat tego całego Calvina.
- Josh,czy ten Calv to twój samotny kolega?
- Tak,to właśnie on.Wybacz,nie mogłem się powstrzymać,musiałem go zaprosić,musicie się koniecznie poznać.
- Ale ja nie chcę! - była na niego wściekła.A miała plan umówić się dziś z Brendonem.
- Valerie,chociaż spróbuj,obydwaj jesteście samotni...
- Nie jestem samotna,jestem singielką! - chciała podkreślić tym,że nie ma nikogo z wyboru i jest jej z tym dobrze,ale Josh najwyraźniej tego nie zrozumiał.
- Nie widzę w tym żadnej różnicy.No,poznajcie się chociaż lepiej,nie szkodzi spróbować.
- Naprawdę nie musisz mi szukać chłopaka,jak będę chciała,to sama go sobie znajdę!Uwierz mi,że nie mam z tym najmniejszego problemu,więc ty idź pogadać sobie z Calvinem,a ja posiedzę u mnie w pokoju.
Poszła szybkim krokiem do siebie i położyła się gwałtownie na łóżku.Czy on faktycznie uważał ją za kogoś,kto ma problem ze znalezieniem sobie kogoś?Valerie nie miała zawyżonej samooceny,ani nić w tym stylu,ale była świadoma tego,że nie jest brzydka,bardzo często zachwycano się jej urodą.Fakt,to charakter jest najważniejszy,ale ładne osoby zawsze mają łatwiej,czyż nie?Pierwsze wrażenie co do wyglądu jest najważniejsze,to wygląd zachęca do lepszego poznania danej osoby.Ale z drugiej strony,może powinna poznać kogoś nowego,kogoś z innego środowiska,kto nie jest sławny?O niesławnych ludzi zawsze łatwiej,wątpliwe,że Calvin ma rzeszę fanek które go wielbią i dałyby wszystko za spotkanie z nim.To zainteresowanie osobą Ryana było też powodem ich rozstania,on był taki,że jak dziewczyny go uwielbiały,to chciałby mieć wszystkie,nie traktował ich jak osoby,tylko jak rzeczy.Zebrała się więc na odwagę i zeszła na dół poznać chłopaka całkiem innego niż ci,z którymi ostatnio się trzymała.
Całe szczęście to był tylko sen.Valerie obudziła się gwałtownie z szybkim oddechem.Takie sny męczyły ją ostatnio często,bała się,że straci wszystkich na których jej zależy.Brendona nie widziała od ich ostatniego spotkania,które było...hmm...5 miesięcy temu?Jakoś tak.Pete'a nie widziała od czasu gdy dał jej kartkę od Ryana,pół roku temu,a Patricka od swoich urodzin.Na pewno gdyby zadzwoniła i zaproponowała spotkanie zgodziliby się,ale trochę głupio jej było dzwonić teraz,jak się pół roku nie widzieli.Za Ryanem też trochę tęskniła,ale za tym fajnym Ryanem,co zabierał ją na długie spacery,by porozmawiać,nocował u niej w domu,albo zapraszał ją na kilka dni do siebie,a nie za tym draniem,który ma dwie,albo nawet może więcej dziewczyn naraz.Rodzice mieszkali na drugim końcu kraju,więc można powiedzieć,że ich też prawie straciła,rzadko dzwonili,nie mieli z reguły czasu,ojciec miał jakieś służbowe wyjazdy i jechali razem z matką.Jedyną osoba,której nie straciła był Josh.Tylko jego miała,tylko z nim mogła porozmawiać kiedy tylko ma na to ochotę,ale przecież nie chciała zostać starą panną,a Josh na męża dla niej się nie nadaje.Sama się sobie zdziwiła,że coś takiego przyszło jej do głowy,ona i Josh-małżeństwo?Nieeee,nigdy w życiu!Za długo się znali,za dużo o sobie wiedzieli,zły pomysł.
- Nie śpisz już? - Josh wszedł po cichu do jej pokoju przerywając jej przemyślenia.Gdy zobaczył,że siedzi zamyślona na łóżku dołączył do niej-Słuchaj,głupio mi tak,że ja mam Ash,jesteśmy razem,ona ma się za niedługo tutaj wprowadzić,a ty siedzisz sama i się temu przyglądasz bo ten frajer cię zostawił.
- Nie ma sprawy,na serio - trochę skłamała,bolało ją oglądanie ich szczęścia,ale co,miała powiedzieć "Zabierz swoją dziewczynę i wynoś się!"?
- Dobrze widzę,nie kłam.Val,nie widziałaś się z nikim oprócz nas miesiąc,wychodzisz z domu tylko po to,by wyrzucić śmieci,to nie może tak zostać,martwię się o ciebie.
- Do czego zmierzasz? - patrzyła na niego pytającym wzrokiem.To by było nie w jego stylu,przyjść do niej by powiedzieć jak bardzo mu przykro i po prostu wyjść.
- Mój kolega szuka dziewczyny - Valerie popatrzyła na niego jak na wariata,liczył,że umówi się z pierwszym lepszym,by tylko nie być sama? - Może byś się z nim spotkała,mogę was umówić.
- Nie ma mowy!Nie będę się umawiać z kimś kogo nie znam.Uważasz,że sama nie potrafię sobie kogoś znaleźć?A teraz jestem sama tylko dlatego,że nie mam ochoty z kimś być,Ryan mnie oszukał i nie chcę być oszukana znowu.
- A co z tym,z którym kilka miesięcy temu gdzieś pojechałaś,a później na oczach Ryana się z nim pocałowałaś?Widziałem wszystko z okna - Brendon."Może po prostu hmm,przyjaźni się z Ryanem,codziennie się z nim spotyka i może się zachowywać podobnie w związku?Tak,najlepiej wrócić Ry,świetny pomysł,eureka!Czemu ja od razu na to nie wpadłam?!".Jednak może nie byłoby tak jak Valerie myśli,w końcu był oddany Audrey,naprawdę ją kochał,było widać to już po ich krótkiej rozmowie przed koncertem.Gdyby mógł,to by się wtedy samookaleczał za to,że kocha też kogoś innego oprócz niej,nie odważyłby się nigdy jej zdradzić.
- Ej,to on mnie pocałował!Czemu ja mam ponosić za niego odpowiedzialność?
- Ja nie pytam kto kogo pocałował,tylko co z nim.
- Nic,to był tylko jeden raz,więcej się już najwyraźniej nie powtórzy.To był przecież Brendon,ten przystojny wokalista z którym miałam sesję w lipcu.
- To on?!Wow,masz szczęście,ma grono szalejących za nim fanek,a chciał się umówić akurat z tobą i zignorował inne.
