piątek, 2 grudnia 2011

We'll be glowing in the dark

Valerie oczywiście musiała wymienić się z Sarah numerem telefonu,bo ta uznała,że z pewnością się zaprzyjaźnią i będą przyjaciółkami do końca życia.Val nie miała jednak ochoty przyjaźnić się z takim typem dziewczyny,zwłaszcza jeśli była ona zakochana w jej byłym.Miała więc cudowny plan po wyjeździe z Detroit nie dawać jej żadnego znaku życia i tak zrobiła.

- Cześć,mogę?Przepraszam,że tak nagle przychodzę bez ostrzeżenia - Brendon wyglądał na podekscytowanego i zdenerwowanego.W niewiadomym celu miał gitarę ze sobą,to było zastanawiające.
- Wchodź.Mogę wiedzieć po co ci gitara?
- Właśnie po to przyszedłem.A więc,może nie musiałem tu z tym przychodzić,ale nieświadomie pomogłaś mi to tworzyć i byłoby nie fair gdybym ci nic nie powiedział - Brendon wyciągał gitarę z pokrowca,a Valerie ze zmarszczonym czołem przyglądała się mu i słuchała - Co było to było,chcę żebyś wiedziała że cokolwiek się stało jesteś moją najlepszą przyjaciółką i zawsze będziesz - Valerie uśmiechnęła się na te słowa.
- Miło mi,ale możesz przejść do rzeczy?
- Dobrze,więc napisałem piosenkę,kilka słów sama mi podsunęłaś podczas naszych rozmów,jeszcze raz dziękuję - uśmiechnął się ciepło i zaczął grać.
I was fine,just a guy living on my own
Waiting for the sky to fall
Then you called and changed it all,doll.
Ostatnie słowo dosyć mocno zaakcentował i uśmiechnął się szerzej patrząc na podłogę.Nie chciał patrząc na Valerie robić jej fałszywej nadziei,że piosenka jest o niej.Gdy doszło do refrenu wszystko było wiadomo-piosenka jest o Sarah.Val gdy zdała sobie z tego sprawę zmieniła wyraz twarzy na bardziej zawiedziony.
- I jak,co sądzisz? - spytał uśmiechnięty Brendon gdy skończył grać - Chcę to zagrać Sarah w walentynki.
- Cudowne,na pewno będzie zachwycona - Nie mogła skłamać,piosenka była piękna,miała jedną wadę-imię w refrenie.Dla Valerie Brendon nigdy nie napisał piosenki,a tu nagle zjawia się taka Sarah i piosenka gotowa,a nawet jeszcze nie są razem.Było jej przykro,w głębi serca jeszcze czuła coś do niego,chociaż może to te wspólne,wspaniałe wspomnienia z tych chwil,które razem przeżyli tak na nią działały.Wiedziała tylko jedno-nic nie zmieni i musi sobie sama z tym poradzić.Jedyne co przyszło jej do głowy to zemsta,chociażby niewielka.Pomyślała o tym pochopnie,ale wydawał jej się to dobry pomysł.Po dłuższej rozmowie z Brendonem okazało się że to przez poznanie Sarah tak się zmienił po trasie koncertowej.Gdy dowiedziała się o tym to zaczęła jej jeszcze bardziej nie znosić,bo miała swój wkład w rozpadzie ich związku.Gdyby nie ona to możliwe,że byliby jeszcze razem.
Po wyjściu Brendona Valerie zaczęła obmyślać swój plan zemsty.Najpierw pomyślała o uprzykrzaniu życia tej jakże cudownej,przyszłej pary.Uznała jednak,że nie chce skrzywdzić swojego byłego,tylko się na nim zemścić,więc wpadła na genialny pomysł,jakim było wzbudzenie w nim zazdrości.Wystarczy tylko znaleźć jakiegoś naiwnego,ale też nie losowego chłopaka,który nie miałby nic przeciwko spędzaniu dni w towarzystwie Valerie.Oczywiście,padło na Ryana.On nie odmówi towarzystwa żadnej dziewczynie,a zwłaszcza Val.
Jak pomyślała,tak zrobiła.Całe dni aż do połowy wakacji w 2009 roku spędzała z Ryanem.Może nie było tak,jak sobie to wyobrażała,ale zależało jej tylko na tym,by Brendon był zazdrosny.W lipcu wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli.Ryan dzięki temu,że odszedł z zespołu miał więcej wolnego czasu,więc pili zdecydowanie za dużo alkoholu,poza tym dołączyła do nich Z,nowa dziewczyna Ryana,która całkowicie popsuła plany Valerie.Ona nie postanowiła jednak zostawiać swojego nowego,imprezowego stylu życia i wracać do swojego dawnego życia,wręcz przeciwnie,strasznie jej się to spodobało.
Pewnego wieczora gdy szli w dwójkę objęci z Ryanem ulicą wreszcie spełnił się największy cel Valerie.Zamyślony Brendon zmierzał w ich stronę niczego się nie spodziewając.Gdy ich ujrzał popatrzył zaniepokojonym wzrokiem i podbiegł do nich.
- Valerie,co ty robisz?! - złapał ją za ramiona i spojrzał jej w oczy.
- Jestem z Ryanem,nie wolno mi? - pytanie było zupełnie inne,ale alkohol w jej głowie sprawił,że usłyszała to co chciała,i powiedziała,a wręcz wybełkotała usatysfakcjonowana to,co planowała od dawna.
- Ty jesteś naćpana! - krzyknął jeszcze bardziej zaniepokojony.Prawda,akurat tego jednego wieczora Ryan zaproponował jej kokainę,a ona nie miała zamiaru odmawiać - Czy ty jesteś normalny?!Co ty z nią najlepszego zrobiłeś? - zwrócił się do Ryana.Byli i tak ostatnio pokłóceni ze sobą,więc kolejna okazja,by na niego nakrzyczeć była dla niego przyjemnością - A ty idziesz ze mną,Valerie.
Zabrał ją do auta i zawiózł do swojego domu.Postanowił,że zatrzyma ją u siebie przez jakiś czas i zabierze ją na najbliższą trasę po Europie.Gdy wytłumaczył Sarah wszystko i położył Valerie,która zasnęła po drodze,na kanapie w salonie wyciągnął z jej torebki klucze do domu i pojechał zabrać stamtąd jej rzeczy.

