środa, 31 sierpnia 2011

Losing the feeling of feeling unique

W namiocie całe szczęście nikogo nie było,wszyscy już wyszli się szykować na koncert,zostało tylko jakieś dwadzieścia minut.Valerie nie chciała uniknąć Ryana tym razem,chciała z nim porozmawiać.Czuła się zdradzona pomimo tego,że jakiś tydzień temu przez myśl by jej nie przeszło,że mogłaby go kochać,a co dopiero z nim być.
-Co ty tu robisz?-spytał ze zdziwieniem,ale rudowłosa odebrała to raczej jako złość.
-Miłe powitanie.Przyszłam wam pomóc i porobić zdjęcia na koncercie,uwierz mi,zdjęcia są ważne dla fanów.Skoro ci przeszkadzam,to przykro mi,ale masz pecha,bo 2/4 zespołu nie mają nic przeciwko temu,że tu jestem-była cholernie rozzłoszczona i miała wielką ochotę przywalić mu w jego wytapetowaną twarz.
-Dziękuję naprawdę,że się tak martwisz o nasz zespół-mówił to tak,jakby ją wielbił za przyjście na ten koncert.Było mu naprawdę głupio.
-A co tam u twojej Barbie?Co tydzień mówisz losowej dziewczynie,że ją kochasz,czy co dwa dni?
-Valerie,to nie tak...
-Zrozum,jesteś tylko kłamcą.Najzwyklejszym w świecie kłamcą.Myślisz,że skoro jesteś taki "piękny" i wszystkie nastolatki na ciebie lecą,to możesz krzywdzić ludzi,którzy cię kochają?Nawet na to nie licz.Gdy cię pierwszy raz zobaczyłam wyglądałeś na takiego,co zmienia dziewczyny jak rękawiczki,ale jak cię lepiej poznałam pomyślałam,że to tylko pozory.Niestety,myliłam się,a myślałam,że cię dobrze znam.A teraz przepraszam,muszę iść pod scenę przyszykować się do koncertu.
-Nie,nigdzie nie idziesz-złapał ją za ramiona a ona o dziwo nie próbowała mu się wyrywać-Chcesz wiedzieć jak to na prawdę jest?Tylko ciebie naprawdę kocham...
-Jasne,mogę się założyć,że kilka minut temu mówiłeś to samo tej blondynie.
-Nie,ja nie kocham Keltie.To ona chciała się ze mną spotkać,to ona mnie objęła i to ona chciała mnie pocałować.Nie odpycham jej od siebie,bo...jak ją pierwszy raz zobaczyłem,to ujrzałem w niej ciebie...jesteście takie podobne,a wiem,że ty i tak mnie nigdy nie pokochasz,więc chcę mieć dla siebie chociaż marną twoją kopię.Ona nie dorasta ci do pięt,podobna jest tylko z wyglądu.
-Oczywiście Ryan,fajna historyjka.Najlepiej rzuć karierę gitarzysty i zacznij pisać bajeczki dla dzieci,będziesz w tym świetny.A skąd ta pewność,że cię nie pokocham?Może gdyby nie ta twoja Keltie nasza rozmowa wyglądałaby całkiem inaczej?
-Wiem,zachowałem się jak ostatni głupek.Valerie,powiedz tylko słowo,a zapomnę o Keltie.Dobra,nic nie mów,nie chce cie stracić przez ten głupi flirt-nagle wyszedł i poszedł w stronę blondynki,która stała cały czas w jednym miejscu.Valerie była dumna z siebie.Nadal była trochę zła na Ryana,lecz o wiele mniej niż kilka minut temu.Postanowiła iść na scenę i stanąć w umówionym ze Spencerem miejscu.
-Dobrze,że chociaż ty jesteś.Gdzie reszta?Widziałaś ich?Cały czas ich szukamy i nie wiemy gdzie są-Jon miał panikę na twarzy,zależało mu,by koncert wypadł punktualnie,a czasu było coraz mniej.
-Ryan jest tam-wskazała na niego,wyraz twarzy miał spokojny w przeciwieństwie do jego towarzyszki-a Brendona pomogę wam szukać.
-Świetnie,szukaj go koło sceny,może przyjdzie,my ze Spencerem poszukamy go gdzieś koło ulicy.Jak go znajdziesz to daj nam znać.Masz mój numer,nie?-skinęła głową-Ok,to ja idę.
Zobaczyła przed sceną,czy nie rozdaje autografów fanom,albo coś w tym stylu.Niestety,kręcili się tam tylko ochroniarze,poszła więc za scenę,tam także go nie było.Postanowiła sprawdzić w pobliskim lasku sto metrów za sceną.Okazało się,że był to dobry pomysł,wokalista stał tam oparty o drzewo i patrzył na ziemię.
-Zdajesz sobie sprawę z tego,że wszyscy cię szukają?Zaraz zaczynacie koncert,więc nie stój tu jak ofiara,tylko idź się szykować.
-Zaraz przyjdę-odpowiedział obojętnie.Dla Valerie było to dziwne,po raz pierwszy nie wydarł się na nią ,ani nie odszedł unikając odpowiedzi-Słuchaj,potrzebuje się komuś wygadać i będziesz to akurat ty,bo wiem,że mnie nie lubisz i z tego co widzę to się nie zamierza zmienić,więc nie będzie ci przykro z mojego powodu,ani nie będziesz chciała mi jakoś pomóc,chociaż to i tak niemożliwe,ale właśnie tego chcę uniknąć-Valerie zrobiła wielkie oczy,nie spodziewała się tego w ogóle po wokaliście.Najlepsze było to,że myślał,że ona go nie lubi i nie zdawał sobie sprawy jak bardzo się myli-Niedawno odkryłem,że moja dziewczyna mnie zdradza.Ona nic nie wie,że wiem o tym,a ja nie potrafię z nią zerwać,ciągle ją kocham...A najgorsze jest to,że kocham też kogoś oprócz niej...to takie dziwne,kochać dwie osoby na raz.
-Wierz,lub nie,ale jestem w bardzo podobnej sytuacji.Nie mam pojęcia kogo na prawdę kocham,już chyba zgłupiałam.
-Słyszałaś kiedyś ten cytat: "Kochając jednocześnie dwie osoby wybierz tę drugą,bo jeżeli naprawdę kochasz tę pierwszą nie zakochałbyś się w drugiej"?
-Nie,ale jest bardzo mądry.Niestety,nie potrafię tak zrobić,bo nie byłabym do końca fair w stosunku do tej drugiej osoby wciąż kochając pierwszą-Brendon uśmiechnął się,Valerie po raz pierwszy zobaczyła to zjawisko na żywo.
-Mam dokładnie to samo.Jeszcze może powiedz,że jedną z tych osób znasz dobrze,a w przypadku drugiej to miłość od pierwszego wejrzenia?-Valerie zaśmiała się pod nosem i skinęła głową.Jakie to było śmieszne,czuli dokładnie to samo.
-Tylko u mnie miłość od pierwszego wejrzenia to pierwsza osoba,chociaż mam coś wrażenie,że z czasem może to być coś więcej-mówiąc to patrzyła mu intensywnie w oczy.Gdyby mogła zaczęłaby skakać z radości,że rozmawia z nim bez kłótni.W pewnym momencie Brendon wytrzeszczył oczy,złapał Valerie za rękę i pobiegł w stronę sceny.
-My tu sobie urządzamy pogawędki,a za chwilę ma się zacząć koncert.
Gdy dotarli za scenę reszta wypatrywała ich z niecierpliwością.Wokalista poszedł wytłumaczyć się Spencerowi,a do Valerie podszedł Ryan.
-Z Keltie koniec...chociaż nawet nie było początku,ale koniec.Idziemy gdzieś po koncercie?-powiedział do niej cicho.
-Ale tylko jako przyjaciele.Ostatnio wszystko dzieje się za szybko,dajmy sobie czas-w odpowiedzi uśmiechnął się do niej przyjaźnie.
-Tylko już nie uciekaj-gdy to powiedział zaśmiali się oboje.Kilka dni temu Valerie nie pomyślałaby,że będzie się śmiała z dnia,który do niedawna był jej koszmarem.

wtorek, 30 sierpnia 2011

Oh,kiss me.