- Wiem - zarumieniła się delikatnie,gdy to usłyszała.Josh myślał,że się tylko umówili,a to było więcej niż zwykłe spotkanie.Może Bden ją dalej kocha?
Dzwonek do drzwi.Valerie zerwała się z łóżka i pobiegła otworzyć.Nie wiadomo dlaczego,ale miała jakieś dziwne przeczucie,że to Brendon.
- Cześć,jest Josh? - Nie,to nie był Bden.To był jakiś wysoki brunet o ciemnej karnacji.Nie da się tego ukryć,był nieziemsko przystojny,ale Valerie nie przyspieszyło serce jak na widok Brendona - Jestem Calvin,a ty musisz być Valerie.
- T...tak,jestem Valerie - "Skąd on zna moje imię?" - Już idę po niego - pobiegła na górę po Josha,chciała z nim porozmawiać na temat tego całego Calvina.
- Josh,czy ten Calv to twój samotny kolega?
- Tak,to właśnie on.Wybacz,nie mogłem się powstrzymać,musiałem go zaprosić,musicie się koniecznie poznać.
- Ale ja nie chcę! - była na niego wściekła.A miała plan umówić się dziś z Brendonem.
- Valerie,chociaż spróbuj,obydwaj jesteście samotni...
- Nie jestem samotna,jestem singielką! - chciała podkreślić tym,że nie ma nikogo z wyboru i jest jej z tym dobrze,ale Josh najwyraźniej tego nie zrozumiał.
- Nie widzę w tym żadnej różnicy.No,poznajcie się chociaż lepiej,nie szkodzi spróbować.
- Naprawdę nie musisz mi szukać chłopaka,jak będę chciała,to sama go sobie znajdę!Uwierz mi,że nie mam z tym najmniejszego problemu,więc ty idź pogadać sobie z Calvinem,a ja posiedzę u mnie w pokoju.
Poszła szybkim krokiem do siebie i położyła się gwałtownie na łóżku.Czy on faktycznie uważał ją za kogoś,kto ma problem ze znalezieniem sobie kogoś?Valerie nie miała zawyżonej samooceny,ani nić w tym stylu,ale była świadoma tego,że nie jest brzydka,bardzo często zachwycano się jej urodą.Fakt,to charakter jest najważniejszy,ale ładne osoby zawsze mają łatwiej,czyż nie?Pierwsze wrażenie co do wyglądu jest najważniejsze,to wygląd zachęca do lepszego poznania danej osoby.Ale z drugiej strony,może powinna poznać kogoś nowego,kogoś z innego środowiska,kto nie jest sławny?O niesławnych ludzi zawsze łatwiej,wątpliwe,że Calvin ma rzeszę fanek które go wielbią i dałyby wszystko za spotkanie z nim.To zainteresowanie osobą Ryana było też powodem ich rozstania,on był taki,że jak dziewczyny go uwielbiały,to chciałby mieć wszystkie,nie traktował ich jak osoby,tylko jak rzeczy.Zebrała się więc na odwagę i zeszła na dół poznać chłopaka całkiem innego niż ci,z którymi ostatnio się trzymała.
wtorek, 6 września 2011
You are the only exception.
'Święta,święta i po świętach',jak to się mówi.Valerie po spędzeniu tych kilku dni u rodziców zdecydowanie poprawił się humor,ochłonęła po kłótni z Ryanem.Wróciła wcześniejszym samolotem,więc chciała zrobić mu niespodziankę i przyjść do niego do domu się przywitać.Jak tylko była z powrotem w LA zostawiła walizkę i pojechała do dobrze znanego,dużego jak na jedną osobę domu jednorodzinnego.Jak zwykle wielkie wejściowe drzwi nie były zamknięte na zamek,każdy mógł wejść bez ostrzeżenia.Otworzyła więc drzwi i weszła do wielkiego salonu z drewnem na podłodze,meblami w starym stylu i ładną tapetą pasującą do mebli.Na przeciwko wejścia do pomieszczenia były duże,białe schody.
-Ryan?-zawołała,nigdzie nie było go widać,ale na pewno nigdzie nie wyszedł,zamknąłby drzwi.
Jej uszu dobiegło ciche przekleństwo,którego najwyraźniej nie miała usłyszeć.Wiedziała,że coś dziwnego się tu dzieje.Potwierdziły to słowa Ryana skierowane do osoby trzeciej,albo prędzej do jego alter ego.Nagle zbiegł do niej po schodach w samych bokserkach i chcąc uniknąć pytań z jej strony pocałował ją.
-Przepraszam,że musiałaś na mnie czekać,ale dopiero wstałem.Kiedy wróciłaś?-ciągle byli w objęciach.Starał się przybrać normalny ton głosu,ale było i tak widać na pierwszy rzut oka,że jest zdenerwowany.
-Jakąś godzinę temu wylądowałam.A jak było w Vegas?-zanim zdążył jej odpowiedzieć odepchnęła go i przybrała wyraz twarzy,jakby była jakimś drapieżnikiem i właśnie chciała się na niego rzucić.Powodem tego był widok dziewczyny schodzącej po schodach w samym prześcieradle owiniętym wokół tułowia.Nie był to nikt inny,tylko Keltie.
-Co ona tu robi?-spytała Ryana,po którym było widać,że najchętniej by się stąd ulotnił.
-Raczej co ty tu robisz?I w ogóle,kto to jest?-blondynka także była na niego zła,a poza tym,czyżby on trzymał w tajemnicy to,że kogoś ma?
-Ja nie chcę słuchać twoich wyjaśnień,nie chcę cię już widzieć na oczy.Powiem ci tylko,że korzystanie z mojej nieobecności na przespanie się z jakąś inna dziewczyną jest szczytem chamstwa.A tak poza tym,mogłeś jej chociaż powiedzieć,że jesteś zajęty,żeby była świadoma,że współpracuje przy zdradzie-Valerie nie miała zamiaru już tam dużej być.Jej oczy były zalane łzami,kolejny raz przez niego.
-Co?Ale to ja z nim jestem i to już kilka miesięcy!Nie mam pojęcia,co ty sobie tam ubzdurałaś,rudzielcu-teraz oprócz łez i czucia się zdradzoną była też cholernie wkurzona.Jak on tak mógł,na dwa fronty?!