- ...nie przyjdziesz tu,nawet o tym nie myśl - rano Valerie obudziła głośna rozmowa Brendona przez telefon.Najpierw zdziwiła się,co ona u niego robi,ale nie miała siły,żeby prowadzić dochodzenie,więc wsłuchała się w rozmowę - ...ty już wystarczająco dużo zepsułeś...nie obchodzi mnie to,że znów się zaprzyjaźniliście,nie wpuszczę cię tu i koniec...co z tego?Nie muszę być jej ojcem,żeby się o nią martwić,a skoro wplątała się między takie osoby jak ty to mam się czego obawiać...trzeba było o tym pomyśleć wcześniej,nie tłumacz się tu teraz alkoholem...jakbyś tego nie miał ze sobą,to nie było by problemu!Tak w ogóle,to skąd to wziąłeś?...Ryan,ale to nie jest byle co,to jest kokaina!I nie obchodzi mnie czy ona sama chciała,czy nie...nie obchodzi mnie to!Trzeba było pomyśleć...teraz to już za późno,'jestem głupi' nic nie naprawi...dobra,starczy,ty wszystko zepsułeś,szkoda tylko że Valerie na tym cierpi.Cześć.
Valerie jak przez mgłę przypomniała sobie,co działo się poprzedniego dnia.Słabo pamiętała ten moment z kokainą,bo była już po alkoholu,ale coś jej świtało.Nie mogła jeszcze uwierzyć,że Ryan,jej najlepszy przyjaciel ostatnich tygodni,mógł mieć narkotyki i częstować ją nimi.Nie mogła też uwierzyć,że zgodziła się je wziąć.Wydawało jej się,że jest przeciwniczką narkotyków,okazuje się jednak że po alkoholu ludzie są inni.
- Cześć Josh,jakby co to o Valerie się nie martw,dałem jej mały szlaban...za mocno zabalowała z Ryanem,opowiem ci kiedy indziej - opowiadał,jakby był za nią odpowiedzialny,jakby był jej ojcem.Dziwne,że nagle stał się aż tak opiekuńczy - ...zabieram ją w naszą trasę do Europy - W jaką znowu trasę?!Do jakiej Europy?! - ...nie martw się,będzie w dobrych rękach,w lepszych niż była teraz...dobra,nie ma za co,cześć.
Po usłyszeniu tych nowości postanowiła poruszyć swoje niezorganizowane ciało i wstać z kanapy,by pójść do kuchni porozmawiać z Brendonem.Wyszło jej to średnio,potykała się o równo położone panele.
- Jaka znowu Europa? - spytała zaspanym głosem.
- Nie śpisz już? - spojrzał na nią karcącym wzrokiem pod tytułem 'Teraz to ja za ciebie odpowiadam' - Valerie,nie możesz tu teraz zostać,nie po tym.To tylko miesiąc,spodoba ci się.Poznasz naszych nowych kolegów z zespołu...
- Macie już nowych? - mówienie sprawiało jej niemałą trudność.Nie potrafiła jednak siedzieć cicho,jak to ona.
- Na razie są z nami tylko podczas wyjazdów i grają z nami na koncertach.Wyjeżdżamy w czwartek,o rzeczy się nie martw,przywiozłem wszystko z twojego domu.
Nagle po schodach na dół zeszła Sarah.Pocałowała Brendona na powitanie i przytuliła się do Valerie.Val dalej czuła do niej niechęć,ale miała ochotę jej podziękować za to,że nie ma nic przeciwko temu,że spędzi z jej chłopakiem miesiąc na innym kontynencie.
- Jak się czujesz? - spytała troskliwie uśmiechając się.
- Nie za dobrze... - jęknęła Val przecierając dłonią twarz.Nagle jakimś cudem okazało się,że Brendona nie ma już w kuchni,były same.
- Valerie,wierzę że uda ci się uświadomić sobie,że to co robiłaś w ostatnim czasie nie było dobre.Nie znam może dobrze Ryana,ale słyszałam od Brendona jaki jest i lepiej się z nim ostatnio nie zadawać.
- Przyjaźnili się... - jej głos nie był już aż tak zaspany jak wcześniej,ale i tak normalny nie był.
- Wiem,ale Ryan się teraz zmienił.Stał się całkowicie innym człowiekiem...
- Sarah,ja się z nim przyjaźnię,znam go lepiej...
- Przyjaźniłaś...Brendon nie dopuści do tego,żebyście się spotkali - Valerie po raz pierwszy widziała ją bez uśmiechu,to był na prawdę nietypowy widok - Za kilka dni będziesz w Europie,oni się tam tobą zaopiekują,nie masz się czego bać.
Posyłając Val uśmiech,bez którego długo nie wytrzymała,wyszła z kuchni zostawiając ją tam samą.Valerie miała złe przeczucia co do wyjazdu do Europy,ale wiedziała że Brendon nie zostawi jej wyjścia.Jedyne co jej zostało to czekać do czwartku,nie myśleć o Ryanie i zapomnieć o niedalekiej przeszłości.

czwartek, 24 listopada 2011

You ain't woman enough to take my man.

- Tak poza tym,bardzo mi przykro z powodu Keltie - powiedziała Valerie odprowadzając Ryana do przedpokoju.
- Dziękuję,ale wiesz co?Jakoś nie jest mi nawet żal.Może po prostu tak już miało być,może ona nie była tą jedyną i to musiało się skończyć?Nie wiem,ale jestem w świetnym nastroju w porównaniu do... - miał na myśli swoje załamanie nerwowe po zerwaniu z Val,ale postanowił jednak nie mówić jej tak wprost o swoim ówczesnym stanie.Wolał żeby dalej myślała,że się tym aż tak nie przejął.Ona nie dociekała i tylko uśmiechnęła się do niego - Dobra,do zobaczenia - przytulił ją z całej siły.Bał się,że znów nie będzie się z nią widzieć przez kilka miesięcy,więc chciał maksymalnie wykorzystać te kilka godzin które spędził u niej.
- Do zobaczenia - wydusiła Valerie,nie mogła złapać oddechu z powodu silnego uścisku Ryana.Kto by pomyślał,że ta lebioda ma taką siłę?

Wreszcie nastąpiły oczekiwane przez Valerie święta.Cała w skowronkach pobiegła na samolot do Detroit,kiedyś jeździła tam nawet kilka razy rocznie,lecz teraz wiele się pozmieniało w jej życiu łącznie z tym.Na lotnisku czekała na nią jej ukochana matka chrzestna.Nie była jej rodziną,ale Valerie traktowała ją praktycznie jak drugą mamę,zwłaszcza teraz jej potrzebowała,gdy była bez rodziców.Świetnie jej było z tym,że mogła teraz porozmawiać z kimś kogo zna od urodzenia,powiedziała jej prawie o wszystkim.Opowiadała o żonie Josha,którego chrzestna Valerie dobrze znała,z resztą jak cała rodzina i przyjaciele rodziny Thorntonów.Zdała jej też relację o Ryanie i Brendonie,wreszcie mogła powiedzieć komuś wszystko co ma na sercu,co czuje do tych dwóch i jak odbiera ich zachowanie.Judy,czyli chrzestna Val miała trzydzieści siedem lat,ale była panną i miała za sobą ciekawe i skomplikowane życie uczuciowe,więc mogła prawie profesjonalnie doradzić.Było to o wiele lepsze wyjście,niż żalenie się Jaredowi,który i tak chyba nic nie rozumiał,a poza tym był zbyt zajęty kopaniem w trocinach lub obgryzaniem klatki by wysłuchiwać czyichś problemów.

- Przepraszam,że zapraszam kogoś pod twoją obecność,ale już mamy z moją znajomą taki zwyczaj,że odwiedzamy się w święta,więc będą tu dziś - zabrzmiało to tak,jakby Valerie mogła mieć pretensje z powodu czyichś odwiedzin.Ale to przecież był dom Judy i mogła zapraszać kogo chce i kiedy chce.
- Nie ma sprawy,na prawdę nie musisz mnie za to przepraszać.
- Chodzi mi o to,że nie widziałyśmy się kilka lat,a ja tu teraz zamiast spędzać ten tydzień z tobą jak najlepiej to zapraszam znajomych.
- Dobrze,na prawdę nie ma sprawy.Obiecuję,że teraz będę przyjeżdżać tu częściej.
- Super.Poza tym,Mary ma córkę w twoim wieku,więc nie będziesz musiała siedzieć z nami i się nudzić.Nawet z tego co wiem to macie kilku wspólnych znajomych w LA.
Chodziło o Ryana albo Brendona?Dziwne,zna tam sporo osób,a natychmiast pomyślała o nich.Cóż,oni mieli naprawdę wielu znajomych,więc mógł to być każdy,Valerie postanowiła dlatego nie dopytywać się o tą dziewczynę,bo uznała to za bezsensowne.Uśmiechnęła się tylko i poszła do swojego pokoju wreszcie się przebrać.Było już popołudnie,a ona dalej chodziła w piżamie.Lubiła tak robić,gdy wiedziała że nie ma nic zaplanowanego na ten dzień,niestety jednak tym razem plany się pozmieniały.

