piątek, 2 grudnia 2011

We'll be glowing in the dark

Valerie oczywiście musiała wymienić się z Sarah numerem telefonu,bo ta uznała,że z pewnością się zaprzyjaźnią i będą przyjaciółkami do końca życia.Val nie miała jednak ochoty przyjaźnić się z takim typem dziewczyny,zwłaszcza jeśli była ona zakochana w jej byłym.Miała więc cudowny plan po wyjeździe z Detroit nie dawać jej żadnego znaku życia i tak zrobiła.

- Cześć,mogę?Przepraszam,że tak nagle przychodzę bez ostrzeżenia - Brendon wyglądał na podekscytowanego i zdenerwowanego.W niewiadomym celu miał gitarę ze sobą,to było zastanawiające.
- Wchodź.Mogę wiedzieć po co ci gitara?
- Właśnie po to przyszedłem.A więc,może nie musiałem tu z tym przychodzić,ale nieświadomie pomogłaś mi to tworzyć i byłoby nie fair gdybym ci nic nie powiedział - Brendon wyciągał gitarę z pokrowca,a Valerie ze zmarszczonym czołem przyglądała się mu i słuchała - Co było to było,chcę żebyś wiedziała że cokolwiek się stało jesteś moją najlepszą przyjaciółką i zawsze będziesz - Valerie uśmiechnęła się na te słowa.
- Miło mi,ale możesz przejść do rzeczy?
- Dobrze,więc napisałem piosenkę,kilka słów sama mi podsunęłaś podczas naszych rozmów,jeszcze raz dziękuję - uśmiechnął się ciepło i zaczął grać.
I was fine,just a guy living on my own
Waiting for the sky to fall
Then you called and changed it all,doll.
Ostatnie słowo dosyć mocno zaakcentował i uśmiechnął się szerzej patrząc na podłogę.Nie chciał patrząc na Valerie robić jej fałszywej nadziei,że piosenka jest o niej.Gdy doszło do refrenu wszystko było wiadomo-piosenka jest o Sarah.Val gdy zdała sobie z tego sprawę zmieniła wyraz twarzy na bardziej zawiedziony.
- I jak,co sądzisz? - spytał uśmiechnięty Brendon gdy skończył grać - Chcę to zagrać Sarah w walentynki.
- Cudowne,na pewno będzie zachwycona - Nie mogła skłamać,piosenka była piękna,miała jedną wadę-imię w refrenie.Dla Valerie Brendon nigdy nie napisał piosenki,a tu nagle zjawia się taka Sarah i piosenka gotowa,a nawet jeszcze nie są razem.Było jej przykro,w głębi serca jeszcze czuła coś do niego,chociaż może to te wspólne,wspaniałe wspomnienia z tych chwil,które razem przeżyli tak na nią działały.Wiedziała tylko jedno-nic nie zmieni i musi sobie sama z tym poradzić.Jedyne co przyszło jej do głowy to zemsta,chociażby niewielka.Pomyślała o tym pochopnie,ale wydawał jej się to dobry pomysł.Po dłuższej rozmowie z Brendonem okazało się że to przez poznanie Sarah tak się zmienił po trasie koncertowej.Gdy dowiedziała się o tym to zaczęła jej jeszcze bardziej nie znosić,bo miała swój wkład w rozpadzie ich związku.Gdyby nie ona to możliwe,że byliby jeszcze razem.