Głośny,głęboki oddech,przyspieszone bicie serca.Valerie nie umiała nić z siebie wydusić gdy tylko usłyszała ten głos,który ostatnie co do niej powiedział to "kocham cię".
-V,nie musisz nic mówić,ale słyszę,że tam jesteś,więc nie rozłączaj się i posłuchaj mnie.Dałem Pete'owi wiadomość dla ciebie,ale nie wiem czy się z nim widziałaś,więc powiem ci to,co tam napisałem.Przepraszam cię za wczoraj,to było nieodpowiednie,przesadziłem,ale proszę,wybacz mi,bo nie wyobrażam sobie jakbym miał przetrwać następne dni bez spotkań z tobą.Przypomnij sobie jak było fajnie...to znaczy oprócz tego ostatniego razu,najlepiej zapomnij o tym.Nie będę do ciebie dzwonił,ani pisał,ale nie dlatego,że mi nie zależy,tylko chcę żebyś przemyślała to wszystko i ochłonęła.Pamiętaj,jak chcesz porozmawiać,będę czekał,tylko zadzwoń.Do zobaczenia...mam nadzieję-rozłączył się.Valerie dalej siedziała jak zamurowana,zadecydowała,że faktycznie musi trochę ochłonąć,ale jednocześnie to przemyśleć.
-Hej,jak tam?-Josh właśnie wrócił z pracy,gdy tylko zobaczył Val wpatrującą się w jeden punkt,ciągle z telefonem przy uchu wzdrygnął się.To było dziwne,wyglądała jak upośledzona-Valerie?Żyj!
-Żyję-nagle otrząsnęła się i zaczęła dosyć normalnie funkcjonować-Masz jakieś plany,wychodzisz gdzieś albo coś?
-Yyy...no,można powiedzieć,że się umówiłem z koleżanką z pracy...-Valerie zrobiła wielkie oczy.Josh był bardzo przystojny,ale nigdy się nie umawiał z dziewczynami,tak szczerze mówiąc,to chyba nawet nigdy takiej nie miał,tylko jakieś dobre koleżanki...no i Valerie,ale ona odpada.
-Dobra,trudno,pójdę sama do miasta i powodzenia-wstała i dała Joshowi całusa w policzek.Postanowiła udać się do łazienki,by zobaczyć jak ma się jej wygląd.Nie dość,że przed "wyjściem" z Pete'm,o ile można było tak to nazwać,malowała się pospiesznie,to jeszcze kilka niekontrolowanych łez spłynęło jej po policzkach podczas rozmowy z Ryanem.Gdy tylko ujrzała się w lustrze,uświadomiła sobie,że ponownie wygląda jak zombie,może to było jej przeznaczenie?Przez następne dwadzieścia minut poprawiała makijaż,potem jeszcze raz pożegnała się z Joshem i wyjechała do centrum.
Gdy była na miejscu nie wchodziła do sklepów.Patrzyła tylko na wystawy,różne plakaty i ogłoszenia porozwieszane na słupach,po prostu nie chciała siedzieć w domu.W pewnym momencie jej uwagę przykuł plakat dotyczący koncertu,nie nikogo innego,ale Panic!At The Disco.Nie wiadomo czemu,ale poczuła,że musi tam być i porobić zdjęcia,jeszcze nigdy nie była na koncercie jako fotograf,więc teraz była i pora i okazja na to.Tylko do tego trzeba mieć przepustkę...Nagle uświadomiła sobie,że przecież kto jak kto,ale ona nie będzie miała problemu z jej zdobyciem.Zadzwoniła do Spencera,bo on wydawał się być najfajniejszym z zespołu,bo przecież nie zadzwoni teraz do Ryana tylko w sprawie przepustki,a Brendona numeru nie miała.
-Cześć Spence,tu Valerie,mam do Ciebie sprawę-starała się przybrać jak najbardziej pogodny ton głosu,chociaż w rzeczywistości była teraz zawieszona i zdezorientowana.
-O,fajnie,że dzwonisz,szczerze mówiąc stęskniłem się za tobą.Mów o co chodzi-Spencer i ten jego miły,przyjazny głos.
-Właśnie zobaczyłam plakat,że macie koncert w LA za tydzień.Dałoby się jakoś załatwić przepustkę dla mnie jako fotografa?Oczywiście będę robić jak najlepsze zdjęcia,żeby to nie było bezinteresowne.
-Dałabyś radę?Świetnie,jasne,że załatwimy!Będziesz mogła też wejść do naszego namiotu po koncercie jak będziesz chciała.
-Ok,dziękuję.Tylko mam prośbę,mógłbyś nie mówić reszcie,że będę?
-No tak,Ryan.Przykro mi z tego powodu-Spencer już też wiedział?Świetnie...-Nie powiem,ale wiesz,że i tak on cię na pewno zobaczy?Będziesz się kręciła po scenie,albo zaraz koło sceny,nie ma opcji,żebyś przeszła niezauważona.
-Tak,wiem.Chcę tylko żeby nie wiedział o mnie najdłużej jak to możliwe.Czekaj,mam jeszcze jedno pytanie,ten koncert jest pojedynczy,czy to część trasy?
-Jak na razie to tylko jeden koncert,ale mamy w planach jechać w trasę w najbliższym czasie.Ok,to bądź przy naszym namiocie około pół godziny przed koncertem,wytłumaczę Ci co i jak.Do zobaczenia.
-Do zobaczenia i jeszcze raz dziękuję.
Teraz spotkanie z Ryanem było nieuniknione,ale tylko w formie czysto zawodowej.Valerie po chwili zrozumiała,dlaczego ją tak ciągnęło na ten koncert-chciała zobaczyć jak jej były przyjaciel radzi sobie na scenie i w ogóle chciała go po prostu zobaczyć...i Brendona też.Postanowiła,że porozmawia z Ryanem na temat ich znajomości,miała tydzień na zdecydowanie co z tym zrobić.