Do domu weszła lekko puszysta para,kobieta miała krótkie,ciemnobrązowe włosy i cały czas się uśmiechała.Mężczyzna miał szpakowate,krótkie,kręcone włosy i intensywnie niebieskie oczy.Ich córka weszła za nimi,była do nich bardzo podobna.Po matce odziedziczyła wieczny uśmiech,a po ojcu kolor oczu.Poza tym miała na sobie mocny makijaż i było po niej widać,że jest fanką solarium.Była chudsza od swoich rodziców,miała bardzo ładną figurę.Judy zaczęła przedstawiać wszystkim Valerie,lecz do owej dziewczyny nie musiała podchodzić,bo ona sama podbiegła i niemal rzuciła się im obydwóm na szyję.
- Jestem Sarah - powiedziała dziecięcym głosikiem cały czas się uśmiechając.
- Valerie - powiedziała zaskoczona,nie liczyła na takie miłe powitanie.
- Valerie Thornton?To ty? - Skąd ona,do diabła,wie jak się nazywam? Val nawet jej jeszcze nie znała,ale już za nią nie przepadała - Tak dużo o tobie słyszałam.
- Serio? - niezbyt wiedziała co się w tej chwili dzieje.Okazało się,że w bliżej nieokreślony sposób znalazła się w swoim pokoju i siedziała na łóżku,Sarah chodziła i rozglądała się.
- Była dziewczyna Brendona,tak? - powiedziała w pewnym momencie uśmiechając się dociekliwie.To zabolało.Zwłaszcza ten akcent na 'była'.
- T-tak,ale skąd o tym wiesz?
- Poznałam Brendona na jednym z ich wspólnych koncertów z Paramore - opowiadając przysiadła koło Valerie - Byłam jeszcze z Jeremy'm.Tak wyszło,że zakolegowaliśmy się,teraz gdy już jestem sama to piszemy ze sobą cały czas.Otworzył się przede mną,opowiadał o wszystkim co się u niego wydarzyło,nie spodziewałam się takiej reakcji po osobie którą znam parę miesięcy.O tobie też bardzo dużo mówił,wtedy jeszcze byliście razem.Opowiadał o swoim wrażeniu,że się oddalacie od siebie.Bolało go to,że spotykałaś się z jego najlepszym przyjacielem.Na prawdę cię kochał - fakt,pod koniec ich związku bardzo się oddalili.To już nie było to,co na początku,już nie jeździli na spacery późnymi wieczorami,nie całowali się w środku miasta,nie rozmawiali do rana.To było zdecydowanie coś innego.Valerie miała wielką ochotę powiedzieć Sarah,żeby nie wtykała nosa w nieswoje sprawy,lecz postanowiła poprawić się i nie popełniać tego samego błędu co przy Keltie,która okazała się w porządku w stosunku do niej.
Następne około dwie godziny Sarah opowiadała o sobie,bardzo chciała się lepiej poznać z Valerie.Ta natomiast rozmyślała cały czas o Brendonie i Ryanie.Trzeba przyznać,że ten drugi bardziej dawał po sobie znać,że ją kocha.Wystarczy spojrzeć chociaż na piosenki : She Had The World-kto inny mógłby mieć świat,jak nie młoda milionerka?Poza tym,faktycznie,mogła mieć wszystko oprócz Ryana,który nie potrafił być  w długim,poważnym związku,po prostu się do tego nie nadawał.Oczywiście trzeba jeszcze dodać,że oczywiście,że jej nie zrujnował,tylko zrobił ją bardziej interesującą.Dzięki znajomości z nim bardzo się zmieniła i to na lepsze.Stała się bardziej otwarta i miła;Northern Downpour-w tej piosence co prawda jest tylko jeden wers odnoszący się do Valerie,ale jest-"Tęskniłem za twoja skórą,gdy byłaś na wschodzie",czyli u rodziców w Nowym Jorku na święta;When The Day Met The Night-do tej piosenki można mieć pewne wątpliwości,gdyż jest ona skierowana również do Keltie.Takie jakby dwa w jednym.Obie dziewczyny poznał w środku lata,obie go w pewien sposób zmieniły.Cóż,niestety jednak nie ważne ile piosenek by napisał,jak dalej będzie prowadzić swój imprezowy styl życia,to nawet najpiękniejsza piosenka nie pomoże w zdobyciu ukochanej.

piątek, 18 listopada 2011

Defiance

Mijały dni,tygodnie miesiące.Valerie znalazła pracę w salonie sukien ślubnych,bardzo ją polubiła,nie zazdrościła klientkom ich szczęścia tylko cieszyła się razem z nimi.Poza tym zawsze uwielbiała suknie ślubne,kochała je oglądać i teraz mogła to robić całymi dniami.Wielkimi krokami zbliżały się też święta,chrzestna Valerie z Detroit zaprosiła ją do siebie,by nie była sama w domu.Oczywiście z chęcią przyjęła zaproszenie,cieszyła się na wyjazd do Michigan,zawsze uwielbiała tam jeździć zimą z powodu śniegu.Od kiedy mieszka w Los Angeles już dawno go nie widziała.Liam po miesiącu mieszkania u Valerie postanowił wyprowadzić się do rodziców.Zepsuło jej to bardzo humor,tyle dobrze że miała pracę,więc nie musiała cały czas przesiadywać samotnie w domu.Brendon dotrzymał swojej obietnicy i odwiedzał ją regularnie.Na początku strasznie ją to irytowało,ale potem przypomniała sobie,że to w końcu Brendon i on nigdy się nie zmieni.Po Ryanie nie było żadnego śladu życia,nie pisał,nie dzwonił i nie przychodził.Co do tego jego niby 'wielkiego zakochania w niej',o którym zapewniała Keltie,Valerie zaczęła wątpić jeszcze bardziej,gdy z dnia na dzień w internecie przybywało coraz więcej zdjęć Ryana z różnymi dziewczynami.Z Keltie nie miała najmniejszej ochoty rozmawiać i cieszyło ją to,że ta też dała jej spokój,ale czuła,że musi mieć jeszcze więcej informacji dotyczących prywatnego życia gitarzysty,więc nie pozostaje nic innego niż porozmawiać z nim we własnej osobie.Oczywiście nie miała zamiaru pytać go tak wprost czy dalej ją kocha,chciała się w szczególności dowiedzieć jego opinii o Keltie.

- Cześć - Ryan uśmiechnął się szeroko pokazując swoje równe,idealnie białe zęby,lecz po chwili nie mógł się powstrzymać i przytulił Valerie.Stali tak przytuleni w otwartych drzwiach przez ponad minutę,nie widzieli się w końcu kilka miesięcy - Stęskniłem się za tobą...bardzo - wyszeptał po chwili
- Ja za tobą też - cóż,trzeba przyznać,że brakowało jej rozmów z nim.Jak była z Brendonem to spotykali się,ale to i tak nie było to samo.Ani ona,ani on nie chcieli go skrzywdzić.
- Fajnie że mnie zaprosiłaś.Już myślałem,że znowu mnie nie chcesz znać,albo coś w tym stylu - uśmiechnął się do niej mając na myśli początki ich znajomości i te czasy w których Valerie była taka nieśmiała,że jego pocałunek powodował jej depresję.
- Coś ty,zmieniłam się przez ostatni czas - to było akurat pewne.Ta 'dawna' Val nie wpuściłaby do swojego domu obcego mężczyzny,a tym bardziej nie pozwoliłaby mu mieszkać z nią przez miesiąc - Jak tam z Keltie? - postanowiła udać idiotkę i nie mówić mu,że się z nią spotkała.Chciała usłyszeć jak to było z jego perspektywy bez niczyjego wpływu.
- Nie mówiłem ci? Nie jesteśmy już razem i to dość długo...a,faktycznie,nie widziałem się z tobą jeszcze dłużej - znów uśmiechnął się do niej szeroko.Wygląda na to że jest w na prawdę świetnym humorze.
- Serio? - udała zdziwioną.Trzeba przyznać,jest świetną aktorką - Co się takiego stało?
I tutaj nagle zamilkł.Czyżby coś ukrywał?Może to co mówiła Keltie to prawda?Ale musiała w tym być jednak szczypta kłamstwa.Chyba że...te ciągłe uśmiechy,powitanie,ten sposób w jaki na nią patrzył.Keltie najwyraźniej nie kłamała!
- Nie wiem jak to powiedzieć,ale...uznajmy że przeżyła to samo co ty,gdy wróciłaś z Nowego Jorku po świętach - zgadza się,to właśnie mówiła.Ale to w takim razie było bez sensu,po co by miała przekazywać jej bezinteresownie te wszystkie informacje?Musiał gdzieś być haczyk,tylko gdzie?
- Ryan,Ryan,Ryan - Valerie przerwała na chwilę przemyślenia by nie wzbudzać podejrzeń i pokiwała głową - Ty się chyba nigdy nie zmienisz - uśmiechnęła się,by zrozumiał że to jest żart i nie odebrał tego jako obelgę.
- Cały ja.Chyba pisane mi jest być singlem - tak,on singlem.Ryan Ross starym kawalerem.Trochę to mało przyziemne.Z pewnością,jakby był z jakąś jego fanką,to mógłby zdradzać ją na prawo i lewo,ale jej by to nie przeszkadzało.No bo to w końcu George Ryan Ross III i nie można z nim zerwać,ani się na niego obrazić.Dlatego właśnie w większości przypadków to Keltie została wzgardzona po ich zerwaniu.Ale w sumie skoro zasłużyła na gwiazdy to po co jej taki Ryan,tylko by przeszkadzał,prawda?
- A ta nowa dziewczyna,to kto? - musiała zadać to pytanie.Z pewnością Keltie już pobiegła do tej trzeciej i ostrzegła ją jaką to niewdzięczną,zdradziecką świnią jest Ryan.
- W sumie to - uśmiechnął się tylko wstydliwie - nie wiem.
- Jak to nie wiesz?Spałeś z dziewczyną i nawet nie wiesz kim jest?
- Tu nie chodziło o to,że zależało mi na niej albo coś,po prostu znowu nad sobą nie zapanowałem.Taki już jestem i nic na to nie poradzę - a może jednak faktycznie bycie kawalerem było mu pisane?
- Ryan,nie możesz tak robić.A co jak ktoś się naprawdę w tobie zakocha?Wiesz jak byś ją skrzywdził? - chciała mu przez to wypomnieć też sytuację,w której sama była.
- Kto mógłby mnie pokochać?Jestem zwariowany.Tacy ludzie nie zasługują na miłość.Nie zasługują nawet na przyjaźń,więc widzę że jestem wielkim szczęściarzem.
- Właśnie oni zasługują na miłość i na przyjaźń najbardziej.Są inni niż wszyscy i mają w sobie więcej powodów,by ich kochać.Wystarczy tylko żebyś poczekał i poszukał tej jedynej,może nawet ona sama do ciebie przyjdzie.Ale pamiętaj,nie warto wplątywać się w przygody na jedną noc,nic dobrego nie wprowadzą,mogą jedynie zepsuć naprawdę dobry związek.Może jestem od ciebie młodsza i mam mniej doświadczenia,ale to nie znaczy że nie mogę ci doradzić - uśmiechnęli się do siebie ciepło i spojrzeli sobie w oczy.Valerie lubiła to w nim najbardziej-zawsze jak z nią rozmawiał,to wpatrywał się w nie głęboko.Miała wtedy wrażenie,że przeszywa się przez nie do jej duszy,to było wspaniałe uczucie.
Ryan najwyraźniej zrozumiał wręcz 'kazanie' Valerie i wygląda na to,że będzie chciał wprowadzić je w życie.Pozostaje tylko jedno zasadnicze pytanie-czy ten imprezujący łamacz serc jest w stanie się kiedykolwiek zmienić?