-Mówiłeś mi,że z nią skończyłeś,czyli jednak dobrze robiłam mówiąc ci,że jesteś podłym kłamcą,tacy się już najwyraźniej nie zmieniają.A teraz stąd wyjdę i już nigdy mnie tu nie zobaczysz.Nawet nie próbuj nawiązywać ze mną na nowo kontaktu,nie chcę żadnych liścików przekazywanych przez Pete'a,albo przez kogoś jeszcze innego,ani nic w tym stylu.Po prostu zniknij z mojego życia,natychmiast!-i ponownie odbiegła od niego z łzami w oczach.Wsiadła do auta i już chciała odpalić silnik,ale nagle zdała sobie sprawę z tego,że nie jest w stanie prowadzić.Obraz przed oczami rozmazywał jej się całkowicie,przy odrobinie szczęścia może wjechałaby do rowu,a nie w pierwsze lepsze auto.Nie było sensu dzwonić po Josha,zanim by przyszedł minęłoby trochę,mieszkała daleko od Ryana.Posiedziała chwilę i postanowiła zaryzykować i jechać.Nie szło jej całkiem źle,czasami zjeżdżała ze swojego pasa,ale ogólnie było ok.Po pewnym czasie,dłuższym niż zwykle udało jej się dojechać pod dom.Zaparkowała auto i zalała się łzami,teraz już nie musiała się przed nimi powstrzymywać dla ochrony własnego życia.Wbiegła do domu chcąc uniknąć wzroku ciekawskich przechodniów i widząc Josha(przez mgłę i ze zniekształconą twarzą za sprawą łez,ale go widziała)pobiegła do niego i nie mówiąc nic przytuliła się do niego tak,jak w dzieciństwie do taty.Nie miała przy sobie nikogo innego kto znał ją na tyle,by mógł ją skutecznie pocieszyć,lub chociaż przywrócić prawidłowe funkcjonowanie.Nawet nie pytał co się znowu stało,dobrze wiedział,że miała jechać do Ryana i domyślił się,że znów coś jej zrobił.
-Valerie,nie pozwolę,byś dalej się z nim spotykała.Teraz może nie masz nic przeciwko,ale znając życie za kilka tygodni będziesz chciała go zobaczyć,ale wtedy ja własnoręcznie wepchnę cię do twojego pokoju i będę cię tam pilnować tak długo,aż wybijesz sobie plan ucieknięcia przez okno-Valerie tylko pokiwała głową,Josh zdawał sobie sprawę,że nie będzie teraz zbytnio rozmowna.Gdy już przestała puszczać wodospad z oczu zaczęła myśleć nad swoją bliską przyszłością.Już dawno nie widziała się z Petem,oczywiście za sprawą Ryana który nie był fanem przyjaźni damsko-męskiej i chyba nawet w nią nie wierzył.Z drugiej strony na 80% chciałby ją przekonać do pogodzenia się z Ryanem,więc nie pomógłby jej zapomnieć o nim.A co do Brendona...on to na pewno nie chciałby,żeby się pogodzili,ale spędzanie czasu z nim=spędzanie czasu z resztą zespołu,a w tym z Ryanem,bardzo często chodzili gdzieś razem i na pewno chciałby ją wyciągnąć na jakiś ich koncert.Jak na razie chyba jedynym wyjściem byłoby siedzenie cały czas w domu.Ostatnio sesji w ogóle nie miała,był trochę zastój w firmie,nawet jej to teraz odpowiadało.Myślała też o porzuceniu pracy,wróciłaby na pewno do tego,gdyby tylko jej sytuacja w życiu się ustabilizowała.
Przez następny tydzień było tak,jak to zaplanowała.Siedziała w domu,oglądała filmy i rozmawiała z Joshem,gdy wrócił z pracy.Czasami gdy przyprowadzał swoją dziewczynę,Ashley,szła na górę,niezbyt interesującym widokiem było jak ze sobą flirtowali.Gdy czuła się psychicznie trochę lepiej zostawała z nimi,koniecznie chciała poznać Ash.Trzeba przyznać,Josh rzadko ma dziewczynę,ale jak już ma,to jest świetna.Nie dość,że ładna,to jeszcze ma cudowny charakter.Była wysoką brunetką o kobiecych kształtach i z ciemną karnacją,czyli dokładnie ideał Josha.Jeśli chodzi o charakter,to była bardzo miła,od razu wyczuła powód załamania Valerie i na podstawie swojego doświadczenia pocieszała ją,co było skuteczne.Czuła się dzięki temu coraz lepiej i już rzadziej uciekała na górę,gdy przychodziła.Tydzień spędzony bez Panic!'owego grona pomógł jej w powróceniu do świata żywych.Ani trochę nie tęskniła za Ryanem,nie chciała przeszkadzać mu w 'szczęśliwym związku' z Keltie,była pewna,że prędzej czy później ją też zdradzi.Jedyna rzecz,która była pewna to to,że między Valerie i Ry już definitywny koniec.
-Ryan?-zawołała,nigdzie nie było go widać,ale na pewno nigdzie nie wyszedł,zamknąłby drzwi.
Jej uszu dobiegło ciche przekleństwo,którego najwyraźniej nie miała usłyszeć.Wiedziała,że coś dziwnego się tu dzieje.Potwierdziły to słowa Ryana skierowane do osoby trzeciej,albo prędzej do jego alter ego.Nagle zbiegł do niej po schodach w samych bokserkach i chcąc uniknąć pytań z jej strony pocałował ją.
-Przepraszam,że musiałaś na mnie czekać,ale dopiero wstałem.Kiedy wróciłaś?-ciągle byli w objęciach.Starał się przybrać normalny ton głosu,ale było i tak widać na pierwszy rzut oka,że jest zdenerwowany.
-Jakąś godzinę temu wylądowałam.A jak było w Vegas?-zanim zdążył jej odpowiedzieć odepchnęła go i przybrała wyraz twarzy,jakby była jakimś drapieżnikiem i właśnie chciała się na niego rzucić.Powodem tego był widok dziewczyny schodzącej po schodach w samym prześcieradle owiniętym wokół tułowia.Nie był to nikt inny,tylko Keltie.
-Co ona tu robi?-spytała Ryana,po którym było widać,że najchętniej by się stąd ulotnił.
-Raczej co ty tu robisz?I w ogóle,kto to jest?-blondynka także była na niego zła,a poza tym,czyżby on trzymał w tajemnicy to,że kogoś ma?
-Ja nie chcę słuchać twoich wyjaśnień,nie chcę cię już widzieć na oczy.Powiem ci tylko,że korzystanie z mojej nieobecności na przespanie się z jakąś inna dziewczyną jest szczytem chamstwa.A tak poza tym,mogłeś jej chociaż powiedzieć,że jesteś zajęty,żeby była świadoma,że współpracuje przy zdradzie-Valerie nie miała zamiaru już tam dużej być.Jej oczy były zalane łzami,kolejny raz przez niego.
-Co?Ale to ja z nim jestem i to już kilka miesięcy!Nie mam pojęcia,co ty sobie tam ubzdurałaś,rudzielcu-teraz oprócz łez i czucia się zdradzoną była też cholernie wkurzona.Jak on tak mógł,na dwa fronty?!