Po tygodniu Valerie miała już w głowie dokładny scenariusz całego dnia.Wiedziała,jakie zrobi zdjęcia,jak będzie rozmawiać z Ryanem.Ogółem mówiąc była przygotowana.Wyjechała tak,by być na miejscu pół godziny przed koncertem,jak umówiła się ze Spencerem.Po drodze zastanawiała się też,jak zareaguje Ry gdy ją zobaczy,albo czy Brendon znów będzie taki zdenerwowany.Gdy zajechała na parking zauważyła od razu namiot zespołu i Spencera czekającego przed nim.Podbiegła do niego i przywitała się z nim.Zdziwił ją fakt,że miał na sobie mocny makijaż,mocniejszy nawet niż na sesji.
-Val,cieszę się że jesteś-uśmiechnął się do niej przyjaźnie-Dobra,słuchaj,tu masz przepustkę,noś ją cały czas na szyi na smyczy,jak ochroniarze ją zobaczą,to bez problemu cię przepuszczą.Możesz wchodzić na scenę jak chcesz,tylko uważaj na kable i nie kręć się za bardzo,rozumiesz,na scenie będą jeszcze tancerze,a poza tym Brendon ma to do siebie,że lata po scenie jak szalony i może cie nie zauważyć.
-Ok,będę uważać.Naprawdę nie wiem,jak ci dziękować.
-Nie ma za co,to drobnostka.Jak chcesz możesz wejść do namiotu,Ryana nie ma.
Valerie weszła za Spencerem,obawiała się trochę reakcji Brendona,Spencer nie mówił nic czy jest w namiocie,czy go nie ma.W końcu on nie wiedział o tym.Gdy wokalista zobaczył ją jak wchodzi bardzo się zdziwił,czyli Spencer dotrzymał wszystko w sekrecie.Po ujrzeniu jego makijażu rudowłosa zmieniła zdanie o makijażu perkusisty-Brendon miał całą twarz dziwnie wymalowaną,widocznie takie już były ich stroje sceniczne.
-Ryan wyszedł,a poza tym teraz powinnaś wiedzieć,że zaraz mamy koncert i romansować z nim kiedy indziej-tak,czyli jednak wtedy to nie był tylko zły humor,on już widocznie taki był,chociaż tym razem i tak zdecydowanie przesadził.
-Słuchaj,nie przyszłam tu dla Ryana,a nawet wręcz przeciwnie.Gdyby był w tym namiocie ja trzymałabym się z dala stąd.To,że usłyszałeś od niego jakieś historyjki,nie znaczy,że wiesz jak było naprawdę.I jakbyś nie zauważył mam przepustkę fotografa-pomimo tego,że była bardzo wkurzona na Bdena,dalej ją pociągał,w końcu wiele kobiet uważa bad boy'ów za najlepszych.
Brendon wyszedł z namiotu jak poparzony,reszta zespołu popatrzyła na niego jak na wariata,zrobił niezłą scenę.
-Co go ugryzło?-spytał Jon.Czyli możliwe,że jeszcze kilka minut temu wokalista był w normalnym nastroju.
-Audrey-Jaka 'Audrey'?Valerie spojrzała pytającym wzrokiem na Spencera,a potem na Jona,po którym było widać,że krótkie wyjaśnienie perkusisty wystarczyło mu do zrozumienia całej sytuacji.
-Audrey Kitching,dziewczyna Brendona.Ostatnio dużo się kłócą,zwykle to jej wina,ale nikt z nas nie wie o co dokładniej chodzi-Jon pospieszył z wyjaśnieniem.Najczęściej mało mówił,ale też wydawał się być w porządku,chociaż jego Valerie znała najmniej.
-My będziemy za niedługo wychodzić,jak chcesz uniknąć Ryana,to możesz już iść pod scenę,albo stanąć gdzieś na scenie po boku-rudowłosa posłuchała Spencera i poszła w stronę auta,by wyciągnąć aparat.Miała już iść w stronę sceny,gdy ujrzała kilka kroków od siebie Ryana w objęciach tajemniczej blondynki.Własnie zbliżali się do pocałunku,gdy nagle gitarzysta ujrzał Valerie i odepchnął ja od siebie.
-Keltie,muszę iść,zaraz reszta będzie mnie szukać-wytłumaczył się i pobiegł w stronę Valerie zmierzającej do namiotu.Poczuła się zdradzana,w końcu tydzień temu on wyznał jej miłość.Możliwe,że niedawno uświadomiła sobie,że też czuje coś do niego,ale było już za późno.

niedziela, 28 sierpnia 2011

I can't forget about it.

Ledwo Valerie weszła do swojego pokoju i zaczęła wyrzucać rzeczy z szafy na oślep,już wbiegł tam Josh otwierając drzwi z wielkim hukiem i zamykając je z jeszcze większym
-Nigdzie nie lecisz!To,że ten...Ryan coś ci zrobił,nie znaczy,że ja też muszę cierpieć nie wiedząc,co się z tobą dzieje-na jego twarzy była niemalże dzika furia.Wyraźnie martwił się o swoją lokatorkę.
-Będę u rodziców,nic mi się nie stanie-powiedziała w przeciwności do niego z anielskim spokojem,ale było słychać,że mówi przez łzy.
-A po drodze?Valerie,to jest na drugim końcu kraju!Bez obrazy,ale znając twoją niezdarność wsiądziesz do złego samolotu,albo co najmniej ktoś ci coś zrobi.
-Za kogo ty mnie uważasz?-popatrzyła na niego swoją zapłakaną twarzą.W jej oczach było widać rozpacz-Josh,ja już nie jestem dzieckiem,a że jestem niezdarna,to nie gra roli.
-Uwierz mi,że gra.A może najpierw mi łaskawie wytłumaczysz,dlaczego wyglądasz jak zombie?
-On mnie pocałował...
-Pocałował?!I tylko dlatego chcesz wyjechać?!-pomimo powagi sytuacji,ta odpowiedź go wyraźnie rozbawiła.
-Wiem,jestem dziecinna,ale...to długa historia,a z tego co wiem,samolot wylatuje za godzinę.
-Nigdzie nie lecisz,już ci to mówiłem!Mów,nawet jakby to miało trwać cały dzień.
-No dobra...-Valerie niechętnie usiadła na swoim łóżku,po chwili obok niej pojawił się Josh i objął ją opiekuńczo ramieniem-Pamiętasz,jak mówiłam ci jakiś czas temu o mojej słabości do wokalisty,tak?-Gdy ujrzała,że skinął głową,zaczęła kontynuować-On i Ryan są bardzo dobrymi przyjaciółmi,więc chciałam to jakoś wykorzystać,chciałam,żeby Ry poznał mnie z Brendonem i wtedy przestałabym się z nim jakoś widywać,a zaczęłabym z Bdenem.Niestety jakoś wyszło,że się z nim zaprzyjaźniłam i traktowałam go praktycznie jak brata,a teraz tu taka sytuacja,jak właśnie dzisiaj chciałam go poprosić by poznał mnie z resztą zespołu-po jej policzkach pociekły łzy.Josh objął ja jeszcze mocniej i pocałował ją w policzek.
-Val,to nie jest powód żeby płakać,uwierz mi.
-Ale ja nie płaczę ogólnie z tego powodu,mi chodzi tylko o to,że ja nie chcę go skrzywdzić,on powiedział,że mnie kocha,a ja wiem,że ja nigdy nie odwzajemnię mu tego uczucia na serio,to znaczy wiesz,może tylko niewinny flirt,ale na pewno nie potrafiłabym być z nim w dłuższym związku,a widziałam,że o to mu chodziło.
Valerie cały czas płakała,a Josh jedną ręką ja obejmował,a drugą głaskał po ramieniu.Nie minęło dziesięć minut,a dziewczyna zasnęła.Jej przyjaciel położył ją do łóżka,a potem poskładał i pochował do szafy rozrzucone po podłodze rzeczy.
Rano Valerie zjadła śniadanie przyszykowane przez Josha,wzięła prysznic i ubrana w spodnie dresowe i obcisły top usiadła przed telewizorem.Po chwili zadzwonił dzwonek do drzwi,z niechęcią poszła otworzyć,wiedziała,że ktokolwiek to jest,przestraszy się jej,wyglądała okropnie.Był to Pete.Gdy zobaczył Valerie zrobił wielkie oczy,ale po chwili się opamiętał,bo uświadomił sobie,że nie jest to miła reakcja.
-Wejdź.Przepraszam,że tak wyglądam,ale...jakoś tak wyszło.
-Ok,nic się nie stało.W sumie to chciałem Cie gdzieś wyciągnąć,ale widzę,że nie jesteś chyba...
-Nie,czekaj,zaraz się doprowadzę do porządku i możemy iść-pobiegła natychmiast na górę,by się przebrać i pomalować.Gdy zeszła na dół wyglądała jak całkiem inna osoba-była pomalowana ładnie,ale nie mocno,miała na sobie dość obcisłą spódnicę w kolorze "blady" róż,platformy w tym samym kolorze i kremowy top włożony w spódnicę.
-Wow-wyszeptał Pete-Wyglądasz...pięknie...całkiem inaczej,niż kilka minut temu.
-Dziękuję-odpowiedziała Valerie z delikatnym uśmiechem na ustach.Był to jej pierwszy uśmiech od poprzedniego dnia,chociaż zwykle uśmiechała się cały czas.
-Słuchaj,to nie jest tak,że Ryan mnie przysłał-zaczął po chwili-ale opowiadał nam wczoraj o waszym spotkaniu.Valerie,nie rób mu tego.On cierpi.Bardzo cierpi.Wczoraj gdy o tym mówił miał łzy w oczach.Może wydaje się być kobieciarzem,ale to nie był jego kolejny wybryk jak z Jac,ona była mu praktycznie obojętna.On cię na prawdę kocha.
-Przyszedłeś do mnie tylko po to,żeby mi powiedzieć,jak złą osobą jestem?Od wczoraj w ogóle nie zadzwonił,ani nie napisał.Zwykle piszemy cały czas,odkąd tylko pójdzie do domu.Skąd mam wiedzieć,że ta twoja historyjka o 'zakochanym Ryanie' nie jest wymyślona?
-Nie dzwonił,bo nie chce ci nic narzucać,chce,żebyś przemyślała to dokładnie i ochłonęła.
-Ale ja już wiem,nie kocham go i nigdy nie będę.Nie chce go krzywdzić uświadamiając mu,że to nie jego kocham,tylko jego najlepszego przyjaciela.Przepraszam,ale jednak nie mam nastroju na wychodzenie nigdzie-zawróciła do domu.Byli zaledwie kilka kroków od niego,bo szli bardzo wolno.
-Val,uwierz mi,skrzywdzisz go bardziej nie odzywając się do niego.On cię potrzebuje.Właśnie,zapomniałbym,prosił,żebym przekazał ci to,jak będę się z tobą widzieć-wręczył jej białą,złożona kartkę i widząc,że są już pod domem przytulił ją na pożegnanie-Trzymaj się i pamiętaj,przemyśl to.
Valerie nie odezwała się już do Pete'a,Gdy weszła do domu zdjęła pospiesznie buty i położyła się na sofę.Rozłożyła kartkę i przeczytała treść napisaną ładną jak na chłopaka pismem.
"V,przepraszam za wczoraj,byłem trochę za bardzo bezpośredni.Obiecuję,że się poprawię,możemy zacząć od początku.Nie chcę cię stracić.Proszę daj mi jakiś znak,że mi wybaczasz,na niczym innym mi teraz tak nie zależy.Ryan"
Powoli zaczęła uświadamiać sobie,że może jednak krzywdzi go teraz bardziej,niż jej się wydawało.Zrobiło jej się przykro.Nagle zadzwonił telefon.Valerie zerwała się z nadzieją,że to Ryan nie mógł znieść oczekiwania na jakiś znak z jej strony.Niestety,była to szefowa.
-Dzień dobry,dasz radę iść na sesję pojutrze?
-Nie,proszę przekazywać moje sesje dla kogoś innego przez dwa tygodnie,potrzebuje przerwy.
-Ale panno Thornton,co dwa dni są propozycje!
-Przykro mi,nie dam razy,do widzenia.
Już dawno myślała o urlopie,teraz był on nieunikniony.Zdjęcia i tak byłyby beznadziejne,myślami była gdzie indziej.Valerie patrząc w telefon wzięła głęboki wdech,a jej serce waliło jak szalone.Znalazła na liście kontaktów to,co chciała i nacisnęła przycisk ze słuchawką.Nie musiała długo czekać na odebranie.
-Valerie?-rzekł zaskoczony,ale zarazem wniebowzięty,wysoki głos Ryana.

