Nie wiem czemu od kilku dni byłem w nie najlepszym humorze.Odbijało się to wszystko na pisaniu piosenek do nowego albumu,jakoś nie mogłem się za to do końca zabrać,teraz już całe szczęście powoli kończę.W naszym związku z Keltie też się coś zmieniło.To znaczy ja od początku wiedziałem,że to nie wypali po pewnym czasie,no ale cóż,jest ryzyko jest zabawa.
Gdy się obudziłem Keltie jeszcze spała.Była przytulona do mnie i uśmiechała się przez sen.Zawsze gdy ją taką widziałem poprawiał mi się humor,ale dzisiaj to nie zadziałało,to był chyba jakiś znak...albo coś.Wyszedłem delikatnie z łóżka,poszedłem się ogarnąć do łazienki a potem zjeść śniadanie do kuchni.Brendon miał dzisiaj wracać z Nowego Jorku i powiedział żebyśmy z Jonem i Spencerem wpadli żeby Valerie miała jakieś towarzystwo.Szczerze to wątpię,bym miał jej jakoś pomóc swoją obecnością,ale nie zamierzam zmarnować okazji na zobaczenie jej.Może zachowałem się wtedy jak frajer,ale już tak mam po alkoholu.Myślałem że to będzie tylko taka niewinna impreza,lecz niestety okazało się,że jest tam Keltie no i było trochę inaczej niż sobie to wyobrażałem.Co do dzisiejszego spotkania to z tego co wiem Valerie wie tylko że my przyjdziemy,ale Bden zadzwonił jeszcze po Pete'a i Patricka.Ma przyjść też Alex,Hayley i kilka innych osób ze znajomych zespołów,taka mini domówka,bo 'jak kogoś nowego pozna to przestanie myśleć o ostatnich wydarzeniach'.Skoro on tak uważa...z resztą,jak woli,to on z nią jest,nie ja.Bolało mnie trochę to ich szczęście razem.Taak,zakochałem się,co poradzić.Chyba jeszcze nigdy tak nie miałem ale to jest tylko dowód na to że to nie jest kolejny wybryk.Postanowiłem wyjść z domu w tym momencie,pomimo że mam być u nich dopiero za jakieś trzy godziny.Pokręcę się jeszcze po mieście,jakoś nie mam dzisiaj ochoty rozmawiać z Keltie.
Dziwnym trafem tak się stało,że spotkałem Spencera i Jona,poszliśmy więc razem powoli w stronę domu Bdena.Z pewnością już był na miejscu,nie mam pojęcia kiedy miał przylecieć samolot z NY,ale miałem takie przeczucie,że już są.
- Co się Bdenowi stało że nas tak nagle zaprasza? - no tak,Jon w nic nie wtajemniczony.Valerie nie przyjaźniła się z nim,prawie go tak na prawdę nie znała,więc uznaliśmy że nic nie będziemy mu mówić,po co mają wszyscy wiedzieć?Spence wiedział tylko że jej rodzice mieli wypadek i stąd ten nagły wyjazd,ale o śmierci raczej nic nie wiedział.
- Może chce coś pogadać o albumie,jakieś zmiany zrobić albo coś - tak,Spencer w stu procentach nie wiedział o śmierci rodziców Valerie.Z pewnością dzisiaj jak z nią pogadają to się dowiedzą,nie to że ona się użala,ale nigdy nie udaje że nic się nie stało,a potem płacze po kątach.Zawsze mówi co jej się dzieje.
Faktycznie,jak przyszliśmy byli już w domu,nawet była Hayley.Zastanawiało mnie,czy nie będzie się czuła dziwnie w towarzystwie samych chłopaków,nie miało być więcej dziewczyn oprócz niej(i oczywiście V),ale nie wyglądała na niezadowoloną ani nie czuła się nieswojo.Nie mam za to pojęcia gdzie była Valerie,czyżby została w Nowym Jorku?W to raczej wątpię,Brendon by jej nie zostawił,ale nie było jej ani widać ani słychać.
- Gdzie zgubiłeś Val? - spytałem się go,starałem się przybrać taki ton jakby mnie to nie obchodziło,bo zaraz by mnie jeszcze stąd wygonił z tą swoją zazdrością.
- Jest na górze,zaraz zejdzie - oby to 'zaraz' trwało jak najkrócej,chcę ją już zobaczyć.A z resztą,toaleta też jest na piętrze,udam że tam idę i pójdę z nią pogadać,na osobności nawet jeszcze lepiej.Podszedłem cicho do drzwi i zapukałem.
- Proszę - eh,faktycznie nie było z nią dobrze.Po jej głosie było słychać,że płacze albo przed chwilą płakała.Gdy wszedłem zrobiła nagle wielkie oczy,nie wiem czy to dlatego,że się zmieniłem przez te kilka miesięcy,czy że nie spodziewała się że do niej przyjdę.A może i to i to.
- Valerie... - wyleciało mi z ust gdy jej się dokładniej przyjrzałem.Była bez makijażu w jakiejś pobrudzonej koszulce i dresach a pomimo tego wyglądała niesamowicie.
- Cześć - wymamrotała niezadowolona.Czyli jednak nie chciała mnie widzieć,a myślałem że chociaż trochę mi wybaczyła.
- Naprawdę bardzo mi przykro.Tak,wiem,mówiłem to już kilka razy,ale naprawdę zależy mi na tobie - chyba muszę trochę się ogarnąć,bo jeszcze zaraz jej się tutaj oświadczę.Na razie muszę dojść do tego,by się nie gniewała.
- Tak,przykro ci.Jasne.Ty dalej się łudzisz że ja ci wybaczę? - dam radę,dam radę...