-Mówiłeś mi,że z nią skończyłeś,czyli jednak dobrze robiłam mówiąc ci,że jesteś podłym kłamcą,tacy się już najwyraźniej nie zmieniają.A teraz stąd wyjdę i już nigdy mnie tu nie zobaczysz.Nawet nie próbuj nawiązywać ze mną na nowo kontaktu,nie chcę żadnych liścików przekazywanych przez Pete'a,albo przez kogoś jeszcze innego,ani nic w tym stylu.Po prostu zniknij z mojego życia,natychmiast!-i ponownie odbiegła od niego z łzami w oczach.Wsiadła do auta i już chciała odpalić silnik,ale nagle zdała sobie sprawę z tego,że nie jest w stanie prowadzić.Obraz przed oczami rozmazywał jej się całkowicie,przy odrobinie szczęścia może wjechałaby do rowu,a nie w pierwsze lepsze auto.Nie było sensu dzwonić po Josha,zanim by przyszedł minęłoby trochę,mieszkała daleko od Ryana.Posiedziała chwilę i postanowiła zaryzykować i jechać.Nie szło jej całkiem źle,czasami zjeżdżała ze swojego pasa,ale ogólnie było ok.Po pewnym czasie,dłuższym niż zwykle udało jej się dojechać pod dom.Zaparkowała auto i zalała się łzami,teraz już nie musiała się przed nimi powstrzymywać dla ochrony własnego życia.Wbiegła do domu chcąc uniknąć wzroku ciekawskich przechodniów i widząc Josha(przez mgłę i ze zniekształconą twarzą za sprawą łez,ale go widziała)pobiegła do niego i nie mówiąc nic przytuliła się do niego tak,jak w dzieciństwie do taty.Nie miała przy sobie nikogo innego kto znał ją na tyle,by mógł ją skutecznie pocieszyć,lub chociaż przywrócić prawidłowe funkcjonowanie.Nawet nie pytał co się znowu stało,dobrze wiedział,że miała jechać do Ryana i domyślił się,że znów coś jej zrobił.
-Valerie,nie pozwolę,byś dalej się z nim spotykała.Teraz może nie masz nic przeciwko,ale znając życie za kilka tygodni będziesz chciała go zobaczyć,ale wtedy ja własnoręcznie wepchnę cię do twojego pokoju i będę cię tam pilnować tak długo,aż wybijesz sobie plan ucieknięcia przez okno-Valerie tylko pokiwała głową,Josh zdawał sobie sprawę,że nie będzie teraz zbytnio rozmowna.Gdy już przestała puszczać wodospad z oczu zaczęła myśleć nad swoją bliską przyszłością.Już dawno nie widziała się z Petem,oczywiście za sprawą Ryana który nie był fanem przyjaźni damsko-męskiej i chyba nawet w nią nie wierzył.Z drugiej strony na 80% chciałby ją przekonać do pogodzenia się z Ryanem,więc nie pomógłby jej zapomnieć o nim.A co do Brendona...on to na pewno nie chciałby,żeby się pogodzili,ale spędzanie czasu z nim=spędzanie czasu z resztą zespołu,a w tym z Ryanem,bardzo często chodzili gdzieś razem i na pewno chciałby ją wyciągnąć na jakiś ich koncert.Jak na razie chyba jedynym wyjściem byłoby siedzenie cały czas w domu.Ostatnio sesji w ogóle nie miała,był trochę zastój w firmie,nawet jej to teraz odpowiadało.Myślała też o porzuceniu pracy,wróciłaby na pewno do tego,gdyby tylko jej sytuacja w życiu się ustabilizowała.
Przez następny tydzień było tak,jak to zaplanowała.Siedziała w domu,oglądała filmy i rozmawiała z Joshem,gdy wrócił z pracy.Czasami gdy przyprowadzał swoją dziewczynę,Ashley,szła na górę,niezbyt interesującym widokiem było jak ze sobą flirtowali.Gdy czuła się psychicznie trochę lepiej zostawała z nimi,koniecznie chciała poznać Ash.Trzeba przyznać,Josh rzadko ma dziewczynę,ale jak już ma,to jest świetna.Nie dość,że ładna,to jeszcze ma cudowny charakter.Była wysoką brunetką o kobiecych kształtach i z ciemną karnacją,czyli dokładnie ideał Josha.Jeśli chodzi o charakter,to była bardzo miła,od razu wyczuła powód załamania Valerie i na podstawie swojego doświadczenia pocieszała ją,co było skuteczne.Czuła się dzięki temu coraz lepiej i już rzadziej uciekała na górę,gdy przychodziła.Tydzień spędzony bez Panic!'owego grona pomógł jej w powróceniu do świata żywych.Ani trochę nie tęskniła za Ryanem,nie chciała przeszkadzać mu w 'szczęśliwym związku' z Keltie,była pewna,że prędzej czy później ją też zdradzi.Jedyna rzecz,która była pewna to to,że między Valerie i Ry już definitywny koniec.
niedziela, 4 września 2011
A hard day's night
- Co ty tu robisz? - jakie to zabawne,właśnie była w takiej samej sytuacji jak on jakiś czas temu i na dodatek go cytowała - A z resztą,nieistotne.Ryan,ja ci wszystko wyjaśnię,wejdź - weszli do domu i usiedli na sofie.Ryan nie zamierzał tam być na dłużej,nie rozsiadł się tak jak zwykle.
- Valerie,słuchaj,ja nie chcę twoich wyjaśnień,nie musisz mi się z niczego tłumaczyć,ani za nic mnie przepraszać - zrobiło jej się głupio,wyraźnie wypominał jej to,jak się zachowała jakiś czas temu podczas zdarzenia z Keltie - odpowiedz mi tylko na jedno pytanie:czy ty z nim jesteś?
- Nie!Poza tym,to on mnie pocałował! - co ona by dała teraz,by wbić swoją pięść prosto w brzuch Brendona.
- Spokojnie,V,ja dobrze widzę,co do niego czujesz,już od naszej pierwszej sesji - "Jak on to zauważył?A,tak.Rada na przyszłość-nie patrzeć się na obiekt swoich westchnień podczas sesji jak na obrazek bez sekundy przerwy." - Wiedziałem o wszystkim gdy cię całowałem,chciałem tylko sprawdzić,czy do mnie też coś czujesz.Nie bez powodu darłem się bez przerwy na Bdena,byłem i nadal jestem zazdrosny jak cholera.Wiedziałem też o tym,co on czuje do ciebie.No to ja już pójdę,a wy skoro wiecie nawzajem o swoich uczuciach to sobie żyjcie razem długo i szczęśliwie.Nie musisz do mnie dzwonić.