piątek, 26 sierpnia 2011

Boys will be boys

Przez następny miesiąc nic się nie zmieniło.Valerie czasem po południu chodziła na sesje,co wieczór wychodziła z Ryanem.Po pewnym czasie wizyty w restauracji zamieniły się w długie,nocne spacery po parku,wtedy bardzo dużo rozmawiali.Następnie szli do domu,raz osobno,częściej razem,do domu dziewczyny.Ryan spał na przyszykowanym już materacu nieopodal łóżka Valerie.W jej domu był pokój gościnny,ale jeszcze zanim zasnęli znów rozmawiali.Fotografka chciała w pewien sposób wykorzystać Ryana by zbliżyć się do Brendona.Taki plan powstał,gdy zauważyła,jak często wspomina o wokaliście,była to prawdziwa przyjaźń.Postanowiła,że powie gitarzyście,by poznał ją z resztą zespołu,a wtedy może uda jej się rozszyfrować wokalistę.Dlatego też fakt,że robią się sobie coraz bliżsi zaczął ją przerażać.Czuła,że zaczyna powoli traktować Ryana jak brata,było to coś więcej,niż między nią a Pete'm i Patrickiem,bardziej przypominało to jej przyjaźń z Joshem,chociaż jego znała już dobre 15 lat,a gitarzystę tylko miesiąc.Zauważyła,że on odwzajemnia tą przyjaźń w taki sam sposób.Nie chciała dłużej tego ciągnąć,jakby tylko lepiej poznała się z Brendonem natychmiast urwałaby kontakt z Ryanem,było to tylko czyste wykorzystywanie.Postanowiła iść z nim do parku po raz ostatni,by poprosić go o lepsze poznanie z zespołem,później już wychodziłaby z kimś innym,lub,o ile byłoby to konieczne,siedziałaby wieczorami po sesji w domu.Umówili się już dzień wcześniej,tym razem dość wcześnie,Valerie nie miała tego dnia sesji.Ryan jak zwykle o umówionej godzinie był pod jej domem.Było ciepłe,lecz nie upalne,letnie popołudnie,a pomimo tego park nieopodal domu był dosyć pusty,tylko czasem przeszła pojedyncza osoba.Z początku rozmawiali na różne tematy,Val czekała na odpowiedni moment,by zacząć ten temat,o którym chciała porozmawiać.
-Zerwałem z Jac-powiedział po pewnym czasie Ryan dość pogodnym głosem,jak na ten temat.Jac Vanek była jego dziewczyną,tak jak Valerie była fotografką.
-Bardzo mi przykro-odpowiedziała,nie wiedząc jaki ton głosu dobrać.
-Szczerze ci powiem,że nie jest mi nawet przykro.To było niezbyt miłe kilka miesięcy mojego życia.Wiesz,w pewnym sensie czuję też ulgę-uśmiechnął się tajemniczo patrząc prosto w oczy rudowłosej,która natomiast patrzyła na niego pytającym wzrokiem.Jeszcze kilka dni temu opowiadał jej o swojej byłej,jakby na prawdę ją kochał,więc jego słowa były dziwne.Gdy zobaczył jej wzrok,uśmiech zmieniał się powoli w zdenerwowanie.
-Słuchaj,to że tak mówiłem wtedy o Jac,to tylko dlatego,że chciałem ukryć przed tobą moje zamiary...zerwałem z nią tylko i wyłącznie dla ciebie...kocham cię-Valerie miała oczy wielkości spodków i stała jak zamurowana.Nie była w stanie nic powiedzieć,ani tym bardziej poruszyć się.Gdy Ryan objął delikatnie jej twarz dłońmi i złożył na jej ustach lekki pocałunek stanęły jej w oczach łzy.Chwile po tym odeszła dwa kroki od chłopaka,patrzyła na niego olbrzymimi,przestraszonymi oczyma,a następnie rzuciła się biegiem w stronę domu.
Fakt,ona też go kochała,ale jak brata i robiła wszystko,by nie uświadomić sobie tego w pełni.Nie chciała go krzywdzić uświadamiając mu,że nie kocha go,chociaż i tak ta nagła ucieczka miła nie była.Darzyła uczuciem Brendona,ale nie miała zamiaru powiedzieć Ryanowi o tym,to jest jego najlepszy przyjaciel i Valerie nie miała zamiaru burzyć tej przyjaźni między nimi.Nie wyobrażała sobie dalszych spotkań z Ryanem,on pewnie nie zamknąłby tematu o ostatnim spotkaniu,a ona nie miałaby innego argumentu na to,dlaczego nie chce z nim być,niż to,że w Brendonie jest w pewnym sensie zakochana,więc jedno wyklucza drugie.Trudno było nazwać jej uczucie w stosunku do wokalisty miłością,nawet go dobrze nie znała,tak naprawdę nigdy z nim nie rozmawiała.
Była już koło domu.Wparowała przez drzwi wejściowe i ujrzała Josha siedzącego na sofie.Patrzył na nią,jakby zobaczył ducha,w końcu z rozmazanym makijażem,oczami pełnymi łez i włosami rozburzonymi od wiatru bez problemu można było ją pomylić z zombie.
-Co się stało?Co on ci zrobił?!-niemalże wykrzyknął.Czekał tylko na ten moment,gdy będzie mógł z czystym sumieniem coś zrobić Ryanowi.
-Wyjeżdżam do Nowego Jorku.Nie wiem na ile,może na zawsze.Jakby tu był,to nie wiesz gdzie jestem-powiedziała przez łzy i pobiegła na górę,by się spakować.