Po wyjściu Brendona Valerie zaczęła obmyślać swój plan zemsty.Najpierw pomyślała o uprzykrzaniu życia tej jakże cudownej,przyszłej pary.Uznała jednak,że nie chce skrzywdzić swojego byłego,tylko się na nim zemścić,więc wpadła na genialny pomysł,jakim było wzbudzenie w nim zazdrości.Wystarczy tylko znaleźć jakiegoś naiwnego,ale też nie losowego chłopaka,który nie miałby nic przeciwko spędzaniu dni w towarzystwie Valerie.Oczywiście,padło na Ryana.On nie odmówi towarzystwa żadnej dziewczynie,a zwłaszcza Val.
Jak pomyślała,tak zrobiła.Całe dni aż do połowy wakacji w 2009 roku spędzała z Ryanem.Może nie było tak,jak sobie to wyobrażała,ale zależało jej tylko na tym,by Brendon był zazdrosny.W lipcu wszystko zaczęło wymykać się spod kontroli.Ryan dzięki temu,że odszedł z zespołu miał więcej wolnego czasu,więc pili zdecydowanie za dużo alkoholu,poza tym dołączyła do nich Z,nowa dziewczyna Ryana,która całkowicie popsuła plany Valerie.Ona nie postanowiła jednak zostawiać swojego nowego,imprezowego stylu życia i wracać do swojego dawnego życia,wręcz przeciwnie,strasznie jej się to spodobało.
Pewnego wieczora gdy szli w dwójkę objęci z Ryanem ulicą wreszcie spełnił się największy cel Valerie.Zamyślony Brendon zmierzał w ich stronę niczego się nie spodziewając.Gdy ich ujrzał popatrzył zaniepokojonym wzrokiem i podbiegł do nich.
- Valerie,co ty robisz?! - złapał ją za ramiona i spojrzał jej w oczy.
- Jestem z Ryanem,nie wolno mi? - pytanie było zupełnie inne,ale alkohol w jej głowie sprawił,że usłyszała to co chciała,i powiedziała,a wręcz wybełkotała usatysfakcjonowana to,co planowała od dawna.
- Ty jesteś naćpana! - krzyknął jeszcze bardziej zaniepokojony.Prawda,akurat tego jednego wieczora Ryan zaproponował jej kokainę,a ona nie miała zamiaru odmawiać - Czy ty jesteś normalny?!Co ty z nią najlepszego zrobiłeś? - zwrócił się do Ryana.Byli i tak ostatnio pokłóceni ze sobą,więc kolejna okazja,by na niego nakrzyczeć była dla niego przyjemnością - A ty idziesz ze mną,Valerie.
Zabrał ją do auta i zawiózł do swojego domu.Postanowił,że zatrzyma ją u siebie przez jakiś czas i zabierze ją na najbliższą trasę po Europie.Gdy wytłumaczył Sarah wszystko i położył Valerie,która zasnęła po drodze,na kanapie w salonie wyciągnął z jej torebki klucze do domu i pojechał zabrać stamtąd jej rzeczy.