______________________

Tak,tak wiem,nie jest fajnie.Ostatnio mam problemy z weną,ale nie chce też zaniedbywać bloga i czekać na wenę,bo w końcu się okaże,że nie będę pisać przez pół roku.Mam nadzieję,że następna część wyjdzie lepsza.

piątek, 11 listopada 2011

Why do we like to hurt so much?

Dzwonek do drzwi.O 7 rano.W sobotę.Komuś się chyba nudzi,albo po prostu lubi zatruwać innym życie.Valerie usłyszała,ale naprawdę nie chciało jej się wstawać,więc udała że jeszcze śpi i czekała aż Liam otworzy.On oczywiście jak tylko wyznał sam sobie co myśli o tym odwiedzającym podszedł do drzwi.Był w samych bokserkach,ale nie przeszkadzało mu to jakoś,może dlatego,że jeszcze czuł się jakby spał.
- Jest Valerie? - Brendon patrzył na niego agresywnie,ale też dociekliwie.Był zły,że Valerie nie powiedziała mu nic o nowym miejscu zamieszkania,ale gdy zobaczył półnagiego mężczyznę w drzwiach uznał,że to już za wiele.Cóż,dalej był o nią zazdrosny.
- Dzień dobry - zaakcentował Liam,by przypomnieć Brendonowi o kulturze osobistej,która jest niezbędna,zwłaszcza gdy się budzi kogoś z rana bez szczególnej potrzeby - Obawiam się,że jeszcze śpi.
- Trudno,wejdę i poczekam - nie liczył się z rekcją Liama,tylko wtargnął do mieszkania i rozsiadł się na sofie w salonie.
Valerie rozpoznała głos Brendona,zawsze by go poznała.Słyszała też,że jest zły,więc postanowiła jak najszybciej do niego pójść,wiedziała że jest niecierpliwy.
- Nie mam pojęcia kto to jest,ale działa mi na nerwy.Nie będę znosić dłużej jego fochów - Liam wyszedł szybkim krokiem do swojego pokoju i trzasnął drzwiami.Czyli musiało być na prawdę źle.Rzadko kiedy Brendon aż tak kogoś denerwował.
- Cześć - wymamrotał z wyrzutem,gdy ją ujrzał kątem oka.Wyglądał jak obrażone dziecko,siedział  na sofie z naburmuszoną miną i skrzyżowanymi na piersiach rękami patrząc przed siebie.
- O co ci znowu chodzi? Poza tym,czy ty nie masz życia? Jest 7 rano... - spytała go zaspanym głosem przecierając ręką oczy.Podeszła i usiadła koło niego na sofie.
- Nawet mi nie powiedziałaś,że się przeprowadziłaś.Poza tym,twój nowy chłopak jest 'bardzo fajny'.
- Co?!To nie jest mój chłopak!Znam go jakieś dwa tygodnie...
- A już śpicie ze sobą?Szybka jesteś.
- Ja z nim nie śpie...Kupiłam od niego ten dom,a teraz on zerwał z dziewczyną i nie ma gdzie mieszkać,to zaproponowałam mu,żeby zamieszkał na jakiś czas tutaj w pokoju gościnnym.A nie powiedziałam ci,że się przeprowadzam bo...tak właściwie,to skąd masz mój adres?
- Byłem u Josha i mi powiedział.Zdziwił się,że nic mi nie powiedziałaś,no właśnie,dlaczego?
- Może to zabrzmi trochę dziwnie,ale chcę,żeby teraz wszystko było inaczej.Nie chcę już cały czas być otoczona sławnymi osobami,ja tam nie pasuję.Albo się przeze mnie kłócicie,albo ja nie mam dobrego samopoczucia przez obecną sytuację - powiedziała ze spuszczoną głową.
- Pasujesz tu,to z nami coś jest nie tak - położył rękę na jej splecionych dłoniach i uśmiechnął się do niej delikatnie - ale nie zrywaj z nami kontaktu,proszę.
- Brendon,przepraszam - popatrzyła na niego z wyrzutami sumienia - Ja tak nie mogę,muszę zacząć coś nowego,poznać kogoś nowego...
- Trudno - westchnął - ale nie licz na to,że ja dam ci spokój.Będę ci się tak cholernie narzucał,aż w końcu zmienisz zdanie - uśmiechnął się do niej szeroko dumny ze swojego planu.On i te jego szybkie zmiany nastroju.
- Ale ty jesteś uparty - pokiwała głową - zawsze jak przyjdziesz do mnie,albo nawet tylko zadzwonisz to zmieniasz wszystko.Obracasz do góry nogami.Ale dobra,nie będę się z tobą kłócić,to nie ma sensu,i tak wiesz że już wygrałeś - Brendon nagle wytrzeszczył oczy.Valerie tylko popatrzyła na niego pytającym wzrokiem,ale nie chciała,żeby jej wyjaśniał co się stało,on już po prostu tak miał.
- Ja już pójdę,mam jeszcze dziś parę spraw do załatwienia - nagle mu się przypomniało.Zerwał się z sofy jak poparzony.
- Dobra,cześć.
- Do zobaczenia - powiedział z uśmiechem przypominając jej o swoim planie.Na dźwięk zamykanych przez niego drzwi z pokoju od razu wyszedł Liam.Był już ubrany w swoje wczorajsze,pogniecione ciuchy,nie miał nic innego ze sobą.
- Zaraz,to był Urie? - zapytał zdziwiony,Valerie tylko przytaknęła z obojętnością - Nie wiedziałem jak on wygląda,tylko Jennifer cały czas gadała o nim i o jego zespole,już normalnie nimi rzygam.Jakby się dowiedziała,że był tutaj,to by zwariowała.
- Dziwnie się czuję w jego towarzystwie i innych osób z tej branży.Oni są znani,fanki za nimi latają,a mnie nikt nie zna.W końcu jak można zdobyć sławę poprzez prawie niewidoczny napis po boku zdjęcia w gazecie?
- Jesteś fotografem?
- Byłam.
- Wow,co się tu dzieje?Jeszcze zaraz powiesz,że Angelina Jolie to twoja przyjaciółka!
- Niee,aż tak w tym nie jestem.Znam się tylko z kilkoma modelkami i muzykami.Nic więcej.
- Wiesz,dla mnie to i tak dużo.
Valerie nigdy nie spodziewała się,że ktoś będzie jej zazdrościł,albo będzie to dla niego dziwne,że zna się na przykład z Brendonem.Była ciekawa,co by zrobił Liam,gdyby powiedziała,że z nim była ale nie chciała mu przekazywać aż tylu wiadomości naraz.
Większość rozmów z Liamem dotyczyła potem Panic! At The Disco.Powiedział,że w sumie podoba mu się kilka ich piosenek,ale chciał też wiedzieć,czy wszystkie te informacje,o których mówiła Jenny to była prawda.Nie przeszkadzało jej to jakoś,nie miała nic szczególnego do roboty,więc mogła siedzieć i mu opowiadać.