piątek, 19 sierpnia 2011

Give me envy,give me malice

Po zrobieniu jeszcze około dwustu zdjęć sesja dobiegła końca.W garderobie zespół z jednym oczywistym wyjątkiem żegnał się z ludźmi,którzy pracowali nad sesją.Dziękowali sobie za współpracę i wymieniali się numerami telefonów.
-Możemy pojechać moim autem jak chcesz,muszę jeszcze zawieźć do domu sprzęt-powiedziała Valerie do Ryana zmywającego swój makijaż.
-Jasne,ja nie mam ze sobą swojego auta,wszyscy przyjechaliśmy ze Spencerem.-odpowiedział dalej patrząc w lustro.Zanim skończył Valerie zanosiła wszystko do auta na tylne siedzenie.
-Mogłaś poczekać,pomógłbym ci-rudowłosa nie zauważyła nawet,jak podchodził do jej auta.Może to przez zdenerwowanie,a może przez to,że poruszał się niemal bezszelesnie.
-Nie było takiej potrzeby,to wszystko jest bardzo lekkie.Wsiadaj.-powiedziała zasiadając za kierownicą.
Przez całą drogę do domu mało co rozmawiali.Czasami spytał się o jakieś szczegóły dotyczące jej pracy,ale co chwilę zapadała dosyć niezręczna cisza.Gdy już podjechali na podwórko Ryan wziął torbę z laptopem i statyw,następnie poczekał,aż jego towarzyszka zaprowadzi go,gdzie może to zanieść.Gdy weszli do domu zastali Josha gotującego sobie kolację.Valerie jak zwykle powitała go całusem w policzek.
-Opowiem ci wszystko później-wyszeptała,a następnie dodała głośniejszym tonem-To jest Ryan,miałam dzisiaj sesję z jego zespołem-wskazała na niego,potem zwróciła się do Ryana pokazując na Josha-A to Josh,mój współlokator i przyjaciel.
Było widać,że niezbyt przypadli sobie do gustu,byli z całkiem innych światów-Ryan,chudy,dość zmizerniały,czasami się maluje,Josh,męski,dobrze zbudowany,wygląda na kilka lat więcej,niż ma.
Zanieśli sprzęt do pokoju Valerie.Ryan gdy położył to,co trzymał na łóżko,podszedł do klatki stojącej obok fortepianu.
-Jared!-zawołał uśmiechnięty.
-Skąd wiesz jak się nazywa?-spytała go zdezorientowana rudowłosa.
-Chłopaki kupowali go przy mnie,był z nami też Brendon,to on go wybrał.-mieć szczura wybranego przez najprzystojniejszego faceta na świecie,bezcenne.
-Skoro już mówimy o Brendonie-Valerie wypowiedziała imię wokalisty niemalże ze czcią,może nie był miły,ale za to jak wyglądał!-niechcący podsłuchałam waszej rozmowy podczas przerwy,o co chodziło z tym 'cudownym uzdrowieniem'?
-Może trochę przesadziłem wypominając Bdenowi jego chorobę-"Czyli ADHD nie było przenośnią"-ale na prawdę się na niego wkurzyłem,nie wiem o co mu chodziło,nigdy się tak nie zachowuje,jeszcze raz cię za niego przepraszam,bardzo mi przykro.
-Nic się nie stało,muszę być przygotowana na wszystko,nawet i gorszych od niego.Dobra,to jak,gdzie pójdziemy?
-Nie wiem jak ty,ale ja jestem bardzo głodny,możemy iść do jakiejś restauracji.
-Ok,pasuje.
Resztę dnia Valerie spędziła z Ryanem w restauracji dwie ulice od domu.Chociaż w drodze ze studia nic na to nie zapowiadało,nie mogli przestać ze sobą rozmawiać,mieli miliony wspólnych tematów,a po kilku kieliszkach wina rozmawiało im się jeszcze łatwiej.
Rano pobudka we własnym łóżku była zagadką,Valerie za nic nie mogła sobie przypomnieć,jak się znalazła w domu i gdzie się podział Ryan.Nie upiła się,ale trochę alkoholu połączonego ze zmęczeniem dało podobne wyniki.Gdy się podniosła ujrzała Ryana śpiącego koło jej łóżka.Z tego co pamiętała Josh miał wolne,więc na palcach zeszła na dół,by spytać go jak wyglądał ich powrót.
-Twój narzeczony zje z nami śniadanie,czy wybiera się już do domu?Na wszelki wypadek przygotowałem więcej-spytał Josh z łobuzerskim uśmiechem.Albo ich powrót nie wyglądał niewinnie,albo sam dopowiedział sobie,co mogło się stać,gdy znaleźli się we dwójkę w pokoju.
-To nie jest mój narzeczony-jej gniewny wzrok był w stanie roztopić masło stojące na stole-Możesz mi opowiedzieć co się stało jak wróciliśmy?Nic nie pamiętam,byłam strasznie zmęczona.
-Ja nie nazwałbym tego zmęczeniem.Weszliście do domu i śmialiście się jak idioci,potem poszliście na górę do ciebie do pokoju,a dalej to już nie wnikam-"Świetnie.Znając Josha trudno będzie wybić mu z głowy jego wymyślony scenariusz."
-Josh,rozumiem,jak to mogło wyglądać,ale nic się później nie wydarzyło,pamiętałabym to.
Nagle po schodach na dół zszedł Ryan.Był zaspany i nie wyglądał najlepiej.
-Ryan,mogę cię prosić na chwilkę?-Valerie nie czekając na odpowiedź,jego wzorem złapała go za nadgarstek i pociągnęła na górę.
-Pamiętasz coś może?Ja mam totalną pustkę w głowie.
-Pamiętam coś,że mówiłaś,że mogę spać u ciebie w łóżku,albo u Josha, a ja z tego wszystkiego wybrałem podłogę.
-Przepraszam,nie panowałam nad sobą,to nie miało tak wyglądać.Zostaniesz na śniadanie?Mamy przygotowane więcej,więc spokojnie dla ciebie starczy.
-Lepiej nie,domyślam się,że nie jestem mile widziany w tym domu-oczywiste było,że miał na myśli Josha.
-Jak chcesz.To...do zobaczenia...tak myślę.
-Jasne,nie pozwolę na to,żebyśmy się mieli więcej nie spotkać,nawet jakby to miało wyglądać,tak jak dzisiaj-uśmiechnął się porozumiewawczo,było widać,że w przeciwieństwie do Valerie ostatnie wydarzenia wywoływały u niego śmiech,nie nerwy.
-Zadzwoń później,z tego co pamiętam,to dawałam ci mój numer w restauracji,tak?
-Tak,oczywiście,że zadzwonię-powiedział,a następnie uścisnął rudowłosą,która była z tego powodu w lekkim szoku,z całej siły-Do zobaczenia.