- Ryan,czekaj! - złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie - On nic nie wie o mnie.Nie powiedziałam mu bo...dałam mu do zrozumienia,że wybieram ciebie - spojrzał na nią z niedowierzaniem,nawet na to nie liczył.
- Dziwne,z nim się całujesz na pożegnanie,mnie nie chcesz nawet pocałować w policzek.
- Mówiłam ci już,to on mnie pocałował!A,z resztą... - zaczęła go całować w stylu Brendona.Powoli przenieśli się na łóżko i leżąc dalej kontynuowali 'swoją czynność'.Byli tak zajęci,że nawet nie usłyszeli kroków Josha schodzącego po schodach z góry.Stał oparty o ścianę i przyglądał się im z jego ulubionym łobuzerskim uśmiechem.Valerie na chwilę otworzyła oczy i gdy tylko go ujrzała natychmiast dostała potężnej siły i odepchnęła Ryana od siebie.Z początku patrzył na nią ze zdziwieniem,ale gdy zobaczył Josha wiedział już o co chodzi.
- JOSH,NA GÓRĘ! - oprócz siły dostała też gotującej się krwi w żyłach.Miała ochotę własnoręcznie zanieść go po schodach i rzucić nim w ścianę w jego pokoju.Niestety jej siła nie była aż taka ogromna,a Josh ważył dużo więcej od Ryana za sprawą mięśni.
- Tak,tak,już idę - był jej najlepszym,niezastąpionym przyjacielem,ale gdy tylko w grę wchodził chłopak Valerie robił się nieznośnie irytujący.
Pomimo tego,że byli już sami zawsze pozostają jakieś obawy podglądania,więc usiedli grzecznie kawałek od siebie.Wyglądali śmiesznie,ona miała triumfalny i kokieteryjny wyraz twarzy,natomiast on wyglądał jak 6-latek,który właśnie dostał wymarzoną zabawkę.
- A ja uważałem nasz pierwszy pocałunek za nieodpowiedni - patrząc pusto przed siebie pokiwał głową,rudowłosa zaśmiała się,ale również na niego nie spojrzała.
Boże Narodzenie 2006.Niewiele się do tego czasu zmieniło,Valerie była w szczęśliwym związku z Ryanem,on czasami mieszkał kilka dni u niej,lub ona kilka dni u niego.Josh dalej nie zmienił swojego zdania na jego temat i wciąż uważał go za 'wytapetowanego pedała,który ma na sobie więcej makijażu,niż wszystkie dziewczyny które zna razem wzięte'.Jeśli chodzi o Brendona to dzwonili czasem do siebie,ale jeśli chodziło o spotkania to nie ma mowy,Ryan był śmiertelnie zazdrosny,a Valerie nie chciała robić mu przykrości,ani kusić losu.Niestety,niemożliwością byłoby utrzymanie tego idealnego stanu wiecznie.Święta zwykle spędza się z rodziną,a to znaczy wyjazdy.Ryan pojechał do mamy do Las Vegas,a Valerie z Joshem polecieli do swoich rodzinnych domów w Nowym Jorku.Zaczęła ją powoli irytować ta zazdrość w ich związku,Ryan był zazdrosny nawet o Josha,gdy dowiedział się o ich wylocie do NY,zaczęli się często kłócić z tego powodu.
-Val,nie wiem czy to jest dobry pomysł,pojedź może ze mną do Vegas,poznasz moją mamę...-tylko przez głupią zazdrość chciał odciągnąć ją od świąt spędzonych z rodziną.Wiedział,że praktycznie nie ma szans,bo właśnie wychodziła na lotnisko,ale postanowił próbować.
-Nie ma mowy,nie widziałam się z moimi rodzicami już prawie półtora roku!Mógłbyś chociaż raz mi zaufać?Wiesz dobrze,że cię kocham,Josh jest dla mnie starszym bratem,a brzydzę się kazirodztwem,więc proszę cię,na litość Boską,daj spokój.
-Pocałowałaś się z Brendonem!
-Ryan,to było kilka miesięcy temu!Nie widziałam się z nim już od tamtego czasu...a poza tym ty się całowałeś z tą całą Keltie czy jak jej tam,więc nie zrzucaj wszystkiego na mnie.
-A to było jeszcze dawniej!Ale ja nie jadę nigdzie ze swoją koleżanką i nawet nie będę miał z żadną kontaktu,a Ty spędzisz z nim w samolocie kilka godzin,a potem będziecie mieszkać dom od siebie...
-A codziennie mieszkamy w jednym domu pokój od siebie!Zaufaj mi,bo jak tego nie zrobisz,to wybacz,ale nie widzę naszej wspólnej przyszłości.A teraz przepraszam,ale spóźnię się na samolot-ze łzami w oczach wyszła i trzasnęła drzwiami zostawiając go samego w swoim mieszkaniu.
- Valerie,słuchaj,ja nie chcę twoich wyjaśnień,nie musisz mi się z niczego tłumaczyć,ani za nic mnie przepraszać - zrobiło jej się głupio,wyraźnie wypominał jej to,jak się zachowała jakiś czas temu podczas zdarzenia z Keltie - odpowiedz mi tylko na jedno pytanie:czy ty z nim jesteś?
- Nie!Poza tym,to on mnie pocałował! - co ona by dała teraz,by wbić swoją pięść prosto w brzuch Brendona.
- Spokojnie,V,ja dobrze widzę,co do niego czujesz,już od naszej pierwszej sesji - "Jak on to zauważył?A,tak.Rada na przyszłość-nie patrzeć się na obiekt swoich westchnień podczas sesji jak na obrazek bez sekundy przerwy." - Wiedziałem o wszystkim gdy cię całowałem,chciałem tylko sprawdzić,czy do mnie też coś czujesz.Nie bez powodu darłem się bez przerwy na Bdena,byłem i nadal jestem zazdrosny jak cholera.Wiedziałem też o tym,co on czuje do ciebie.No to ja już pójdę,a wy skoro wiecie nawzajem o swoich uczuciach to sobie żyjcie razem długo i szczęśliwie.Nie musisz do mnie dzwonić.
- Ryan,czekaj! - złapała go za rękę i przyciągnęła do siebie - On nic nie wie o mnie.Nie powiedziałam mu bo...dałam mu do zrozumienia,że wybieram ciebie - spojrzał na nią z niedowierzaniem,nawet na to nie liczył.
- Dziwne,z nim się całujesz na pożegnanie,mnie nie chcesz nawet pocałować w policzek.