-Halo? - do Valerie zadzwonił nieznany numer.Nie miała pojęcia kto to jest.
- Cześć,tu Keltie - Skąd ona do cholery ma mój numer?! Podejrzewała Ryana,chciał jakiś czas temu,by Val nie była na nią zła i żeby się lepiej poznały - Masz chwilę dzisiaj?
- Dla ciebie nigdy. Raczej tak,a o co chodzi?
- Później ci powiem.Bądź w kawiarni w Santa Monica o 16.Do zobaczenia.
- Do zobaczenia - było tam kilka kawiarni,ale wiedziała dobrze o którą chodzi.Ryan bardzo lubił tam chodzić,zabierał ją tam zawsze,więc Keltie z pewnością później też.

Gdy Valerie weszła do kawiarni Keltie już tam była i uśmiechnęła się na jej widok.Nie miała zamiaru odwzajemniać uśmiechu,więc udała,że tego nie zauważyła.Nie potrafiła jakoś jej polubić.
- Miło,że przyszłaś - powiedziała i znów się uśmiechnęła.Albo miała bardzo dobry humor,albo po prostu nie odwzajemniała uczuć Valerie.
- Powiedz szczerze,Ryan ci kazał?
- Nie rozmawiałaś z nim ostatnio? Nie jesteśmy już razem od dwóch miesięcy - tego się nie spodziewała.
- Ostatni raz widziałam go na lotnisku jak wracali z trasy.To w takim razie co się stało,że chciałaś się ze mną spotkać?
- Okazało się,że jest jeszcze trzecia dziewczyna,dlatego zerwaliśmy.Chciałam cię tylko ostrzec,żebyś nie zaczynała się z nim znowu spotykać,on cię tylko skrzywdzi - Znalazła się ciocia-dobra rada... Zdziwiło ją w sumie,że Ryan był aż tak niewierny,ale nie życzyła sobie,żeby Keltie mówiła jej co ma robić.Kto jak kto,ale na pewno nie ona.
- Nie rób z siebie idiotki,znam go dłużej i wiem jaki jest - skłamała.Ryan o którym mówiła teraz Keltie nie jest Ryanem z którym spotykała się codziennie rok,albo dwa lata temu.
- On się zmienił i to bardzo.Zaufaj mi.Wiem,że mnie nie lubisz,ale ja chcę ci tylko pomóc.
- Będę się z nim spotykała jak tylko zachcę i nie zabronisz mi - zachowywała się jak gówniara,wierzyła jej ,ale była tak uparta,że nie miała zamiaru przyznać jej racji.
- Ja ci nie bronię,ja chcę tylko twojego dobra - chciała zerwać kontakt z muzykami,ale teraz miała wielką ochotę iść do Ryana,żeby zrobić na złość Keltie.
- Wiesz co,jesteś ostatnią osobą która mogłaby chcieć mojego dobra i od której tego oczekuję.Wiem dobrze,że nie lubisz mnie tak samo jak ja ciebie,więc nie udawaj.Pewnie chcesz mieć Ryana tylko dla siebie i ta cała bajeczka o waszym zerwaniu to twój wymysł.
- Nie zachowuj się jak dziecko,nawet jakbym chciała go mieć tylko dla siebie to nie udałoby mi się to ze względu na 'trzecią',a poza tym on mówi cały czas o tobie! Miałam już tego dosyć.Wiesz dobrze,że gdybyś tylko chciała to wystarczyłoby jedno machnięcie ręki i byłby cały twój,ale jemu wszystko się szybko nudzi.Ja też mu się znudziłam,jakiś czas temu mówił mi,że jestem inna niż jego byłe,że ze mną jest inaczej niż wcześniej,ale widocznie zmienił zdanie.Valerie,przemyśl to.Wiem,że chcesz mi zrobić na złość,ale tym byś skrzywdziła i siebie.Uwierz,ja też nie czułam jak cię krzywdzę gdy byliście razem dopóki 'ona' nie skrzywdziła mnie.Teraz wiem jak to jest i naprawdę jest mi bardzo przykro,przepraszam - nie spodziewała się tego nigdy,że ją kiedykolwiek przeprosi.To było spore zaskoczenie.
- No dobrze,dzięki za radę,przeprosiny przyjęte - powiedziała przegranym głosem.Nie chciała się godzić,ale nie chciała też mieć opinii wrednej egoistki.Keltie uśmiechnęła się do niej podekscytowana,pogodzenie się było drugim celem tego spotkania.

sobota, 5 listopada 2011

New Perspective

Służyło jej bycie singlem.Nie miała przynajmniej wyrzutów sumienia gdy wychodziła gdzieś z Ryanem,czuła się naprawdę wolna.Wzięła się tak na serio do poszukiwania domu.Najpierw myślała o kupnie mieszkania gdzieś w centrum,ale jednak zdecydowała się na dom jednorodzinny na przedmieściach-cisza,spokój,tylko ona i jej szczurek.Trzeba przyznać,że Jared miał ostatnio ciężki żywot.Jego właścicielka cały czas urządzała mu przeprowadzki,a gdy mieszkał u Brendona rzadko kiedy dostawał jedzenie.Valerie obiecała sobie teraz,że będzie się nim prawidłowo zajmować.Obiecywała sobie jednak też wiele innych rzeczy i nic z tego nie wypaliło,więc jak szczurek dożyje następnego roku to będzie to cudem.
Z pewnością najważniejszym z jej postanowień był kategoryczny zakaz spotykania się z muzykami.Miała nadzieję,że uda jej się to,pomimo tego,że każda pewnie chciałaby być z piosenkarzem,gitarzystą itp.Postanowiła też,że odnowi kontakty ze starymi znajomymi.Ostatnio,nie licząc Hayley,jedyną dziewczyną z jaką rozmawiała była Ashley,ale to było raczej nieuniknione jak z nią mieszkała w jednym domu.Przydałoby się znaleźć też jakąś pracę,nie z powodu braku pieniędzy,bo dzięki spadkowi na to nie mogła narzekać,ale teraz jak była sama to najzwyczajniej nudziło jej się w domu.Josh i Ashley pracowali,a jedynym zajęciem jakie mogła mieć Valerie to pójście do parku porobić jakieś zdjęcia,lub pograć na fortepianie (stał cały czas w jej pokoju,a ostatni raz grała na nim jakieś 2 lata temu).Nie miała zamiaru dzwonić do swojej byłej szefowej i pytać,czy mogłaby wrócić,jakoś praca fotografa już jej nie odpowiadała,może dlatego,że szła na sesję raz,ewentualnie dwa razy w tygodniu,a reszta wolne.Potrzebowała pracy na cały etat,nawet jakby miała bardzo mało zarabiać,po prostu potrzebowała jakiegoś zajęcia.
Przez kolejny miesiąc nie patrzyła jeszcze za pracą,przeglądała oferty sprzedaży domów.Oglądała nawet kilka z nich,były ładne,ale jakoś nie do końca jej to odpowiadało.W pewnym momencie szperając po stronach znalazła jednak coś dosyć interesującego.Był to nowoczesny dom,od zewnątrz biały,z czarnym dachem.Zdjęcia pokojów również zachęcały do dokładniejszego zainteresowania się nim.Cena co prawda była wysoka,ale dla niej nie grała roli,postanowiła umówić się z właścicielem i obejrzeć dom.