czwartek, 18 sierpnia 2011

No talk,no walk,just the two of us

-Powiem ci od początku jak to było,bo widzę,że od szefowej niczego się nie dowiesz.-mówił Pete,uśmiech nie znikał z jego twarzy-Wczoraj spotkaliśmy się z chłopakami po raz pierwszy od sesji.Opowiedziałem im jak było i pokazałem kilka zdjęć.Nie wiem o co chodziło Bdenowi,ale jakoś nagle spoważniał i zachowywał się jakby go to nie obchodziło,a Ryan znowu był ciekawy szczegółów jak nigdy i namawiał chłopaków,żeby też iść z tobą na sesję.-"Żebym jeszcze wiedziała,który to Ryan"-Mieliśmy ubaw z Brendona,śmialiśmy się z niego,że ktoś tu chyba nie jest fotogeniczny,że tak wypiera się sesji,ale żartowaliśmy też z Ryana i tego jego wręcz podniecenia.
Valerie wolała nie pytać który to Ryan,żeby nie wyjść na całkiem nie zapoznaną w temacie,wystarczy,że pytała już o Brendona.
-Aż się boję,jak będzie na sesji,szczerze wątpię,że będzie tak miło jak z wami.-Pete i Patrick uśmiechnęli się serdecznie do niej.-Ale cóż,nie będę się wycofywać,'jest ryzyko,jest zabawa'-na jej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech,to co mówiła nie do końca zgadzało się z jej myślami.Miała ochotę wymyślić jakąś wymówkę i wymigać się od sesji.
-Dobra,to my już będziemy szli,masz tu pokarm i inne potrzebne rzeczy dla Jareda.-Patrick podał jej reklamówkę-Do zobaczenia i powodzenia na sesji,zadzwoń koniecznie jutro,bo dzisiaj już domyślam się,że nie dasz rady-uścisnęli się na pożegnanie i wyszli.
Była już godzina 13,więc najwyższa pora na szykowanie się do sesji.Valerie zjadła obiad,który przygotował jej Josh,zanim wyszedł do pracy.Wiedział doskonale,że Val jest beztalenciem,jeśli chodzi o gotowanie,a on gotował znakomicie.Spakowała swój sprzęt,wyniosła go do auta i gdy usiadła za kierownicą zdała sobie sprawę,że ma jeszcze dużo czasu.Siedziała pół godziny wpatrując się w kluczyki,które trzymała w rękach i wymyślała różne scenariusze.Nie wiadomo czemu bardzo przejmowała się tym zespołem.Przed sesją z FOB ważniejsze było dla niej,by wyszły dobre zdjęcia.Może jednak nie powinna pozwolić na to,by zaprzyjaźnić się z chłopakami?Może nie zrobi kariery fotografa tylko dlatego,że martwi się o relacje ze współpracownikami?W oczach stanęły jej łzy na myśl o tym,że to,co do tej pory osiągnęła miałoby iść na marne,kochała robić zdjęcia i chciała robić to zawodowo.Natychmiast wzięła się w garść,nie mogła doprowadzić,by jej makijaż rozmazał się od łez-w końcu pierwsze wrażenie często liczy się najbardziej.Odpaliła silnik i pojechała do studia.
Gdy dojechała na miejsce,Jess już tam była.
-Hej,Val.Oglądałam zdjęcia chłopaków,niezłe ciacha z nich!-Valerie skrzywiła się,jak tylko pomyślała o tym,że znów będzie musiała oglądać,jak jej koleżanka z pracy nieudolnie flirtuje z chłopakami,którzy wyraźnie dają jej do zrozumienia by się odczepiła.Lubiła Jessicę,była dobrą osobą,lecz jej ambitne podrywanie było niezbyt pozytywną cechą.Rudowłosa postanowiła zmienić temat.
-Jaką wymyśliłaś stylizację?Chcę się przygotować,jakie mam robić zdjęcia.
-Patrząc na ich styl emo,myślałam o mocnym makijażu oczu i nietypowych strojach,mam nadzieję,że to im podpasuje.
Nagle było słychać kroki.Puls Valerie wyraźnie się zwiększył,a jej oczy były wielkości spodków.Jej skóra pobledła.Zaraz miał tu wejść najprzystojniejszy mężczyzna jakiego kiedykolwiek widziała.
Weszli dwójkami,Brendon i 'kobieciarz' byli na przodzie.Val natychmiast odbiegła na bok,udając,że musi coś zrobić z aparatem.Jessica przywitała się z nimi i zapoznała ich ze swoimi wizjami.Minęło dobre pół godziny zanim byli gotowi do sesji.
-Przepraszam,ty jesteś fotografką,tak?-Valerie wystraszonym wzrokiem spojrzała na osobę mówiącą do niej.Był to ten 'emo kobieciarz',na żywo wyglądał całkiem inaczej,niż na zdjęciach,sprawiał wrażenie bardziej miłego.Jego głos był przyjazny i melodyjny.
-T...t...tak...sądzę-wyjąkała,ale nagle otrząsnęła się i przypomniała sobie,że jest w pracy-To znaczy tak,Valerie Thornton.-podała mu rękę na przywitanie.
-Ryan Ross,bardzo mi miło-również podał rękę i uśmiechnął się przyjaźnie."A więc to jest ten napalony na sesję!"-Chodźmy do reszty i omówmy nasze pomysły-Co znaczy 'nasze'?Więc oni też mieli plany?To dobrze,trochę pracy z głowy
-Ooo,nasza fotografka idzie.Cześć,jestem Spencer Smith i gram w tym zespole na perkusji-powiedział 'otyły buntownik' podając rękę.Nie dość,że nie pasował do zespołu wyglądem,to wyraźnie też był najmilszy,nic nie mogło się równać z jego ciepłym wyrazem twarzy.
-Witaj,Valerie Thornton.
-Jon Walker,miło mi,gram tu na basie-powiedział ten,któremu nie pasował styl emo
-Właśnie,widzę,że mówimy też o swoich funkcjach,wiec ja gram na gitarze i trochę śpiewam-rzekł Ryan dalej mając swój przyjazny uśmiech na twarzy.
Valerie wiedziała już,jak nazywa się Brendon i kim tutaj jest,więc nie czuła potrzeby poznawania się z nim,ale chłopaki spojrzeli na niego znacząco,a Ryan stojący najbliżej niego szturchnął go.
-Brendon Urie,śpiewam-powiedział to,jakby miał robić coś,czego nienawidzi i podał rękę ze spuszczoną głową w dół.
-Tak...może przejdźmy już do zdjęć-wyglądało na to,że Ryan jest 'samcem Alfa' w zespole.
Zdjęcia z początku szły dosyć dobrze,chociaż było widać,że Ryan i Brendon nie są w najlepszym humorze.
-Możemy zrobić małą przerwę?-zasugerował gitarzysta.
-Jasne-powiedziała Valerie i poszła w kierunku dwóch obrażonych,by doradzić im,żeby się uśmiechali,ale oni chyba mieli zamiar zamienić ze sobą kilka słów w cztery oczy.Poszła za nimi,pomimo tego,że wiedziała,że nie powinna tego robić.Ukryła się za ścianą i podsłuchiwała ich.
-Co ci jest?Wiesz dobrze,że nie powinieneś być taki zawieszony na sesjach,więc korzystaj z tego swojego cholernego ADHD!-"To był żart,czy on na serio jest chory?"-Dostałeś cudownego uzdrowienia?Fajnie,tylko trochę w złym momencie.-Ryan był wyraźnie zły na swojego przyjaciela.
-Odczep się,ty nigdy nie masz złego humoru?
-Tu nie o to chodzi,jak mamy osiągnąć sukces,to nie licz,że nie będziemy mieć sesji,a na nich trzeba wypadać dobrze,bo pierwsze wrażenie często najbardziej się liczy,a od tego właśnie są zdjęcia-co za zbieg okoliczności,zabrzmiało to jakby ją cytował,w końcu te same słowa miała na myśli jakieś dwie godziny temu.
-Dobra,daj już spokój.-Brendon poszedł w stronę ściany,za którą była Valerie.Słysząc jego kroki natychmiast oddaliła się do miejsca,w którym robili zdjęcia.Gdy chłopaki byli niedaleko,podeszła do nich,raz kozie śmierć,najwyżej się na nią wydrą.
-Yyy...słuchajcie...mam małą prośbę,moglibyście trochę się uśmiechać?Wiecie,zdjęcia by były lepsze.-Ryan złapał ją za nadgarstek i zaciągnął tam,gdzie chwilę temu rozmawiali z Brendonem.
-V...mogę ci tak mówić?-gdy zobaczył,że skinęła głową,kontynuował-Przepraszam za Bdena,nie mam pojęcia o co mu chodzi,zawsze jest taki żywy i roztrzepany...momentami aż za bardzo,a teraz nie wiem co mu jest.-Valerie chciała mu odpowiedzieć,ale nie pozwolił jej na to-Nie,nie mów,że nic się nie stało,albo że to nie moja wina,widzę,jaka jesteś zestresowana.-W jego oczach otoczonych sporą ilością makijażu było widać troskę.-Mogę gdzieś cię wyciągnąć po sesji?
-Ok,nie ma sprawy.-Uśmiechnęła się do niego.Miała nadzieje,że uda jej się z nim chociaż zakolegować,nie chciała pozostać z zespołem we wrogich relacjach.
-Super-Troskę na jego twarzy zastąpiło podekscytowanie-Wróćmy do reszty,trzeba zrobić jeszcze kilka zdjęć.
Sesja trwała dalej,Ryan miał już zdecydowanie lepszy humor,a Brendonem Valerie postanowiła się nie przejmować.