- Mówiłam ci już,to on mnie pocałował!A,z resztą... - zaczęła go całować w stylu Brendona.Powoli przenieśli się na łóżko i leżąc dalej kontynuowali 'swoją czynność'.Byli tak zajęci,że nawet nie usłyszeli kroków Josha schodzącego po schodach z góry.Stał oparty o ścianę i przyglądał się im z jego ulubionym łobuzerskim uśmiechem.Valerie na chwilę otworzyła oczy i gdy tylko go ujrzała natychmiast dostała potężnej siły i odepchnęła Ryana od siebie.Z początku patrzył na nią ze zdziwieniem,ale gdy zobaczył Josha wiedział już o co chodzi.
- JOSH,NA GÓRĘ! - oprócz siły dostała też gotującej się krwi w żyłach.Miała ochotę własnoręcznie zanieść go po schodach i rzucić nim w ścianę w jego pokoju.Niestety jej siła nie była aż taka ogromna,a Josh ważył dużo więcej od Ryana za sprawą mięśni.
- Tak,tak,już idę - był jej najlepszym,niezastąpionym przyjacielem,ale gdy tylko w grę wchodził chłopak Valerie robił się nieznośnie irytujący.
Pomimo tego,że byli już sami zawsze pozostają jakieś obawy podglądania,więc usiedli grzecznie kawałek od siebie.Wyglądali śmiesznie,ona miała triumfalny i kokieteryjny wyraz twarzy,natomiast on wyglądał jak 6-latek,który właśnie dostał wymarzoną zabawkę.
- A ja uważałem nasz pierwszy pocałunek za nieodpowiedni - patrząc pusto przed siebie pokiwał głową,rudowłosa zaśmiała się,ale również na niego nie spojrzała.
Boże Narodzenie 2006.Niewiele się do tego czasu zmieniło,Valerie była w szczęśliwym związku z Ryanem,on czasami mieszkał kilka dni u niej,lub ona kilka dni u niego.Josh dalej nie zmienił swojego zdania na jego temat i wciąż uważał go za 'wytapetowanego pedała,który ma na sobie więcej makijażu,niż wszystkie dziewczyny które zna razem wzięte'.Jeśli chodzi o Brendona to dzwonili czasem do siebie,ale jeśli chodziło o spotkania to nie ma mowy,Ryan był śmiertelnie zazdrosny,a Valerie nie chciała robić mu przykrości,ani kusić losu.Niestety,niemożliwością byłoby utrzymanie tego idealnego stanu wiecznie.Święta zwykle spędza się z rodziną,a to znaczy wyjazdy.Ryan pojechał do mamy do Las Vegas,a Valerie z Joshem polecieli do swoich rodzinnych domów w Nowym Jorku.Zaczęła ją powoli irytować ta zazdrość w ich związku,Ryan był zazdrosny nawet o Josha,gdy dowiedział się o ich wylocie do NY,zaczęli się często kłócić z tego powodu.
-Val,nie wiem czy to jest dobry pomysł,pojedź może ze mną do Vegas,poznasz moją mamę...-tylko przez głupią zazdrość chciał odciągnąć ją od świąt spędzonych z rodziną.Wiedział,że praktycznie nie ma szans,bo właśnie wychodziła na lotnisko,ale postanowił próbować.
-Nie ma mowy,nie widziałam się z moimi rodzicami już prawie półtora roku!Mógłbyś chociaż raz mi zaufać?Wiesz dobrze,że cię kocham,Josh jest dla mnie starszym bratem,a brzydzę się kazirodztwem,więc proszę cię,na litość Boską,daj spokój.
-Pocałowałaś się z Brendonem!
-Ryan,to było kilka miesięcy temu!Nie widziałam się z nim już od tamtego czasu...a poza tym ty się całowałeś z tą całą Keltie czy jak jej tam,więc nie zrzucaj wszystkiego na mnie.
-A to było jeszcze dawniej!Ale ja nie jadę nigdzie ze swoją koleżanką i nawet nie będę miał z żadną kontaktu,a Ty spędzisz z nim w samolocie kilka godzin,a potem będziecie mieszkać dom od siebie...
-A codziennie mieszkamy w jednym domu pokój od siebie!Zaufaj mi,bo jak tego nie zrobisz,to wybacz,ale nie widzę naszej wspólnej przyszłości.A teraz przepraszam,ale spóźnię się na samolot-ze łzami w oczach wyszła i trzasnęła drzwiami zostawiając go samego w swoim mieszkaniu.
piątek, 2 września 2011
Deja vu
Wszystko wracało do normy.Codziennie po południu sesja,a wieczorem spotkania z Ryanem.Byli w sobie nawzajem zakochani i wiedzieli o tym,ale nic nie zapowiadało na to,by ich przyjaźń miała przejść na dalszy poziom.Sytuacja z Brendonem także zrobiła się normalna-rozmawiali już ze sobą bez żadnych kłótni.Trudno było wyjaśnić,co było powodem tych wcześniejszych fochów Bdena.
- Cześć,dasz radę wyjść gdzieś ze mną? - do Valerie zadzwonił Brendon.Musiała sobie powtórzyć w myślach to zdanie kilka razy,nie dowierzała,że właśnie chciał się z nią umówić.Jakiś czas temu skakałaby z radości z tego powodu,ale teraz zaczęła dostrzegać wiele więcej zalet u Ryana,gdy patrzyła na niego z innego punktu widzenia.Poza tym,gdy Brendon już zrobił się "grzeczny" stracił trochę dla niej swoją wartość,robił się taki monotonny i wręcz nudny,jak nastoletni uczniowie w serialach dla młodzieży.
- Tak...raczej dam radę - tego dnia nie miała sesji,więc co by szkodziło iść po południu na spotkanie z jednym,a wieczorem z drugim?
- Ok,zaraz po ciebie będę - ZARAZ?!Zależy jeszcze co znaczyło 'zaraz' w języku Brendona,ale miała maksymalnie pół godziny,a była jak na razie w piżamie,bez makijażu i w rozczochranych włosach.Pobiegła natychmiast na górę i zaczęła się szykować.Niecałe dziesięć minut później zadzwonił dzwonek."Fuck".
- Otwarte,wejdź - nie musiała pytać kto to,wiedziała dobrze.Ale jak blisko on musiał mieszkać,że dotarł tu w kilka minut?Valerie zmotywowała się i trzy minuty później była już gotowa.
- Cześć - uśmiechnął się do niej w całkiem inny sposób niż zwykle - przyjechałem autem,pojedziemy gdzieś - To dlatego był tak szybko.Wyszli z domu,niedaleko za autem Valerie stał luksusowy mercedes,na pewno dużo kosztował.