Valerie zaparkowała auto na wysypanym żwirkiem,niewielkim parkingu.Był on dla gości i mieszkańców małego osiedla domów jednorodzinnych na przedmieściach.Każdy z nich był inny,niektóre z nich były nowoczesne,inne w starym stylu.Wyszła z auta i zaczęła szukać swojego może przyszłego domu.Trzeba przyznać,że praktycznie wszystkie były piękne.Szła powoli,by móc też je podziwiać.Po kilku minutach znalazła wreszcie ten dom,którego szukała.Był nawet ładniejszy niż na zdjęciach.Zadowolona podeszła do drzwi i zadzwoniła.Otworzył jej przystojny,wysoki brunet z kilkudniowym zarostem.
- Dzień dobry,pani przyszła obejrzeć dom,tak? - powiedział uśmiechnięty.
- Tak - jego uśmiech udzielił jej się.Miał w sobie takie coś,że po prostu zarażał optymizmem - Jestem Valerie Thornton.
- Liam McCartney,miło mi - uśmiechnął się jeszcze szerzej - Mam nadzieję,że spodoba ci się mieszkanie...mogę być z tobą na 'ty'?
- Jasne - głupio by było,gdyby się nie zgodziła.Widać było,że jest od niej sporo starszy.
- Ok.A więc po pierwsze przepraszam za bałagan,jestem w trakcie przeprowadzania się do mojej dziewczyny - "Cholera,zajęty" - Ten dom jest za mały dla nas...ty byś mieszkała sama,czy z kimś jeszcze?
- Sama,właśnie dlatego się przeprowadzam.Mój stary dom oddaje mojemu przyjacielowi i jego żonie,jest dla mnie o wiele za duży.
- Widzę,że świetna przyjaciółka z ciebie.Dobra,są tu trzy pokoje,kuchnia,jadalnia,przedpokój i łazienka.Jest jeszcze garaż - mówił wprowadzając ją do salonu - Jakby co to o dokumenty się nie martw,jak będziesz chciała kupić dom to w dwa dni wszystko pozałatwiamy.
To było wiadome od początku,że zdecyduje się na kupno tego domu.Liam nie kłamał,wszystko poszło szybko,sprawnie itd.Po kilku dniach,doliczając jeszcze cztery dni na przewiezienie rzeczy,rozpakowanie i ogólne ogarnięcie wszystkiego,Valerie mieszkała w nowym domu.Brendonowi,Ryanowi,Pete'owi,Patrickowi i jej innym sławnym kolegom nie powiedziała nic o nowym miejscu zamieszkania.O wszystkim wiedziała tylko Hayley,nawet zaraz po wprowadzeniu się Val zaprosiła ją do siebie by pokazać jej dom i pogadać o wszystkim.Oczywiście miała nie mówić o tym nikomu.
Jak na razie było to ogólnie ciepłe lato,lecz tego wieczora akurat zaczęło padać.Valerie to jakoś nie przeszkadzało,usiadła wygodnie na swoim wielkim łóżku,wzięła laptopa i zaczęła przeglądać różne strony,jak to zawsze robi gdy jej się nudzi.Zaczęła też pisać swoje CV,od jutra miała zacząć szukać na poważnie pracy.Okazuje się jednak,że komuś nie odpowiada jej odpoczynek i postanowił jej zatruć życie dzwoniąc do drzwi.Niezbyt zadowolona,przeklinając w myślach na niechcianego gościa podeszła do drzwi.
- Mogę? - okazało się,że był to przemoknięty Liam.Wyglądał inaczej niż dwa tygodnie temu,nie miał zarostu,ale tak szczerze mówiąc było mu lepiej.
- Yyy,wchodź - Valerie nie miała pojęcia,o co chodzi,ale nie miała zamiaru go wyganiać.
- Przepraszam,że ci się zwalam na głowę,ale...nie mam gdzie zostać na noc.
- Nie ma sprawy - przecież nie powie mu,jak fajnie jej się siedziało na łóżku przeglądając twittera.
Zdziwiło ją trochę,że 'nie ma gdzie zostać na noc',przeprowadzał się przecież do swojej dziewczyny,to dlaczego tam nie jest?Postanowiła jak na razie nie dociekać,jak będzie chciał to powie.Zaprowadziła go do jadalni i czekała na dalszy rozwój sytuacji.
- Chcesz może coś zjeść? - nie wiedziała,co ma powiedzieć,a nie chciała też siedzieć z nim w ciszy.
- Nie,dzięki,niedawno jadłem - mruknął pod nosem.Potem po prostu siedział na krześle i raz patrzył na kartkę,która bawił się w rękach,a raz na Valerie,ale ona siedziała tylko i patrzyła na swoje kolana nie wiedząc co ma zrobić.Głupio jej było tak siedzieć i nic nie mówić,ale z drugiej strony jeszcze głupsze by było gdyby poszła do swojego pokoju i go zostawiła.
- Mogę wiedzieć co się stało,że nie jesteś w domu swojej dziewczyny? - w końcu zebrała się na odwagę i spytała.Najpierw spojrzał na nią lekko lekceważącym wzrokiem,ale potem wrócił do zabawy kartką.
- Po prostu wszedłem do domu i ona...nie zdradzała mnie tak po prostu,tylko zdradzała mnie z moim 'przyjacielem'!Nie miałem tu nikogo oprócz ich dwóch,mieszkałem do niedawna na drugim końcu kraju i przeprowadziłem się tu tylko dla Jenny.Teraz nie wiem co mam zrobić,rodzice mnie nie przyjmą,bo urządzili mi wielką awanturę,jak powiedziałem,że wyjeżdżam do LA.
- Możesz przecież mieszkać tutaj,ja poszukam czegoś nowego.
- Przestań,dopiero co go ode mnie kupiłaś...
- Skąd mogłeś wiedzieć,że tak będzie?Daj spokój,zostań chociaż na noc.
Liam uśmiechnął się tylko,co raczej oznaczało,że się zgadza.I tym właśnie sposobem Valerie poznała nie-muzyka.

środa, 2 listopada 2011

Change

- Zupełnie nie wiem o co wam chodzi - powiedziała Valerie znudzonym i obojętnym tonem gdy weszła do (jeszcze) swojego domu i zastała tam Brendona i Josha patrzących na nią z wyrzutem.
- Całymi dniami nie ma cię w domu!Chodzisz po mieście nie wiadomo z kim...Zmieniłaś się i to bardzo - Josh w sumie znał ją bardzo długo,ale poczułaby przecież że się zmienia.Tak...?
- Mówiłam wam przecież że chodzę tylko do miasta z Hayley...no i czasem idę gdzieś z Ryanem - gdy to powiedziała obydwaj faceci się wzdrygnęli.Brendon na początku uważał,że to chyba dobrze,że Val pogodziła się z jego najlepszym przyjacielem,ale później stał się chorobliwie zazdrosny.Że Joshowi to się nie podobało było oczywiste,nie znosił Ryana od początku.
- No właśnie,dziwne że z Ryanem gdzieś chodzisz całymi dniami,a przypomnij sobie kiedy ostatnio wyszliśmy gdzieś razem - Brendon był zazdrosny,ale miał powód. Josh gdy zobaczył w jakim kierunku zmierza rozmowa poszedł na górę,by się nie wtrącać.
- Byliśmy w restauracji na moje urodziny - powiedziała pewnie,lecz potem żałowała że to zrobiła.Był już przecież grudzień,a ona miała urodziny w lipcu.
- Właśnie.Zastanów się czy to ma sens,czy wolisz Ryana.Ja cie do niczego nie zmuszam - dopiero po tych jego słowach zdała sobie sprawę,że właśnie niszczy swój związek.Najlepszy związek w jakim mogła być.
- Poczekaj! - powiedziała do Brendona,który właśnie kierował się w stronę drzwi - Wiem,że wszystko psuję,obiecuję że się poprawię.
Brendon odwrócił głowę i popatrzył na nią,ale nie odpowiedział.Zacisnął tylko usta,westchnął i wyszedł z domu.

Początek roku był pracowity dla zespołu.Valerie chyba w końcu domyśliła się,po co Brendon poznawał ją z nowymi osobami co chwilę-chciał by miała jakieś towarzystwo podczas różnych wywiadów,gali i tras koncertowych,na jakie musi teraz wyjeżdżać co chwilę z powodu premiery nowej płyty.Trzeba przyznać,nieźle wybrał nowych znajomych,Hayley była świetna,szalona,zabawna,ale też miła,a Alex miał świetne poczucie humoru i był przyjazny dla wszystkich,miał tylko jeden minus-przyjaźnił się z Keltie.Teraz jednak zbliżało się coś,czego nawet Brendon nie zaplanował,trasa koncertowa na której jest P!ATD i Paramore.Z samym Alexem Bden stanowczo zabronił wychodzić Valerie,on był typowym podrywaczem,a o wypadzie w trójkę z Keltie nie było mowy.Pozostało jej tylko posiedzieć w domu z Joshem.Zanim jeszcze wszyscy wyjechali,Hayley wyciągnęła Val do kina na jakiś nowy film.
- Boję się - wyznała Valerie,gdy Hayley skończyła opowiadać kolejną emocjonująca historię z jej życia z pełnym zaangażowaniem.
- Czego? - spojrzała na nią pytająco,odkąd wyszły z domu próbowała jej poprawić humor.
- Brendon wyjeżdza teraz cały czas,nie widzę go,a jednocześnie nie wiem co robi.Różne rzeczy mi przychodzą na myśl...-Hayley stanęła przed nią zastępując jej drogę i wytrzeszczyła oczy.
- Zwariowałaś?!On by nigdy ci nic nie zrobił!Może nie znam go jakoś szczególnie dobrze,ale cały czas mówi o tobie,świata poza tobą nie widzi,na prawdę! - Hayley i jej żywiołowość...zaczęła wygłaszać jej wykład przez następne kilka minut.W sumie to prawie na nią krzyczała,normalne.