środa, 17 sierpnia 2011

Risky Business

Pierwsza rzecz,którą zrobiła Valerie po kąpieli,przywróceniu się do porządku i śniadaniu to wpisanie w YouTube 'panic at the disco'.Włączyła pierwszą lepszą piosenkę i następnie postanowiła zobaczyć zdjęcia zespołu.Włączyła jakąś galerię i z 'I Write Sins Not Tragedies' w tle przyjrzała się fotografii ukazującej cały zespół.Cały ten rytuał był dla niej normalną rzeczą występującą przed sesją,zawsze musiała poznać chociaż trochę muzykę i styl zespołu lub piosenkarza.Na zdjęciu były cztery osoby:mężczyzna wyglądający na najstarszego,wyróżniający się swoją męskością,lecz jego fryzura w stylu emo nie pasowała mu w ogóle,chłopak wyglądający w porównaniu do reszty jak z innej bajki,przypominający trochę 11-letniego buntownika z nadwagą,jako jedyny miał też szare oczy,reszta to brązowoocy bruneci,był też chłopak,który jak było widać urodził się z makijażem i  fryzurą emo,pasowało mu to idealnie,sprawiał też wrażenie zapatrzonego w siebie kobieciarza i wreszcie facet,który najwyraźniej był wokalistą,było go pełno jeśli chodzi o zdjęcia.Miał duże oczy,oczywiście brązowe i włosy także brązowe,żadna niespodzianka.Jego usta były dość duże w porównaniu do reszty.Valerie gdy go zobaczyła nie mogła oderwać oczu od jego zdjęcia.Na myśl o tym,że za kilka godzin ma się z nim zobaczyć i poznać jej serce waliło jak oszalałe.Rozmarzyła się o wokaliście tak,że prawie nie usłyszała dzwonka do drzwi.Poszła na dół po schodach potykając się o własne nogi,myślami była już na sesji.Otworzyła drzwi,oczywiście byli to Pete i Patrick,pierwszy z nich miał w rękach pomarańczowe pudełko do przenoszenia zwierząt ozdobione kokardą."Proszę,niech to nie będzie prezent,nie lubię tego."
-Sto lat!-wykrzyknęli niemalże równo-Zastanawialiśmy się nad psem,ale wzięliśmy pod uwagę,że mogłabyś nie mieć czasu się nim zajmować.-powiedział Pete
-Yyy...to w takim razie co to jest?-Valerie była zszokowana,ale też bardzo szczęśliwa.Kochała zwierzęta.
-Szczurek,nazywa się Jared.O klatkę się nie martw,zaraz przyniosę ją z auta.-rzekł Patrick i podszedł do samochodu.
-Naprawdę nie wiem jak mam wam dziękować,normalnie kocham was za to.
-Nie ma sprawy.Możemy na chwilę wejść?Chciałbym opowiedzieć ci o chłopakach,z którymi idziesz dzisiaj na zdjęcia.
-Jasne,wchodźcie.
Valerie miała już Jareda na rękach.Był szary i miał pojedyncze białe plamki na grzbiecie.Było widać,że jest bardzo pogodny,łagodny i nie boi się ludzi.Klatkę postanowiła dać na ziemię koło fortepianu będącego w jej pokoju.
-Więc,co powiedziała ci twoja szefowa?-spytał Pete
-Mówiła coś o 'błagającym panie Urie'.Który to?-rudowłosa wiedziała tylko jak wyglądają,o imionach i nazwiska nie miała pojęcia.
-Brendon Urie,wokalis...-Pete przerwał,bo z ust Valerie wydobył się cichy jęk.Serce ponownie jej waliło,tym razem pięć razy mocniej.-Co jest?
-Nic,nic.Kontynuuj.-rzekła bujając w obłokach.
-Widzę,że szefowa ma skłonność do mylenia nazwisk.Nieźle pomieszała.-powiedział śmiejąc się,Valerie spojrzała na niego pytającym wzrokiem,nie było jej do śmiechu.Czyli wokaliście była z pewnością obojętna,znając jej szczęście to pewnie ten z innej bajki,najbrzydszy z całej czwórki chciał tak bardzo z nią sesję.Myśląc jak to mogło naprawdę wyglądać czekała na następne szczegóły.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Here comes another papercut

Rudowłosa wreszcie się obudziła. Ziewnęła i spojrzała na zegarek. CO?! CZTERNASTA?! W sumie to nic dziwnego przy jej wczorajszym trybie życia. Bycie na nogach od 4 nad ranem do tej samej godziny następnego dnia nie jest zbyt zdrowe.Siedząc na łóżku spojrzała na swoje biurko,leżała tam biała kartka od Pete'a i Patricka.Valerie postanowiła coś im napisać."Jeszcze raz dziękuję za wczorajszą sesję,było świetnie,trzeba to kiedyś powtórzyć.Pisz lub dzwoń jak będziesz miał chwilę.Val".Wpisała dwa numery jako nadawców i wysłała.Następnie podeszła do tablicy korkowej na ścianie,popatrzyła kolejno na każde zdjęcie.Miała zwyczaj dawania tam zdjęć swoich bliskich i najlepszych zdjęć z każdej sesji.Byli tam różni modele,modelki,zespoły,piosenkarze,piosenkarki,przyjaciele i rodzina.Jej wzrok zatrzymał się na zdjęciu z jej byłym,Seanem.Patrzyła na nie przez dłuższą chwilę,następnie je odpięła i cisnęła nim w kosz na śmieci.Wiedziała,że ten rozdział w jej życiu jest skończony.Gdy zeszła na dół do kuchni zobaczyła kartkę na lodówce od Josha.Brązowooki blondyn napisał,że wróci dopiero w nocy.Nie przeszkodziło to Valerie,lubiła być sama w domu podczas dopracowywania zdjęć z sesji.Zjadła więc lekkie śniadanie i wzięła swojego laptopa.Zdjęcia już były tam zgrane,nawet dwa z nich,będące już na tablicy w pokoju,były przerobione.Wzięła się więc do pracy.