Jechali do miejsca nieznanego dla niej,z reguły udawała się w innym kierunku od miasta.Postanowiła jeden,jedyny raz odwołać spotkanie z Ryanem,widziała,że wyjazd będzie dłuższy,niż się spodziewała.Pisząc mu sms'a zauważyła,że powoli zaczęło zachodzić słońce,dzień był bardzo pochmurny,więc nie było przy tym nic dziwnego,że tak wcześnie robi się ciemno.Spojrzała kątem oka na swojego towarzysza,nie wiadomo czemu uśmiechał się cały czas tajemniczo pod nosem,dla swojego dobra wolała nie dociekać z jakiego powodu.Po około godzinie byli już na miejscu.Był to ładny park z chodnikiem prowadzącym dookoła stawu znajdującego się po środku.Wszędzie były najróżniejsze kwiaty i drzewa,nad chodnikiem na łukach wisiały lampy dające nastrój całemu miejscu.
- A przyjechaliśmy tu,bo...? - Valerie zastanawiała się po co przejechali taki kawał do parku,który niewiele różnił się od tego będącego w LA.
- Nawet sam nie wiem,jakoś tak - bardzo sensowna odpowiedź.I bardzo sensowny wyjazd.Nie ma to jak wyjeżdżać sto kilometrów od domu 'tak o'.
- Audrey dzisiaj ze mną zerwała -"Czy ja do diabła otworzyłam klub złamanych serc?!" - Nie miałem zamiaru błagać ją o dalszy związek,chociaż dalej czuję,że w głębi serca ją trochę kocham - cóż,historia lubi się powtarzać.Valerie przysiadła na jednej z ławek i modliła się,żeby cała sytuacja nie wyglądała tak,jak wtedy.Brendon usiadł zaraz koło niej i kontynuował.
- Nie wiem,czy jesteś już z Ryanem,czy nie,ale ja nie zamierzam dłużej czekać,bo będzie za późno - złapał jej dłonie i owinął swoimi - Ja jestem tym,który przyszedł cię błagać-wybierz mnie,bądź ze mną,kochaj mnie.
Valerie wybuchła śmiechem,brunet popatrzył na nią jak na chorą psychicznie.
- Ja naprawdę nie rozumiem,dlaczego zrywacie ze swoimi dziewczynami tylko po,by wyznać mi miłość.Na prawdę nie ma we mnie nic szczególnego.
- Chciałem być oryginalny,ale widzę,że mi nie wyszło - Brendon spojrzał smutnym wzrokiem w dół.
- Uwierz mi,jeszcze nikt nie zabierał mnie godzinę drogi od domu,by prosić mnie o wybranie go,a nie jego przyjaciela.Tak w ogóle,czy Ryan wiedział o twoich zamiarach?
- Nie,ale ja wiedziałem o jego - uśmiechnął się łobuzersko - powiedzmy,że chciałem mu trochę zepsuć plany.
- Ja cię jeszcze nie rozszyfrowałam.Co to ma znaczyć,że na początku robisz wszystko,by być jak najdalej ode mnie,zachowujesz się jakbym była twoim największym wrogiem,a kilka tygodni później nagle doznajesz olśnienia i wpadasz na genialny pomysł,że chcesz ze mną być?
- Przepraszam,wiem,że to dziwnie wyglądało.Byłem wtedy z Audrey,gdy zobaczyłem twoje zdjęcie...Byłem zły na siebie,że tak zareagowałem,nigdy nie zdradziłbym jej,a bałem się,że mogę się w tobie zakochać.Musiałem być dla ciebie niemiły,chciałem chociaż sam siebie oszukać,niestety na niewiele się to zdało jak widzisz.
- Ale Brendon...ja nie mogę ciebie wybrać...ja kocham Ryana - sama nie wierzyła,że zdobyła się na takie jednoznaczne wyznanie.W sumie nie wiedziała jeszcze do końca,kogo wybrać,ale jakoś łatwiej było jej skrzywdzić jego,niż swojego najlepszego przyjaciela.Tak w ogóle to nie chciała nikogo krzywdzić,ale najwyraźniej nie było innego wyjścia.
- Tak...też tak myślałem.No cóż.Ale pamiętaj,jak tylko chcesz to zadzwoń,jak potrzebujesz pocieszenia,albo zmienisz zdanie,cokolwiek się wydarzy będę czekał-"Deja vu?Nie sądzę.To jest dziwne.Bardzo dziwne."
Dziwniejsze jeszcze bardziej okazało się to,co wydarzyło się kilka sekund później.Brendon objął Valerie,przyciągnął do siebie i zaczął ją całować.Nie dało się tego porównać do jej pierwszego pocałunku z Ryanem,który bardziej był muśnięciem warg niż pocałunkiem.Dziewczyna pomimo świadomości,że nie jest fair wobec Ryana nie opierała się mu.
- On może to ja też - mruknął pod nosem,gdy już skończyli.Rudowłosa uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jest już późno,możemy jechać do domu? - spytała po chwili.Nie chciała się z nim rozstawać,ale było już za dużo wrażeń jak na jeden dzień,aż bała się,co mogło się jeszcze wydarzyć.
Gdy byli już pod domem,Valerie objęła go na pożegnanie.On nie mogąc się powstrzymać dał jej o wiele bardziej delikatniejszy pocałunek niż wcześniej,porównywalny do Ryana.
- Brendon! - powiedziała do niego z jednej strony oburzona,ale i rozbawiona.
- Przepraszam,poprawię się - po raz kolejny uśmiechnął się łobuzersko.Było widać,że zamierza powtórzyć pocałunek przy najbliższej okazji-Pamiętaj,dzwoń.
- Jasne - uśmiechnęła się.Poszła w stronę drzwi machając mu jeszcze na pożegnanie.Gdy spojrzała w stronę domu ze strachem,a potem z poczuciem sumienia ujrzała obserwatora ich pożegnania,stał oparty o drzwi z niewesołą miną.Ryan.
- Cześć,dasz radę wyjść gdzieś ze mną? - do Valerie zadzwonił Brendon.Musiała sobie powtórzyć w myślach to zdanie kilka razy,nie dowierzała,że właśnie chciał się z nią umówić.Jakiś czas temu skakałaby z radości z tego powodu,ale teraz zaczęła dostrzegać wiele więcej zalet u Ryana,gdy patrzyła na niego z innego punktu widzenia.Poza tym,gdy Brendon już zrobił się "grzeczny" stracił trochę dla niej swoją wartość,robił się taki monotonny i wręcz nudny,jak nastoletni uczniowie w serialach dla młodzieży.
- Tak...raczej dam radę - tego dnia nie miała sesji,więc co by szkodziło iść po południu na spotkanie z jednym,a wieczorem z drugim?