Te kilka miesięcy bez Brendona minęło dość szybko,przynajmniej szybciej niż się spodziewała.Na ten czas przeprowadziła się do Josha,by nie było jej smutno samej.Częste telefony do Bdena,Ryana i Hayley zdecydowanie poprawiały humor.Gdy wreszcie nadszedł dzień ich powrotu Valerie pojechała na lotnisko,by ich powitać.Liczyła,że ta noc będzie bezsenna z powodu rozmów z Brendonem,okazało się jednak zupełnie inaczej.Brendon biegał cały czas po domu,nic nie mówił,ogółem mówiąc był nieobecny,czasem tylko coś nucił pod nosem.Val z początku mówiła coś do niego,próbowała z nim rozmawiać,ale on tylko cały czas przytakiwał.To było na prawdę irytujące,straciła już cierpliwość,więc postanowiła zacząć poważną rozmowę.
- Brendon,mógłbyś chociaż na parę minut wrócić na ziemię?Chcę z tobą porozmawiać - chyba pierwszy raz odkąd są razem odezwała się do niego tak poważnym i zdenerwowanym tonem.Zrobiła to specjalnie,bo chciała zwrócić jego uwagę i udało jej się to.
- Tak? - spojrzał na nią wystraszonym wzrokiem.Wyglądało na to,że wysłuchał jej prośby i znowu zaczął funkcjonować,nie wiadomo na jaki czas.
- Co się z tobą dzieje?Odkąd wróciłeś nie jesteś sobą,w ogóle się do mnie nie odzywasz.
- Przepraszam,poprawie się -  chciał ją przytulić,ale ona go odepchnęła.To było dziwne,kochała się przytulać.
- Ja się spytałam co się stało,nie powiedziałam że masz się poprawiać,chociaż chciałabym - na twarzy Brendona pokazało się zdenerwowanie,bił się z własnymi myślami,Valerie podniosła jedną brew i patrząc na niego czekała na odpowiedź - A więc nie chcesz powiedzieć? Dobra,ja mam czas,jakby co będę u Josha bo nie mam zamiaru mieszkać tu z tobą bez żadnych rozmów.
Zaczęła się pakować,ale bez żadnego smutku,bez płaczu,tak po prostu.Brendon nawet jej nie zatrzymywał,oparł się tylko o framugę,włożył ręce do kieszeni i patrzył raz na nią,raz na podłogę.Wygląda na to,że spodziewał się jej reakcji,było to dla niego trudne,lecz wiedział że się nie poprawi,chociaż obiecywał i nie chciał jej tym swoim zachowaniem ograniczać.
- Przepraszam - powiedział cicho pod nosem i spojrzał na nią - Ja po prostu... - odwrócił głowę i uśmiechnął się.
- Dobra,uznajmy że wiem o co chodzi - powiedziała lekko uśmiechnięta.
- Ale proszę,niech nie będzie tak jak z Ryanem,bądźmy przyjaciółmi - tak,czyli to oficjalne-to koniec.Na dźwięk 'bądźmy przyjaciółmi' Valerie wzdrygnęła się,ale to nie zepsuło jej humoru,po prostu przykra była dla niej ta pewność,że nie są razem.
- Jasne,ale to dalej aktualne że masz powiedzieć o co chodzi - teraz to znowu jego wyraz twarzy się zmienił.
- Oczywiście,jak się zbiorę na odwagę to ci wszystko opowiem.Do zobaczenia - postanowił pocałować ją ostatni raz,tak na pożegnanie.Gdy wychodziła pomachała mu jeszcze z uśmiechem,a potem odjechała.

Gdy Josh zobaczył Valerie stojącą w drzwiach z torbami tylko się uśmiechnął.
- Znowu? - ku jego zdziwieniu ona również się uśmiechnęła i przytaknęła.Chyba liczył znów na płacz i zgrzytanie zębów,ale było zupełnie inaczej.
- Obiecuje,znajdę wreszcie to mieszkanie - a uważała,że to Josh jest niezorganizowany.
Gdy wypakowała już wszystkie torby zeszła na dół,zastała tam Josha siedzącego na parapecie.Palił papierosa,zaczął palić jakiś czas temu.Papierosy zawsze ją brzydziły,ale jakoś czy Josh palił czy nie palił było jej obojętne.
- Chyba nigdy nie zrozumiem facetów - powiedziała siadając koło niego.
- A ja nie zrozumiem ciebie - powiedział kiwając głową.
Faktycznie,Valerie była trudna do zrozumienia.Miała swoje humory i jej charakter sam w sobie był intrygujący.Dowodem na to jest na przykład to zerwanie z Brendonem,to że on się do niej prawie nie odzywał było pretekstem,tak na prawdę to czuła że już nie ma sensu dalej ciągnąć tego związku.Była tego świadoma,ale nie chciała się zmieniać,nawet jakby jej kolejne związki miały tak wyglądać.Ciekawa była jednak co stało się z Bdenem.Nie miała mu za złe tego,że się zmienił,nawet jak sobie uświadomił że kocha Ryana i zaczął brać wszystko co się dzieje na scenie na poważnie,chociaż to było mało możliwe.Cieszyła się że udało jej się bez kłótni i płaczu,po raz pierwszy była z siebie tak dumna jeśli chodzi o jej życie uczuciowe.

_____________________________

Przepraszam,że dawno nie pisałam i teraz tak trochę krótko,ostatnio nie mam weny,ale postaram się poprawić.Mam chociaż nadzieję,że dzisiejszy part się spodoba :)

środa, 5 października 2011

Like a Ross,czyli jeden dzień z perspektywy Ryana

Nie wiem czemu od kilku dni byłem w nie najlepszym humorze.Odbijało się to wszystko na pisaniu piosenek do nowego albumu,jakoś nie mogłem się za to do końca zabrać,teraz już całe szczęście powoli kończę.W naszym związku z Keltie też się coś zmieniło.To znaczy ja od początku wiedziałem,że to nie wypali po pewnym czasie,no ale cóż,jest ryzyko jest zabawa.
Gdy się obudziłem Keltie jeszcze spała.Była przytulona do mnie i uśmiechała się przez sen.Zawsze gdy ją taką widziałem poprawiał mi się humor,ale dzisiaj to nie zadziałało,to był chyba jakiś znak...albo coś.Wyszedłem delikatnie z łóżka,poszedłem się ogarnąć do łazienki a potem zjeść śniadanie do kuchni.Brendon miał dzisiaj wracać z Nowego Jorku i powiedział żebyśmy z Jonem i Spencerem wpadli żeby Valerie miała jakieś towarzystwo.Szczerze to wątpię,bym miał jej jakoś pomóc swoją obecnością,ale nie zamierzam zmarnować okazji na zobaczenie jej.Może zachowałem się wtedy jak frajer,ale już tak mam po alkoholu.Myślałem że to będzie tylko taka niewinna impreza,lecz niestety okazało się,że jest tam Keltie no i było trochę inaczej niż sobie to wyobrażałem.Co do dzisiejszego spotkania to z tego co wiem Valerie wie tylko że my przyjdziemy,ale Bden zadzwonił jeszcze po Pete'a i Patricka.Ma przyjść też Alex,Hayley i kilka innych osób ze znajomych zespołów,taka mini domówka,bo 'jak kogoś nowego pozna to przestanie myśleć o ostatnich wydarzeniach'.Skoro on tak uważa...z resztą,jak woli,to on z nią jest,nie ja.Bolało mnie trochę to ich szczęście razem.Taak,zakochałem się,co poradzić.Chyba jeszcze nigdy tak nie miałem ale to jest tylko dowód na to że to nie jest kolejny wybryk.Postanowiłem wyjść z domu w tym momencie,pomimo że mam być u nich dopiero za jakieś trzy godziny.Pokręcę się jeszcze po mieście,jakoś nie mam dzisiaj ochoty rozmawiać z Keltie.