Przerabianie zdjęć zajęło jej więcej czasu niż zwykle tylko dlatego,że wybuchała śmiechem na co drugim zdjęciu.Nie były wybitnie śmieszne,ale przypominały jej się wszystkie te zabawne sytuacje i rozmowy podczas sesji.Gdy wysłała zdjęcia do FOB,była już godzina 20.Postanowiła zjeść kolację,na obiad było za późno.Następnie wzięła kąpiel,potem puściła płytę Fall Out Boy i położyła się na łóżku.Nie była śpiąca,więc zapadła tylko w chwilowy,lekki sen.Obudziło ją pukanie do drzwi.
-Proszę-powiedziała lekko zaspanym głosem.Wiedziała,że to Josh.
-Wszystkiego najlepszego,już po północy-rzekł i dał jej ozdobne pudełko średniej wielkości.
No tak,urodziny.Przez pracę całkiem o nich zapomniała,zresztą nigdy nie obchodziła ich szczególnie i nigdy nie robiła imprezy urodzinowej,teraz jeszcze i tak nie miałaby czasu.
Otworzyła pudełko w srebrnym kolorze.W środku był komplet-kolczyki i naszyjnik z kryształkami Swarovskiego w pomarańczowym kolorze mieniącym się na inne barwy.Z łzami w oczach z zachwytu i radości uścisnęła blondyna.
-Josh,nie musiałeś.Wystarczyłyby tylko życzenia.-powiedziała zachwyconym głosem oglądając prezent.
-Wiem jak bardzo lubisz biżuterię,chciałem Ci jakoś podziękować za to 15 lat przyjaźni.-odpowiedział.
Valerie zakochała się w tym prezencie,jednak nie czuła się dobrze z tym,że jej przyjaciel pochodzący z dość ubogiej rodziny wydał dla niej tyle pieniędzy.Zachwycanie się biżuterią przerwał dzwoniący telefon.
-Sto lat od całego FOB,Val.-powiedział niski głos Pete'a.
-D...dziękuję.-odpowiedziała zszokowana Valerie.Skąd wiedział o urodzinach?Zapomniała,że podczas ich rozmów powiedziała mu i Patrickowi o praktycznie wszystkim-ulubionym kolorze,kwiecie,piosence,zespole,o przyjaciołach,rodzinie i właśnie wspomniała coś o swoich nadchodzących urodzinach.Oni nie pozostali jej dłużni co do informacji o sobie.
-Dasz radę wyciągnąć się na urodzinowy obiad popołudniu?-spytał przerywając jej zastanowienia.
-Hmm...raczej tak,o ile coś ważnego mi nie wypadnie.
-Może jakaś sesja.-powiedział śmiejąc się zagadkowo.
-Zrobiłam wam za mało zdjęć?-spytała wystraszona nie rozumiejąc aluzji.
-Coś ty,jest ich bardzo dużo,jest w czym wybierać.A z resztą za niedługo się dowiesz co jest grane.Bądź w Yellow Restaurant o 15 i spytaj kelnera o stolik zarezerwowany na moje nazwisko jakby mnie jeszcze nie było.Do zobaczenia.
-Ok,do zobaczenia.
Valerie zastanawiała się o co chodzi Pete'owi z tą sesją.Przez swoje rozmyślania zapomniała całkiem o obecności Josha.
-Ooo,jakaś randka się szykuje?-spytał z łobuzerskim uśmiechem.
-Nie,tylko takie wyjście z kolegą.
-Jasne,ok,z resztą nie będę się wtrącał.-powiedział,chociaż wyraz jego twarzy mówił,że chce znać szczegóły
-Serio,to ten Pete z zespołu z którym miałam przedwczoraj sesję,mówiłam ci o nim,jest bardzo...-ponownie zadzwonił telefon.
-Witaj Valerie-rudowłosa dobrze znała ten głos,była to jej szefowa-Czy Pan Wentz mówił ci już o twojej nowej współpracy?
-Nie,nic o tym mi nie wiadomo.-było to pół kłamstwo-pół prawda,w końcu nie wiedziała o co chodzi
-Jutro o 15 masz sesję z zespołem Panic!At The Disco.Pan Urie był pod wrażeniem wyników twojej ostatniej sesji i wręcz błagał o współpracę z tobą.
"No nie,kolejny początkujący zespół."
-Nie da się tego przełożyć na później?Mam plany na jutro.
-Przykro mi,pan Urie naprawdę nalegał.
-Dobrze,przyjdę do studia o 14.30.Dobranoc.
-Dobranoc.
I po planach.Valerie szybko napisała smsa do Pete'a."Zabiję cię.Nie musisz załatwiać mi sesji,a zwłaszcza z początkującymi zespołami.Obiad nie wypali,muszę jeszcze poczytać coś o nich i przesłuchać piosenki,a sesja jest akurat na 15."
Pete najwyraźniej spodziewał się wiadomości od niej,odpisał po dwóch minutach."Wystarczyłoby 'dziękuję',naprawdę.Wybacz,Brendon jest niecierpliwy,miał załatwić sesję na 20.Trudno,wpadnę do Ciebie rano".
No i kolejny krótki sen.Valerie postanowiła nie myśleć o jutrzejszej sesji,by szybko zasnąć i się wyspać,w końcu nie wiadomo o której przyjdzie Pete.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Rock'n'roll,baby

Lipiec 2006. Niespełna 19-letnia fotografka Valerie Thornton wychodzi ze studia w Los Angeles po skończonej sesji z zespołem Fall Out Boy. Valerie jest niską, rudowłosą dziewczyną o delikatnej i zarazem ładnej twarzy. Mieszka w domu na przedmieściach LA. Dom dostała od rodziców na 16 urodziny razem z kontraktem do agencji fotografów. Z tego też powodu wyprowadziła się z rodzinnego Nowego Jorku. Kupno domu nie było problemem dla jej rodziny, ojciec Valerie posiada bogatą firmę. Jej mama nie pracuje, gdyż nie ma takiej potrzeby, natomiast zajmuje się ich olbrzymim domem. Valerie nie ma rodzeństwa. Jest trochę rozpieszczoną jedynaczką, ale kariera fotografa nie jest jej kolejną zachcianką. Nie wykorzystuje bogactwa swojej rodziny, kontrakt dostała tylko i wyłącznie za swój talent. Lipcowa sesja z Fall Out Boy była jej pierwszą sesją ze znanym zespołem. Znanym dla ludzi słuchających tej muzyki. Valerie słuchała metalu. Bardzo lubiła Metallicę i Marylina Mansona. Dzień przed sesją przesłuchała sławniejsze piosenki zespołu, by nie pozostać im obojętna. Okazało się,że był to dobry plan, muzyka spodobała jej się. Podczas sesji udało jej się także 'zaprzyjaźnić' z wokalistą i basistą, Petem i Patrickiem. Trudno było nazwać to przyjaźnią, znali się kilka godzin. Valerie wychodząc głównymi drzwiami ze studia wciąż się uśmiechała na myśl o zabawnych tekstach chłopaków. Zdecydowanie poprawiły jej humor po rozstaniu z jej chłopakiem, Seanem, 2 tygodnie temu. Całkowicie się po tym załamała. Kochała go, lecz najwyraźniej mu się znudziła. Zbliżając się do swojego auta położyła sprzęt fotograficzny, który niosła w rękach na chodnik, otworzyła auto i położyła wszystko na tylne siedzenie. Wzięła do rąk jedynie swoją lustrzankę i na siedzeniu kierowcy zaczęła oglądać zdjęcia. Najpierw obejrzała zabawne zdjęcia z zespołem zrobione przez jej koleżankę, Jessicę, która była stylistką i makijażystką na sesji. Jess była otyłą, niezbyt ładną dziewczyną mająca nawyk podrywania członków zespołu, którzy oczywiście nie odwzajemniali jej zainteresowania. Następnie były już zdjęcia z właściwej sesji, wyszły całkiem nieźle. Po obejrzeniu zdjęć Valerie włożyła do radia w aucie płytę FOB, którą podarował jej Pete. Gdy zamykała pudełko zauważyła małą kartkę włożoną przed książeczkę w płycie. Były tam napisane numery telefonu Pete'a i Patricka. "Zadzwoń do nas czasem,czekamy." Valerie czytając jej treść mimowolnie się uśmiechnęła. W głośnikach radia rozbrzmiewało właśnie "Dance,dance", gdy zadzwonił telefon. Od razu wiadomo było,że był to Josh, lokator i zarazem przyjaciel z dzieciństwa Valerie. Była już północ,więc zaczął się martwić.
-Gdzie jesteś?-spytał swoim delikatnym jak na 20-letniego faceta głosem
-Właśnie siedzę w aucie i zaraz wyjeżdżam,nie musisz się o mnie bać.-odpowiedziała Valerie
-I jak było?
-Opowiem Ci wszystko jak wrócę.
Za dużo było opowiadania jak na rozmowę telefoniczną. Valerie rozłączyła się i odpaliła silnik. Przejechała znaną jej drogę do domu i zaparkowała na podwórku. Wyciągnęła wszystko z tylnego siedzenia i weszła do domu. Josh właśnie siedział na fotelu i oglądał mecz. Uśmiechnął się i przywitał, a w zamian dostał przelotny pocałunek w policzek od Valerie,która była w drodze do swojego pokoju. Gdy już tam była włączyła szybko komputer i wydrukowała na papierze do zdjęć dwa zdjęcia-jedno,najlepsze zdjęcie zespołu z sesji i jedno zdjęcie jej z zespołem po sesji-by powiesić je na wielkiej tablicy korkowej na ścianie. Następnie pośpiesznie zeszła na dół do Josha,by opowiedzieć mu wrażenia z sesji,a było o czym mówić.