- Ok,zaraz po ciebie będę - ZARAZ?!Zależy jeszcze co znaczyło 'zaraz' w języku Brendona,ale miała maksymalnie pół godziny,a była jak na razie w piżamie,bez makijażu i w rozczochranych włosach.Pobiegła natychmiast na górę i zaczęła się szykować.Niecałe dziesięć minut później zadzwonił dzwonek."Fuck".
- Otwarte,wejdź - nie musiała pytać kto to,wiedziała dobrze.Ale jak blisko on musiał mieszkać,że dotarł tu w kilka minut?Valerie zmotywowała się i trzy minuty później była już gotowa.
- Cześć - uśmiechnął się do niej w całkiem inny sposób niż zwykle - przyjechałem autem,pojedziemy gdzieś - To dlatego był tak szybko.Wyszli z domu,niedaleko za autem Valerie stał luksusowy mercedes,na pewno dużo kosztował.
Jechali do miejsca nieznanego dla niej,z reguły udawała się w innym kierunku od miasta.Postanowiła jeden,jedyny raz odwołać spotkanie z Ryanem,widziała,że wyjazd będzie dłuższy,niż się spodziewała.Pisząc mu sms'a zauważyła,że powoli zaczęło zachodzić słońce,dzień był bardzo pochmurny,więc nie było przy tym nic dziwnego,że tak wcześnie robi się ciemno.Spojrzała kątem oka na swojego towarzysza,nie wiadomo czemu uśmiechał się cały czas tajemniczo pod nosem,dla swojego dobra wolała nie dociekać z jakiego powodu.Po około godzinie byli już na miejscu.Był to ładny park z chodnikiem prowadzącym dookoła stawu znajdującego się po środku.Wszędzie były najróżniejsze kwiaty i drzewa,nad chodnikiem na łukach wisiały lampy dające nastrój całemu miejscu.
- A przyjechaliśmy tu,bo...? - Valerie zastanawiała się po co przejechali taki kawał do parku,który niewiele różnił się od tego będącego w LA.
- Nawet sam nie wiem,jakoś tak - bardzo sensowna odpowiedź.I bardzo sensowny wyjazd.Nie ma to jak wyjeżdżać sto kilometrów od domu 'tak o'.
- Audrey dzisiaj ze mną zerwała -"Czy ja do diabła otworzyłam klub złamanych serc?!" - Nie miałem zamiaru błagać ją o dalszy związek,chociaż dalej czuję,że w głębi serca ją trochę kocham - cóż,historia lubi się powtarzać.Valerie przysiadła na jednej z ławek i modliła się,żeby cała sytuacja nie wyglądała tak,jak wtedy.Brendon usiadł zaraz koło niej i kontynuował.
- Nie wiem,czy jesteś już z Ryanem,czy nie,ale ja nie zamierzam dłużej czekać,bo będzie za późno - złapał jej dłonie i owinął swoimi - Ja jestem tym,który przyszedł cię błagać-wybierz mnie,bądź ze mną,kochaj mnie.
Valerie wybuchła śmiechem,brunet popatrzył na nią jak na chorą psychicznie.
- Ja naprawdę nie rozumiem,dlaczego zrywacie ze swoimi dziewczynami tylko po,by wyznać mi miłość.Na prawdę nie ma we mnie nic szczególnego.
- Chciałem być oryginalny,ale widzę,że mi nie wyszło - Brendon spojrzał smutnym wzrokiem w dół.
- Uwierz mi,jeszcze nikt nie zabierał mnie godzinę drogi od domu,by prosić mnie o wybranie go,a nie jego przyjaciela.Tak w ogóle,czy Ryan wiedział o twoich zamiarach?
- Nie,ale ja wiedziałem o jego - uśmiechnął się łobuzersko - powiedzmy,że chciałem mu trochę zepsuć plany.
- Ja cię jeszcze nie rozszyfrowałam.Co to ma znaczyć,że na początku robisz wszystko,by być jak najdalej ode mnie,zachowujesz się jakbym była twoim największym wrogiem,a kilka tygodni później nagle doznajesz olśnienia i wpadasz na genialny pomysł,że chcesz ze mną być?
- Przepraszam,wiem,że to dziwnie wyglądało.Byłem wtedy z Audrey,gdy zobaczyłem twoje zdjęcie...Byłem zły na siebie,że tak zareagowałem,nigdy nie zdradziłbym jej,a bałem się,że mogę się w tobie zakochać.Musiałem być dla ciebie niemiły,chciałem chociaż sam siebie oszukać,niestety na niewiele się to zdało jak widzisz.
- Ale Brendon...ja nie mogę ciebie wybrać...ja kocham Ryana - sama nie wierzyła,że zdobyła się na takie jednoznaczne wyznanie.W sumie nie wiedziała jeszcze do końca,kogo wybrać,ale jakoś łatwiej było jej skrzywdzić jego,niż swojego najlepszego przyjaciela.Tak w ogóle to nie chciała nikogo krzywdzić,ale najwyraźniej nie było innego wyjścia.
- Tak...też tak myślałem.No cóż.Ale pamiętaj,jak tylko chcesz to zadzwoń,jak potrzebujesz pocieszenia,albo zmienisz zdanie,cokolwiek się wydarzy będę czekał-"Deja vu?Nie sądzę.To jest dziwne.Bardzo dziwne."
Dziwniejsze jeszcze bardziej okazało się to,co wydarzyło się kilka sekund później.Brendon objął Valerie,przyciągnął do siebie i zaczął ją całować.Nie dało się tego porównać do jej pierwszego pocałunku z Ryanem,który bardziej był muśnięciem warg niż pocałunkiem.Dziewczyna pomimo świadomości,że nie jest fair wobec Ryana nie opierała się mu.
- On może to ja też - mruknął pod nosem,gdy już skończyli.Rudowłosa uśmiechnęła się nieśmiało.
- Jest już późno,możemy jechać do domu? - spytała po chwili.Nie chciała się z nim rozstawać,ale było już za dużo wrażeń jak na jeden dzień,aż bała się,co mogło się jeszcze wydarzyć.
Gdy byli już pod domem,Valerie objęła go na pożegnanie.On nie mogąc się powstrzymać dał jej o wiele bardziej delikatniejszy pocałunek niż wcześniej,porównywalny do Ryana.
- Brendon! - powiedziała do niego z jednej strony oburzona,ale i rozbawiona.
- Przepraszam,poprawię się - po raz kolejny uśmiechnął się łobuzersko.Było widać,że zamierza powtórzyć pocałunek przy najbliższej okazji-Pamiętaj,dzwoń.
- Jasne - uśmiechnęła się.Poszła w stronę drzwi machając mu jeszcze na pożegnanie.Gdy spojrzała w stronę domu ze strachem,a potem z poczuciem sumienia ujrzała obserwatora ich pożegnania,stał oparty o drzwi z niewesołą miną.Ryan.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)