Dziwnym trafem tak się stało,że spotkałem Spencera i Jona,poszliśmy więc razem powoli w stronę domu Bdena.Z pewnością już był na miejscu,nie mam pojęcia kiedy miał przylecieć samolot z NY,ale miałem takie przeczucie,że już są.
- Co się Bdenowi stało że nas tak nagle zaprasza? - no tak,Jon w nic nie wtajemniczony.Valerie nie przyjaźniła się z nim,prawie go tak na prawdę nie znała,więc uznaliśmy że nic nie będziemy mu mówić,po co mają wszyscy wiedzieć?Spence wiedział tylko że jej rodzice mieli wypadek i stąd ten nagły wyjazd,ale o śmierci raczej nic nie wiedział.
- Może chce coś pogadać o albumie,jakieś zmiany zrobić albo coś - tak,Spencer w stu procentach nie wiedział o śmierci rodziców Valerie.Z pewnością dzisiaj jak z nią pogadają to się dowiedzą,nie to że ona się użala,ale nigdy nie udaje że nic się nie stało,a potem płacze po kątach.Zawsze mówi co jej się dzieje.
Faktycznie,jak przyszliśmy byli już w domu,nawet była Hayley.Zastanawiało mnie,czy nie będzie się czuła dziwnie w towarzystwie samych chłopaków,nie miało być więcej dziewczyn oprócz niej(i oczywiście V),ale nie wyglądała na niezadowoloną ani nie czuła się nieswojo.Nie mam za to pojęcia gdzie była Valerie,czyżby została w Nowym Jorku?W to raczej wątpię,Brendon by jej nie zostawił,ale nie było jej ani widać ani słychać.
- Gdzie zgubiłeś Val? - spytałem się go,starałem się przybrać taki ton jakby mnie to nie obchodziło,bo zaraz by mnie jeszcze stąd wygonił z tą swoją zazdrością.
- Jest na górze,zaraz zejdzie - oby to 'zaraz' trwało jak najkrócej,chcę ją już zobaczyć.A z resztą,toaleta też jest na piętrze,udam że tam idę i pójdę z nią pogadać,na osobności nawet jeszcze lepiej.Podszedłem cicho do drzwi i zapukałem.
- Proszę - eh,faktycznie nie było z nią dobrze.Po jej głosie było słychać,że płacze albo przed chwilą płakała.Gdy wszedłem zrobiła nagle wielkie oczy,nie wiem czy to dlatego,że się zmieniłem przez te kilka miesięcy,czy że nie spodziewała się że do niej przyjdę.A może i to i to.
- Valerie... - wyleciało mi z ust gdy jej się dokładniej przyjrzałem.Była bez makijażu w jakiejś pobrudzonej koszulce i dresach a pomimo tego wyglądała niesamowicie.
- Cześć - wymamrotała niezadowolona.Czyli jednak nie chciała mnie widzieć,a myślałem że chociaż trochę mi wybaczyła.
- Naprawdę bardzo mi przykro.Tak,wiem,mówiłem to już kilka razy,ale naprawdę zależy mi na tobie - chyba muszę trochę się ogarnąć,bo jeszcze zaraz jej się tutaj oświadczę.Na razie muszę dojść do tego,by się nie gniewała.
- Tak,przykro ci.Jasne.Ty dalej się łudzisz że ja ci wybaczę? - dam radę,dam radę...
- Ja się nie łudzę,ja to wiem,bo mówię całkowitą prawdę.Jest mi cholernie przykro i jeszcze bardziej tego żałuję.
- Serio?Ciekawe.To tak skoro już o tym rozmawiamy,jak tam się wiedzie w twoim szczęśliwym związku z Kelt?
- Valerie,ja...ja nie wiem co to jest.Nie wiem czemu ja w tym trwam.
- Ale ja naprawdę nie chcę,żebyś z nią zrywał.Przecież wiem,że teraz tak wielce nie wiesz czemu z nią jesteś,a jak wrócisz do domu będziesz jej mówił jak bardzo ją kochasz.
- Nie! A poza tym,dlaczego nie możemy się chociaż przyjaźnić?
- Jaki jest sens przyjaźnić się z kimś komu się nie ufa?
- Kiedyś mi ufałaś,weź to pod uwagę.Ale kurcze,Valerie,ja byłem upity! Urwał mi się film,nie wiedziałem co robię,a to miała być tylko po prostu zwykła impreza,Jon mnie wyciągnął bo cały czas siedziałem w domu odkąd wyjechałaś.
- A nie miałeś jechać do Vegas?
- Miałem,ale zrezygnowałem w ostatniej chwili.Byłem w kompletnej depresji - nie kłamałem,na prawdę jak tylko wyjechała to humor całkowicie mi się zepsuł - Jeszcze zanim wyjechałaś pokłóciliśmy się,pamiętasz?Nie wiem o co mi chodziło,jak mogłem być zazdrosny o Josha,przecież to twój przyjaciel...i jeszcze się żeni za niedługo.No głupi byłem,co poradzić,a chciałem wszystko naprawić po twoim powrocie,już miałem to zaplanowane ...
- Skąd wiesz że Josh bierze ślub?
- Brendon gada o wszystkim.Dosłownie - wytrzeszczyła oczy.Czyżby mieli jakieś sekrety? - No dobra,może o prawie wszystkim - musiałem jakoś wyprostować to co powiedziałem,aż takich szczegółów z ich życia nam nie zdradzał,ale naprawdę bardzo dużo mówił.
- Ryan...dlaczego wcześniej mi wszystkiego nie wytłumaczyłeś?
- Bo mi na to nawet nie pozwoliłaś,chciałem ci wszystko powiedzieć.
- Tak,to w sumie zmienia postać rzeczy...Ehh,głupia byłam,już taka jestem jak się zdenerwuję.
- Czyli znowu będzie tak jak dawniej? - zacząłem się cieszyć jak wariat,może głupio to wyglądało zwłaszcza że kilka sekund temu prawie płakałem przepraszając ją,ale mniejsza z tym.
- Tego nie powiedziałam.Że ci wybaczam nie znaczy,że nic się nie stało.Po prostu zacznijmy od nowa.
- Super.Schodzisz na dół? - już długo mnie nie było,Brendon zaraz pewnie zacznie coś podejrzewać
- Powiedz Bdenowi że za chwilę będę - uśmiechnęła się...po raz pierwszy dzisiaj.Kocham ten widok.
Odwzajemniłem uśmiech i wyszedłem z pokoju.Byłem zadowolony tak bardzo,że z chęcią zacząłbym podskakiwać.
- Ty nigdy sobie jej nie odpuścisz,co? - Brendon stał naprzeciwko drzwi oparty o ścianę i z założonymi rękoma.
- Ale o co ci chodzi? - patrzyłem na niego pytającym wzrokiem.Jego wyobraźnia jak zwykle była bez granic i znowu coś wymyślił.
- Jak to o co? Znalazłeś sobie kolejną niewinną ofiarę,Keltie ci się znudziła to teraz chcesz zaliczyć Val i znów znaleźć sobie nową.Ja cię dobrze znam,Ryan.
- Teraz jest inaczej,na serio.Ja do V na serio coś czuję.
- Oczywiście,według ciebie zawsze jest inaczej.Dobra,ja już nie wnikam co ty tam do niej czujesz,ale jeśli chociaż trochę ją skrzywdzisz,to uwierz mi że nie będzie z tobą za dobrze - tak,on mi faktycznie dużo może zrobić.Już się boję.
- A wy nie na dole? - Valerie wyszła z pokoju.Nie pytała nawet co się dzieje jak zobaczyła nas patrzących na siebie złowrogo,z resztą to bardzo dobrze.
- Właśnie szliśmy,kochanie - objął ją i pocałował w policzek,jakie to było chamskie!Robił to tylko po to żeby mnie wkurzyć.Na prawdę nie mam potrzeby kłócić się z nim o dziewczynę.Wybrała jego-ok,nie ma sprawy,ja i tak ją będę kochać,więc nie wiem skąd ta złość ze strony Brendona.
Na dole było dużo osób,musieli przyjść jak byłem na piętrze.Oprócz Hayley,Jona i Spencera było też całe Fall Out Boy,Alex i Travie.Brendon poprzedstawiał Val tym,którzy jej jeszcze nie znali,o dziwo była w świetnym humorze.Albo była dobrą aktorką,albo tak szybko się rozchmurzyła.Oczywiście gdy już wszystkich poznała pobiegła do Pete'a i Patricka,z tego co wiem to już strasznie długo się z nimi nie widziała,a byli ze sobą blisko,spotykali się kiedyś bardzo często.Później złapały też dobry kontakt z Hayley,gadały strasznie długo i trzymały się ze sobą.Wiem dobrze co Val robiła przez całą domówkę,bo obserwowałem ją jak jakiś maniak.Ona też na mnie czasami popatrzyła,ale gdy zobaczyła że na nią patrzę natychmiast odwracała wzrok.Może już nie jest na mnie zła,ale jedno jest pewne-nigdy nie będzie tak jak dawniej.