- Ja się nie łudzę,ja to wiem,bo mówię całkowitą prawdę.Jest mi cholernie przykro i jeszcze bardziej tego żałuję.
- Serio?Ciekawe.To tak skoro już o tym rozmawiamy,jak tam się wiedzie w twoim szczęśliwym związku z Kelt?
- Valerie,ja...ja nie wiem co to jest.Nie wiem czemu ja w tym trwam.
- Ale ja naprawdę nie chcę,żebyś z nią zrywał.Przecież wiem,że teraz tak wielce nie wiesz czemu z nią jesteś,a jak wrócisz do domu będziesz jej mówił jak bardzo ją kochasz.
- Nie! A poza tym,dlaczego nie możemy się chociaż przyjaźnić?
- Jaki jest sens przyjaźnić się z kimś komu się nie ufa?
- Kiedyś mi ufałaś,weź to pod uwagę.Ale kurcze,Valerie,ja byłem upity! Urwał mi się film,nie wiedziałem co robię,a to miała być tylko po prostu zwykła impreza,Jon mnie wyciągnął bo cały czas siedziałem w domu odkąd wyjechałaś.
- A nie miałeś jechać do Vegas?
- Miałem,ale zrezygnowałem w ostatniej chwili.Byłem w kompletnej depresji - nie kłamałem,na prawdę jak tylko wyjechała to humor całkowicie mi się zepsuł - Jeszcze zanim wyjechałaś pokłóciliśmy się,pamiętasz?Nie wiem o co mi chodziło,jak mogłem być zazdrosny o Josha,przecież to twój przyjaciel...i jeszcze się żeni za niedługo.No głupi byłem,co poradzić,a chciałem wszystko naprawić po twoim powrocie,już miałem to zaplanowane ...
- Skąd wiesz że Josh bierze ślub?
- Brendon gada o wszystkim.Dosłownie - wytrzeszczyła oczy.Czyżby mieli jakieś sekrety? - No dobra,może o prawie wszystkim - musiałem jakoś wyprostować to co powiedziałem,aż takich szczegółów z ich życia nam nie zdradzał,ale naprawdę bardzo dużo mówił.
- Ryan...dlaczego wcześniej mi wszystkiego nie wytłumaczyłeś?
- Bo mi na to nawet nie pozwoliłaś,chciałem ci wszystko powiedzieć.
- Tak,to w sumie zmienia postać rzeczy...Ehh,głupia byłam,już taka jestem jak się zdenerwuję.
- Czyli znowu będzie tak jak dawniej? - zacząłem się cieszyć jak wariat,może głupio to wyglądało zwłaszcza że kilka sekund temu prawie płakałem przepraszając ją,ale mniejsza z tym.
- Tego nie powiedziałam.Że ci wybaczam nie znaczy,że nic się nie stało.Po prostu zacznijmy od nowa.
- Super.Schodzisz na dół? - już długo mnie nie było,Brendon zaraz pewnie zacznie coś podejrzewać
- Powiedz Bdenowi że za chwilę będę - uśmiechnęła się...po raz pierwszy dzisiaj.Kocham ten widok.
Odwzajemniłem uśmiech i wyszedłem z pokoju.Byłem zadowolony tak bardzo,że z chęcią zacząłbym podskakiwać.
- Ty nigdy sobie jej nie odpuścisz,co? - Brendon stał naprzeciwko drzwi oparty o ścianę i z założonymi rękoma.
- Ale o co ci chodzi? - patrzyłem na niego pytającym wzrokiem.Jego wyobraźnia jak zwykle była bez granic i znowu coś wymyślił.
- Jak to o co? Znalazłeś sobie kolejną niewinną ofiarę,Keltie ci się znudziła to teraz chcesz zaliczyć Val i znów znaleźć sobie nową.Ja cię dobrze znam,Ryan.
- Teraz jest inaczej,na serio.Ja do V na serio coś czuję.
- Oczywiście,według ciebie zawsze jest inaczej.Dobra,ja już nie wnikam co ty tam do niej czujesz,ale jeśli chociaż trochę ją skrzywdzisz,to uwierz mi że nie będzie z tobą za dobrze - tak,on mi faktycznie dużo może zrobić.Już się boję.
- A wy nie na dole? - Valerie wyszła z pokoju.Nie pytała nawet co się dzieje jak zobaczyła nas patrzących na siebie złowrogo,z resztą to bardzo dobrze.
- Właśnie szliśmy,kochanie - objął ją i pocałował w policzek,jakie to było chamskie!Robił to tylko po to żeby mnie wkurzyć.Na prawdę nie mam potrzeby kłócić się z nim o dziewczynę.Wybrała jego-ok,nie ma sprawy,ja i tak ją będę kochać,więc nie wiem skąd ta złość ze strony Brendona.
Na dole było dużo osób,musieli przyjść jak byłem na piętrze.Oprócz Hayley,Jona i Spencera było też całe Fall Out Boy,Alex i Travie.Brendon poprzedstawiał Val tym,którzy jej jeszcze nie znali,o dziwo była w świetnym humorze.Albo była dobrą aktorką,albo tak szybko się rozchmurzyła.Oczywiście gdy już wszystkich poznała pobiegła do Pete'a i Patricka,z tego co wiem to już strasznie długo się z nimi nie widziała,a byli ze sobą blisko,spotykali się kiedyś bardzo często.Później złapały też dobry kontakt z Hayley,gadały strasznie długo i trzymały się ze sobą.Wiem dobrze co Val robiła przez całą domówkę,bo obserwowałem ją jak jakiś maniak.Ona też na mnie czasami popatrzyła,ale gdy zobaczyła że na nią patrzę natychmiast odwracała wzrok.Może już nie jest na mnie zła,ale jedno jest pewne-nigdy nie będzie tak jak dawniej.