- ...nie przyjdziesz tu,nawet o tym nie myśl - rano Valerie obudziła głośna rozmowa Brendona przez telefon.Najpierw zdziwiła się,co ona u niego robi,ale nie miała siły,żeby prowadzić dochodzenie,więc wsłuchała się w rozmowę - ...ty już wystarczająco dużo zepsułeś...nie obchodzi mnie to,że znów się zaprzyjaźniliście,nie wpuszczę cię tu i koniec...co z tego?Nie muszę być jej ojcem,żeby się o nią martwić,a skoro wplątała się między takie osoby jak ty to mam się czego obawiać...trzeba było o tym pomyśleć wcześniej,nie tłumacz się tu teraz alkoholem...jakbyś tego nie miał ze sobą,to nie było by problemu!Tak w ogóle,to skąd to wziąłeś?...Ryan,ale to nie jest byle co,to jest kokaina!I nie obchodzi mnie czy ona sama chciała,czy nie...nie obchodzi mnie to!Trzeba było pomyśleć...teraz to już za późno,'jestem głupi' nic nie naprawi...dobra,starczy,ty wszystko zepsułeś,szkoda tylko że Valerie na tym cierpi.Cześć.
Valerie jak przez mgłę przypomniała sobie,co działo się poprzedniego dnia.Słabo pamiętała ten moment z kokainą,bo była już po alkoholu,ale coś jej świtało.Nie mogła jeszcze uwierzyć,że Ryan,jej najlepszy przyjaciel ostatnich tygodni,mógł mieć narkotyki i częstować ją nimi.Nie mogła też uwierzyć,że zgodziła się je wziąć.Wydawało jej się,że jest przeciwniczką narkotyków,okazuje się jednak że po alkoholu ludzie są inni.
- Cześć Josh,jakby co to o Valerie się nie martw,dałem jej mały szlaban...za mocno zabalowała z Ryanem,opowiem ci kiedy indziej - opowiadał,jakby był za nią odpowiedzialny,jakby był jej ojcem.Dziwne,że nagle stał się aż tak opiekuńczy - ...zabieram ją w naszą trasę do Europy - W jaką znowu trasę?!Do jakiej Europy?! - ...nie martw się,będzie w dobrych rękach,w lepszych niż była teraz...dobra,nie ma za co,cześć.
Po usłyszeniu tych nowości postanowiła poruszyć swoje niezorganizowane ciało i wstać z kanapy,by pójść do kuchni porozmawiać z Brendonem.Wyszło jej to średnio,potykała się o równo położone panele.
- Jaka znowu Europa? - spytała zaspanym głosem.
- Nie śpisz już? - spojrzał na nią karcącym wzrokiem pod tytułem 'Teraz to ja za ciebie odpowiadam' - Valerie,nie możesz tu teraz zostać,nie po tym.To tylko miesiąc,spodoba ci się.Poznasz naszych nowych kolegów z zespołu...
- Macie już nowych? - mówienie sprawiało jej niemałą trudność.Nie potrafiła jednak siedzieć cicho,jak to ona.
- Na razie są z nami tylko podczas wyjazdów i grają z nami na koncertach.Wyjeżdżamy w czwartek,o rzeczy się nie martw,przywiozłem wszystko z twojego domu.
Nagle po schodach na dół zeszła Sarah.Pocałowała Brendona na powitanie i przytuliła się do Valerie.Val dalej czuła do niej niechęć,ale miała ochotę jej podziękować za to,że nie ma nic przeciwko temu,że spędzi z jej chłopakiem miesiąc na innym kontynencie.
- Jak się czujesz? - spytała troskliwie uśmiechając się.
- Nie za dobrze... - jęknęła Val przecierając dłonią twarz.Nagle jakimś cudem okazało się,że Brendona nie ma już w kuchni,były same.
- Valerie,wierzę że uda ci się uświadomić sobie,że to co robiłaś w ostatnim czasie nie było dobre.Nie znam może dobrze Ryana,ale słyszałam od Brendona jaki jest i lepiej się z nim ostatnio nie zadawać.
- Przyjaźnili się... - jej głos nie był już aż tak zaspany jak wcześniej,ale i tak normalny nie był.
- Wiem,ale Ryan się teraz zmienił.Stał się całkowicie innym człowiekiem...
- Sarah,ja się z nim przyjaźnię,znam go lepiej...
- Przyjaźniłaś...Brendon nie dopuści do tego,żebyście się spotkali - Valerie po raz pierwszy widziała ją bez uśmiechu,to był na prawdę nietypowy widok - Za kilka dni będziesz w Europie,oni się tam tobą zaopiekują,nie masz się czego bać.
Posyłając Val uśmiech,bez którego długo nie wytrzymała,wyszła z kuchni zostawiając ją tam samą.Valerie miała złe przeczucia co do wyjazdu do Europy,ale wiedziała że Brendon nie zostawi jej wyjścia.Jedyne co jej zostało to czekać do czwartku,nie myśleć o Ryanie i zapomnieć o niedalekiej przeszłości.

4 komentarze:

  1. Ryruś i koka?! No chyba nie!
    Bardzo lubię Sarah, ale ona mi tu nie pasuje ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Też ją bardzo lubię,trudno mi o niej pisać jakbym jej nie lubiła ale chcę zachować jak najwięcej prawdziwych elementów więc nie mogłam zapomnieć o Sarah :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryrocaina! Oh... Val, Val, wujek Brendon się tobą zaopiekuje xD czekam na trasę:P

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodasz tu coś jeszcze? Proszę, tęsknie za tym blogiem i nie rozwinęłaś tematu trasy......
    Proszę, dodaj coś jeszcze... :)

    OdpowiedzUsuń